niedziela, 19 sierpnia 2012

Ballada. Taniec mrocznych elfów - Maggie Stiefvater


Tytuł: Ballada. Taniec mrocznych elfów
Autor: Maggie Stiefvater
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Illuminatio

Okładka mówi: James Morgan został obdarzony prawie nieziemskim talentem muzycznym, który przyciąga Naulę - tajemniczą dziewczynę należącą do krainy Faerii. 
Inni mieszkańcy Faerii nie patrzą jednak na to zbyt przychylnym okiem. Wkrótce nadchodzi Halloween - dzień zmarłych - a James będzie musiał zmierzyć się z Królową Elfów oraz rogatym królem umarłych, aby ocalić Naulę i własną duszę.


Moja opinia:
Z twórczością Maggie Stiefvater miałam okazję zetknąć się już wcześniej podczas lektury „Drżenia”. Z dość pozytywnym nastawieniem zabrałam się więc za czytanie już kolejnej serii tejże autorki.
James Morgan – najlepszy dudziarz młodego pokolenia został obdarzony niesłychanym talentem, który niestety przyciąga do niego ludzi z krainy Faerii. W tym także Nualę.
Nuala trudni się wykradaniem śmiertelnikom ich lat i dusz, żeruje na twórczej energii aż do momentu ich śmierci. Po jakimś czasie ta dwójka zbliża się do siebie.
„Ballada – taniec mrocznych elfów” jest drugą i za razem ostatnią częścią tego jakże krótkiego cyklu. Osobiście nie miałam do tej pory okazji, by przeczytać część pierwszą, myślę jednak że potencjalny czytelnik może się bez tego obejść. Całość wydarzeń opisywana jest na przemian z perspektyw dwóch postaci – Jamesa i Nuali. Dzięki temu mamy świetny wgląd w ich osobiste przeżycia oraz przemyślenia, wielu rzeczy możemy się dowiedzieć. Pomiędzy rozdziałami zamieszczone są również krótkie smsy od Dee, które nie zostały wysłane.
Po przeczytaniu innych powieści tej autorki narobiłam sobie, może nieco zbyt wygórowanych nadziei względem „Ballady”. Jest ona co prawda napisana językiem prostym, zrozumiałym dla każdego, dość przyjemnym. Brakowało mi tam jednak tego czegoś, co zatrzymałoby mnie przy powieści na wiele długich godzin i wciągnęło mnie do świata mrocznych elfów bez reszty. Na tle innych powieści wypada raczej przeciętnie. Myślę, że autorka nie wzniosła się tutaj na szczyt swoich możliwości literackich, a szkoda.
Wracając do spraw typowo wizualnych – okładka niestety nie należy do najpiękniejszych jakie w życiu widziałam. Patrząc na nią w nocy można się wręcz przerazić. Ilustracji jako takich nie ma, jedynie pierwsze dwie strony tworzą coś na rodzaj drugiej okładki, notabene ładniejszej od tej właściwej. Jakość korekty jest raczej dobra, w trakcie czytania nie dopatrzyłam się żadnych błędów czy też literówek.
Elementem zasługującym na największy plus jest według mnie kreacja bohaterów, którzy są dość ciekawi, wyraziści, posiadają sporo cech indywidualnych i nie zlewają się w jedną całość. Każdy z nich ma cechę odznaczającą go na tle innych. 
Gdyby nie fakt, że wygrałam „Balladę” w jednym z blogowych konkursów, nie jestem pewna czy sięgnęłabym po nią tak szybko.
Ogólnie rzecz biorąc, powieść ta nie należy do dzieł wybitnych. Jest raczej miłym przerywnikiem od nieco bardziej skomplikowanych i złożonych lektur. Polecam ją wszystkim fanom twórczości Maggie Stiefvater, oraz tym którzy chwilowo nie mają niczego bardziej ambitnego pod ręką.

Ocena:  5/10

         ***
W ramach dodatkowej informacji chcę Wam powiedzieć, że od dzisiejszego popołudnia funkcjonuje fanpage mojego bloga na facebooku. Zapraszam!
https://www.facebook.com/KochamyCzytanie

12 komentarzy:

  1. Nie dość, że elfy, to jeszcze mroczne. Wpis też raczej nie zachęca. Dziękuję, postoję, kompletnie nie moje klimaty ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, kompletnie nie dla mnie, raczej podziękuję również...

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię tą autorkę, ale tej serii nie czytałam - niestety. Ale zastanowię się pięć razy nim ją kupię ^_^

    OdpowiedzUsuń
  4. Lubię fantasy, i mimo Twojej oceny, z pewnością kiedyś znajdę czas na tę książkę. Szkoda, że nie czytałam serii "Drżenie", bo słyszałam wiele pozytywnych opinii na jej temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ta książka wydaje mi się być po prostu jedną z wielu. Plus ta okładka mnie bawi nie wiedząc czemu. Może to za sprawą bad boya na okładce i tych liści na jego szyi. Słaba grafika. No ale okładka to okładka:)
    written-by-bird.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja, szczerze powiedziawszy - na początku nie byłam nawet pewna czy to chłopak czy dziewczyna...
    Ale cóż. Graficy się nie popisali : )

    OdpowiedzUsuń
  7. Jedyna książka tej autorki, jaką przeczytałam, nie zdobyła mojej sympatii, więc raczej nie mam ochoty na kolejne jej autorstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. ehh a przede mną dopiero książki tej autorki, jakoś nie pod drodze mi z tą panią :/ jednak w pierwszej kolejności planuję "Drżenie", ta tutaj jakoś nie za bardzo zachęca
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Chyba odpuszczę sobie tę książkę, raczej nie moje klimaty. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Z całą pewnością sobie odpuszczę tę dylogię. Nie chcę psuć sobie wrażenia jakie autorka na mnie wywarła swoją trylogią o Wilkołakach z Mercy Falls :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mimo niezbyt wysokiej oceny myślę że dam szansę serii :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Często trafiam na tę okładkę, widzę z opisu jednak, że jest dośc przeciętna:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)