środa, 31 października 2012

Stosik weekendowy

Dobry wieczór!
Na mojej półce czeka dość sporo pozycji, które w końcu muszę przeczytać. Ostatnio jednak w moje ręce trafiło kilka ciekawych pozycji, które przedstawia poniższe zdjęcie.
Od góry:
- Przebudzenie, Kelley Armstrong - przyjaciółka wypożyczyła to z biblioteki w dobroci swego serca ofiarowała tę powieść mi, stwierdzając iż w weekend i tak nie będzie miała czasu na czytanie.
- Odwet. jw.
- Głębia, Tricia Rayburn - Mam na nią wielką ochotę, mam nadzieję że się nie rozczaruję!
- Trzy metry nad niebiem, Federico Moccia - Kupiłam ją za dość niską cenę w księgarni na wyprzedaży. Oby spodobała mi się tak, jak poprzednie powieści tego autora!
I tym chciałabym zakończyć dzisiejszą jakże krótką notkę. Niebawem możecie spodziewać się recenzji.
A tymczasem życzę Wam miłego wieczoru!
Ostatnio naszło mnie na słuchanie coverów. Posłuchajcie tego!



niedziela, 28 października 2012

W szponach mrozu - Richelle Mead


Tytuł: W szponach mrozu
Autor: Richelle Mead
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Nasza księgarnia

Okładka mówi:
Zuchwały atak strzyg na szanowaną rodzinę morojów wstrząsnął uczniami Akademii. Nadchodzi przerwa świąteczna i by zapomnieć o tragedii, wszyscy wyruszają do luksusowego kurortu narciarskiego. Rose jednak trudno myśleć o wakacjach. Do grona nauczycieli dołączyła legendarna strażniczka… jej matka. Na domiar złego Dymitr interesuje się inną kobietą, Mason nie ukrywa, że z chęcią zamieniłby przyjaźń na coś więcej, a tajemniczy i arogancki nieznajomy wpada na dziewczynę częściej, niżby sobie życzyła.

Moja opinia:

Scorpio Richelle Mead to pisząca dla New York Times i USA Today jedna z najlepszych autorek gatunku urban fantasy. Jej książki adresowane są zarówno dla dorosłych jak i młodzieży. Pochodzi z Michigan, obecnie jednak mieszka w Seattle gdzie pracuje nad nad swoimi trzema seriami. Zanim została pisarką próbowała kilku różnych ścieżek kariery.
Powieści autorstwa Richelle Mead trafiły w moje ręce dość przypadkowo. Pożyczyłam od razu dwie pierwsze części, mając nadzieję że przy nich miło spędzę czas oczekiwania. Pewna obaw zabrałam się za lekturę. I zaskoczyłam się – na szczęście pozytywnie.
Bohaterowie wciąż pozostają ci sami, przewija się jedynie kilka nowych, acz mniej znaczących postaci. Główną postacią i za razem narratorką powieści jest Rose Hathaway, siedemnastoletnia dziewczyna szkoląca się w zabijaniu strzyg oraz ochronie wampirów. Z najlepszą przyjaciółka łączy ją niezwykła więź. Jest również zakochana w niewłaściwym facecie, ponieważ ich związek nie mógłby zaistnieć. Muszę przyznać, że Rose jest postacią na tyle charakterną i ciekawą, iż od razu przypadła mi do gustu. Za to jej przyjaciółka, wręcz przeciwnie. Praktycznie od początku budziła we mnie pewną irytację.
„Pomyślałam, że nie można się zmusić do miłości. Albo jest, albo jej nie ma. Jeśli nie, trzeba umieć się do tego przyznać. A kiedy sie kogoś kocha, należy robić wszystko, żeby ten ktoś był szczęśliwy.”
Niezwykle zadowolił mnie rozwój relacji pomiędzy Rose a Dymitrem. Ich relacja to chyba jeden z ciekawszych wątków powieści. Szkoda tylko, że zakończenie było takie, a nie inne bo szczerze mówiąc – złamało mi serce.
Jeśli chodzi o styl i język – cóż, powieść jest przede wszystkim bardzo wciągająca. Czyta się ją miło, szybko i z wielką przyjemnością. Styl jest dość ciekawy, wydarzenia również brną do przodu w zaspokajającym tempie. Nie mamy czasu na nudę, acz wszystko nie dzieje się też za szybko.
Okładka jest mroczna, dość estetyczna acz z pewnością nie można powiedzieć, że jest wybitnie ładna. Bliżej jej ku przeciętności. W trakcie czytania nie wyłapałam żadnych literówek, co również jest dla mnie plusem. Cena z kolei mogłaby być o te kilka złotych niższa.
Reasumując – „W szponach mrozu” jest już drugą częścią  cyklu ,,Akademia Wampirów’’ i myślę, że dorównuje swojej poprzedniczce. Przez chwilę bałam się, że będzie gorsza – na szczęście miło się rozczarowałam. Powieść ta jest niezwykle przyjemna i z pewnością możemy spędzić przy niej kilka fajnych godzin. Co prawda nie wyniesiemy z niej czegoś więcej, acz myślę że mimo tego warta jest przeczytania.


Ocena: 7/10
                                                                                   ***
Pada śnieg, za oknem zaczyna się już robić biało... Czuć zimę. Weekend ten niestety nie należał do najlepszych. Oby wszystko się w końcu ułożyło! Na zakończenie tego dnia zostawiam Wam piosenkę, która urzekła mnie wręcz od pierwszego przesłuchania.

sobota, 20 października 2012

Małe podsumowanie ostatnich miesięcy, obiecane wrażenia z Pragi + kilka dodatkowych informacji






Witajcie!
Jak zapewne większość z Was już pewnie zauważyła - w ciągu ostatnich kilku miesięcy na moim blogu panowały małe pustki. Notki pojawiały się rzadko, a było to spowodowane głównie moimi wyjazdami szkolnymi, później wakacyjnymi. Teraz wszystko w moim życiu zaczyna powoli wracać do swojego dawnego rytmu - w tym również i częstotliwość pisania notek! Dziś zajmę się tym, co obiecałam Wam już dawno. Mam na myśli... Opis moich wrażeń, z wycieczki do Pragi ;) Odwlekałam tę notkę przez wzgląd na to, że nie byłam w posiadaniu dobrych zdjęć, które moja koleżanka miała mi wysłać jakieś dwa miesiące temu. Czekałam cierpliwie, jednak - jak ich nie było tak nie ma. Wrzucę więc moje osobiste zdjęcia robione telefonem, mam nadzieję, że wybaczycie mi kiepską jakość i brak zdolności fotograficznych. Gdybym wtedy wiedziała, że to jedyne pamiątki jakie zostaną mi po wycieczce - zapewniam, postarałabym się bardziej : >
 Zacznę może od samego początku. Wycieczka formalnie trwała cztery dni. Mianowicie, wyjechaliśmy nad ranem 22 maja we wtorek, a do domu wróciliśmy nad ranem w sobotę tego samego tygodnia. W Pradze spędziliśmy dwa całe dni, resztę zajęła nam podróż oraz zwiedzanie miasteczka w którym się zatrzymaliśmy (Bozkov). Po trwającej około 20 godzin podróży w końcu przekroczyliśmy granicę. Pierwsze co zauważyłam - większość dróg w Czechach prowadziła przez lasy, wszędzie było bardzo dużo zieleni. W sumie minęliśmy tylko trzy-cztery mniejsze miasteczka. Muszę jednak
przyznać, że otoczenie to niezwykle przypadło mi do gustu. W pewien sposób przypominało mi wręcz moje rodzime Bieszczady. Bozkov to miejscowość równie malownicza, co wcześniej opisana sceneria. Jest tam w sumie sporo pagórków i bardzo dużo zieleni - zresztą nie tylko tam, ale i w samej Pradze. Warunki wycieczki, jej poziom organizacji oraz moją własną ocenę pominę w tej opowieści - za to z pewnością wspomnę o tym młodszym rocznikom. Praga jest miastem, po pierwsze - ogromnym, a po drugie - PIĘKNYM. Zakochałam się w nim od samego początku mojego zwiedzania. Po prawej, oraz nieco wyżej teoretycznie możemy zobaczyć     
zmianę warty. Teoretycznie -  ponieważ niestety wszystko zasłonił mi tłum ludzi : ) Teraz niestety nie pamiętam już tak wielu ciekawostek, co tuż po powrocie do domu. Pierwszą rzeczą, która nieco mnie zdziwiła był fakt, że spora część dróg w mieście nie była pokryta asfaltem, a... Brukiem. Wszystkie deptaki, chodniki, pobocza - również. To jednak dodawało uroku, no przynajmniej według mnie. Jak również możecie zauważyć na powyższych zdjęciach - pogoda nam dopisała, może aż za bardzo. Było sporo ponad trzydzieści stopni, słońce w pełni - oczywiście nieco się przez to spaliłam.
 Jeśli chodzi o informacje przydatne dla wszystkich, którzy planują odwiedzić to jakże piękne miasto - na pewno warto wspomnieć co nieco o przeliczniku walut. Po pierwsze - wszystkie pieniądze lepiej wymienić jeszcze u nas w kraju. Czeski przelicznik dość znacznie różni się od naszego krajowego, więc całkiem dużo możemy stracić jeśli dopiero na miejscu wymienimy pieniądze. Kolejna sprawa tyczy się czegoś, co kobiety lubią najbardziej - tak drogie panie, mam na myśli zakupy. Jak możemy się domyślić - Praga to ogromne miasto, pełne różnych sklepów, galerii. Możemy tam również spotkać te same sieciówki, które działają w Polsce. Ciekawostką jest to, że na metkach mamy ceny w różnych walutach i zapłacić możemy złotówkami, ale tylko kartką. Przed tym również chcę Was przestrzec, bo jak wcześniej mówiłam - Czeski przelicznik jest inny niż nasz i możemy znów trochę stracić. Bardziej opłaca nam się robić zakupy za korony.
Podczas samego pobytu nieco zdziwiło mnie również to, że na ulicach częściej możemy usłyszeć język angielski, niemiecki czy chociażby polski - niż czeski. Natomiast z porozumieniem się z ludźmi na ulicy, czy w sklepach nie ma mniejszych problemów, choć odniosłam pewne wrażenie, że lepiej rozumiana byłam gdy mówiłam po polsku, niż po angielsku. Reasumując - z całego wyjazdu jestem jak najbardziej zadowolona, głównie dlatego że Praga wręcz podbiła moje serce. Rzadko kiedy doznaję takiego uczucia, wiem jednak, że na pewno jeszcze nie raz tam wrócę. I Was również zachęcam do odwiedzenia tego miejsca! : ) W ramach dodatkowej informacji wspomnę również, że będąc obok mostu Karola miałam okazję posłuchać występu rodziny podróżującej po europie, grającej koncerty. Zapoznajcie się z ich stroną! Naprawdę warto. BFFamily

Kolejnym elementem mojej dzisiejszej notki będzie również obiecane 'małe podsumowanie'. Póki co odpuszczam sobie te comiesięczne, ponieważ moje wyniki byłyby zbyt żenujące, by je publikować. Od ostatniego przeczytałam 15 książek, a zrecenzowałam następujące :
Beth Fantaskey - Przyrzeczeni
Amy Meredith - Cienie
Cat Patrick - Zapomniane
Lesley Livingston - Oddech nocy
Maggie Stiefvater - Ballada. Taniec mrocznych elfów
Claudia Gray - Powrót do Wiecznej Nocy
Isabel Abedi - Lucian
Richelle Mead - Akademia wampirów
Lauren Oliver - 7 razy dziś
Lisa Desrochers - Demony. Pokusa
A już niedługo pojawią się recenzje drugiej części Akademii Wampirów oraz Księżniczki Wampirów!

Chciałabym dodać również, że nie tak dawno mój blog obchodził swoją rocznicę, powstał fanpage, a na liczniku jakiś czas temu pojawiła się całkiem okrągła liczba - 10 tysięcy ;) Za pisanie zabrałam się głównie dlatego, że imponowali mi wszyscy, którzy pisali dobre recenzje i publikowali je gdzieś na łamach internetu. Zapragnęłam również to robić... Jak mi wychodzi? Pozostawiam to Waszej ocenie. Dziękuję jednak właśnie Wam wszystkim - tym, którzy odwiedzają i komentują mojego bloga, jesteście dla mnie wielką motywacją!

wtorek, 16 października 2012

Demony. Pokusa - Lisa Desrochers


Tytuł: Demony. Pokusa
Autor: Lisa Desrochers
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Okładka mówi: Gdybyś musiała wybrać pomiędzy Niebem a Piekłem, co byś wybrała?
… Jesteś pewna? Frannie Cavanaugh to porządna dziewczyna, choć nie bez skazy. Zawsze trzymała wszystkich na dystans – nawet najbliższych przyjaciół – i wydaje się, że ostatni rok w liceum będzie taki sam… do chwili, gdy do jej klasy trafia Luc Cain.


Moja opinia: Lisa Desrochers mieszka w Kalifornii z mężem i córkami, z których starsza zainspirowała ją do napisania książek dla młodzieży. Autorka uwielbia niesamowite opowieści i częste podróże. Z wykształcenia jest doktorem fizykoterapii, toteż często wygłasza wykłady na temat ochrony zdrowia. Cykl książek pt. „Demony” to jej literacki debiut.
Nie słyszałam wcześniej nic zarówno o autorce jak i o samej powieści, myślę więc że nie sięgnęłabym po nią gdyby nie dość duża promocja w jednej z księgarni. Kupiłam ją bez większego zastanowienia i pełna obaw wciąż odwlekałam moment rozpoczęcia lektury. W końcu, po kilku miesiącach przeleżanych na mojej półce nadeszła na nią kolej.
Główną bohaterką i za razem jedną z narratorek powieści jest Frannie, czy raczej Mary Francis Cavanaugh. Jest ona z pozoru zwykłą nastolatką pochodzącą z bardzo religijnej, katolickiej rodziny. Jeśli jednak chodzi o ową religijność – nie jestem do końca przekonana, ponieważ jedyne co się tam odznacza to iście biblijne imiona wszystkich dzieci, oraz uczęszczanie na niedzielne msze. Obwinia się o śmierć brata. Nie wierzy w miłość, za to bardzo skupia się na fizycznej stronie kontaktów z płcią przeciwną. Zauważyłam u niej również pewną skłonność do zachwytów wszystkim co chodzi, żyje i jest facetem.
Kolejnym głównym bohaterem jest Luc, czyli Lucian Cain – demon przybywający na ziemię, by oznaczyć dla piekła duszę Frannie. Tysiące lat doświadczenia sprawiły, że stał się jednym z najlepszych w swoim fachu. Od razu można wyczuć, że oznaczanie dusz i sprowadzanie ludzi na złą drogę stanowi dla niego całkiem dobrą zabawę. Tym razem musi znów uczęszczać do szkoły, by ułatwić sobie wypełnienie zadania.
,,Jeśli istnieje piekło na ziemi, to na pewno jest nim liceum.”
Luc sam w sobie jest postacią przyjemną i dość ciekawą, choć rzuca się tu w oczy pewna schematyczność. Tatuaże, czarne ubrania, kolczyki, czerwone oczy… Czy to już nie nasuwa nam pewnych wniosków? No właśnie. Ma on jednak w sobie coś intrygującego, jest dość zabawny i na tle pozostałych postaci wypada całkiem dobrze. Praktycznie od początku był moim ulubieńcem, toteż podwójną przyjemnością było dla mnie czytanie rozdziałów pisanych z jego perspektywy.
Kolejnym bohaterem, który pojawia się prawie na samym początku jest Gabe – Gabriel. Już po przeczytaniu samego imienia, możemy domyślić się po której stronie mocy się opowiada. Niebieskie oczy, blond włosy, białe ubrania… Istne przeciwieństwo Luca. Nie odznacza się on jednak niczym szczególnym, zresztą tak jak i cała reszta bohaterów przewijających się przez powieść – są oni jedynie tłem.
Styl autorki nie jest zbyt wymagający, choć trzeba przyznać że wciąga czytelnika praktycznie od samego początku. Mamy całkiem sporo zabawnych momentów, co działa na korzyść powieści. Po drodze możemy też napotkać kilka wulgaryzmów, które według mnie są nieco zbędne. Język jest stylizowany na młodzieżowy, w tym jednak wypadku odniosło to oczekiwany efekt i nie wydaje się przerysowane, oraz wciśnięte na siłę na karty powieści.
Akcja rozwija się w zadowalającym tempie, nic nie dzieje się zbyt szybko, jednak nie mamy czasu na nudę.
Reasumując, jest to powieść całkiem przyjemna, idealna na odstresowanie się po ciężkim dniu i spędzenie kilku miłych godzin z bohaterami. Myślę, że jak na debiut autorki – nie jest najgorszej, a wręcz całkiem dobrze. Widać pewne oznaki schematyczności.
Polecam ją przede wszystkim tym, którzy chcą spędzić miło czas, nie szukają czegoś górnolotnego, są zainteresowani twórczością autorki bądź chcą zapoznać się ze wszystkimi powieściami w gatunku.

Ocena: 6/10

sobota, 13 października 2012

7 razy dziś - Lauren Oliver


Tytuł: 7 razy dzś
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi: Co by było gdybyś miał tylko jeden dzień do przeżycia? Co byś zrobił? Kogo byś pocałował? I jak daleko byś się posunął, aby ocalić swoje życie?

Moja opinia:
Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.
Szczerze mówiąc, nie słyszałam zbyt wiele o autorce aż do momentu, gdy jej powieść trafiła w moje ręce. Obiło mi się wcześniej o uszy co nieco na temat książki, nie zainteresowała mnie ona jednak na tyle, bym po nią sięgnęła. W końcu skusiłam się jednak, widząc ją w księgarni na przecenie do kupienia za grosze.
Główną bohaterką powieści jest Sam Kingston, wiodąca z pozoru idealne wręcz życie. Ma wszystko o czym tylko przeciętna nastolatka może marzyć. Trzy wspaniałe przyjaciółki, chłopaka, dobry dom, popularność… Porządek w jej życiu znika jednak na dobre 12 lutego. Bo to właśnie tego dnia dzieje się coś strasznego. I to właśnie ten dzień będzie musiała przeżywać na nowo siedem razy.
Całość fabuły z pozoru nie wydaje się zbyt ambitna. Muszę przyznać, że charakter zarówno Sam jak i jej przyjaciółek nie do końca przypadł mi do gustu. Nie przepadam za takimi dziewczynami w normalnych kontaktach, a już tym bardziej na kartach powieści. Większość postaci jest jednak zbudowana w sposób ciekawy, wielowymiarowy. Każda z dziewczyn ma swoje przeżycia, problemy, sekrety i rzeczy z którymi się zmaga. Moje wielkie współczucie praktycznie od początku budziła Juliet. Bo w końcu któż z nas w swoim życiu choć raz nie padł ofiarą żartów samozwańczej szkolnej elity?
„Może dla ciebie jest jakieś jutro. Może dla ciebie istnieje tysiąc kolejnych dni albo trzy tysiące, albo dziesięć- tyle czasu, że możesz się w nim zanurzyć, taplać do woli, że możesz pozwolić by przesypywał ci się przez palce jak monety. Tyle czasu, że możesz go zmarnować
Dalsze wydarzenia pokazują nam przede wszystkim walkę o zakończenie tego ostatniego dnia w dobry sposób. Dają szansę, na naprawienie życiowych błędów przynajmniej w małym stopniu.
„Niebo akurat wygląda dokładnie tak samo. Pewnie na tym polega cała tajemnica, kiedy próbuje się wrócić do przeszłości. Trzeba spojrzeć w górę.”
Prawda zawarta w powyższym cytacie wyjątkowo do mnie trafiła. Wszystko to wiązało się z wielką chęcią odwiedzenia dawnych miejsc z dziecinnych wspomnień bohaterki. Wszystko jednak się zmienia, czy tego chcemy czy nie. Czasem tylko niebo zostaje takie samo.
„Ale kiedy noc się zaczyna, wszystko jest możliwe.”
Język i styl są raczej przystępne i łatwe w odbiorze. Tekst nie wymaga od nas większego wysiłku przy zrozumieniu. Z pewnością będzie zrozumiały dla każdego. Powieść na tle innych wypada całkiem dobrze. Nie spotkałam się wcześniej z podobny wątkiem, który muszę przyznać – jest bardzo ciekawy. Bo w końcu, kto z nas wiedząc, że może naprawić coś w swoim życiu – nie przyjąłby takiej ostatniej szansy? Perspektywa ta wydaje się kusząca i smutna jednocześnie. Pokazuje nam też w pewien sposób, jak bardzo życie innych zależy od naszego i że nigdy nie jest za późno na naprawienie naszych błędów.
„Nadzieja trzyma przy życiu. Nawet po śmierci jest to jedyna rzecz, która trzyma przy życiu.”

Ocena:  7/10