sobota, 28 grudnia 2013

Pierwsza odsłona recenzji szkolnych i krótkie życzenia noworoczne


Tytuł: Historia. Repetytorium dla kandydatów na studia prawnicze, historyczne, politologiczne i socjologiczne.
Autor: Wojciech Sokół, Marek Chmaj, Janusz Wrona
Liczba stron: 660
Wydawnictwo: Difin
Cena: ok 55 zł

Okładka mówi:
Od starożytności do wydarzeń ostatnich miesięcy w jednym tomie to realizacja zamierzenia Wydawnictwa, aby dostarczyć maturzystom, uczniom szkół średnich oraz nauczycielom komplementarny przewodnik wiedzy historycznej, który systematyzuje wiedzę z historii i współczesności Polski oraz świata w zakresie wymaganym przez programy nauczania w szkołach średnich.


Moja opinia:    
           Swego czasu byłam prawie stuprocentowo pewna, że na maturze wybiorę historię na poziomie rozszerzonym i z takim nastawieniem zabrałam się za poszukiwanie jakiegoś konkretnego repetytorium, które pomogłoby mi w przygotowywaniach. Wiedziona kilkoma dobrymi opiniami z internetu wybrałam właśnie to.
           Ostatecznie moje plany co do matury uległy zmianie, repetytorium jednak zostało i wykorzystuję je od czasu do czasu zamiast książki do tegoż przedmiotu, której notabene nie posiadam. Pierwsze co mnie nieco rozczarowało to monotonność pod względem graficznym tegoż tomu. Tak, doskonale zdaję sobie sobie sprawę, że tutaj najważniejsza jest wiedza zawarta w treści, jednak osobiście dużo bardziej wolę, gdy tego typu książki są nieco bardziej bogate w kolory, mniej monotonne, żywsze. Za to repetytorium ma u mnie mały minus.
            Całość jest napisana dość przejrzyście, bez większego problemu możemy sobie czytać tę pozycję od tak, jak każdą inną książkę.
            Kolejną rzeczą, która niezbyt mnie zachwyciła był fakt, że niektóre tematy według mnie zostały poruszone zbyt powierzchownie, bez wdawania się w szczegóły, których poszukiwałam sięgając właśnie po to repetytorium. Mamy tu zawarte z grubsza ważniejsze informacje, wszystko jest zbudowane w dość chronologiczny sposób.
            Występuje podział na dwie części - historię Polski oraz społeczną. Jak dla mnie - na plus. Bez problemu możemy odnaleźć tu wszystko co nas interesuje, gdyż na początku mamy przejrzysty spis treści.
             Obiło mi się o uszy coś na temat tego, jakoby w tej pozycji znajdowały się jakieś błędy. Muszę przyznać szczerze, że nie przewertowałam jej na tyle, by się tam takowych dopatrzeć, choć nie wykluczam ich istnienia. Być może w moim wydaniu (a mam to nowsze, z 2012 r) zostały one wyeliminowane.
              Na samym końcu mamy garść informacji z czasów najnowszych, sporo politycznych szczegółów takich jak np sondaże wyborcze - wszystko w miarę aktualne, bodajże najnowsze dane są z końca 2011 roku.
             Myślę, że repetytorium samo w sobie jest całkiem dobrą pozycją dla ludzi, którzy będą zdawać maturę rozszerzoną z historii. Na pewno nie jako jedyne źródło wiedzy, ale jako poboczne - czemu nie? Nie polecam natomiast ludziom planującym maturę podstawową, lepiej zainwestować w coś tańszego (bo w końcu okolice pięćdziesięciu złotych to nie najmniejsza kwota) żeby później nie żałować, jak ma to miejsce obecnie w moim przypadku.

                                                               ***
Przy okazji chciałabym również Wam wszystkim złożyć najszczersze życzenia z okazji świąt. Obyście spędzili sylwestra we wspaniałym towarzystwie, wszystkiego najlepszego i wielu książek do czytania w nadchodzącym 2014! ;)

 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem - Abigail Anne Gibbs


Tytuł: Mroczna bohaterka. Kolacja z wampirem
Autor: Abigail Anne Gibbs
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Muza

Okładka mówi:
Ta książka sprawi, ze znowu zakochasz się w wampirach. Ale uważaj – one gryzą!
• Angielska odpowiedź na amerykańską sagę Zmierzch.
• Publikowana w odcinkach w Internecie przez nastoletnią autorkę piszącą pod pseudonimem Cansel2 – ponad 17 000 000 (milionów!) odsłon przed wydaniem książki!
• Prawa do wydania sprzedane do 19 krajów.
Przypadkowe spotkanie na Trafalgar Square odmienia życie Violet Lee, ukazując jej świat, którego nawet sobie nie wyobrażała: istniejące poza czasem miejsce, w którym elegancja, bogactwo, wspaniałe dwory i wytworne przyjęcia są znamionami dekadencji, w jakiej żyją jego mieszkańcy.


Moja opinia:
       Abigail Anne Gibbs jest eteryczną blondynką, która mdleje na widok krwi. Walczy o prawa zwierząt i jest wegetarianką. Na co dzień jest zwykłą, przeciętną studentką. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że właśnie została milionerką i to dzięki napisaniu książki o krwiożerczych istotach. W studiu dzień Dobry TVN gościem była Abigail Gibbs.
       Pewnego melancholijnego popołudnia, przepełniona świątecznym poczuciem smutku zaczęłam rozpaczliwie rozglądać się za jakąkolwiek ciekawą lekturą. Przebrnęłam przez kilka stron kolejnego tomu już czytanej przeze mnie powieści, rzuciłam ją jednak w kąt stwierdzając, że nie była tym czego aktualnie szukam. Ostatecznie zerknęłam na najnowszą pozycję widniejącą na mej liście „Do przeczytania” i tak oto trafiłam na tytuł Mroczna Bohaterka. Kolacja z wampirem. Przeczytawszy jedynie sam opis uznałam, że nie będę spodziewać się zbyt wiele i jedyne czego oczekuję, to zabicie czasu połączone z oderwaniem się od problemów życia doczesnego. Czy ta powieść sprostała jednak moim wymaganiom?
,,Nie będę płakać z powodu jakichś obłąkanych morderców. Nigdy!”
         Pierwszą rzeczą o której warto wspomnieć, jest przede wszystkim sama fabuła. Cała historia rozpoczyna się w momencie, gdy nasza nieco przemarznięta bohaterka Violet czeka w parku na swoją przyjaciółkę. Tam jednak zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a ona sama zostaje świadkiem porachunków między ludźmi a wampirami. I właśnie to wydarzenie niesamowicie komplikuje jej dotychczas spokojne życie. Zaczyna mieszkać z rodziną wampirów, od której zależy już życie nie tylko jej samej. Wiedzie tam względnie dobre życie, wisi jednak nad nią wybór, którego prędzej czy później będzie musiała dokonać.
,,- Możecie wychodzić na słońce? - Tak,ale to grozi oparzeniami. Tylko nie myśl sobie,że jak wyrzucisz mnie na dwór, to coś mi się stanie. Wcale nie! - Zrobił zabawną minę, jakby właśnie się topił jak bałwan. - A jeśli chciałabyś mnie ukatrupić czosnkiem, przysięgam, że po czosnku miałbym tylko nieświeży oddech. A gdybyś zawiesiła mi na szyi krzyżyk albo medalik, wyglądałbym jak dewotka. A prysznic ze święconej wody bardzo mnie odświeża.”
       Główna bohaterka jest dość przebojową, upartą nastolatką mogącą poszczycić się dość sarkastycznym poczuciem humoru – i za to dość szybko zaskarbiła sobie moją sympatię. Często nie szczędzi sobie ostrych słów, stawia opór i próbuje walczyć o swoje. Również jej historia rodzinna jest tu ciekawym motywem, który poznajemy coraz głębiej w trakcie czytania – dowiadujemy się o zmarłym bracie, chorej siostrze oraz sekretach ojca. Czasem wydawało mi się, że postępowała ona nieco infantylnie, wciąż jednak uważam, że jest postacią dość barwną i interesującą.
       Kolejnym bohaterem, którego mamy przyjemność poznać prawie na samym początku jest Kaspar. Gwałtowny, dość obojętny, wręcz chłodny, niedostępny, okrutny – tymi wszystkimi przymiotnikami możemy określić go bez wahania. Sama nie byłam przekonana do wątku miłosnego z nim na czele głównie przez wzgląd na to, że dość długo nie mogłam się do niego przekonać. Już od pierwszych kart powieści usłyszeć możemy o jego licznych podbojach łóżkowych i coraz to kolejnych kobietach jakie sprowadza sobie do towarzystwa. Z czasem jednak coś w nim się zmienia, staje się dla Violet nieco bardziej życzliwy co w krótkim czasie pogłębia łączącą ich więź. Ta relacja jednak z każdym dniem staje się trudniejsza, gdy każdego dnia na jaw wychodzą coraz to nowe fakty.
,, Ciiii! - syknął (...) - Przecież nic nie mówię! (...) - Ale głośno myślisz, a to mnie rozprasza.”
       Styl autorki niewątpliwie określić możemy jako dość ciekawy, niezwykle barwny i mimo iż nie stroni ona od nieco ostrzejszych słów, nie ma się wcale wrażenia, że wepchnięto je tam na siłę jak to bywało w przypadku innych powieści. Sama wciągnęłam się w lekturę już od pierwszej strony i nie mogłam się wręcz od niej oderwać aż do ostatniej. Przeczytałam ją w zaledwie jedno popołudnie, teraz szczerze żałuję, że nie przedłużyłam sobie nieco tej przyjemności.
       Wszystkie postacie zostały zbudowane w ciekawy sposób, każda z nich ma swą własna odrębną osobowość i liczne cechy odróżniające ją od pozostałych.
Bałam się nieco lektury tej książki, zwłaszcza po przeczytaniu jakoby była ona odpowiedzą na zmierzch. Przez chwilę myślałam, że będzie to coś podobnego – na całe szczęście myliłam się. Świat tutaj przedstawiony jest zdecydowanie bardziej rozbudowany, bohaterowie są bardziej ludzcy, żywi niż we wcześniej wspomnianym zmierzchu.
       Przez całą powieść przeplata się kilka ciekawych motywów, które czytelnika wprawić mogą nie tylko w lekką zadumę, ale też rozbawienie. Sama wiele razy przyłapywałam się na nieświadomym uśmiechu kierowanym do kart powieści. Wiele razy przeżywałam wszystko razem z bohaterami i to również możemy uznać za plus – te emocje i opisy zbudowane w taki sposób, że przeżywamy smutki i dzielimy z nimi radości.
„- Związek? - powtórzyłem, rozglądając się i szukając odpowiedzi w ścianach - Nie przypominam sobie, żebyśmy byli zaręczeni. - Kaspar, czy ty w ogóle nie zaglądasz na Facebooka? Zaznaczyłam tam, że jestem w związku! Z tobą!”
       Nie jestem pewna, czy każdy dostrzegłby w tej powieści jakiś głębszy sens, niż tylko opowieść o wkraczaniu w świat wampirów. Dla mnie osobiście przedstawione tutaj motywy są niczym swego rodzaju uwypuklenie cech, które w dzisiejszych czasach posiada coraz więcej ludzi. Okrucieństwo, często egoizm, relacje sprowadzające się jedynie do seksu, czy też związek będący nim jedynie w postaci statusu na facebooku. To wszystko w pewnym sensie pokazuje kierunek, w jakim podąża dziś coraz więcej ludzi. Czy jest on jednak słuszny, każdy ocenić może wedle własnego sumienia.
„- Otwórz oczy, dziewczynko! Jestem cholernym księciem i rozkazuję ci! Nie wolno ci odejść!”
       Niemniej jednak szczerze polecam wszystkim powieść Bohaterka. Kolacja z wampirem, sama spędziłam przy niej wiele przyjemnych chwil. Podziwiam autorkę za całkiem dobry debiut i z niecierpliwością czekam na kolejne jej powieści, licząc przy tym po cichu, że ich poziom utrzyma się, bądź nawet jeszcze się polepszy.




Ocena: 8/10

niedziela, 24 listopada 2013

Ukojenie - Maggie Stiefvater


Tytuł: Ukojenie
Autor: Maggie Stiefvater
Liczba stron: 518
Wydawnictwo: Wilga

Okładka mówi: Trzeci tom bestsellerowej powieści 'Drżenie'. Zbliża się polowanie, czy ktoś uratuje wilki...?
Współczesna powieść o wilkołakach? Tak! A w niej nie tylko wielka miłość, ale także pożegnania i śmierć, ból niezrozumienia i niemożność bycia razem.
Grace i Sam spotykają się w „Drżeniu”. W „Niepokoju” walczą o to, żeby być razem. W „Ukojeniu” ich życiu zagraża prawdziwe niebezpieczeństwo. Stawka staje się coraz wyższa. Zaczyna się polowanie na wilki…
Moja opinia: 
              Po przeczytaniu Drżenia, czyli pierwszej części całej trylogii – byłam pod dość sporym wrażeniem. Cała ta historia, mimo iż miała w sobie nieco przewidywalności, urzekła mnie wręcz od pierwszych stron. Niepokój przeczytany po ponad roku w stosunku do części pierwszej był dla mnie sporym ostudzeniem czytelniczego zapału pokazując, że albo ja początkowo dokonałam zbyt łagodnej oceny, albo też styl autorki uległ tak wielkiej zmianie po części poprzedniej. Bez większego zapału zabrałam się więc za lekturę części trzeciej i finałowej za razem, o intrygującym tytule Ukojenie.
„Zawsze jestem pewien tego,co robię. Czasami nie jestem tylko pewien,czy to wszystko,co robię,będzie miało szczęśliwe zakończenie.”

            Ostatni tom stylem pisania nie odbiega dalece, a właściwie w ogóle od swoich poprzednich części. Narracja w dalszym ciągu podzielona jest na perspektywę Sama, Grace, Cole’a oraz Isabel. Warto wspomnieć o tym, że Ukojenie jest naprawdę sporą powieścią gdyż liczy sobie aż 513 stron, co było dla mnie nie lada wyzwaniem. Styl autorki jest niesamowicie prosty, chwilami wręcz ma się wrażenie, że został napisany w ten sposób by wszyscy młodzi nastoletni fani wątków miłosnych byli w stanie wszystko zrozumieć bez jednoczesnego przegrzewania synaps i zbytecznego zastanawiania się nad znaczeniem czytanego tekstu. I w tym momencie oczywiście można zadać sobie pytanie – czego tak naprawdę spodziewałam się po tej powieści? Odpowiedź jest dość prosta. Zdecydowanie czegoś więcej. 

„Są myśli, których nie można mi odebrać. Są myśli, których utraty po prostu bym nie zniósł”

            Kilkanaście razy w ciągu całej lektury zdarzało mi się wybić z czytania, po czym powrócenie do tej czynności było dla mnie nie lada wyczynem. Większość naprawdę długich opisów chwilami zwyczajnie zaczynała mnie nużyć, zwłaszcza przy długotrwałym brnięciu przez powieść. Jedynymi fragmentami, które działały tu na korzyść były wszystkie pisane z perspektywy Cole’a. Ta jedna jedyna postać dodała tu odrobinę świeżego powiewu i była niesamowicie ciekawą odskocznią od ciągłego wałkowania życia Sama i Grace. 
Jeśli zaś o samych bohaterów chodzi – nie wyróżniali się niczym szczególnym. Jedynie w teorii miewali cechy, którym czasem brakowało odzwierciedlenia w działaniu. 
„Nic nie ma lepszego smaku od śmiechu ukochanej osoby w twoich ustach”

             W recenzji tej chciałabym podsumować nie tylko tę część, ale również i wszystkie pozostałe. Jest to seria opowiadająca przede wszystkim o miłości w teorii pięknej, może trochę niezwykłej i z pewnością rzadkiej. Borykającej się z problemami, z jakimi my zwykli śmiertelnicy raczej nigdy nie będziemy mieć styczności (mam tu na myśli zamianę jednego partnera w wilka, choć z pewnością dodałoby to nieco pikanterii do każdej relacji). Zakończenie samo w sobie wydaje mi się niepełne, jakby wręcz autorka nie miała konkretnego pomysłu na zakończenie wszystkiego i po prostu urwała historię tuż przed nastąpieniem sceny finałowej. I przyznać trzeba, że cała powieść z każdą przeczytaną kartką studziła mój zapał coraz bardziej, zakończenie jednak było moim największym rozczarowaniem. 

„... żaden dobry uczynek nie uchodzi bezkarnie...”
             Całość polecam przede wszystkim osobom poszukującym czegoś niewymagającego na ciężki dzień, wszystkim którzy do tego typu historii podchodzą mniej krytycznie niż ja oraz młodszym fanom pięknej miłości połączonych z jej licznymi opisami. Ja jestem rozczarowana i z ulgą witam fakt, że kolejnych części nie będzie.

Ocena: 5/10

sobota, 23 listopada 2013

Recenzje szkolne - nowa akcja na blogu

Witajcie!
Ostatnio miałam długą przerwę w blogowaniu spowodowaną między innymi ogromnym natłokiem obowiązków szkolno-maturalnych. Patrząc na stosy przeróżnych książek piętrzących się wokół mnie, przyszedł mi do głowy pewien pomysł na stworzenie miałej 'akcji', a posty z nią związane pojawiałyby się cyklicznie na blogu.
Sama miałam dość spory problem z kupieniem dobrych repetytoriów, książek z testami. Jak wiadomo, często w internecie ciężko jest znaleźć jakiekolwiek ich recenzje, a ceny nie bywają najniższe, toteż postanowiłam wyrazić kilka swoich opinii o niektórych pozycjach, wierząc, że w ten sposób niejako pomogę tym mniej zdecydowanym znaleźć dla nich coś właściwego. Oprócz tego przewidziane są również recenzje co ciekawszych lektur. (Choć nie wiem czy będą one pisane w formie recenzji, czy raczej opinii. Czuję pewną obawę przed recenzowanie czegoś, co z góry zostało uznane za dobre i znalazło się w kanonie lektur).
Gdyby ktoś był zainteresowany również moją własną opinią na temat jakichś podręczników, bądź też kursów językowych - wystarczy napisać w komentarzu. Posty dotyczące tej akcji będą pojawiać się najprawdopodobniej co dwa tygodnie, a już jutro wrócę do Was z recenzją ostatniego tomu pewnej powieści fantastycznej. Grudzień natomiast zostanie miesiącem jednego z autorów kryminałów.
A więc... Akcję recenzje szkolne uważam za otwartą.

niedziela, 17 listopada 2013

Królestwo czarnego łabędzia - Lee Carroll



Tytuł: Królestwo czarnego łabędzia
Autor: Lee Carroll
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Okładka mówi: Pierwsza część niezwykłej serii z gatunku urban fantasy.
Garet James nie jest taka jak inni młodzi, przebojowi single z Nowego Jorku. Tyle tylko, że jeszcze o tym nie wie. Zaczyna się od starej srebrnej szkatułki zamkniętej na amen. Garet ma ją po prostu otworzyć na prośbę słabowitego właściciela sklepu z antykami. Któż by nie odmówił pomocy? Jednak zaraz potem, ni stąd, ni zowąd, wszystko się zmienia.
Moja opinia: 
            Lee Carroll to pseudonim literacki Carol Goodman –  autorki popularnych kryminałów – i jej męża Lee Slonimsky’ego, poety i menedżera funduszu hedgingowego. Małżeństwo mieszka w Great Neck w Nowym Jorku.
Zarówno o autorce jak i o samej powieści nie słyszałam niczego aż do momentu, gdy w moje ręce wpadł plik przeróżnych zakładek z księgarni. Zaintrygowana zaczęłam czytać poszczególne opisy, przeglądać okładki i to właśnie Królestwo zaciekawiło mnie najbardziej. Zaintrygowana odnalazłam tę książkę po ponad roku, by w końcu zaspokoić swą czytelniczą ciekawość.
„To były zaburzenia widzenia, nowy element w zespole objawów migreny ocznej.”
Garet James prowadzi od lat razem ze swoim ojcem galerię sztuki mieszczącą się w Nowym Jorku, oprócz tego zajmuje się odlewami Kluczowym elementem powieści jest jej medalion, czyli prezent od matki – przez który trafia do tajemniczego sklepu, gdzie zostaje jej zlecone otwarcie skrzynki. Gdy w końcu udaje jej się otworzyć wieko – ze środka wypada kartka z informacją kluczową w dalszych wydarzeniach. Tego samego dnia jej dom zostaje napadnięty, a wszystko wskazuje na to, że jej ojciec upozorował włamanie w celu wyłudzenia odszkodowania. Czy uda im się oczyścić z zarzutów? Co takiego znajdowało się w skrzynce? By poznać odpowiedzi na te wszystkie pytania – musicie sięgnąć po Królestwo.
Nie jestem pewna, czy sięgnęłabym po tę powieść gdyby nie niezwykle interesująca okładka, czy też reklama na okładce. Zapewne nigdy nawet bym o niej nie usłyszała. Sam opis jednak wydał mi się obiecujący, a w trakcie lektury i tuż po niej bez wyrzutów sumienia mogłam stwierdzić, że fabuła jest naprawdę ciekawa i warta docenienia. Czegoś mi tu jednak zabrakło i ciężko mi stwierdzić czego, jednak to pewnie sam styl autorki w jakimś stopniu nie podołał moim wymaganiom.
Bohaterowie są naprawdę ciekawi, każdy z nich posiada własne typowe tylko dla niego cechy, dzięki czemu nie zlewają nam się w jedną szarą masę. Pojawiają się postacie, których nie sposób nie polubić (jak choćby przyjaciele Garet) jak również takie, którym od początku zawiązałoby się z ochotą stryczek na szyi (nawiązuję tu do postaci, która na sam koniec okazała się zła – nie chcę jednak psuć radości z czytania innym, dlatego pominę jej imię).
Ciekawym motywem jest tu pojawianie się wielu mistycznych postaci, jednak typowych dla większości książek z tego gatunku wampirów również zabraknąć nie mogło. Są tu one nieco bardziej bliskie swej tradycyjnej formie, co według mnie działa bardziej na korzyść.
Jeśli chodzi o schematy, lekko dało odczuć się je już na samym początku. Świat zwykłej dziewczyny nagle staje się niezwykły, jak ona sama – ale tego chyba już dodawać nie trzeba. To samo tyczy się wątku miłosnego między nią, a wampirem – jednak jego zakończenie już od schematu odbiega, ku mojej radości.
Powieść ta jest naprawdę ciekawa i myślę, że większości fanów Urban fantasy powinna przypaść do gustu już przez wzgląd na ciekawe zbudowanie świata. Jedyny minus jak dla mnie to wyzucie z uczuć i emocji, przez co czytanie staje się nieco monotonne i może wkraść się nawet trochę melancholii – przez co właśnie tak wspominam tę powieść. Jest jednak ciekawą odskocznią od świata problemów, myślę więc że powinna się spodobać wszystkim, którym wymieniona wada przeszkadzać nie będzie. 

Ocena: 6/10

środa, 16 października 2013

Drobne ogłoszenie

Jako że obecnie jestem w klasie maturalnej - nie mam praktycznie wolnego czasu na recenzowanie, czy nawet chociażby na czytanie książek. Dlatego też notki będą pojawiać się bardzo rzadko bądź też w ogóle do odwołania, czyli najprawdopodobniej do maja. W najbliższym czasie planuję za to opublikować recenzję pewnego ebooka, którego wysłał mi sam autor.
W każdym razie - nie martwcie się! Nie umarłam, wciąż żyję mając się całkiem nieźle a po małym letargu planuję powrót ze zdwojoną siłą.

niedziela, 1 września 2013

Podsumowanie miesiąca - sierpnień

Wakacje dobiegły końca, przyszła więc pora na kolejne podsumowanie do których pewnie powrócę już na stałe, o ile uda mi się utrzymać dotychczasowy czytelniczy poziom. Sierpień był co prawda miesiącem nieco uboższym od lipca jeśli o ilość zamieszczonych postów chodzi, udało mi się jednak przeczytać całkiem sporo książek.

Ukazały się następujące recenzje :
1. L.H. Zelman - Grzechy anioła
2. Lauren Oliver - Requiem
3. Maggie Stiefvater - Niepokój
4. Lisa Desrochers - Demony. Grzech pierworodny

Blog ma:
-142 obserwatorów.
- 89 postów z czego w sierpniu ukazało się 5
- 23095 wyświetleń z czego w lipcu wyświetlono blog 1151 razy
- 797 komentarzy
- 64 osoby lubiące fanpage

Myślę, że nie jest najgorzej i mam nadzieję, iż uda mi się utrzymać poziom we wrześniu.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Demony. Grzech pierworodny - Lisa Desrochers


Tytuł: Demony. Grzech pierworodny
Autor: Lisa Desrochers
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Okładka mówi:
Luc Cain, niedawny wysłannik Lucyfera, wybrał miłość. Ale demony postanawiają się o niego upomnieć. Luc, a wraz z nim i Frannie, muszą się oddać pod opiekę aniołów, w tym konkurenta Luca, Gabe'a.

Moja opinia:


Lisa Desrochers mieszka w Kalifornii z mężem i córkami, z których starsza zainspirowała ją do napisania książek dla młodzieży. Autorka uwielbia niesamowite opowieści i częste podróże. Z wykształcenia jest doktorem fizykoterapii, toteż często wygłasza wykłady na temat ochrony zdrowia. Cykl książek pt. „Demony” to jej literacki debiut.
Po pierwszą część sagi Demony sięgnęłam dokładnie rok temu, w pewien dość smutny, wakacyjny wieczór. I nie powiem – spędziłam przy niej kilka miłych chwil i mimo, że nie zostałam powalona na kolana, uznałam iż po kolejną część również sięgnę. Jej pora przyszła dużo później, bo prawie rok. I był to raczej przypadek, gdyż przypomniałam sobie o niej dzięki recenzjom na blogach.
„Wyleczenie złamanego serca zajmuje trochę czasu, ale kiedyś się udaje.”
Cała historia rozpoczyna się w momencie, gdy Luc Cain wiedzie u boku Frannie szczęśliwe życie jako człowiek, już nie jako demon. Swą ludzką postać zawdzięcza ukochanej, gdyż to właśnie jej miłość posiada tajemniczą moc zmieniania ciała. Ta dwójka żyje w harmonii dość spokojnie mniej więcej do momentu, w którym aniołem stróżem zostaje brat Frannie – Matt. Oprócz tego w mieście pojawia się tajemnicza dziewczyna, a Gabe wciąż żywi głębsze uczucia do głównej bohaterki. Jak potoczą się ich losy? Tego możecie dowiedzieć się jedynie po lekturze Demonów.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłam prawie natychmiast był fakt, że mój niegdyś ulubiony bohater Luc  został typowym pantoflarzem. Naprawdę nie wiem co stało się z tym dość zabawnym, nieco mrocznym facetem, którym był w tomie pierwszym – w Grzechu Pierworodnym wszystko to poszło w zapomnienie, a były demon jest na każde skinienie naszej Frannie.
Jeśli zaś o główną bohaterkę chodzi – ona z kolei wcale się nie zmieniła. I nie jest to raczej zaletą, gdyś wciąż pozostała dla mnie postacią nieco bezbarwną, nudną i odrobinę irytującą.
Wielkie nadzieje z kolei ulokowałam w postaci Matt’a, który został aniołem stróżem swojej siostry. Nie wiedzieć czemu podświadomie zrodziła się we mnie nadzieja, że ta postać swą anielską dojrzałością i za razem chęcią nadrobienia straconych lat z siostrą urozmaici w jakiś sposób powieść. I chyba nawet nie domyślacie się tego, jak wielce byłam rozczarowana. Bo w końcu dziwnie czyta się o aniele stróżu, który bardzo ingeruje w życie podopiecznej, kryje w sobie tyle negatywnych uczuć a do tego zachowuje się jak na typowego dwunastolatka przystało.
„- Możesz zabrać diabła z Piekła, ale Piekła z diabła nie wytrzebisz.”
Mogę zrozumieć fakt, że autorka chciała sprawić, by powieść była jak najbardziej przystępna dla młodzieży. No ale żeby w tym celu trzy czwarte postaci obdarzać zachowaniem dzieci wkraczających w burzliwy wiek dojrzewania? Nie sądzę, by był to zabieg korzystny. Powieść traci przez to naprawdę wiele, zwłaszcza kiedy ktoś nie ma cierpliwości do czytania o zachowaniach nader dziecinnych.
Jednym z tych niewielu plusów bez wątpienia jest to, że ta część z serii jest znacznie bardziej obfita w akcję i przeróżne wydarzenia od swojej poprzedniczki. Dzieje się naprawdę dużo, nie mamy więc dzięki temu zbyt wiele czasu na nudę (tak, zostaje go więcej na irytację).
Lisa Desrochers nie rozczarowała nas również w kwestii schematów – tak, te również mamy. Szkoda tylko, że trójkąt miłosny (o ile można to w ogóle określić takim mianem) był tak bardzo pozbawiony emocji, dynamiki.
Nie jestem pewna czy powinnam polecać wam tę książkę, czy raczej ją odradzać, myślę jednak że najlepiej sprawdzi się ona u młodszych czytelników wymagających od powieści czegoś więcej niż możemy znaleźć właśnie tutaj. A wszystkich innych przestrzegam i zachęcam do sięgnięcia po coś innego.


Ocena: 4/10

niedziela, 11 sierpnia 2013

Niepokój - Maggie Stiefvater



Tytuł: Niepokój
Autor: Maggie Stiefvater
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Wilga

Okładka mówi:
Nadchodzi wiosna. Sam jest człowiekiem, ale tym razem to z Grace zaczyna się dziać coś dziwnego. W dodatku rodzice próbują ją rozdzielić z Samem – skupieni jak zwykle tylko na sobie, nie zwracają uwagi na to, jak bardzo ranią córkę. Isabel po śmierci brata zaprzyjaźnia się z Grace. Po długiej zimie w domu Sama pojawia się nowy wilk, Cole – niepokojący gość, który odmienia życie każdego z nich.

Moja opinia:


Po przeczytaniu Drżenia, czyli pierwszej części całej trylogii – byłam pod dość sporym wrażeniem. Cała ta historia, mimo iż miała w sobie nieco przewidywalności, urzekła mnie wręcz od pierwszych stron.  Po Niepokój sięgnęłam kilka dni temu, w odstępie dwóch lat od tomu pierwszego i muszę przyznać, że byłam rozczarowana. Sama nie jestem pewna, czy oceniałam tak dobrze Drżenie przez wzgląd na swój wiek, czy też po prostu faktycznie było lepsze. Mogę zaś dokładnie streścić, cóż takiego nie urzekło mnie w Niepokoju.
„Nie wiedziałam, że istnieje tyle różnych sposobów na to, by powiedzieć żegnaj.”
W mieście nastaje wiosna. Sam jest człowiekiem, tym razem jednak ma pewność, że już nigdy więcej się nie zmieni. To z Grace natomiast zaczynają się dziać dziwne, niewyjaśnione rzeczy. Wszystkie sprawy zaczynają się komplikować, również relacje głównej bohaterki z rodzicami stają się coraz bardziej napięte. Do miasta przyjeżdża również Cole, nowy wilkołak którego wcześniejsze życie jest dla pozostałych tajemnicą – do czasu.
Pierwszą zmianą w stosunku do części poprzedniej jest przede wszystkim zmiana liczby narratorów – z dwóch na czterech. Wbrew pozorom było to rozwiązanie bardzo dobre i już po kilku rozdziałach byłam wielką fanką relacji tworzącej się pomiędzy dość intrygującym Colem a Isabel, wciąż zbierającej się po śmierci brata. Jest to właśnie jeden z tych ciekawych, świeżych wątków dzięki któremu nie oceniłam tej powieści tak nisko, jak chwilami miałam ochotę.
„Unikanie życia to wspaniała terapia”
Jeśli ktokolwiek czytał już Drżenie z pewnością zauważył, że autorka serwuje nam wyjątkowo długie opisy i to głównie na nich opiera się całość. Podczas czytania brakowało mi przede wszystkim jakiejś dynamiki, nieco szybciej brnącej do przodu akcji – może dlatego chwilami opornie szło mi przewracanie kolejnych kartek.
„To naprawdę dziwne, czego miłość uczy człowieka o jego niedoskonałościach.”
Styl pisarki uległ nieznacznej zmianie, choć naprawdę ciężko mi stwierdzić, czy była to zmiana na lepsze. O ile tom pierwszy pełen był naprawdę iście filozoficznych opisów miłości i wszystkiego z tym związane – tak w Niepokoju tego nie ma. Język był tu natomiast kolejną rzeczą, która nieco mnie tu rozczarowała. Po pierwsza przyznać trzeba, że jest on prosty wręcz do bólu, niewymagający wiele od czytelnika.
Pomysł sam w sobie zbyt nowatorski nie jest, mimo iż motyw wilkołactwa nie pojawia się w powieściach tak często jak chociażby wampiry czy tak modne ostatnio anioły. Nie wiedzieć też czemu pisarze zaczęli często umieszczać w swoich dziełach córki pastorów. Czytając obie części chwilami myślałam sobie – już gdzieś czytałam coś podobnego! I faktycznie, odświeżyłam później swoją pamięć porównując twórczość Maggie Stiefvater do Dziedzictwa mroku. A nie muszę mówić chyba, co powstało szybciej.
Okładki same w sobie są raczej przeciętne, ani nie zachwycają ani też nie odpychają czytelnika. Ku mojej wewnętrznej radości powieść ta jest też wolna od wszelakich literówek i błędów językowych.
Sama nie jestem pewna jak mam tę powieść ocenić. Na pewno nie jest to najlepszy wybór lektury, jeśli ktoś tak jak ja jest fanem wartkiej akcji i preferuje dynamikę bardziej od obfitych opisów. Mnie chwilami one nużyły, ostatecznie jednak dotrwałam do końca spędzając podczas czytania te kilka całkiem przyjemnych chwil. Jak już wspominałam wcześniej na korzyść niepokoju przemawia również cały wątek Isabel i Cola, który w moim mniemaniu był ciekawszy chociażby od perypetii głównych bohaterów.  Zdecydowanie polecam ją jako miły odpoczynek od ambitniejszych pozycji, gdyż myślę że nie ma sensu rozpatrywanie jej w innych kategoriach.


Ocena:  6/10

wtorek, 6 sierpnia 2013

Requiem - Lauren Oliver



Tytuł: Requiem
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 392
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi:  
Rewolucja rozlewa się na cały kraj, oddziały rządowe śledzą i brutalnie tępią grupy Odmieńców. Jako członkini ruchu oporu Lena znajduje się w samym centrum konfliktu. Rozdarta między Aleksem i Julianem walczy o swoje życie i prawo do miłości.

Moja opinia:
Ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.
Z definicją choroby zwanej delirią zetknęliśmy się w pierwszej części tejże serii, o dość oczywistym tytule – Delirium. Choroba ta jest leczona u wszystkich ludzi poprzez zabieg w wieku osiemnastu lat tak, by nie musieli w późniejszych latać cierpieć przez konsekwencje związane z miłością.
Requiem jest już ostatnią częścią zwieńczającą całą trylogię. Akcja rozpoczyna się niedługo po zakończeniu części drugiej, czyli w momencie gdy okazało się, że Aleks jednak żyje. Mamy okazję oglądać konfrontację tej dwójki w głuszy, a jeśli dodamy do tego Juliana, sporo akcji i kilka ofiar śmiertelnych – otrzymamy całkiem niezłą mieszankę.
„Taka jest właśnie przeszłość: unosi się, potem osiada i gromadzi warstwami. Jeśli się straci czujność, pogrzebie cię.”
Jeśli chodzi o bohaterów – Lena wciąż była tą samą silną kobietą, którą stała się po zamieszkaniu w głuszy. Narracja pierwszoosobowa sprawia, że czytelnik bez problemu może zajrzeć w jej najgłębsze przemyślenia, co sprawia iż łatwo nam się z nią utożsamić.
Diametralnej zmianie uległ Aleks. Z niegdyś pogodnego, uczuciowego chłopaka zamienił się w tajemniczego mężczyznę, trzymającego się raczej na uboczu.
Ciężko z kolei wyrazić mi jakąkolwiek opinię o Julianie. W drugiej części mieliśmy okazję poznać jego dość ciekawą i zaskakującą historię, obserwowaliśmy sympatię rodzącą się między nim a Leną. Pałałam do niego wielką sympatią i zdziwił mnie fakt, że w Pandemonium występował raczej rzadko i w małych ilościach.
Mieliśmy za to świetną okazję do poznania tej historii z perspektywy Hany, byłej najlepszej przyjaciółki głównej bohaterki. Rozdziały naprzemiennie są pisane z jej perspektywy, oraz z perspektywy Leny. Myślę, że jest to zabieg bardzo ciekawy, pozwalający nam na obserwowanie całej sytuacji z dwóch stron barykady.
„Nie przestaje mnie zdumiewać, że ludzie są nowi każdego dnia. Że nigdy nie są tacy sami. Trzeba ich ciągle wymyślać. Zresztą oni też muszą ciągle wymyślać samych siebie.”
Styl autorki niezmiennie pozostaje ciekawy i bardzo wciągający, dzięki czemu pochłonęłam tę powieść w zaledwie kilka godzin. Język jest ciekawy, z pewnością nie można określi go ubogim. Mogę powtórzyć tu stwierdzenie, które nasunęło mi się już podczas lektury Delirium, mianowicie podczas czytania da się wyczuć, iż autorka miała styczność z filozofią.
Szata graficzna jest naprawdę przyjemna, w mojej opinii to właśnie ta okładka jest najładniejsza ze wszystkich trzech, na drugim miejscu plasuje się okładka Delirium, trzecie miejsce natomiast zajmuje Pandemonium.
Myślę, że Requiem jest naprawdę dobrym zakończeniem całej serii. Po Części pierwszej nie byłam pewna czego mam się spodziewać, jednak dzięki lekturze tomów kolejnych doceniłam całą historię i zobaczyłam, jak wielkie postępy poczyniła sama autorka. Całą serię z pewnością można określić mianem bardzo dobrej. Nie mogę co prawda wystawić oceny maksymalnej, gdyż czegoś mi tu brakowało – jednak z czystym sumieniem polecam ją wszystkim wahającym się. I na koniec zamieszczę cytat pochodzący z ostatniej sceny, która mimo iż przepełniona była patosem, miała jednocześnie swój urok. Jeszcze raz polecam.
„Wy wszyscy, gdziekolwiek jesteście: wy w strzelistych miastach i wy w małych wioskach. Znajdźcie w sobie to, co najtwardsze, kamienne bryły, żelazne pręty i ogniwa, i wyrzućcie precz. Umówmy się tak: zrobię to, jeśli i wy to zrobicie, teraz i na zawsze. Zburzcie mury.”

Ocena:  8/10