wtorek, 28 stycznia 2014

Gorączka - Dee Shulman


Tytuł: Gorączka
Autor: Dee Shulman
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Egmont

Okładka mówi: Nieustraszony rzymski gladiator. Lekkomyślna dziewczyna z XXI wieku. Tajemniczy wirus, który ich połączył… A.D. 152 Sethos Leontis, nadzwyczaj zręczny wojownik, nieoczekiwanie zostaje ranny i niebezpiecznie ociera się o śmierć. A.D. 2012 Niezwykle inteligentna, ale sprawiająca kłopoty Ewa zaczyna nowe życie w szkole dla wybitnie utalentowanych, ale jedna chwila w laboratorium pociąga za sobą przerażające konsekwencje. Niezwykły związek doprowadza do połączenia Ewy i Sethosa, wspólnie pracują nad rozwikłaniem zagadki dotyczącej śmiertelnego wirusa.

Moja opinia: 
           O książkach autorstwa Dee Shulman dowiedziałam się przez czysty przypadek przeglądając różne blogi z recenzjami. Szczerze mówiąc o Gorączce nie słyszałam wcześniej w ogóle, a nawet jeśli – prawdopodobnie wydała mi się mało interesująca i o niej zapomniałam. 
          Znudzona chorobą zabrałam się za poszukiwania ciekawych lektur na nudne dni i bezsenne noce, takim sposobem uznałam, że na własnej skórze przekonam się jaka jest Gorączka.
„Czas płynie zbyt wolno dla tych, którzy czekają, Zbyt śpiesznie dla tych, którzy się lękają, Zbyt opieszale dla pogrążonych w żałobie, Zbyt wartko dla tych, którzy świętują, Ale dla tych, którzy kochają, czas jest wiecznością.”          Z niemałym zainteresowaniem zgłębiłam się w świat współczesności połączony ze starożytnością. Główną bohaterką jest Ewa, nastoletnia dziewczyna sprawiające niemałe problemy wychowawcze, w dodatku została wydalona z kolejnej już szkoły w ciągu kilku lat. Na moje oko jest ona postacią dość sympatyczną, inteligentną, o ciekawych zainteresowaniach. Nie można jej nazwać nudną, a wręcz przeciwnie – jest dość barwna, przynajmniej moim zdaniem. Wszystko to dopełnia jej ciekawa i trudna sytuacja rodzinna, z którą zmaga się od kilku dobrych lat. 
„A może czas istniał tylko wtedy, gdy byłeś świadkiem jego przemijania?”         
            Rozdziały pisane są na przemian z dwóch perspektyw – tej współczesnej, oraz starożytnej opowiadającej o historii i losach Sethosa, gladiatora. Pomysł ten w teorii powinien być szalenie interesujący, w tym przypadku jednak nie do końca spełnił swą rolę. O ile te rozdziały opowiadające o czasach współczesnych były naprawdę wciągające i ciekawe, tak te opowiadające o starożytnym gladiatorze były dla mnie zwyczajnie nudne i nie do przełknięcia, w efekcie czego często zwyczajnie je pomijałam i przechodziłam do rozdziałów kolejnych. 
„Później było jednym z moich ulubionych słów. Oznaczało intencję bez deklaracji zaangażowania. Mogło oznaczać "za godzinę" albo "za dwadzieścia lat".”         
           Akcja na przemian nabiera tempa, by co jakiś czas chwilowo zwolnić. Wszystko dzieje się w miarę dynamicznie aż do momentu, gdy para głównych bohaterów w końcu się spotyka. Wtedy wszystko zaczyna kręcić się praktycznie wokół niespodziewanych omdleń a samo zakończenie jest w akcję niezwykle ubogie. Poza tym powtórzono tutaj schemat mężczyzna z przeszłości spotyka ukochaną- przypomina jej lata, których ona nie pamięta. W tym wypadku jestem średnio zadowolona z efektów, jednak sam pomysł wprowadzenia motywu gladiatorów do powieści uważam za coś ciekawego. 
„W czwartek odkryłam miejską bibliotekę: stoły zastawione komputerami, półki zawalone książkami i nikogo, kto mógłby mi zawracać głowę. Jak to możliwe, że ta oaza pozostawała tak długo dobrze ukrywanym przede mną sekretem? Biblioteka stała się moim rajem”          
           Język jest w miarę bogaty i wciągający (pomijając fragmenty o Sethosie oczywiście) w efekcie czego przeczytanie tej powieści zajęło mi zaledwie jeden wieczór. Na plus również zasługuje motyw tajemniczej choroby oraz badań biologicznych. 
          Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego toteż nie uległam wielkiemu rozczarowaniu. Gorączka to dobra powieść do poczytania podczas nudnych chwil, w ramach rozerwania się. Nie budzi wybitnego zachwytu, z ciekawością jednak sięgnę po część kolejną.
Ocena: 6/10

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Recenzje szkolne : Repetytorium z języka polskiego, poziom podstawowy i rozszerzony


Tytuł: Język polski Repetytorium Poziom podstawowy i rozszerzony
Autor:  Surowiec Anna,  Tomczyk-Maryon Marta,  Zabawa Krystyna
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: PWN
Cena: Około 46-55 zł

Okładka mówi: Repetytorium to kompendium wiedzy, które pozwoli czytelnikowi zapoznać się z materiałem obowiązującym na egzaminie maturalym. Zawiera zagadnienia z wiedzy o języku, teorii literatury, historii literatury i kultury, motywów literackich, publicystyki i mediów.
Repetytorium razem z Zadaniami i Trenerem, stanowi Pakiet maturalny.
Moja opinia: 
            Pewnego dnia postanowiłam, że nadszedł czas zaopatrzenia się w dobre materiały do nauki maturalnego przedmiotu jakim jest polski. Zależało mi na znalezieniu czegoś dobrego podwójnie, gdyż pokusiłam się o wpisanie na deklarację również poziomu rozszerzonego (trzymajcie kciuki za to, bym nie pożałowała tej decyzji!). Los mi sprzyjał, ponieważ tego samego dnia dowiedziałam się o szkolnej wyprzedaży przeróżnych książek ze wszystkich przedmiotów.
            Moją uwagę początkowo przykuwały inne pozycje, ostatecznie do mych rąk trafiło właśnie to repetytorium, które zaczęłam przeglądać z zaciekawieniem. Uznałam je za 'całkiem w porządku' i podeszłam by zapłacić, jak się później okazało - jedynie 8.90 co nie stanowiło nawet jednej czwartej wartości tej pozycji. Początkowo byłam średnio zadowolona z zakupu, dopiero w domu przejrzałam jednak to repetytorium zdecydowanie dokładniej po czym uznałam, że jak dla mnie jest strzałem w dziesiątkę.
            Całość podzielona jest na części w niezwykle logiczny sposób - spis treści otwiera wiedza o języku pełna wiedzy na ten temat, następnie przechodzimy do teorii literatury, natomiast ostatnią i jednocześnie najdłuższą częścią jest literatura. Została podzielona chronologicznie na epoki, a w każdej z nich możemy znaleźć sporo informacji na temat najważniejszych autorów, wszystkich lektur z obu poziomów oraz innych ważnych rzeczy takich jak np podstawowe pojęcia czy scharakteryzowanie sztuki, filozofii.
            W całości znaleźć możemy liczne obrazy nawiązujące do danej epoki oraz portrety pisarzy co według mnie jest bardzo dobrym rozwiązaniem.
            Po każdym dziale zamieszczone zostały ćwiczenia, które można bez wątpienia uznać za przydatne w całym procesie nauki, gdyż dzięki nim możemy chociażby w nieznacznym stopniu sprawdzić swoją wiedzę.
Jedyny szczegół, który chwilami może nas niesamowicie irytować to pojawiające się co kilka stron miniaturki innych tematycznych książek wydawnictwa. Ta reklama w moim odczuciu do najsubtelniejszych nie należy i może nieco wręcz odrzucać, nie umniejsza to jednak wartości całego repetytorium gdyż jest to pozycja bardzo bogata w wiedzę.
            Ostatnim aspektem pozostaje cena, która do najniższych nie należy. Cóż, sama miałam trochę szczęścia, ponieważ udało mi się kupić ją praktycznie za darmo. Dla niektórych cena ta może być zbyt wysoka i doskonale to rozumiem, jeśli więc ktoś byłby tym repetytorium zainteresowany - zawsze można szukać w antykwariatach i na aukcjach internetowych. Szczerze je wam polecam!
***
Ostatnio coraz rzadziej pojawiałam się na blogu - było to i w dalszym ciągu jest powodowane moim pogarszającym się stanem zdrowia. Ostatnie dni mijają mi pod znakiem szpitali, leków, badań, walki o skierowania i o polepszenie ogólnego stanu. Trzymajcie za mnie kciuki!


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Błękitna miłość - S.C. Ransom



Tytuł: Błękitna miłość
Autor: S. C. Ransom
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Amber

Okładka mówi:
 Tajemnicza bransoletka z błękitnym kamieniem zaprowadzi śmiertelną dziewczynę do duchów umarłych, które żywią się ludzkim szczęściem, i zwiąże z chłopakiem, który może obdarzyć ją miłością lub odebrać to, co najcenniejsze…

Moja opinia:
          O Błękitnej miłości głośno zrobiło się kilka lat temu, kiedy to dopiero zaczynałam swoją przygodę zarówno z blogowaniem, jak i z pełnym zaangażowana czytelnictwem. Nie powiem - miałam na nią naprawdę wielką ochotę, ostatecznie jednak nie uległam i odłożyłam tę powieść w czasie by zabrać się za nią, gdy szał nieco ucichnie. Nie tak dawno znów natknęłam się na ten tytuł stwierdzając, że może w końcu po prawie trzech latach przyszła na niego pora. 
             Główną bohaterką jest Alexa, przeciętna nastolatka która dopiero co skończyła pisać swe egzaminy dzięki czemu zyskała dużo wolnego czasu na niesamowicie interesujące schadzki ze swymi szalenie oryginalnymi przyjaciółmi. Tuż przed jednym z takich spotkań dziewczyna zauważa na brzegu Tamizy szamoczącego się łabędzia i ze zdziwieniem odkrywa o co biedne zwierze się zaczepiło. Znajduje bransoletkę przytwierdzoną do drutu, wysmarowaną mułem, porzuconą kilka a może nawet więcej lat wcześniej. Co się z nią działo? Dlaczego ktoś ją wyrzucił? Jaką kryła ze sobą tajemnicę? Na te pytania odpowiedzi znajdziecie w Błękitnej miłości. A to, czy ewentualna odpowiedź was usatysfakcjonuje - to już nieco inne zagadnienie.
             Nie wiem czy powinnam być sroga w ocenie typowego młodzieżowego paranormala, wymagając nie wiadomo jakich standardów. Może i nie powinnam, wydaje mi się że owa powieść prezentuje dość przeciętny, wręcz słaby poziom nawet w porównaniu do innych pozycji.
„Moje całe życie znikało. Wszystko, co czyniło mnie tym, kim jestem, było mi wydzierane. Patrzyłam na to jak na film puszczany na ścianie tunelu, a sama pędziłam w stronę czarnej dziury na końcu.”              Bohaterowie wydają mi się niesamowicie puści i bezosobowi, a wrażenie to towarzyszyło mi nieprzerwanie od strony pierwszej aż do ostatniej. Główna bohaterka nie wyróżnia się naprawdę niczym, to samo można bez wątpienia powiedzieć o wszystkich jej przyjaciołach. Ludzie są tu puści, zachowują się zdecydowanie bardziej jak dzieci (a ponoć są nastolatkami). Callum miał okazać się kimś intrygującym, tajemniczym, uwodzicielskim. Został tak opisany, to niezaprzeczalny fakt - wcale jednak nie sprawiał wrażenia ani też nie dowiódł posiadania mu przypisanych cech swoim zachowaniem.
               Pomysł sam w sobie jest w miarę ciekawy, gdyż nie spotkałam się wcześniej z motywem bransoletki, duchów żerujących na ludzkim szczęściu - to wszystko jest na plus. Jednak szalenie prosty język, infantylne zachowania bohaterów oraz zatrważająca prostolinijność akcjo odbierały całą radość czytania, która chwilami się pojawiała. Wydarzenia idą tu w jednym kierunku przez cały czas, a przy odrobinie sprytu możemy bez trudu zgadnąć co będzie działo się dalej. Brak tu jakiejkolwiek wielowątkowości.
„W pozycji ,w której leżałam ,widziałam jego twarz i dłoń, głaszczącą powoli moje włosy”                Całą historię można bez trudu opisać kilkoma zdaniami, co raczej nie dowidzi tego, że jest ona zbyt bogata. Nie wiem czy warto wspominać tutaj o wyznaniach miłosnych jakie padały między dwójką głównych bohaterów praktycznie od ich pierwszego spotkania, gdy właściwie wcale się nie znali. Ze wzruszenia jakie opanowało mnie podczas lektury - prawie spadłam z krzesła. I nie, bynajmniej nie było to spowodowane moim wzruszeniem czy też pozytywnymi odczuciami.
                Cóż, może ta książka faktycznie jest aż tak kiepska, a może to po prostu ja robię się 'za stara' dla takich historii, niemniej jednak polecam ją jedynie młodszym, niewymagającym czytelnikom. Wszystkim pozostałym odradzam, no chyba że ktoś potrzebuje zabić czas a nie ma niczego innego pod ręką. Jest to kolejny nic nie wnoszący do literatury płytki czasoumilacz, ot co.

Ocena: 5/10

***
Pełna niesamowicie pozytywnych postudniówkowych wrażeń wracam z recenzją Błękitnej miłości. Już niedługo w ramach recenzji szkolnych pojawi się tutaj całkiem dobre repetytorium do języka polskiego. Pozdrawiam i życzę miłego popołudnia. 

środa, 8 stycznia 2014

Liebster Blog Award

Już po raz kolejny w swojej blogowej karierze zostałam nominowana do wzięcia udziału w Liebster blog award, za co dziękuję Powerfulleyes . Postaram się jak najlepiej odpowiedzieć na pytania przez nią zadane, które znajdziecie poniżej.

1. Jaki tytuł miała najgrubsza książką przeczytana przez Ciebie?
Nie jestem pewna, wydaje mi się jednak, że najgrubszą przeczytaną przeze mnie książką będzie Harry Potter i Zakon Feniksa.
2. Czy zdarzyło Ci się kupić coś czego w ogóle nie używasz?
No pewnie! Przeróżne kubki, ubrania, zeszyty i... kosmetyki. Bardzo dużo kosmetyków.
3. Ile średnio przeznaczasz czasu na sporządzenie nowego wpisu na bloga?
Wszystko zależy od tego czy postem jest recenzja, czy też coś innego. Recenzje zazwyczaj mam przygotowane wcześniej toteż stworzenie postu zajmuje mi maksymalnie 15 minut, natomiast nieco odmienne tematycznie - nawet do godziny.
4. Jest w Twoim życiu jakaś sławna osoba, którą podziwiasz? Inspirujesz się nią? Kto to taki?
Sławna? Nie, nie ma takiej osoby. 
5. Twoje miejsce, w którym się wyciszasz, skupiasz swoje myśli np kiedy jest Ci źle.
Moja ulubiona góra znajdująca się naprzeciw mojego domu. Poza tym maksymalny poziom wyciszenia udaje mi się osiągnąć na Bieszczadzkich połoninach.
6. Ekranizacja, której książki Twoim zdaniem zdecydowanie równie dobrze odzwierciedla świat przedstawiony w książce?
Nie przychodzi mi na myśl żadna taka, toteż wymienię najbardziej skopaną - Miasto kości. Ten Jace, ta Clary... Tylko Magnus to ratuje!
7. Coś bez czego nie wychodzisz z domu?
Bez telefonu, portfela i biletu miesięcznego. Te trzy rzeczy zawsze muszę mieć przy sobie - inaczej zaczynam się stresować.
8. Kosmetyk, który jeszcze nigdy Cię nie zawiódł?
Krem matujący z perfecty, jako jedyny radzi sobie z moją cerą.
9. Twoje największe osiągnięcie (literackie, kosmetyczne, handmade'owe)
Nie mam jakiegoś specjalnego osiągnięcia w żadnej z tych dziedzin, nie wiem czy prowadzenie bloga i otrzymanie po drodze kilku książek do recenzji się liczy.
10. Imię, które kojarzy Ci się jedynie z miłymi wspomnieniami?
Jedynie z miłymi? Mało kto w życiu może kojarzyć się tylko z pozytywami... No ale niech będzie - Jan. 

Mam nadzieję, że nie zanudziliście się w trakcie czytania moich odpowiedzi. Sama nie zapraszam już nikogo bo chyba dosłownie wszyscy brali w tym udział choć raz, a jeśli nie - zapraszam do udzielenia odpowiedzi na powyższe pytania. Na blogu w najbliższym czasie pojawi się kolejna odsłona recenzji szkolnych (język polski) oraz dwie recenzje. Życzę wszystkim miłego wieczoru! 

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Anielski ogień - Courtney Allison Moulton


Tytuł: Anielski ogień
Autor: Courtney Allison Moulton
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Bukowy las

Okładka mówi:
Powieść z żywiołową akcją, niesamowitymi scenami walki
i silną bohaterką, która świetnie włada starożytną bronią. Ellie jest współczesną, trochę rozpuszczoną dziewczyną, która nie przepada za szkołą, za to lubi imprezy i modne ubrania. Martwi się kłótniami rodziców i kiepskimi stopniami.
Do czasu.


Moja opinia:
             Na Anielski ogień trafiłam przypadkiem, podczas przeglądania swojej osobistej listy powieści przeznaczonych do przeczytania i uznałam, że to właśnie za tę powieść zabiorę się w najbliższym czasie. Bardzo ładna okładka, intrygujący opis – wszystko to przyciągało mnie i budziło nadzieję na coś więcej niż tylko kolejny paranormal średniej klasy.
              Ellie jest zwykłą nastolatką mającą w zanadrzu całkiem sporą sumę pieniędzy. Wszystkim czego pragnie jest normalne życie nastolatki oraz poprawienie stosunków z ojcem, który z niewiadomej przyczyny od kilku lat stał się wobec niej co najmniej obojętny i niechętny. Dziewczyna żyje sobie całkiem normalnie aż do momentu, gdy któregoś dnia dostrzega Willa, nieznajomego obserwującego ją z bezpiecznej odległości. Nieco później oczywiście okazuje się, że właśnie on jest jej mistycznym obrońcą od wieków, ona sama zaś jest potężną wojowniczką rodem z niebios.
              Na sam początek pozwolę sobie ocenić bohaterów, którzy wywoływali ze mnie dość mieszane uczucia. Ellie jako nasza narratorka jest dziewczyną raczej niewyłamującą się z ram przeciętności, nie zachwyca ani też nie denerwuje. Jedyne co można jej zarzucić to chyba nieco przesadna jak na ten wiek infantylność, przynajmniej w moim odczuciu. Dużo wyżej natomiast ocenić mogę Willa, gdyż praktycznie od początku przypadł mi do gustu. Zrobiono z niego co prawda typowego przystojnego wybawcę, jednak polubiłam go za sam styl bycia, choć mam jedno zastrzeżenie. Chyba zbyt biernie przyjmował wszystko co dał mu los i na moje oko zwyczajnie brak mu jaj, kolokwialnie mówiąc.
„Nie możesz pozwolić, by ostatnie złe wspomnienia wyparły te dobre z przeszłości”
             Powieść jest gęsto naszpikowana schematami, co nie do końca mnie ucieszyło. Bo w końcu ile razy mieliśmy już okazję czytać o wybawcy towarzyszącemu kobiecie przez wieki, podróżowaniu między wymiarami, jednej niczego nieświadomej nastolatce będącej kimś, kto ma uratować świat? To samo tyczy się wątku miłosnego. Jedynym powiewem świeżości wydają się być tutaj kosiarze i co niektóre postacie z mrocznego świata. To raczej można uznać za plus.
„- Jak było w szkole, Ellie Bean? - Nie umarłam.”
              Język jest w miarę przystępny i ciekawy, a styl sam w sobie również można nazwać dość wciągającym. Akcja jednak na moje oko rozwijała się może nazbyt wolno i nie do końca dynamicznie, a same opisy walk wydawały się suche i pozbawione emocji. Tego właśnie mi tu zabrakło – wszystkich uczuć, które czytelnik mógłby przeżywać razem z bohaterami, nie mogąc oderwać się od kart powieści.
              Niemniej jednak podczas czytania spędziłam przy Anielskim ogniu sporo miłych chwil, które pozwoliły mi zapomnieć o problemach zdrowotnych. Myślę, że jest ona idealnym rozwiązaniem jako książka na odstresowanie się, zapełnienie czymś nudnego popołudnia. Nie jest to natomiast powieść dobra dla czytelników, którzy liczą na zapierającą dech w piersiach, nowatorską powieść zapadającą w pamięć na długo. Z takim nastawieniem można się jedynie rozczarować, jednak jeśli podejdziemy do niej jak do zwykłego czasoumilacza – możemy być zadowoleni.

Ocena: 6/10

czwartek, 2 stycznia 2014

Klątwa tygrysa - Colleen Houck


Tytuł: Klątwa tygrysa
Autor: Colleen Houck
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi:
Literacki fenomen! Powieść odrzucona przez wydawców, ukochana przez setki tysięcy czytelników na całym świecie!
Magnetyczne oczy tygrysa.
Pradawna klątwa, którą zdjąć może tylko ona.
Namiętność silniejsza niż strach.
Razem muszą stawić czoła mrocznym siłom.
Czy poświęcą wszystko w imię miłości?


Moja opinia:
Colleen Houck postanowiła napisać „Klątwę tygrysa” po przeczytaniu sagi „Zmierzch”. Ponieważ nie znalazła dla niej wydawcy, opublikowała ją za własne pieniądze. I wtedy wydarzyło się coś niezwykłego. Powieść szturmem zdobyła listy bestsellerów, setki tysięcy fanów, a wydawcy z całego świata i producenci filmowi zaczęli walczyć o prawa do książki.
Skuszona licznymi recenzjami pojawiającymi się co rusz w Internecie, oraz piękną okładką patrzącą na mnie od długiego czasu w księgarni – zdecydowałam się w końcu na to, by osobiście poznać Klątwę Tygrysa. Moje obawy czytelnicze wzrosły nieco bardziej, gdy przeczytałam na okładce jaką powieścią inspirowała się Colleen Houck. Wzięłam głęboki wdech i pełna obaw zabrałam się za lekturę.
„Zakochanie się w nim byłoby jak skok do wody z wysokiego klifu: mogłoby się okazać albo najbardziej emocjonującym, co mi się kiedykolwiek przytrafiło, albo najgłupszym błędem jaki w życiu popełniłam. Sprawiłoby, że miałabym po co żyć, albo roztrzaskałoby mnie o skały i połamało na zawsze.”
Główną bohaterką powieści jest Kelsey Hayes, nastoletnia dziewczyna, którą poznajemy w momencie poszukiwania wakacyjnej pracy. I tym prostym sposobem trafia do cyrku, gdzie zostaje przydzielona do zadania pozornie dość trudnego, jakim wydaje się być karmienie białego tygrysa o szlachetnym imieniu Dhiren. Dziewczyna z czasem jednak pokonuje swój strach i zaczyna być coraz śmielsza w stosunku do dzikiego zwierzęcia, zbliża się coraz bardziej, spędza tam coraz więcej czasu na czytaniu mu przeróżnych książek. I w ten sposób rodzi się między nimi więź. Któregoś dnia jednak do cyrku przybywa bogaty mężczyzna chcący kupić drapieżnika od cyrku i proponuje Kelsey dostarczenie go do rezerwatu w Indiach. Ta zgadza się, mimo początkowych wahań. I tak właśnie zaczyna się ich niezwykle skomplikowana podróż w poszukiwaniu wolności.
Pierwszym plusem jaki nasuwa mi się, gdy zaczynam myśleć o Klątwie Tygrysa jest według mnie wprowadzenie wątku Indii, tamtejszych legend, potraw oraz sama podróż do tego jakże egzotycznego kraju. Nie spotkałam się z tym wcześniej w żadnej innej powieści (jak do tej pory), więc była to całkiem ciekawa odmiana.
„Pocałunek to podpis mężczyzny”
Bohaterowie mimo swoich dość ciekawych historii wydają mi się mało oryginalni, nie mają jakichś cech, które zdecydowanie odróżniłyby od wszystkich innych o jakich dane mi było czytać do tej pory. Cóż, jedynie Phet (?) wydał mi się z nich wszystkich najbardziej interesujący, prawdopodobnie jednak nie na tyle, bym pamiętała jego imię kilka dni po przeczytaniu powieści. Główna bohaterka zostaje opisana nijako, przynajmniej dla mnie. Znamy podstawowe fakty z jej życia, wiemy o rodzicach, którzy zginęli w wypadku – jednak żaden z tych wątków nie został według mnie dostatecznie rozwinięty. W działaniach tej dziewczyny nie widać żadnej konkretnej cechy charakteru, no, może poza jedną o której szerzej wypowiem się nieco później.
„Klucz do szczęścia to starać się wykorzystać to, co przyniesie los, i być za to wdzięcznym."
Czy mamy podobieństwa do zmierzchu, o których możemy poczytać już w samym opisie? Ku mojej konsternacji, owszem. I to w jakich ilościach! Praktycznie bezbłędnie powtórzono tutaj schemat : nijaka dziewczyna i chodzące bóstwo. A kiedy dodamy do tego mrocznego w teorii brata, powstaje nam szalenie ciekawy trójkąt miłosny. Podobieństwo obu tych serii skwituję jedynie zdaniem, że ta bohaterka przynajmniej nie przewracała się co dwa kroki. Miłość do literatury klasycznej jednak pozostała. Im dłużej czytam przeróżne książki tym bardziej zaczyna mnie intrygować fakt, że autorki swoje bohaterki-ofiary losu czynią czytelniczkami właśnie takiej literatury.
Postępowanie głównej bohaterki bywało dla mnie czasem szalenie nielogiczne. Niby tak bardzo kocha swego tygrysa, jednak próbuje go odepchnąć. Zaskoczenie.
Język powieści jest niezwykle prosty i z pewnością będzie zrozumiały dla każdego, a dialogi często wręcz zwalały z nóg swoją banalnością. Akcja wartko brnie do przodu, więc nie mamy zbyt wiele czasu na nudę podczas czytania.
Mimo wszystkich wad które tutaj wymieniłam, myślę że można Klatwie dać szansę, jednak tylko jeśli potraktujemy ją, jako lekturę dla umilenia czasu. Inaczej przeżyjemy wielkie rozczarowanie.

Ocena: 5/10