środa, 12 lutego 2014

Dotyk Crossa - Sylvia June Day


Tytuł: Dotyk Crossa
Autor: Sylvia June Day
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Wielka litera

Okładka mówi: Powieść, którą czytają kobiety w trzydziestu sześciu językach na całym świecie.
Powieść, która jest najszybciej sprzedającym się tytułem ostatniej dekady.
Jedyna taka powieść erotyczna, która łączy w sobie dobry styl z wyjątkową przyjemnością czytania.
Gideon Cross pojawił się w moim życiu jak błyskawica w mroku.
Był piękny i intrygujący, rozpalał do białości. Pociągał mnie jak nikt dotąd. Pragnęłam jego dotyku jak narkotyku, choć wiedziałam, że jest dla mnie zgubny. Moja zraniona dusza i ciało broniły się, ale on z łatwością je posiadł.
Moja opinia:             Ostatnimi czasy zauważyłam nową modę w literaturze zapoczątkowaną przez 50 twarzy Greya. Sama byłam autentycznie zdziwiona faktem, jak sporą popularność zaczęła zyskiwać literatura erotyczna, która niekoniecznie zasługiwała na to miano. Jak wiadomo nie od dziś - internet jest niezmierzonym źródłem wiedzy i to właśnie tam natknęłam się na wzmiankę o tym, jakoby istniała seria dużo lepsza od wcześniej wspomnianej. I tak właśnie w moje ręce wpadł pierwszy tom serii noszący niezwykle sugestywny tytuł - Dotyk Crossa.
            Sama nie byłam pewna czego w ogóle powinnam się po tej powieści spodziewać, toteż podeszłam do niej dość sceptycznie, obawiając się kolejnego czytelniczego rozczarowania sięgającego niżej od poziomu podłogi. Przejdźmy więc do moich pierwszych wrażeń.
            Już na początkowych stronach zostajemy uraczeni dziewięcioma opiniami na temat tejże powieści, które są pełne zachwytów, a jedynie cztery z nich (trzy bezpośrednio, jedna pośrednio) nawiązują do 50 twarzy. Po przeczytaniu ich wszystkich mogłam jedynie unieść brwi w geście zdziwienia, po czym z jeszcze większym sceptycyzmem niż wcześniej zabrałam się za lekturę.
„Dlaczego w ogóle nazywać to seksem? Dlaczego nie być bardziej dosłownym i nie nazwać tego emisją nasienia do wyselekcjonowanej waginy?”
            Już na pierwszym stronach mamy okazję poznać Gideona Ależ trysnę Crossa. I tak, wcale źle nie przeczytaliście, a jego uroczy przydomek jest jedną z perełek, na które miałam okazję natknąć się w czasie lektury. Jak wiadomo nie od dziś - do tanga trzeba dwojga, a partnerką naszego nadzianego, pięknego potentata finansowego została Eva Tramell.
            Na początek zacznę może od wymienienia rzeczy, które łączą obie wyżej wspomniane serie. Po pierwsze - również pojawia się tu wątek nowej pracy, przeprowadzki. Do tego wystarczy dodać niesamowitego faceta, główną bohaterkę o jednosylabowym imieniu  (przypadek? była Ana, teraz jest Eva), matkę głównej bohaterki po przejściach... Czy to nie brzmi znajomo? Również nasza para głównych bohaterów boryka się z codziennością oraz trudami zbudowania trwałego związku, który początkowo miał być relacją niezobowiązująco-seksualną. Idealny pan Cross również posiada mroczne problemy z przeszłości, które wciąż dają o sobie znać, oraz jest zaborczy i zakochuje się w Evie.  Biorąc pod uwagę te wszystkie wątki, ja jako czytelniczka mogłam jedynie zanucić sobie Ale to już było i brnęłam dalej w lekturę. Im dalej jednak podążamy z bohaterami, tym bardziej podobieństwa zaczynają zanikać.
            Małym powiewem świeżości jak dla mnie było to, że bohaterka w końcu nie była żadną ofiarą losu, ani też przestraszoną życia dziewicą - a niestety większość autorek ma tendencję do kreowania właśnie takich postaci. Eva jest kobietą pewną siebie, jej wcześniejsze życie było dość bujne pod względem towarzyskim, a i nie zabrakło też dość traumatycznych przeżyć, które miały kluczowy wpływ na jej charakter.
            Jeśli zaś chodzi o cały wątek przeszłości samego Gideona - tutaj muszę pochwalić autorkę, bo motyw gwałtów oraz wszystkich jego następstw przekonał mnie dużo bardziej niż miało to miejsce w przypadku Greya.
            Kolejną rzeczą, która w tej serii urzekła mnie nieco bardziej był wątek postaci drugoplanowych - a w tym wypadku przyjaciela o imieniu Cary. Wszystkie jego przygody miłosne, zaistniały trójkąt oraz sam charakter tej postaci niesamowicie mnie urzekły.
            Mimo wszystko da się również w tej powieści dostrzec kilka wad. Jeśli chodzi o sceny erotyczne - najbardziej bawiło mnie tu nazewnictwo. Dla przykładu, wyrażenie Ależ trysnę jest jak dla mnie nie tylko nienaturalne, ale i wręcz komiczne. Do tego cipki, fiuty oraz (uwaga, moje ulubione określenie) - nabrzmiewający fallus. Nie żebym była uprzedzona do niezwykle literackiego nazywania niektórych zjawisk, jednak wystarczy spojrzeć na moje nazwisko, by uświadomić sobie dlatego te dwa wyrazy powodowały u mnie uniesienie brwi w geście zdziwienia.
            Jeśli mam być szczera - powieść ta faktycznie jest lepsza od 50 twarzy, nieco lepiej wykreowano tu postacie oraz fabuła jest zdecydowanie bogatsza, nic jednak nie zmieni faktu, że sporo wątków zostało zwyczajnie... skopiowanych.
„Uciekałam, kiedy tylko sprawy zaczynały się komplikować, ponieważ żyłam w przeświadczeniu, że wszystko i tak skończy się tragicznie. Jedyna forma kontroli, jaką stosowałam, to decyzja, by odejść, zanim ktoś odejdzie ode mnie.” 
            Nie jest to co prawda literatura wysokich lotów, jednak spędziłam przy niej sporo chwil pełnych zdziwienia, konsternacji oraz rozbawienia. Możemy przy niej niezwykle wypocząć pod względem psychicznym, polecam więc wytrwałym jako niezobowiązującą lekturę w ramach odskoczni od trudów życia codziennego. I na koniec zacytuję niezwykle mądre zdanie jakie niedawno usłyszałam. Dlaczego faceci w książkach są tacy dobrzy, troskliwi i kochają jak nikt inny? Ponieważ piszą je kobiety. Ba dum tsss. 

Ocena: 4/10

6 komentarzy:

  1. Hehe :D ostatnie zdanie jak najbardziej trafne! :D My dobrze wiemy czego nam potrzeba :D a facet to stworzenie prostolinijne jak ja to mówię :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja raczej podziękuję :D Przy moich ostatnich nagłych zmianach humoru, pewnie książka latałaby po pokoju :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również akurat zrecenzowałam tę książkę i gdybym miała skalę ocen, bez wahania wstawiłabym maksymalną ocenę.

    Mam wątpliwości co do tego fragmentu:
    "Mimo wszystko da się również w tej powieści dostrzec kilka wad. Jeśli chodzi o sceny erotyczne - najbardziej bawiło mnie tu nazewnictwo. Dla przykładu, wyrażenie Ależ trysnę jest jak dla mnie nie tylko nienaturalne, ale i wręcz komiczne. Do tego cipki, fiuty oraz (uwaga, moje ulubione określenie) - nabrzmiewający fallus."

    Fakt, fallus mi też nie pasował, ale inne określenia? Jak Twoim zdaniem miałyby wyglądać? Zauważ, że z takimi słowami jest problem w języku polskim - są albo wulgarne, albo dziecinne, albo do bólu naukowe. Chciałabyś, żeby zamiast owej "cipki" pojawiło się określenie "narządy rozrodcze Evy"? :p

    I mnie nie dziwi, że literatura erotyczna zyskuje taką popularność. Służy wyłącznie rozrywce, świetnie relaksuje i odrywa od rzeczywistości. Ludzie mają już dość czytania o depresjach, szarości i dramatach. Ja trzymam kciuki za Crossa i całą resztę. :)

    (choć Greya nie czytałam i nie zamierzam)

    OdpowiedzUsuń
  4. duzo okłądek tak mówi i co potem się okazuję że książka jest jaka jest.. Wydaję mi się że jak pisza że tyle kobiet czyta tą ksiazke to znaczy że nie ebdzie na wysokim poziomie. Nie wiem czemu ale duża częśc kobiet wybiera płytkie ksiązki z których nic nie wiadomo

    OdpowiedzUsuń
  5. nie ma wątpliwości, ze dotyk crossa powstał na podstawie 50 twarzy Greya. jednakże coś w tych książkach jest, przyciągają :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tłumaczenie tej serii faktycznie jest irytujące, ale to przez to, że nasz rodzimy język jest bardzo ograniczony, jeśli chodzi o seksualność. Więc tłumacze dają takie smaczki jak: ależ trysnę, czy wspomniany przez Ciebie fallus. Ja uważam, że ta seria jest o niebo lepsza od Greya! Początek skopiowany, ale dalej autorka poszła nieco innym torem. Nie wiem czy skończyłaś tylko na tym jednym tomie, ale jeśli tak to zapewniam, że następny jest dużo lepszy, trzeci średni, a czwarty znowu niezły, więc to taka huśtawka :) Ja uwielbiam główną bohaterkę, a Cross od drugiej części jest nie tylko seksualnym maniakiem w garniturze, ale staje się prawdziwym facetem broniącym swojej kobiety :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)