niedziela, 13 kwietnia 2014

Córka dymu i kości - Laini Taylor


Tytuł: Córka dymu i kości
Autor: Laini Taylor
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Amber

Okładka mówi: Na wszystkich kontynentach na drzwiach domów pojawiają się czarne odciski dłoni. Wypalają je skrzydlaci nieznajomi, którzy wkradają się do naszego świata przez szczelinę w niebie…
Przemierzająca kręte uliczki zasypanej śniegiem Pragi siedemnastolatka ze szkoły sztuk plastycznych zostanie wkrótce uwikłana w brutalną wojnę istot nie z tego świata. I odkryje prawdę o sobie – zrodzonej z dymu i kości…
Jej szkicowniki są pełne potworów. Mówi w wielu językach, nie tylko ludzkich. Ma jaskrawoniebieskie niefarbowane włosy, niezwykłe tatuaże i blizny. Kim jest?


Moja opinia:           
           Przez zbliżającą się coraz bardziej maturę mój poziom stresu gwałtownie wzrasta z każdym dniem, dlatego tego też postanowiłam, że muszę w jakiś sposób się wyluzować. Porzuciłam więc rozmyślania dotyczące tego, nad podręcznikiem z którego przedmiotu powinnam zapłakać żałośnie i zabrałam się za przeglądanie listy książek "do kupienia". I tam właśnie dostrzegłam tytuł zapisany w mej pamięci, po czym zdecydowałam się, że moją kolejną lekturą będzie Córka dymu i kości.
Idąc do szkoły po pokrytych śniegiem kocich łbach, Karou nie miała żadnych złych przeczuć.
            Tym jakże krótkim i niepozornym zdaniem rozpoczyna się cała powieść i jeśli mam być szczera, nawiązanie autorki do owych kocich łbów przywołało w mej pamięci niesamowicie wyraźne obrazy pięknych, wybrukowanych uliczek Pragi. Trzeba przyznać, że miasto to jest po prostu piękne i Laini Taylor dzięki swemu barwnemu językowi idealnie odtwarza ten klimat.
Nadzieja ma wielką moc. Może nie ma w niej prawdziwej magii, ale jeśli wiesz, na co masz nadzieję, i pielęgnujesz ją wewnątrz siebie jak światło, możesz sprawić, że to się wydarzy, prawie jak za pomocą magii.
            Cytat ten idealnie oddaje nam przesłanie książki, ponieważ gdybym miała jednym zdanie oddać całą jej kwintesencję, rzekłabym po prostu, że jest ona o nadziei.
            Główną bohaterką powieści jest Karou, siedemnastoletnia uczennica praskiej akademii artystycznej. Jest ona typem indywidualistki, wyróżnia się z tłumu chociażby dzięki swoim niebieskim włosom i licznym tatuażom, a jej talent do rysowania jest dostrzegany i podziwiany przez bardzo wiele osób. Jednak oprócz tego normalnego życia, prowadzi również drugie - nikt jednak nawet nie śmie podejrzewać, że fantastyczne stwory z jej rysunków mogą istnieć naprawdę. Dziewczyna raz na określony czas wykonuje zadania dla Brimstone'a, Dealera Marzeń oraz jednocześnie jednej z chimer, przez które była wychowywana. Sama tak naprawdę nie wie zbyt wiele o sobie, pytania jednak nie przynoszą oczekiwanych odpowiedzi.
- Nadzieja jest wewnątrz ciebie, a życzenia to tylko magia?
-Życzenia są nieprawdziwe. Nadzieja jest prawdziwa. Jest jedyną prawdziwą magią.
            Sama nie wiedziałam czego mam spodziewać się po lekturze tej książki, gdyż z jednej strony miałam nadzieję, że będzie czymś więcej niż kolejnym nic nieznaczącym paranormalem, z drugiej zaś obawiałam się rozczarowania. Jak się okazało nieco później - dość niesłusznie.
            Cały świat przedstawiony został zbudowany w niesamowicie interesujący oraz złożony sposób, wszystko najprawdopodobniej zostało dokładnie przemyślane przez autorkę, gdyż pod tym względem nie ma tu żadnych niedopatrzeń ani schematów. W końcu poczułam mały powiew oryginalności, gdzie to kobieta zostaje przedstawiona jako diablica, mężczyzna natomiast jako anioł. Jednak jak to zwykle w życiu bywa - niż nie jest tu takie proste, a żadna z postaci nie jest ani czarna, ani biała. Wszyscy są wielowymiarowi, mają swoje indywidualne cechy i nie stanowią zlepienia szarej masy.
-Przysięgam, że z dnia na dzień nienawidzę ludzi coraz bardziej. Wszyscy mnie wkurzają. Jeśli teraz tak jest, to co ze mną będzie, gdy się zestarzeję?
- Będziesz wredną starą babcią, która strzela z wiatrówki do dzieci na ulicy.
- Nie. Wiatrówka tylko je rozdrażni. Kupię sobie kuszę. Albo bazookę.
            W powieści tej nie zabrakło oczywiście poczucia humoru i wielu zabawnych momentów, przesiąkniętych sarkazmem, co oczywiście zasługuje na ogromny plus. Język i styl są barwne, bogate. Nie można nudzić się podczas lektury, która wciąga bez reszty - sama spędziłam cały wieczór na lekturze, zapominając o reszcie świata.
Pozostać szczerym w obliczu zła to dowód prawdziwej siły.
            Znalazłam tu coś, czego szukałam usilnie w powieściach od bardzo dawna, lecz przy tym nie miałam zbyt wiele szczęścia. W końcu trafiłam na pozycję, która zawiera w sobie coś więcej, niż tylko kolejny banalny romans okraszony płaskim światem fantasy, gdyż mamy tu walkę o wartości.
Dawno, dawno temu anioł i diabelica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze. Bo ośmielili marzyć o świecie bez wojny i rozlewu krwi Ale to nie był ich świat...
            Powiem szczerze, że od Córki dymu i kości dostałam o wiele więcej niż oczekiwałam, a wielkim zaskoczeniem był dla mnie moment odkrycia wydawnictwa powieści, na które to zdarzyło mi się ponarzekać przez nazbyt płytkie powieści. Ta jedna zmienia nieco moje podejście.
            Zdecydowanie polecam wszystkim szukającym czegoś ciekawego, jest to jednak z lepszych młodzieżówek z jakimi zetknęłam się od bardzo dawna. Sama z wielką chęcią sięgnę po części kolejne by dowiedzieć się, jaki finał miała cała ta historia.


Ocena: 8/10

7 komentarzy:

  1. Dziwki za przypomnienie, kiedyś miałam ją w planach, a potem z głowy mi wyleciała

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham tę serię i niezmiernie się cieszę, że tobie też się spodobała :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowicie podobała mi się ta książka. Czekam aż wreszcie druga część wpadnie w moje ręce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Skończyłam drugą część i choć mnie nie porwała, raczej przeczytam finałowy tom :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam na półce, ale jeszcze nie czytałam :)
    Jednak podoba mi się nawiązanie do Pragi :)
    mobscene69.blogspot.com
    Zapraszam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku książka mnie nie zainteresowała, ale to dlatego, że starałam się po tytule dowiedzieć o czym ona jest. Jednak po kilku recenzjach (w tym twojej) zupełnie zmieniłam opinię o niej. Chcę!

    wcieniuksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. O nieee, wszyscy się uparli, żeby przypominać mi o maturze! ;< (właśnie mam otwarte vademecum z biologii i od rana udaję, że je czytam)
    Odnośnie książki... wiele razy miałam szansę ją przeczytać, ale jakoś utarło mi się w głowie, że jest słaba i warto najpierw sięgnąć po coś lepszego. Ale skoro mówisz, że książka w sumie dobra, to następnym razem się nie zawaham :) Aż jestem ciekawa, jak można napisać nieschematyczną powieść młodzieżową w czasach, kiedy większość z nich jest o tym samym, tylko imiona się zmieniają :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)