czwartek, 10 kwietnia 2014

Filmowo - Dary Anioła: Miasto kości (2013)

         
               Zapewne każdy z was zna to uczucie ekscytacji, gdy tylko człowiek dowiaduje się o tym, iż jedna z jego ulubionych powieści zostaje zekranizowana. Sama pełna byłam uczuć niezwykle skrajnych, a najbardziej obawiałam się doboru aktorów, jednak nie chcąc psuć sobie zabawy - przed wizytą w kinie nawet nie zerknęłam na obsadę aktorską, coby nie psuć sobie niespodzianki.
             Pełna emocji usiadłam w kinie razem z dwiema przyjaciółkami w moim lokalnym kinie o wyjątkowo niskich standardach, dziwiąc się w międzyczasie, że film pojawił się u nas w czasie tak niedługim od swojej premiery w całej Polsce. Mały krok naprzód? Oby tak było.
             I po pierwszych sekundach filmu zrobiło mi się dosłownie smutno, bo wizerunek głównych bohaterów niekoniecznie odpowiadał moim wyobrażeniom więc mam zamiar w następnych kilku akapitach nieco nad tym zapłakać.
       
              Po pierwsze - Jace. Jeden z moich ulubionych bohaterów męskich, faworyt całej serii słynący ze swego sarkastyczno-ironicznego poczucia humoru. I fakt, w filmie zarys jego postaci teoretycznie trzyma się książkowego pierwowzoru, okrojono jednak nieco jego repertuar najlepszych tekstów, choć kilka z nich oczywiście się w nim znalazło. Jednak nurtuje mnie jeden fakt, mianowicie czy wy właśnie tak wyobrażaliście sobie Jace'a? Bo ja miałam ochotę zapłakać żałośnie nad tym, jak zniszczono moje nastoletnie marzenia o aparycji tej postaci. No ale jak wiadomo - nie zawsze możemy mieć wszystko. Jeśli mam być szczera, bliższa moim wyobrażeniom o wyglądzie mojego ulubieńca zdecydowanie jest polska wersja okładki pierwszej części, natomiast aktor znajdujący się na zdjęciu po prawej - cóż. Zwyczajnie mi się nie podoba.




             Sytuacja podobnie miała się, gdy
po raz pierwszy zobaczyłam główną bohaterkę. Cóż, odtwórczyni tej roli bynajmniej do brzydkich nie należy, jednak również niekoniecznie wbiła się w mój gust. Filmowa wersja Clary wydawała mi się być nieco mniej wyrazista, wciąż jednak wzbudzała moją sympatię. Mam jednak wrażenie, że Lily Collins nie była zbyt dobrym wyborem i odbiegała od moich wyobrażeń. Nie powinna być nieco młodsza? I teraz pytanie za dziesięć punktów, to ja jestem tak przewrażliwiona, czy też ktoś z was również przez cały film rozmyślał o tym, z jak wielką chęcią dopadłby ją z pęsetą? Te brwi są przerażające. No i przecież ich kolor wcale nie przypominał o tym, że ruda czupryna jest farbowana.

            Za sobą mamy już część minusów, więc teraz dla odmiany przejdę do czegoś, co niewątpliwie przysporzyło mi pozytywnego zaskoczenia. Naprawdę, jeśli cokolwiek w tym filmie było warte wydania trzynastu złotych - to był to widok Magnusa w bokserkach! Prawdopodobnie jako jedyny ze wszystkich aktorów został dobrany wprost idealnie i wstrzelił się w moje skromne wyobrażenia na temat czarownika. I cóż tu dużo mówić, nawet mimo makijażu, którego nie powstydziłoby się wiele pań - pozostawał całkiem atrakcyjnym facetem.
            Kolejną z postaci, która na pewno wpasowała się w moją wyobraźnię bardziej niż odtwórcy głównych ról był Simon. Wyglądał właśnie tak, jak powinien wyglądać typowy najlepszy przyjaciel. Wciąż sympatyczny i na swój sposób pocieszny, dobry przyjaciel miły dla oka. Nic jednak nie było wstanie przebić mojego niemego zachwytu związanego z Magnusem. Ah!
             Jeśli zaś o samą fabułę chodzi, na początku jest nieco chaotycznie. Ludzie, którzy nie mieli w swoich rękach książki mogą czuć się nieco zagubieni, choć uczucie to zapewne minie razem z rozwijającą się akcją. Co natomiast mogę zauważyć jako zagorzała fanka całej serii? Nieco drobniejszych faktów zostało pozmienianych, również sporo wydarzeń pominięto, gdyż akcja mimo swej początkowej powolności nabiera tempa i od razu przeskakuje do finału. Właśnie tam brakuje mi kilku scen, dialogi chwilami wydają się być nieco bezsensowne, choć najwyraźniej próbowano odtworzyć sarkastyczny klimat powieści. Nie do końca wyszło. Jeśli zaś chodzi o pozostałą część obsady - nie odznaczyła się według mnie w żadną ze stron.
              Myślę, że zatracono nieco potencjał tej powieści, gdyż można było zrobić z tego niesamowity film. Wyszło coś raczej nijakiego, jeśli mam być szczera. Osobiście stwierdzam, że rozczarowałam się i nie jestem pewna czy zmarnuję kolejny raz pieniądze, by wybrać się na kontynuację. (No chyba, że chęć patrzenia na Magnusa znów zwycięży).
                                                                     ***
Wśród moich pisarskich tworów znalazłam już dość starą recenzję filmowej wersji Miasta Kości i stwierdziłam, że jednak ją opublikuję. W końcu lepiej późno niż wcale ;) Czy wy również rozczarowaliście się tym filmem?

11 komentarzy:

  1. Ja nawet nie zamierzam tego filmu oglądać - obsada jest fatalna. Lily ma brwi jak facet, zupełnie zniszczyła moje wyobrażenie rudowłosej i piegowatej Clary. Choćby mi chcieli zapłacić, nie mam zamiaru oglądać tego gówna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram w stu procentach, brązowe krzaki w połączeniu z farbowanymi rudymi włosami to jakaś tragedia! Za taką Clary podziękuję.

      Usuń
  2. Nie czytałam książki, jak dla mnie film całkiem całkiem. Moja siostra, która przeczytała prawie całą serię jest tego samego zdania co Ty, że Jace i Clary są źle dobrani ( szczególnie Jace, dla mnie z kolei nie był on takim kolesiem "do zakochania jeden krok", aktor wg. mnie to wypłosz, który pasuje na czarne charaktery, świetnie zagrał np. Kajusza (chyba?) w Zmierzchu.) A Magnus wymiata po prostu, szkoda że było go tak mało, choć siostra obiecała mi, że w kolejnych częściach jego rola się rozwinie. Krótko mówiąc obejrzę kolejne filmy ze względu na niego właśnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania. Jeśli obejrzę kolejne części - to tylko dla Magnusa! ;)

      Usuń
  3. Gdy pierwszy raz spojrzałam na głównego aktora - ekranizowanego Jace'a - uznałam: "Kto go wybrał? I to ma być ten przystojniak?" - lecz im dłużej oglądałam film, tym bardziej przychodziły mi do głowy myśli - "Fajnyyy jest" <3
    Tragedii nie ma! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie przekonałam, nie mój typ urody niestety :D

      Usuń
  4. Też nam warażenie, że nie wykorzystano potencjału tej historii

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja książkę mam dopiero w stosiku, a filmu raczej nie obejrzę, chyba że będzie leciał w TV. Z tego co się orientuję, to Jace'a gra dość stary jak na taką rolę aktor. Ale wygląda nieźle :3 A te brwi to charakterystyczna cecha Lily Collins - nie lubię jej jako aktorki (oglądałam jej "Królewnę Śnieżkę") i bez nich byłaby chyba jeszcze bardziej mdła :\

    OdpowiedzUsuń
  6. Ą ja film oglądałam i moim zdaniem jest całkiem znośny i chętnie skuszę się na kontynuacje, a na razie umilę sobie czekanie książkową serią.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wydaje mi się, że za stara jestem na tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Film mi się nie podobał, wyszłam z kina osłupiała;/

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)