poniedziałek, 26 maja 2014

Dni krwi i światła gwiazd - Laini Taylor


Tytuł: Dni krwi i światła gwiazd
Autor: Laini Taylor
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Amber

Okładka mówi: Dawno, dawno temu anioł i diablica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze.
Bo ośmielili się marzyć o świecie bez wojny i rozlewu krwi.
Ale to nie był ich świat…

Na całym świecie muzea historii naturalnej donoszą o tajemniczych włamaniach.
Uskrzydlone armie przekraczają portal dzielący ich świat od naszego.
Odwieczna wojna wybucha ze straszliwą siłą.
A ci, którzy tak bardzo się kochają, stoją po przeciwnych stronach…

Moja opinia: 
                Po lekturze Córki dymu i kości byłam naprawdę oczarowana. Nie był to bezbrzeżny zachwyt, gdyż powieści tej brakowało kilku elementów do perfekcji, pełna jednak byłam naprawdę pozytywnych wrażeń i z ochotą zabrałam się za kontynuację. Może nie do końca słusznie postawiłam tomowi drugiemu poprzeczkę naprawdę wysoko. Czy słusznie? A może spotkało mnie ogromne rozczarowanie? O tym szerzej za chwilę.
                Siedemnastoletnia Karou, będąca niezwykle utalentowaną artystką w końcu poznała prawdę na temat swego pochodzenia, której tak długo szukała. Wydarzenia jednak przybierają dość tragiczny powrót, a ona traci członków swej przybranej rodziny być może na zawsze. Żeby dodać wszystkiemu nieco dramatyzmu warto wspomnieć, iż to właśnie jej ukochany ich zdradził. Rozpoczyna się walka o przetrwanie rasy Karou, która musi dokonać wielu trudnych wyborów.
(...)wspomnienia są jak muchy, można je odgadnąć, ale nic ich nie powstrzyma przed powrotem
                Elementami, które oczarowały mnie tak bardzo były przede wszystkim: barwność opisów, miejsc oraz występujących postaci, kreacje ich osobowości. Na plus działały również liczne zagadki połączone z naprawdę ciekawymi wątkami i wartkością akcji.
                Czy to samo dostaniemy w Dniach krwi i świetle gwiazd? Niestety nie do końca. Przede wszystkim zmienił się tu nieco rytm akcji, która w przeciwieństwie do tej z części pierwszej, znacząco zwolniła i toczy się niezbyt szybkim rytmem. Mamy sporo mentalnych wycieczek w przeszłość, wiele zagadek zostaje rozwikłanych, to oczywiście niezaprzeczalny fakt, jednak moim zdaniem wszystko zbyt powoli pełzło do przodu.
Dawno, dawno temu anioł i diablica zakochali się w sobie. Nie skończyło się to dobrze. Bo ośmielili marzyć o świecie bez wojny i rozlewu krwi Ale to nie był ich świat...
                Niewątpliwym plusem jest dość barwny język oraz ciekawy styl, jakim posługuje się autorka. Powieść wciąga również od pierwszej do ostatniej strony co sprawiło, że naprawdę szybko zakończyłam czytanie.
                Tematyka pozornie jest dość górnolotna - mamy walkę o ideały, o wolność, jest skomplikowany wątek miłosny. Mimo wszystko czegoś mi w tym zabrakło i mam tu na myśli dawkę emocji, która powinna być większa. Przeżywałam wszystkie wzloty oraz upadki razem z bohaterami, to fakt, jednak według mnie powinno to być nieco bardziej intensywne.
                Plusem natomiast jest poczucie humoru, którego również i w tej części nie zabrakło.
Martwe dusze marzą tylko o śmierci. Małe sny są dla małych ludzi. To życie rozprzestrzenia się, żeby wypełniać światy. Twoim panem może być życie albo śmierć. Spójrz na siebie. Jesteś Lordem prochów, Lordem popiołów. Plugawy w swoim zwycięstwie...Ciesz się nim, bo nigdy nie doświadczysz innego. Jesteś Lordem w kraju duchów i zawsze nim będziesz.

                Podsumowując, Dni krwi i światła gwiazd jest powieścią dobrą, jednak wywarła ona na mnie wrażenie słabsze od swej poprzedniczki. Polecam ją wszystkim, którzy już zaczęli swą przygodę z serią, radzę jednak nie zawyżać względem niej swych wymagań. Sama dam jeszcze jedną szansę autorce i zabiorę się również za tom trzeci, gdy tylko będzie dostępny. 

Ocena: 6/10

czwartek, 22 maja 2014

Jakim jestem czytelnikiem?

            Ostatnimi czasy na blogach pojawiła się kolejna zabawa, która tym razem dla odmiany - nieco mnie zainteresowała. W najbliższym czasie na blogu pojawią się dwie recenzje (Dni krwi i światła gwiazd oraz Płomień Crossa) i postanowiłam dodać między nie mały przerywnik. Poza tym, co sądzicie o obrazku obok? Nadawałby się na nagłówek mojego bloga?




Jakim jestem czytelnikiem?
1. Niecierpliwym. Zawsze po przeczytaniu książki, która naprawdę mi się spodoba - rozpaczliwie poszukuję kolejnych części i często cierpię, gdy okazuje się, że wyjdą one dopiero za kilka miesięcy.

2. Szczerze nie lubię pożyczać swoich książek, naprawdę. Wszystkie posiadane traktuję wręcz jak własne dzieci i przeważnie kilkanaście razy błagam kogoś, by mi ich nie zniszczył. Mimo to zdarzały się nawet bardzo widoczne uszkodzenia, a nawet przywłaszczenie sobie dwóch pozycji - dlatego prawdopodobnie przestanę już pożyczać, a zacznę odsyłać do biblioteki.

3. Nie przepadam za audiobookami. Mimo szczerych chęci zwyczajnie nie mogę się na nich skupić i po kilku minutach zaczynam rozmyślać nad sprawami doczesnymi, bądź badam wzrokiem pomieszczenie w którym się znajduję. Jedyny wyjątek dźwiękowy stanowią dla mnie nagrania z kursów językowych. Pozostałym mówię stanowcze NIE.

4. Jestem średnio przekonana do ebooków, mimo to jednak często zdarza mi się po nie sięgać. Czasem nie mogę pewnych pozycji znaleźć w bibliotece, bądź też nie mam już co czytać, a bardzo chciałabym się za coś zabrać. Wtedy wyszukuję w internecie tytuł i zabieram się do lektury, męczę jednak przy tym niesamowicie swe biedne oczy, gdyż nie posiadam czytnika.

5. Mimo szczerych chęci, w 75% przypadków sięgam po przemieszanie fantasy z paranormalem. Jest to w większej części wina sentymentu do tych gatunków, z drugiej strony jednak często jestem wobec nich niezwykle krytyczna w ocenie. W najbliższym czasie jednak planuję wyrównać nieco proporcje z innymi gatunkami, wprowadzając większą różnorodność na blogu.

6. Jestem wielką fanką kryminałów oraz powieści, które poruszają do głębi, po których czytelnika przez długi czas męczy kac książkowy. Właśnie rozglądam się za pozycją tego typu, gdyż chyba potrzebuję małego "kopa" emocjonalnego.

7. Uwielbiam grube okładki. Są według mnie o wiele ładniejsze, mimo to jednak często inwestuję w cienkie. Po prostu są tańsze i dzięki temu mogę kupić średnio jedną powieść więcej. Taka ze mnie czytelnicza ekonomistka ;)

8. Odmawiam sobie czasem jedzenia, by więcej pieniędzy odłożyć na książki.

9. Lubię zakładki i mam ich w swej kolekcji naprawdę wiele, mimo to jednak najczęściej zaznaczam stronę w książce chusteczką, skarpetką lub nawet listkiem tabletek. Tak już niestety mam.

10. Chowam w sobie raczej skrywaną sympatię do klasyki literatury. Coby nie zabrzmieć jak Ana bądź Bella sprostuję, że większą sympatią darzę nieco inne pozycje niż one.

11. Nie lubię, gdy ktoś zmusza mnie do czytania - dlatego też większość lektur z liceum mam zamiar przeczytać na spokojnie podczas moich najdłuższych wakacji, które niedawno się zaczęły. No, może poza Lalką i Potopem.

12. Uwielbiam patrzeć na książki, przeglądać je, wąchać i zawsze, gdy nie wiem co ze sobą zrobić - idę do księgarni. Panie kasjerki pewnie mają mnie za zombie, gdyż zawsze przychodzę, stracę kilkadziesiąt minut i wychodzę. Zamawiam z internetu, gdyż jest taniej (ekonomiczna odsłona mego charakteru cz. 2), nie potrafię jednak odmówić sobie tej przyjemności. Oprócz tego uwielbiam wszystko co książkowe, bądź z literaturą związane - a najbardziej kocham blogi książkowe.

13. Co roku z okazji urodzin (które notabene obchodziłam wczoraj) kupuję książkę w prezencie od Domi dla Domi. Jeszcze nie zdecydowałam, w co zainwestuję w tym roku.

A do zabawy zapraszam wszystkich chętnych. Miłego popołudnia ;)

poniedziałek, 19 maja 2014

Mistrz - Katarzyna Michalak


Tytuł: Mistrz
Autor: Katarzyna Michalak
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Filia

Okładka mówi: Najnowsza powieść Katarzyny Michalak, bestsellerowej autorki Poczekajki, Roku w Poziomce oraz Sklepiku z Niespodzianką. To pierwsza część „Serii z tulipanem”, otwierająca cykl: POLSKIE AUTORKI – ZMYSŁOWO I EROTYCZNIE.
„Mistrz” to sensacyjna powieść, pełna erotyzmu i namiętnych scen, nie przekraczających jednak granic dobrego smaku. Jest w niej wszystko, czego szukają miłośnicy gatunku: zbrodnia, tajemnica, intensywne relacje między bohaterami i bardzo gorąca atmosfera.

Moja opinia: 
            Katarzyna Michalak, autorka kilkunastu bestsellerowych powieści („Poczekajka”, „Rok w Poziomce”, „Sklepik z Niespodzianką”, „Mistrz”). 
Należy do najbardziej wszechstronnych polskich pisarek, swobodnie poruszając się między tak odmiennymi gatunkami jak powieść obyczajowa, sensacja, erotyk i fantasy. W planach ma również powieść historyczną i sagę rodzinną, jak również scenariusz serialu oraz komedii romantycznej. 
Jej prozę cechuje wyjątkowe nasilenie emocji, wartka akcja, błyskotliwe dialogi i wyraziści, wiarygodni bohaterowie, z którymi łatwo się utożsamić.
Na co dzień Katarzyna Michalak mieszka w wymarzonym domku gdzieś na mazowieckiej wsi, jest mamą dwóch chłopców, cieszy się spokojnym życiem, śpiewem ptaków, pięknem przyrody i… pisze nową powieść.
            Przed lekturą Mistrza o Katarzynie Michalak zdążyłam usłyszeć naprawdę wiele i były to opinie pełne skrajności, od bezbrzeżnych pochwał, po dość krytyczne recenzje. Sama nastawiona byłam niezwykle sceptycznie, nie czując przy tym zbyt wielkich chęci do zapoznania się z twórczością autorki, a już tym bardziej niechętnie zaczęłam do jej powieści podchodzić, gdy zobaczyłam, jak bardzo nie radzi sobie z krytyką.
            Nastał jednak taki moment, że nie miałam już za co się zabrać, znów więc polecono mi Mistrza. Pomyślałam więc, czemu by nie spróbować?
            Wystarczy zerknąć na słowa kluczowe opisujące powieść, by choć w małym stopniu móc wyobrazić sobie, jakiej tematyki ona dotyczy. Mamy tu erotyk, zbrodnię, mafię, narkotyki. Brzmi doprawdy interesująco, lecz czy naprawdę takie jest?
            Jeśli zaś o samą fabułę chodzi - wszystko rozpoczyna się od momentu, gdy dziewczyna przyjmuje zlecenie uwiedzenia niejakiego Raula. Następnie akcja przenosi się do podziemnego przejścia, gdzie Sonia zostaje świadkiem porachunku mafii. Zostaje więc porwana i wywieziona na Cypr, gdzie akcja toczy się już praktycznie do samego końca.
Jeden dzień może zmienić wszystko, ale czasem jedna noc zmienia jeszcze więcej.
            Brzmi w miarę interesująco, choć niestety jak to bywa z pozorami - potrafią nas boleśnie mylić. Na początek chciałabym powiedzieć nieco o bohaterach, nie wiedzieć czemu wszystkie ich imiona zwyczajnie mnie denerwowały, przywodząc wręcz na myśl jakąś telenowelę. Po lekturze kilku stron byłam pewna, że może Andżelika będzie naprawdę niezła w swej pracy i zaskoczy nas sposobem, którym spróbuje uwieźć mężczyznę. Nic bardziej mylnego, zwłaszcza, że przez resztę książki zachowuje się jak, za przeproszeniem - dziwka spod latarni. I to by było na tyle, jeśli chodzi o przejmującą historię dziewczyny- szpiega.
            Kolejną postacią, której chciałabym się nieco bardziej przyjrzeć jest Raul, będący mężczyzną nad wyraz łagodnym, jak na szefa mafii. Mimo tego, że podejrzewał Sonię o to, że została przez kogoś wysłana, zapewnił jej co najmniej królewskie warunki życia, a do tego się w niej zakochał. Nie wiem czemu, lecz mam wrażenie, że w prawdziwej wersji tej historii zapewne po prostu by ją zastrzelił.
Lizał jak spragniony pies, lizał jakby to była muszla pełna waniliowych lodów. Lizał tak, jakby miał za chwilę umrzeć z pragnienia, a jej soki były jedynym napojem w zasięgu ust...
            Kolejnym dobrym pośród 'złych' jest Paweł, będący postacią dość nijaką. W ramach ciekawostki dodam, że on również darzył Sonię nadmierną sympatią. Tak jak i Vincent.
            Książka ta określana jest mianem erotyku, w dodatku zmysłowego. Bynajmniej jednak nie dało się dostrzec odzwierciedlenia tych dwóch cech w scenach seksu, a prędzej nazwać  je można raczej nijakimi. Dodatkowo szczerze zdziwiło mnie określenie żeńskich narządów stosowane przez autorkę, mianowicie płeć. Czytałam bez większych problemów, aż tu nagle napotkałam to słowo, a w mej głowie rozległ się dźwięk zdartej płyty. Przez dobre kilka minut zastanawiałam się 'co autor miał na myśli'.
Sonia poczuła łzy pod powiekami. Dobre łzy. Znów miała kogo kochać. Miała dla kogo żyć. Miała z kim uciekać. I... miała do kogo wrócić.
            Drugim elementem nie przestającym mnie zadziwiać było zachowanie owej mafii, które mamy okazję podziwiać w Mistrzu. Tacy potulni, chwilami wręcz serdeczni? Zakochujący się w zakładnikach? Brakowało chyba jeszcze tego, żeby wzięli się za ręce i zaczęli tańczyć w kółko.
            Szczerze zdumiały mnie wybitnie pochlebne komentarze blogerów umieszczone na tylnej okładce, gdyż do arcy-fenomenu tej powieści jest naprawdę daleko. Pomijam już fakt, że po lekturze czułam się rozczarowana, może nawet trochę okłamana tymi przesadnie dobrymi słowami, nijak nie odzwierciedlającymi rzeczywistości.
            Mimo wszystko dopatrzyłam się kilku zalet, a pierwszą z nich będzie język autorki. Jest dość bogaty, przy tym jednak zrozumiały dla każdego. Całość czyta się naprawdę przyjemnie, a czas ucieka bardzo szybko podczas lektury. Do tego dodać możemy bardzo ładną okładkę.
            Nie jestem zachwycona, podejrzewam jednak, że fanom autorki się spodoba. Natomiast jeśli ktoś oczekuje, że w Mistrzu odnajdzie obraz prawdziwej mafii, przesycony erotyzmem i zmysłowością - ten raczej się rozczaruje.



Ocena: 4/10

piątek, 16 maja 2014

Subiektywnie: Ludzie listy piszą

           Jak wiadomo nie od dziś, przeważnie miłość do książek łączy się również z fascynacją słowem odręcznie pisanym. Tradycyjne listy już dawno poszły w zapomnienie, zastąpione internetem i wydawać by się mogło, że w dzisiejszym świecie nie będzie dla nich miejsca, ostatnio możemy jednak zaobserwować wręcz powracającą modę na ich wysyłanie. Szczerze mówiąc - zwyczajnie się z tego cieszę, gdyż zawsze wolałam napisać coś odręcznie i wysłać, z niewiadomych powodów ta forma kontaktu wydawała mi się bardziej osobista. Pozostaje nam jeszcze kwestia znalezienia odpowiedniego partnera korespondencyjnego i właśnie ten temat chciałabym poruszyć w dzisiejszych poście.
           W okolicach świąt wielkanocnych przeglądałam internet w poszukiwaniu natchnienia do maturalnej nauki i właściwie jedynie za sprawą przypadku natknęłam się na grupę pełną ludzi, którzy pragną z kimś pisać tradycyjne listy. Bez większego zastanowienia dołączyłam i trwam w niej niezmiennie od tej pory, po tym czasie jednak nasunęło mi się kilka wniosków.
           Po pierwsze - nie wiem, czy to moje subiektywne wrażenie, czy też więcej ludzi nawet odpowiadając na nasze ogłoszenie - woli list dostać, niż go napisać. Z takim podejściem może utworzyć się błędne koło, tym razem jednak przymknęłam na to oko.
           Po drugie, każdy nowy w grupie powinien uzbroić się w niezmierzone pokłady cierpliwości, o ile drażnią go częste powiadomienia połączone z podziwianiem zdjęć typu "oto moje listy do x i x, dziś je wyślę". Jeśli natomiast komuś to nie przeszkadza, tym lepiej dla niego.
           Mimo wszystko jednak możemy znaleźć tam prawie trzysta osób, więc wybór kandydatów do pisania mamy naprawdę spory. Pomijając te dwie dość nieistotne wady owej grupy, serdecznie wszystkim Wam ją polecam, o ile już nie jesteście jej członkami. Gdyby ktoś o niej wcześniej nie słyszał, podrzucam LINK
A jakie jest Wasze zdanie na temat listów? Lubicie je, piszecie? A może wręcz przeciwnie?

środa, 14 maja 2014

Pocałunek Anioła - Mary-Claire Helldorfer


Tytuł: Pocałunek Anioła
Autor: Mary-Claire Helldorfer
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Okładka mówi: Pierwszy tom czteroczęsciowego cyklu.
Ivy ma wszystko, o czym może zamarzyć nastolatka – urodę, talent, oddanych przyjaciół i przystojnego chłopaka, Tristana, który chce spędzić z nią resztę życia. Jednak wizja świetlanej przyszłości znika, gdy ukochany ginie w tragicznym wypadku samochodowym. Rozpacz po stracie bliskiej osoby to nie jedyny problem, z jakim będzie sobie musiała poradzić załamana dziewczyna – jej życiu zagraża śmiertelne niebezpieczeństwo. Nie jest jednak sama ze swoimi problemami – nad jej losem czuwa bowiem anioł-stróż…

Moja opinia:             
            O pocałunku anioła przed lekturą książki słyszałam naprawdę wiele, gdyż nie dało się swego czasu przeoczyć wszechobecnych entuzjastycznych reklam. Co jakiś czas napotykałam również recenzje, te jednak bywały skrajnie różne, począwszy na niesamowicie pozytywnych, a skończywszy na najniższych ocenach. Szczerze powiedziawszy, gdyby nie maturalny paraliż umysłowy względem nauki, zapewne nigdy na tę pozycję bym się nie skusiła. Bałam się przede wszystkim kolejnego nic nie wartego tasiemca produkowanego jedynie dla zysków, jak to już miało miejsce w przypadku jednej serii tegoż wydawnictwa. Czy moje obawy się sprawdziły? A może spotkało mnie pozytywne zaskoczenie?
            Całkowitą fabułę mogłabym streścić dosłownie w kilku nieskomplikowanych zdaniach. Mamy wypadek pary. Następnie przechodzimy do historii ich wcześniejszej znajomości. Później znów wracamy do wydarzeń właściwych, chłopak nie żyje a dziewczyna go nie widzi. Jedyną różnicą występującą między moim jakże treściwym opisem, a książką, jest jedynie kilka występujących wątków pobocznych.
Kiedy się kogoś kocha, to nigdy nie jest skończone (...) Żyje się dalej, bo tak trzeba, ale nosi się tę osobę w sercu.
             Bohaterowie wydają się być nieco nazbyt płascy, bez jakiejkolwiek głębi emocjonalnej, do tego zachowują się zwyczajnie jak dzieci. Mnie częściej irytowali niż budzili sympatię, toteż tak naprawdę nikogo z nich polubiłam. Bynajmniej nie ma tu takiej sytuacji, gdy bohaterowie są skonstruowani w taki sposób, że możemy ich kochać lub nienawidzić. Tutaj są po prostu nijacy.
            Styl autorki jest dość lekki i przy tym nieskomplikowany, a język stosunkowo prosty, toteż nikt z tą powieścią nie powinien mieć problemów w zrozumieniu.
Aniele światłości, aniele w niebiosach, czuwaj nade mną tej nocy. Czuwaj nad wszystkimi, których kocham.
            W świecie aniołów i miłości chyba nie zostało już praktycznie nic do dodania, mimo wszystko tematy te są uparcie wałkowane przez autorów powielających setny raz te same schematy. Myślę, że porwanie się na taką a nie inną tematykę przez   było nie do końca dobrym pomysłem, a motyw miłości silniejszej niż śmierć w tym przypadku raczej leży i kwiczy.
Mam wszystko, czego potrzebuję i pragnę na tym świecie – wyznał. – Właśnie tutaj. W moich ramionach.
            Sama nie wiem czy to ja po prostu wymagam zbyt wiele od literatury i mam wygórowane wymagania względem twórczości pisarzy, mimo to myślę jednak, że pomysł ten można było bez wątpienia zrealizować w sposób nieco lepszy, z większą dbałością o szczegóły połączoną z dodaniem jakiejś głębi temu wszystkiemu. Tutaj ewidentnie szału nie ma i sama jestem raczej nieusatysfakcjonowana tą lekturą, mam jednak świadomość, że z pewnością spodoba się ona wszystkim nieco młodszym czytelniczkom, być może polubią ją też osoby czytające namiętnie gatunek paranormal romance. Na plus zasługuje okładka, która niesamowicie przypadła mi do gustu, z pewnością bardziej niż treść. Sama raczej nie porwę się na kolejne części, gdyż zwyczajnie nie mam na to ochoty. 

Ocena: 5/10

sobota, 10 maja 2014

Serialowo: Ravenswood (2013)


                  Przeglądając bezbrzeżne internety w poszukiwaniu ciekawego serialu, natknęłam się przypadkiem na Ravenswood, określane gdzieniegdzie mianem dramatu bądź horroru. Mając Maturę za pasem ochoczo zabrałam się za oglądanie, w efekcie czego zakończyłam przygodę z serialem zaledwie po kilku dniach. Moje uczucia były dość mieszane, przede wszystkim dlatego, iż już po kilkunastu minutach zauważyć możemy, że w gruncie rzeczy nie ma on wiele wspólnego z horrorem. W gruncie rzeczy zaciekawił mnie on, choć było kilka elementów, które działały mi na nerwy. Ale o tym za chwilę.
                  Pierwszą informacją, jaka dla co niektórych odbiorców może wydać się ciekawa jest fakt, iż jest to spin-off serialu Pretty little liars (który notabene mnie nie zachwycał). Dla mnie byłoby to średnią zachętą, gdybym oczywiście wcześniej poznała ten fakt.
                 Serial sam w sobie naprawdę nie jest zły i przyznać muszę, że spodziewałam się czegoś o wiele gorszego, czy chociażby straszniejszego. Praktycznie od razu rzuciło mi się w oczy to, że musiała być to produkcja niskobudżetowa, gdyż co niektóre sceny mające teoretycznie przerazić, zakrawały raczej pod groteskę. Całość fabuły była jednak według mnie dość ciekawa, sama nie oglądałam wcześniej niczego podobnego, nie wykluczam jednak, że takie rzeczy mogą istnieć.
Jeśli zaś o postacie chodzi to przyznać muszę, że miałam swoich faworytów. Powiedzcie, czy tylko ja jedna byłam zapaloną fanką mrocznego wujka?
                Na powyższej fotografii podziwiać możemy wujka w swoim żywiole - z trumnami i nieboszczykami. Według mnie był on postacią nieco bardziej konkretną niż większość pozostałych razem wzięta, dlatego też prawie od razu zaskarbił sobie moją sympatię, czego już nie można było powiedzieć o jego siostrzenicy.

                  Dla nieobeznanych z fabułą i postaciami - po lewej stronie podziwiać możemy Mirandę, czyli siostrzenicę o której wspomniałam zaledwie dwie linijki wyżej. Nie wiem, czy to tylko ja w tym wypadku byłam bez serca, czy po prostu była ona na tyle wkurzająca jako postać - jednakże szczerze wolałabym, by została ona w zaświatach na amen. Niestety jednak - umarła, a później wróciła. Zapewne po to, by działać mi na nerwy. Rzadko zdarza mi się by ktokolwiek działał na mnie w ten sposób, ona jednak była dla mnie zwykłą irytującą dziewczynką. Ugh.
                 Jeśli o pozostałe postacie chodzi, raczej nikt wybitnie niczym się nie odznacza. Jest to raczej typowa banda nastolatków, a jedynym odejściem od rutyny jest tu klątwa.
                 Fabuła jako tako jest dość spójna i o dziwo w miarę ciekawa, a serial sam w sobie, wciągający. Wydaje mi się nawet, że gdyby przeznaczono na niego nieco większy budżet niż miało to miejsce, a efekty byłyby bardziej dopracowane i lepsze jakościowo - mogłoby powstać coś naprawdę porządnego. A tak mamy niestety serial dość przyjemny, wciąż jednak lawirujący w granicach przeciętności, przy czym dodatkowym zniechęceniem może być to, że przerwano go po 10 odcinkach. Polecam w ramach krótkiej rozrywki, gdyż można przy tym spędzić dość przyjemnie czas.

sobota, 3 maja 2014

Podsumowanie kwietnia




             Kwiecień przeminął mi pod znakiem zbliżającej się matury - paradoksalnie jednak był to jeden z lepszych miesięcy w ostatnim czasie pod względem blogowym. Zaczęłam również podejrzewać się o syndrom studenta, gdyż nagle nawet sprzątanie całego domu stało się zajęciem lepszym od nauki.
             Ruszyłam nieco do przodu ze swoimi wcześniejszymi planami względem bloga, dodałam małą nowość  (mianowicie dział filmowy), a po maturze planuję kolejne.



Moje skromne statystyki kwietniowe to zaledwie 6 przeczytanych książek. Na blogu natomiast pojawiło się 5 postów.
-Błękitna nadzieja - S.C. Ransom
-Sto dni po ślubie - Emily Giffin 
-Podarunek śmierci - Bree Despain
-Córka dymu i kości - Laini Taylor
-Filmowo: Dary Anioła- Miasto Kości


             Przy okazji chciałam również pochwalić się książką wygraną u Emy - jeszcze raz dziękuję za miłą odskocznię od maturalnych stresów, pierwszy raz od bardzo dawna wzięłam w czymś udział i już szczęście się do mnie uśmiechnęło. Za lekturę zabiorę się pewnie dopiero po nadrobieniu pierwszy części, a do tej pory poczeka sobie na mojej pięknej półce w nowym pokoju.
            Mam również nadzieję, że matura pójdzie mi zadowalająco! Trzymajcie kciuki, ja również będę trzymać za wszystkich zdających! ;)
            Przepraszam również za jakość zdjęcia. W ramach ciekawostki powiem, że w tle można dojrzeć ekran mojego przestarzałego komputera. Poza tym muszę pochwalić się pięknymi zeszytami zakupionymi w... Biedronce! Na widok ciekawych okładek porwałam ich od razu kilka. Najlepsza według mnie - It is hard to be me ;) Sometimes it's so hard!