środa, 30 grudnia 2015

Konkurs rocznicowy - Ember in the Ashes

            Z okazji tego, że właśnie dobiega końca piąty rok działalności bloga - postanowiłam zorganizować konkursowe losowanie. Nagrodą będzie nowy egzemplarz recenzencki książki Empire in the Ashes. Na zgłoszenia będę czekać do 31 stycznia, a dzień później wylosuję zwycięzcę . Zapraszam serdecznie do udziału!




Wzór zgłoszenia:
1. Nick pod którym obserwujesz bloga.
2. Mail do kontaktu.
3. Nazwa pod którą polubiony jest fanpage. (Dodatkowe +1 los)
4. Umieszczenie na blogu/stronie banerka konkursowego. (Dodatkowe +1 los)



Regulamin konkursu:

1. Do konkursu zgłosić może się każda osoba będąca publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Książka będąca nagrodą jest moją osobistą własnością. 
3. Po ogłoszeniu wyników czekam na odpowiedź od zwycięzcy przez 48h, jeśli jej nie dostanę - wylosuję kolejną osobę. 
4. Organizatorem konkursu jest Dominika Fal, właścicielka bloga kochamy-ksiazki.blogspot.com
5. Konkurs trwa od dnia 29.12.2015 do 31.01.2016 do godziny 23.59 - późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
6. Uczestnik musi spełnić wspomniane warunki - być publicznym obserwatorem bloga.
7. W drodze losowania wygrywa jedna osoba. 
8. Wyniki zostaną ogłoszone w osobnym poście dnia 1.02.2016
9.  Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu w trakcie trwania konkursu. 
11. Zdobywca nagrody zostanie powiadomiony o wygranej pocztą elektroniczną w przeciągu 
5 (pięciu) dni roboczych od zakończenia Konkursu, na adres e-mail wskazany przez niego w trakcie Konkursu.
12. Warunkiem udziału w Konkursie jest podanie przez Uczestnika Konkursu prawdziwych danych osobowych, tj.: imienia, nazwiska, adresu konta poczty elektronicznej, numeru 
tel. kontaktowego niezbędnych do przekazania nagrody
13. Przystępując do Konkursu i akceptując niniejszy regulamin Uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie podanych przez niego danych osobowych przez Organizatora. Dane będą przetwarzane w celu przeprowadzenia Konkursu oraz w związku z wydaniem nagrody po konkursie nie będą one nigdzie przechowywane.


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Podsumowanie roku 2015


Ten rok minął mi chyba jeszcze szybciej niż poprzedni! Ostatnie miesiące obfitowały z kolei w ogromną ilość nauki i obowiązków przez co blog ucierpiał, na szczęście zaś moja czytelnicza faza przeżyła nowy rozkwit. Ogólnie rzecz biorąc - jestem z siebie naprawdę zadowolona, choć niestety czytam o wiele mniej niż w latach minionych. Wzbogaciłam swoją osobistą biblioteczkę o naprawdę ciekawe pozycje, podszkoliłam się w pisaniu... Czego chcieć więcej? 




niedziela, 8 listopada 2015

Pulse - Gail McHugh



Tytuł: Pulse
Autor: Gail McHugh
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #2

Okładka mówi:

Emily kładzie na szali całe swoje życie, żeby być z mężczyzną, który zdobył jej serce. Niestety nie ma pewności, że Gavin naprawdę ją kocha; pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie, idąc za głosem serca, i że jej wybranek okaże się takim człowiekiem, jakim chciała go widzieć.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Dążący do autodestrukcji, zamknięty we własnym ponurym świecie Gavin rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Emily musi zdecydować, czy jest gotowa poświęcić wszystko, żeby go uratować, i czy uczucie, jakim go darzy, jest wystarczająco silne, by wystawić je na tak ciężką próbę.

Moja opinia: 

              Ostatnio w literaturze możemy zauważyć pewne schematy odnośnie tego, co staje się na topie. Chwilowo nadal echem odbija się przeogromna sława Grey'a i właśnie nim mocno inspirowała się autorka Pulse. Wydawać by się mogło, że w tym temacie padło już dosłownie wszystko, wykorzystano każdy możliwy scenariusz i nie znajdziemy w nowych powieściach już niczego, czego byśmy nie napotkali w tym przypadku. Zatem czy Gail McHugh jakkolwiek nas zaskakuje? Myślę, że nie.

środa, 4 listopada 2015

Stigmata - Beatrix Gurian


Tytuł: Stigmata
Autor: Beatrix Gurian
Liczba stron: 340
Wydawnictwo: Muza

Okładka mówi:
           Po tajemniczej śmierci matki Emma dostaje tajemniczą przesyłkę. Zawiera ona czarno-białe zdjęcie dziecka i polecenie, by zaczęła szukać morderców swojej matki. Wszystko to prowadzi ją wprost do elitarnego obozu dla młodzieży, kryjącego o wiele więcej tajemnic niż początkowo można się spodziewać.

Moja opinia:
             O Stigmacie usłyszałam całkiem niedawno, jednak nazwisko jej autorki nie mówiło mi kompletnie niczego. Mimo wszystko tajemniczo brzmiący opis sprawił, że zapragnęłam po nią sięgnąć. Wywarła na mnie spore wrażenie, rozczarowała? A może zaskoczyła? Jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do dalszej lektury.
             Wizualnie powieść ta wywołuje naprawdę przyjemne odczucia - swoim wyglądem przypomina nieco średniowieczne księgi, a kolorystyka okładki sugeruje nam, że historia ta będzie mroczna.

"Ale duchy kryją się nie w domach, tylko w rodzinach. I człowiek zabiera je ze sobą, dokądkolwiek by się wyniósł."

             Historia opisywana jest w czasie teraźniejszym, co jest rozwiązaniem rzadkim acz naprawdę dobrym, do tego poznajemy ją z kilku różnych perspektyw. Czas teraźniejszy przeplata się z retrospekcjami, w których możemy poznać wiele szczegółów z życia matki głównej bohaterki. Pierwsze rozdziały obfitują w ogrom informacji, pełne są akcji oraz opisów, co może sprawić, że będziemy czuć się nieco zagubieni w całej historii - sama jednak nie wiedząc kiedy wciągnęłam się tak bardzo, że po kilku dobrych godzinach miałam Stigmatę za sobą.
            Styl autorki przypadł mi do gustu ze względu na dość bogaty język oraz ciekawe opisy. Dodatkowo fabuła przeplatana jest ze zdjęciami, które mają bardzo ścisły związek z fabułą. Dzięki nim przeżywałam historię jeszcze bardziej, gdyż chwilami przyprawiały one dosłownie o dreszcz przerażenia. Ponura kolorystyka, stylizowanie na stare zdjęcia - wszystko to dodało autentyczności całej historii i według mnie było naprawdę dobrym rozwiązaniem.


środa, 28 października 2015

Czytaj PL! - promocja czytelnictwa w Polsce



Rusza największa akcja promująca czytelnictwo w Polsce!

              Trzysta wypożyczalni darmowych e-booków pojawi się już 1 października na ulicach największych polskich miast. W każdym z nich będzie można na miesiąc wypożyczyć jedną z dwunastu książek, m.in. najnowszą powieść Marka Krajewskiego, bestsellerową opowieść o designie Marcina Wichy i zabawne opowiastki dla dzieci Marcina Prokopa.

Serialowo: Les Revenants sezon 2



                Mało jest seriali, które wraz z upływem czasu i premierami coraz to kolejnych sezonów - utrzymują poziom. Ciężko jest znaleźć produkcję innowacyjną, ciekawą, dopracowaną w każdym najdrobniejszym szczególe. Jesteście ciekawi dlaczego drugi sezon Les Revenants zasłużył według mnie na takie miano? Zapraszam do dalszej lektury. Podstawowe informacje o serialu można znaleźć również TUTAJ, czyli w recenzji sezonu pierwszego, gdzie odsyłam przed przeczytaniem tej recenzji do końca (jeśli ktoś o serialu jeszcze  nie słyszał). 



                W pierwszym sezonie podziwiać mogliśmy piękne górskie miasteczko w sercu Francji, gdzie z nieznanego bliżej powodu nagle zaczęli powracać zmarli. Dla każdego z nas podobna sytuacja byłaby bez wątpienia szokiem, zapewne towarzyszyłby temu strach, niedowierzanie i setki innych emocji. Dzięki LR miałam okazję zastanowić się nieco nad tym, jak sama zachowałabym się w podobnych okolicznościach, jakże ciężkich do wpasowania w realia zwykłej codzienności.
                W drugim sezonie nadal możemy oglądać znane już z sezonu pierwszego postacie (z jednym drobnym wyjątkiem - panią policjant) oraz nowe twarze, które zręcznie wpasowano w fabułę. Wszystko z każdym odcinkiem pokazuje nam złożoność fabuły oraz połączenia między poszczególnymi osobami.



                Nadal towarzyszy nam specyficzny klimat szarości i niepokoju połączony ze ścieżką dźwiękową przyprawiającą o dreszcz, choć akurat ta mogłaby być nieco bardziej rozbudowana. Psychologia postaci to ogromna zaleta tej produkcji i myślę, że drugi sezon wypadł nawet lepiej niż pierwszy.

                Nie mogę powiedzieć nic więcej odnośnie fabuły bez zdradzania szczegółów, dlatego też odsyłam wszystkich przed ekrany laptopów/smart tv i szczerze zachęcam. Sama naprawdę nie żałuję czasu spędzonego z LV, warto zabierać się za niszowe seriale - wśród nich możemy znaleźć prawdziwe perły. Zakończenie jest jasne i konkretne, choć kilka nielicznych pytań pozostaje bez odpowiedzi. Sama czuję się naprawdę usatysfakcjonowana tymi ośmioma odcinkami, bez wątpienia było warto czekać. Polecam! 

Ścieżka dźwiękowa z serialu:


Trailer:

poniedziałek, 14 września 2015

Podsumowanie sierpnia + plany na kolejne miesiące


            Sierpień był dla mnie miesiącem udanym pod wieloma względami, zapowiadając jednocześnie coraz lepszy czas na blogu. Przeczytałam całkiem sporo powieści jak na swój brak czasu, usłyszałam wiele dobrych znajomości oraz dostałam dwie pierwsze propozycje współpracy, które niesamowicie mnie ucieszyły i zmotywowały. Początek września miałam bardzo zajęty i myślę, że każdy student mnie doskonale zrozumie. Szczęśliwie poszukiwanie mieszkania mam już za sobą, dlatego przejdę do statystyk.

W sierpniu na blogu...
- Liczba obserwatorów wzrosła do 209
- Wyświetlono bloga równo 1815 razy, co jest istnym rekordem tego roku
- Opublikowałam 7 postów wśród których znalazły się recenzje książek, filmów, TAG oraz zapowiedź powstającego wyzwania mojego autorstwa
- Zaproponowano mi pierwszą współpracę
- Fanpage zyskał sporo nowych polubień, tu niestety straciłam już rachubę :)
- Szablon bloga zmienił się w nieco lepszym kierunku - zyskał więcej przejrzystości, ładu i oryginalności

 



               Kliknięcie w każdą powyższą okładkę/plakat przeniesie Was do danej recenzji. Zapraszam również do ponownego zapoznania się z moimi odpowiedziami do TAG-u, postu z serii "Subiektywnie" bądź też do zapoznania się z podsumowaniem lipca.
               Już niedługo na blogu pojawią się dwie przedpremierowe recenzje powieści, oraz moje zaległe opinie o książkach z poprzedniego stosiska. Przy pomyślnych wiatrach prawdopodobnie oficjalnie opublikuję również moje wyzwanie, którego możecie już powoli wypatrywać - zdradzę tylko, że na razie pracuję nad ładną oprawą graficzną.
              Chciałabym również podziękować wszystkim osobom nie tylko komentującym i obserwującym, ale również i tym czytającym - dajecie mi wielką motywację do działania. Na koniec małe pytanie - z perspektywy czasu uważacie, że nowy szablon jest lepszy od starego? Jak Wam minął sierpień?

czwartek, 27 sierpnia 2015

Albo albo tag oraz Czytelnicze nawyki TAG



               Od zawsze uwielbiam wszystkie TAG-i oraz zabawy blogowe, dlatego też z wielką radością wezmę w nich udział po raz kolejny dzięki nominacji od Jane S. Przy okazji zdradzę też, że w wolnych chwilach pracuję w pocie czoła nad zakładką dotyczącą mojego osobistego wyzwania i z pewnością wrócę do tematu, jak tylko wszystko będzie miało ręce i nogi. A teraz przejdźmy do sedna! Zacznę może od...


Albo Albo TAG

1. Wolisz czytać trylogie, czy powieści jednotomowe?
Ah, to zależy! Jeśli jakaś powieść niesamowicie mi się spodoba, to niesamowicie cieszę się, gdy ma ona jakąś kontynuację. Nie zmienia to jednak faktu, że od czasu do czasu lubię przeczytać jednotomową powieść - wstyd przyznać, jednak podczas oczekiwania na premiery kolejnych tomów serii... Zdarza mi się o nich po prostu zapomnieć. 

2. Wolisz czytać tylko autorki, czy tylko autorów?
Nie umiem wybrać! Najważniejsza jest przede wszystkim treść, poza tym nie posiadam żadnych preferencji w tym kierunku. 

3. Wolisz kupować tylko w Empiku, czy tylko na stronach internetowych?
W empiku kupiłam jak do tej pory tylko trzy książki, a i to przy ogromnych promocjach. Osobiście nie czuję zbyt wielkiej sympatii do tego sklepu. Z pewnością częściej zaopatrywałam się w sklepach internetowych. 

4. Wolisz żeby wszystkie książki zekranizowano, czy może przekształcono je w serial? 
Ekranizacja to jednak zdecydowanie lepsze wyjście! Z serialami różnie bywa, a i gdy producenci wyczują pieniądze to nawet najlepsza produkcja zamienia się w tasiemiec. 

5. Wolisz czytać 5 stron dziennie, czy 5 książek tygodniowo?
No jasne, że wolę pięć książek na tydzień! Tylko jak tu znaleźć na wszystko czas? ;)

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem, czy autorem?
Nie potrafię wybrać między tymi dwiema profesjami, choć myślę, że najlepszą opcją byłoby pogodzenie ich ze sobą! 

7. Wolisz czytać 20 książek w kółko, czy sięgać po nowe pozycje? 
Zdecydowanie wolę sięgać po nowe pozycje. Czytanie wciąż tego samego może się najzwyczajniej w świecie znudzić, a wtedy nawet najlepsza, najbardziej ukochana książka stanie się tą najgorzej wspominaną. 

8. Wolisz być bibliotekarzem, czy sprzedawcą książek?
Szczerze mówiąc - żadna z tych opcji nie jest moją wymarzoną. Jeśli jednak musiałabym między nimi wybrać to postawiłabym na sprzedawanie. 

9. Wolisz czytać tylko jeden ulubiony typ literatury, czy wszystko poza nim? 
Kiedyś mocno ograniczałam się w doborze lektur i siedziałam tylko w romansach paranormalnych i młodzieżówkach, na szczęście jednak poszerzyłam swoje horyzonty i zaczęłam sięgać dosłownie po wszystko. Jak do tej pory - nie czytałam chyba jedynie żadnego porządnego horroru. Jeśli oczywiście nie liczymy twórczości R.L. Stine'a :) 

10. Wolisz czytać fizyczne książki, czy e-booki? 
Najbardziej kocham tradycyjne książki, jednak e-book również nie jest mi straszny. 

 A teraz przyszła pora na...

Czytelnicze nawyki TAG

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytania?
Moje własne łóżko! Tam czyta mi się najlepiej.

2. W trakcie czytania używasz zakładek, czy przypadkowych świstków papieru?
Ah, żeby to były tylko świstki! Zaznaczam sobie stronę tym co tylko wpadnie mi w rękę - listkiem tabletek, chusteczką, ulotką. Jak na złość, nigdy nie mogę wtedy znaleźć żadnej zakładki.

3. Czy możesz po prostu skończyć czytać książkę? Czy musisz dość do końca rozdziału lub określonej liczby stron?
Mogę skończyć tak po prostu, nigdy nie mam z tym problemu.

4. Czy pijesz albo jesz w trakcie czytania?
Czasem zdarzy mi się coś jeść, jednak raczej robię to gdy mam przerwę od lektury.

5. Czy jesteś wielozadaniowy? Czy potrafisz oglądać film lub słuchać muzyki w trakcie czytania? 
Niestety nie. Filmy rozpraszają mnie całkowicie, to samo z muzyką - zamiast skupiać się na słowach, recytuję sobie w myślach tekst piosenki.

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz?
Zdarzało mi się czytać kilka na raz, choć przeważnie jest to tylko jedna.

7. Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek?
Raczej w domu, bardzo nie lubię czytać w autobusie.

8. Czytasz na głos, czy w myślach?
W myślach!

9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki?
Nigdy nie psuję sobie zakończenia! Czasem jedynie pomijam jakiś naprawdę nudny opis i przechodzę do dialogów. 

10. Czy zginasz grzbiet książki? 
Nigdy przenigdy! Nie lubię zagięć i wgnieceń. 

             Dziękuję serdecznie nominację. Sama nie nominują nikogo, z chęcią jednak poczytam Wasze odpowiedzi w komentarzach! Zgadzacie się ze mną, macie kompletnie inne zdanie? A może chcecie po prostu podzielić się swoją odpowiedzią na jakieś konkretne pytanie? Jeśli tak - zapraszam ;) 

piątek, 14 sierpnia 2015

O tym, jak skończyć rozpoczęte serie - czyli moje osobiste wyzwanie

            Od wielu lat czytam naprawdę sporo książek co oczywiście doprowadziło do tego, że mam na koncie niezliczoną liczbę rozpoczętych przeróżnych serii, w których nie dotarłam nawet do drugiego tomu. Nieświadomie brałam się za kolejne i kolejne, nieco rzadziej zaś sięgałam po kontynuacje, przez co nie poznałam zakończenia, a i początki wielu historii po prostu zatarły się w mojej pamięci.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Musimy coś zmienić - Sandy Hall


Tytuł: Musimy coś zmienić
Autor: Sandy Hall
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Pascal

Okładka mówi:
Zabawna opowieść o zakochiwaniu się!
Lea i Gabe mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy ich niewidzialna więź, jednak… nigdy ze sobą nie rozmawiali. Wszyscy na około chcą im pomóc i ich zeswatać! Jedna impreza pomaga im przełamać lody i rozwiązać pewną zagadkę.
Co ciekawe, to love story opowiedziane z perspektywy ich znajomych!


Moja opinia:
                 O ,,Musimy coś zmienić" miałam okazję poczytać co nieco na blogach recenzenckich , oraz na przeróżnych portalach literackich. Byłam do niej średnio przekonana, lecz gdy zobaczyłam ją na półce sklepowej - wiedziałam jedno. Za tak okazyjną cenę musiała być moja. 

piątek, 7 sierpnia 2015

Subiektywnie : O tym, jak tanio kupić książkowe perełki za wielką wodą


            Ostatnio po głowie chodził mi pomysł na to, by rozpocząć na blogu nową serię postów związaną z książkami, czytelnictwem i nie tylko. Subiektywnie będzie ukazywać się raz na jakiś czas, lecz postaram się by były to posty naprawdę wartościowe, ciekawe i lepsze w realizacji niż poprzedni cykl ukazujący się tutaj, czyli sobotnie gdybanie. Będzie przede wszystkim więcej istotnych faktów, więcej zdjęć jak i samej treści. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zaprosić Was do przeczytania premierowego postu pełnego moich subiektywnych przemyśleń!

***
O tym, jak tanio kupić książkowe perełki za wielką wodą 

              Temat USA przewinął mi się nie razi nie dwa na wielu blogach, portalach, profilach poszczególnych osób. Mogłoby się wydawać, że jest to raj dostępny dla niewielkiej liczby osób, zadziwiające jest jednak to, jak wielu naszych rodaków regularnie kursuje w obie strony, o czym świadczą chociażby ogromne kolejki formujące się każdego dnia w ambasadach. 


             

środa, 5 sierpnia 2015

Pora na życie - Cecelia Ahern


Tytuł: Pora na życie
Autor: Cecelia Ahern
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Świat Książki

Okładka mówi: 
Poruszająca, ciepła i zabawna powieść o tym, co się dzieje, gdy przestajesz zwracać uwagę na własne życie. Lucy Silchester mieszka ze swoim kotem w wynajętej kawalerce, wykonuje niesatysfakcjonującą pracę, coraz bardziej oddala się od swoich bliskich i nieustannie kłamie, wstydząc się nagłych i niekorzystnych zmian w swoim życiu. Życie Lucy nie jest tym, czym się wydaje. Podobnie jak niektóre z dokonanych przez nią wyborów i opowiedzianych historii. Od chwili, kiedy poznaje mężczyznę, który przedstawia się jako jej Życie, uparcie powtarzanym półprawdom grozi kompromitacja – chyba że Lucy nauczy się mówić całą prawdę o tym, co dla niej naprawdę istotne.


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Filmowo: Porwanie



               Ostatnio poczułam potrzebę obejrzenia jakiegoś luźnego i jednocześnie przyjemnego filmu pełnego akcji. Ostatecznie wraz z chłopakiem zdecydowaliśmy się na "Porwanie" i choć nie żałuję to uważam, że mimo wszystko mogło być lepiej.
               Film powstały w 2011 roku prezentuje sobą wszystko to, co powinien zawierać typowy film młodzieżowy. Duża ilość akcji, ciekawa historia rozgrywająca się w przyjaznej dla oka scenerii, fajna obsada i do tego bożyzcze nastolatek w postaci Taylor'a Lautner'a. I czego tu chcieć więcej?
               Nathan prowadzi w miarę normalne życie - oczywiście tutaj mam na myśli typowo amerykańskie standardy. Mieszka wraz z kochającymi acz nieco nadopiekuńczymi rodzicami w apartamencie, który bez problemu możemy zaszufladkować jako premium class. Żyje sobie bezstresowo, uczy się sztuk walki, zasypia na imprezach bez spodni tudzież innych okryć wierzchnich. Naprawdę, nie ma w tym cienia sarkazmu. Tęsknym wzrokiem śledzi swoją sąsiadkę i nie posiada się wręcz z radości, gdy zostają wspólnie wyznaczeni do opracowania projektu na temat stron ze zdjęciami osób zaginionych. Tylko co właściwie robi tam zdjęcie Nathan'a? W trakcie seansu dostajemy odpowiedź na to pytanie.

sobota, 1 sierpnia 2015

Podsumowanie lipca + sierpniowy stosik


          Lipiec był dla mnie miesiącem naprawdę udanym, gdyż przede wszystkim udało mi się dotrzymać osobistych postanowień. Blog na nowo zaczyna tętnić życiem, a ja wracam do czytelnictwa pełną parą. Bez wyrzutów sumienia kupowałam nowe książki, czytałam, oglądałam i pisałam ;) Kto by powiedział, że takie drobne czynności potrafią dać człowiekowi tyle szczęścia! Ale przejdźmy teraz do statystyk.

W lipcu odwiedzono bloga 1210 razy, co oznacza wzrost liczby wyświetleń o 100. 
Napisałam  6 postów, czyli o dwa więcej niż w czerwcu. 
Przybyło mi 3 nowych obserwatorów
Przeczytałam w sumie 1120 stron, co daje 36 stron dziennie. 
Przybyło 38 komentarzy pod notkami z lipca oraz kilkanaście pod starszymi. 
Również Fanpage bloga odżył i zyskał nowe kilkanaście polubień.

czwartek, 30 lipca 2015

Igrzyska śmierci - Suzanne Collins


Tytuł: Igrzyska Śmierci
Autor: Suzanne Collins
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Media Rodzina
Tom: #1

Okładka mówi:
 Czy zdołałbyś przetrwać w dziczy, zdany na własne siły, gdyby wszyscy dookoła próbowali wykończyć cię za wszelką cenę? 
Na ruinach dawnej Ameryki Północnej rozciąga się państwo Panem, z imponującym Kapitolem otoczonym przez dwanaście dystryktów. Okrutne władze stolicy zmuszają podległe sobie rejony do składania upiornej daniny. Raz w roku każdy dystrykt musi dostarczyć chłopca i dziewczynę między dwunastym a osiemnastym rokiem życia, by wzięli udział w Głodowych Igrzyskach, turnieju na śmierć i życie, transmitowanym na żywo przez telewizję. Bohaterką, a jednocześnie narratorką książki jest szesnastoletnia Katniss Everdeen, która mieszka z matką i młodszą siostrą w jednym z najbiedniejszych dystryktów nowego państwa. Katniss po śmierci ojca jest głową rodziny – musi troszczyć się, by zapewnić byt młodszej siostrze i chorej matce, a to prawdziwa walka o przetrwanie...


Moja opinia:
            Długo wzbraniałam się przed sięgnięciem po Igrzyska Śmierci. Bałam się rozczarowania, odrzucał mnie wszechogarniający szał na tę serię, dlatego też wolałam nieco poczekać nim ostatecznie się skuszę i ulegnę. Dopiero teraz wzięłam tę powieść w dłoń i chcąc zabić nudę podczas oczekiwania na powrót do domu, zatopiłam się w świecie pełnym okrucieństwa, paradoksów i trudnych dylematów. Czy było warto?

środa, 22 lipca 2015

Collide - Gail McHugh



Tytuł: Collide
Autor: Gail McHugh
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #1

Okładka mówi: 
Zaraz po ukończeniu college'u, Emily spotyka dotkliwy cios: niespodziewanie umiera jej matka. Emily przeprowadza się ze swoim chłopakiem do Nowego Jorku, by zacząć życie od nowa. Co prawda wewnętrzny głos zaleca jej ostrożność, ale Dillon w ciężkich chwilach był dla niej tak dobry i troskliwy, że dziewczyna postanawia związać z nim swój los.

Moja opinia:

              W najśmielszych oczekiwaniach nie przewidywałam, że po tej właśnie lekturze będę w tak ogromnym szoku. Naprawdę, nie przesadzam. Dopiero odłożyłam Collide na bok, tym bardziej moje wszystkie przemyślenia będą szczere i świeże.

środa, 15 lipca 2015

Serialowo: True Detective




                Nie ufam do końca amerykańskim twórcom seriali. Powodów jest wiele - schematyczność, dość specyficzny klimat i brak polotu, zamienianie dobrych seriali w tasiemce i niszczenie ciekawych produkcji jakimś bezsensownym wątkiem. Nie znaczy to oczywiście, że mam właśnie takie zdanie o każdym serialu pochodzącym z tego kraju, do którego osobiście żywię dużą sympatię już od pierwszego pobytu. Do True Detective na początku nie byłam przekonana w ogóle, ba - wcale nie chciałam zabrać się za oglądanie, usłyszałam jednak tyle świetnych opinii, że dałam się ostatecznie namówić. Czy jest to produkcja godna miana jednego z najlepszych seriali minionego roku?

piątek, 10 lipca 2015

Milion małych kawałków - James Frey



Tytuł: Milion małych kawałków
Autor: James Frey
Liczba stron: 517
Wydawnictwo: Burda publishing polska

Okładka mówi: James budzi się na pokładzie samolotu z wybitymi czterema zębami, w zakrwawionej koszuli i sam nie wie co tak naprawdę mu się przydarzyło. Ma dwadzieścia trzy lata, od dziesięciu uzależniony jest od alkoholu, a od trzech - od narkotyków. W ośrodku o rekordowo wysokim odsetku wyleczeń wszyscy są pod wrażeniem tego, że jeszcze żyje. 

Moja opinia:
                Nie jestem wielką fanką książek opowiadających o perypetiach osób uzależnionych. Nie czytałam wcześniej zbyt wielu pozycji o podobnej tematyce, ba, nie miałam nawet w rękach kultowej już powieści "My, dzieci...". Do Miliona małych kawałków zachęcił mnie pewien ciekawy fragment, wtedy jednak sama nie wiedziałam w co tak naprawdę się pakuję. 


Młodzieniec przyszedł do Starca po radę,

Starcze, rozbiłem coś.
Jak bardzo to rozbiłeś?
Na milion małych kawałków.
Obawiam się, że nie mogę ci pomóc.
Dlaczego?
Nic się nie da zrobić Nie można tego naprawić.
Dlaczego?
Jest za bardzo rozbite. Na milion małych kawałków.


środa, 8 lipca 2015

Filmowo: Zaginiona dziewczyna


              Spędzając czas na moich jakże urozmaiconych wakacjach postanowiłam, że obejrzę wraz z rodziną jakiś ciekawy film. Zostałam zachęcona do "gone girl" i zasiadłam przed telewizorem, niestety kilka minut po rozpoczęciu seansu. Oczekiwań nie miałam prawdopodobnie żadnych, nigdy nie słyszałam nawet tego tytułu na ojczystej ziemi, jednak moja ciocia stwierdziła, że musi być ciekawy, bo książkowy pierwowzór był świetny. I jak tu nie wierzyć osobie posiadającej tyle tysięcy książek i tak wyrobiony gust czytelniczy?

czwartek, 2 lipca 2015

Podsumowanie ostatnich miesięcy

              Nie robię podsumowań konkretnych okresów czasowych przez mój nadmiar zajęć i obowiązków - wybiłam się na trochę ze swojego czytelniczego rytmu. Powoli jednak wracam do formy i czytam średnio jedną książkę w tygodniu, czyli jest o wiele lepiej niż było! Zrobiłabym zdjęcie stosiku przeze mnie skończonego, niestety wszystkie pozycje zostały w moim domu rodzinnym w Polsce, posłużę się więc starszymi fotografiami.

Przeczytane książki:
- Troje
- The Walking Dead. Narodziny gubernatora
- Między życiem a życiem
- Wybór Crossa

Zrecenzowane seriale:
- Les Revenants
- Forever
- Agenci T.A.R.C.Z.Y.


               Liczba obserwatorów wzrosła do okrągłych dwóch setek, co oczywiście niezmiernie mnie cieszy. Liczba wyświetleń podskoczyła o kilka dobrych tysięcy, przybyło również około sto polubień na fanpage'u bloga, a liczba postów publikowanych to znów minimum sześć w miesiącu. Jeśli ktoś nie czytał wcześniej zamieszczonych recenzji - serdecznie zapraszam.

czwartek, 25 czerwca 2015

Serialowo: Agenci T.A.R.C.Z.Y.

                Już od dzieciństwa lubiłam wszelakich superbohaterów i z wielką chęcią oglądałam przeróżne kreskówki opowiadające o ich perypetiach. Wśród tych jakże licznych postaci mam wielu swoich ukochanych faworytów, dlatego też na dźwięk słowa "Marvel" mam jedynie miłe skojarzenia.
O tarczy nie słyszałam ani słowa aż do tego roku. Mój facet zaproponował mi wspólne oglądanie po czym tak się wciągnęłam, że w ciągu kilku tygodni nadrobiłam całe dwa sezony. Czy było warto? Poprzednie zdanie mówi samo za siebie, nie znaczy to jednak, że serial nie ma minusów czy też słabszych stron.

                 Pierwsze odcinki skupiają się przede wszystkim na funkcjonowaniu całej agencji tarczy, przy czym też mamy okazję by poznać nieco bliżej naszych głównych bohaterów. Według mnie są całkiem ciekawą mieszanką charakterów - mamy dwa umysły ścisłe znające się jednocześnie na szeroko pojętej medycynie, elektronice itd, mamy również dziewczynę potrafiącą się włamać do każdego komputera, twardą osobowość oraz profesjonalnego zabójcę. Ah, no i oczywiście szefa! Wszyscy oni diametralnie się różnią choć mimo to jest tutaj element wspólny dla nich wszystkich, niesamowicie się uzupełniają i sprawiają, że człowiek ma ochotę trwać dalej przed ekranem i czekać z niecierpliwością na to co będzie dalej. Jest co prawda trochę schematu już w samej budowie ich drużyny, ale ze względu na inne zalety zwyczajnie przymknęłam na to oko.
                   Akcji mamy naprawdę sporo, rozwija się bardzo dynamicznie i praktycznie co odcinek możemy podziwiać misję odbywającą się w innym zakątku świata. Na początku zaserwowany nam zostaje natłok informacji, potem jednak wszystko nabiera jeszcze większej dynamiki i płynności - dlatego też warto przemęczyć się podczas oglądania kilku bądź też kilkunastu pierwszych odcinków. Gwarantuję, z każdym kolejnym jest tylko lepiej.
                   Standardowo, po pokonaniu jednego wroga pojawia się kolejny, oczywiście jeszcze gorszy. Jest to jednak chyba już mały standard serialowi i nie spotkałam chyba żadnego, w którym by do niego nie nawiązano. Ścieżka dźwiękowa jest całkiem w porządku, choć po obejrzeniu dwóch sezonów nie umiem powiedzieć o niej nic konkretnego. Wniosek jest krótki, przyjemnie acz bez szału. Scenografia również nie powala choć niektóre miejsca wyglądają naprawdę przyjaźnie, efekty również bywają czasem lepsze a czasem gorsze.
                    Bez wahania jednak mogę przyznać, że drugi sezon bije na głowę ten pierwszy - jest o wiele więcej akcji, dynamiki, kilka tajemnic zostaje rozwiązanych i pojawiają się nowe. Na początku bałam się też, że serial ten będzie po prostu... Zbyt łagodny. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że początek pierwszego sezonu taki nie jest, na szczęście jednak później mamy porządną dawkę emocji, patrzymy na to jak osoby uważane za przyjaciół zdradzają i mordują. Po  prostu sporo się dzieje- jest krew, jest śmierć. Wszyscy są barwni, nikt nie jest płaski i papierowy.
                    Naprawdę polecam wam tarczę, jest to niesamowicie przyjemny i wciągający serial. Jeśli lubicie podobne klimaty - bez wahania polecam.

czwartek, 18 czerwca 2015

Wybór Crossa - Sylvia Day


Tytuł: Wybór Crossa
Autor: Sylvia Day
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Wielka Litera
Tom: #4

Okładka mówi: 
               Gideon nazywa mnie swoim aniołkiem, ale to przecież on jest cudem w moim życiu. Mój zraniony wojownik, gotów pokonać dręczące mnie demony, podczas gdy sam ucieka przed własnymi.
Przyrzeczenie, które sobie złożyliśmy, powinno nas połączyć mocniej niż więzy cielesne, lecz otworzyło stare rany, odsłoniło ból i niepewność. Obudziło naszych zaciekłych wrogów. Czułam, że Gideon mi się wymyka, a moje najskrytsze lęki stają się rzeczywistością. Nie jestem pewna, czy sprostam wymaganiom tej miłości.
W radość naszego życia wtargnął mrok przeszłości Gideona, zagrażając wszystkiemu, na co tak ciężko pracowaliśmy.



Moja opinia: 
               Każdy z nas sięga po książki tego typu z innego powodu. Dla jednych jest to najlepsza forma rozrywki, inni zaś uwielbiają romanse ponad wszystko i z zapartym tchem śledzą losy książkowych par. Sama nie skłaniam się do żadnej z tych kategorii w stu procentach, jednak bez większych obaw sięgnęłam po Wybór Crossa. Przede wszystkim, nie lubię porzucać już zaczętych serii. I tak, nadal tlił się we mnie lekki ogień ciekawości odnośnie tego czym autorka uraczy nas teraz i czy utrzyma swój dotychczasowy poziom. Lecz czy jej się udało?
               Mimo chłodnego spojrzenia na całość powieści, jej wady i zalety, mimo każdego niedociągnięcia... Polubiłam zarówno bohaterów jak i całą historię, gdyż inaczej chyba nie dałabym rady przebrnąć przez trzy tomiszcza. Cała fabuła sama w sobie nie jest taka zła, choć chwilami w oczy rzuca się zbyt wiele podobieństw do znanej i kochanej (ekhem) przez wszystkich sagi. Po Wyborze Crossa spodziewałam się przede wszystkim odpowiedzi na pytania, które już zadano oraz czegoś, czego do tej pory się nie spodziewałam. Jakiegoś powiewu nowości, odmiany, odejścia od rutyny.
               Nie wiem czy jest to tylko mój osobisty wniosek, acz odnosiłam wrażenie, że było tutaj nieco mniej scen seksu. Wciąż przedstawiane były one w dobrze znanej czytelnikom formule, jednak było ich jakby mniej. Postawiono dużo kolejnych pytań, jednak nie dano nam praktycznie żadnych odpowiedzi, cała akcja zaś zdawała się być skomplikowana. Nie przez wzgląd na jej niezwykłą złożoność, bynajmniej. Mam tu raczej na myśli chaos panujący w fabule, który nie znika praktycznie od początku aż do samego końca.
               Mamy mały powiew świeżości jakim jest dodanie rozdziałów pisanych z perspektywy Gideona i muszę przyznać, że to był strzał w dziesiątkę. Naprawdę spodobała mi się ta odmiana, ba, wydaje mi się, że rozdziały te były o wiele ciekawsze niż wszystkie pozostałe.
Minusem z kolei jest mnogość epitetów opisujących urodę, krągłości i kształtności praktycznie wszystkich przewijających się postaci. Wszyscy są umięśnieni, piękni, opisywani w niezwykle barwny sposób. Nie można by tak wstawić tam kogoś brzydkiego dla odmiany? Nawet odrobina przeciętności wcale by nie zaszkodziła.
               Jeśli miałabym zdradzić bez spojlerów co takiego dzieje się w Wyborze Crossa, moja odpowiedź byłaby niezwykle prosta - wszystko i nic. Powtarza się schemat raj=>kłótnia=>powrót. Skoro Gideon i Eva kochają się tak bardzo, że nikt zwykły i przeciętny nie może nawet dosięgnąć do tego poziomu uczuć - czemu nie potrafią się ze sobą dogadać? Po prostu porozmawiać?
              Całość czyta się naprawdę przyjemnie, jest niezwykle relaksująca, dość wciągająca, lekko irytująca i przy tym nie wnosi kompletnie nic do naszego życia. Polecam wytrwałym, fanom oraz szukającym czegoś niezobowiązującego na nudny wieczór. Sama z zaciekawieniem czekam na to co zaserwuje nam autorka i mam nadzieję, że będzie choć odrobinę dopracowane od czwartej części serii Rozpalona.


Ocena: 4/10

wtorek, 16 czerwca 2015

Między życiem a życiem - Jessica Shirvington


Tytuł: Między życiem a życiem
Autor: Jessica Shirvington
Liczba stron: 
Wydawnictwo: Dreams

Okładka mówi: 
              Jest inna niż wszyscy. Od kiedy pamięta, żyje podwójnie. Co 24 godziny następuje przeskok z jednego życia do drugiego, z jednej tożsamości do drugiej, z bogatego Wellesley do skromnego Roxbury.

Moja opinia: 
             Nie tak dawno zmagałam się z ogromnym dylematem czytelniczym - co takiego wziąć ze sobą do samolotu? Upatrzone od wielu lat powieści, pozycje od sprawdzonych autorów a może jakąś nowość? Ostatecznie zdecydowałam się na Między życiem a życiem. Zachęciła mnie naprawdę ładna okładka oraz jedna pozytywna opinia na którą natknęłam się gdzieś w bezbrzeżnym internecie. Czy był to jednak dobry wybór?
             Nazwisko autorki nie budziło we mnie żadnych skojarzeń, dlatego też tak chętnie zabrałam się za poznawanie jej dorobku. Opis sam w sobie brzmi ciekawie, bo czy też nie jest ciekawym podróżowanie między jednym a drugim życiem? W tym samym świecie, choć różniącym się nieznacznie szczegółami? Z pewnością brzmi to intrygująco, choć zaskakująco już niekoniecznie i wie to każdy, kto przynajmniej przypadkiem zasłyszał gdzieś tytuł 7 razy dziś. Nie umiem powiedzieć czy jest jeszcze więcej pozycji powstałych na podobnych motywach, choć domyślam się, że w tych milionach napisanych książek są gdzieś na pewno. Ale przejdźmy już do konkretów.
             Styl jest całkiem przyjemnym i wciąga, zwłaszcza podczas poznawania pierwszych kilkudziesięciu stron. Nie jest to co prawda coś górnolotnego ani też usianego poetyckimi porównaniami, jednak też nie można mu niczego zarzucić. Całość czyta się gładko i bez większych zgrzytów, powiedziałabym wręcz, że Między życiem a życiem to powieść bardzo relaksująca. Postacie również są jakie są, niestety mają za mało pazura i brak im jakiejś wyrazistości by wydawały się naprawdę żywe. Tu niestety króluje przeciętność i schematy.
             Jeśli miałabym jednoznacznie wskazać jakiś moment w całej tej historii, który nie spodobał mi się najbardziej i wywarł najmniejsze wrażenie, bez wahania powiedziałabym, że była to końcówka i zakończenie. Ciężko mi jest odnieść się bezpośrednio do wydarzeń bo i nie chcę też spojlerować wszystkim, którzy przygodę z powieścią Jessici Shirvington mają dopiero przed sobą. Cały czas miałam wrażenie, że finałowa akcja miała na celu przede wszystkim wzruszyć i doprowadzić do łez, poruszyć emocje i dać wrażenie czegoś "mocnego". Czemu tylko napisałam ostatnie słowo w taki sposób? Bo już kilka stron dalej wszystko zostaje odkręcone na tyle, by wyssać z tego happy end zadowalający wszystkie nastoletnie czytelniczki, co w moim mniemaniu odebrało trochę tego uroku i z pewnością wspominałabym to lepiej gdyby autorka odpuściła ten zabieg. To samo tyczy się choroby pewnego bohatera, sam ten wątek wydał mi się zbyt słabo zaplanowany i rozegrany, zabrakło mi tu dbałości o szczegóły a czułam jedynie to pragnienie J.S. by wstawić tu nieco tragedii poruszającej niewieście nastoletnie serca.
            Główna bohaterka chwilami wzbudzała u mnie sympatię, chwilami zaś skłaniała do zastanowienia się. Każdy człowiek powinien postępować tak jak chce, według uczuć które w sobie kryje. Ona zaś co chwile ma refleksje, typu "w tym życiu jestem taka i taka, więc postąpię tak i tak". Zero naturalności, bardziej kreowanie się na kogoś.
             Ciężko mi jednoznacznie podsumować tę pozycję, gdyż ma ona swoje zarówno dobre jak i złe strony. Odradzam czytelnikom bardzo wymagającym, polecam zaś każdemu szukającemu rozrywki w podróży oraz wszystkim fanom powieści lekkich, przyjemnych, niewymagających oraz zamkniętych w jednym tomie.

Ocena: 6/10

niedziela, 14 czerwca 2015

Serialowo - Les Revenants

                 Dzięki swojej niezmierzonej miłości do seriali - wciąż szukam nowych wrażeń i zabieram się za gatunki, które pozornie nie zawsze są moimi ulubionymi. Ogólnikowe streszczenie fabuły Les Revenants sprawiło, że poczułam ogromne zaciekawienie i postanowiłam zabrać się w następnej kolejności właśnie za ten serial, choć jednocześnie obawiałam się tego, jak francuzi poradzą sobie w tej produkcji.
Les Revanants w wolnym tłumaczeniu oznacza słowo "Powracający", a to właśnie oni grają pierwsze skrzypce w całości wydarzeń. Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia do waszych drzwi puka nieżyjący od dawna członek rodziny. Co robicie? Co czujecie, gdy okazuje się, że przy tym wszystkim nie jest on jedyny? Z takimi rozterkami borykają się postacie w Les Revenants.
                  Całość ma zaledwie 8 odcinków trwających mniej więcej pięćdziesiąt minut, drugi sezon zaś będzie mieć premierę w okolicach jesieni tego roku - całe szczęście, że sama zostałam fanką LR kilka miesięcy temu, gdyż wykończyłoby mnie czekanie na dalsze wydarzenia przez... trzy lata.
Sama nie wiem co mogłabym uznać za największy plus całej produkcji. Przede wszystkim sceneria w której rozgrywają się wydarzenia - piękne, górskie miasteczko położone przy zniszczonej niegdyś tamie. Oprócz tego możemy podziwiać urok małego francuskiego miasteczka. Równie mocnymi atutem jest ścieżka dźwiękowa, która idealnie wręcz współgra ze wszystkim co widzimy na ekranie i tworzy niepowtarzalny klimat lekkiego niepokoju.
                   Akcja rozwija się w dość rytmicznym tempie, a ważniejsza od jej wartkości jest tu raczej psychologia postaci oraz złożoność ich relacji. Każdy odcinek skupia się nieco bardziej na jednej osobie, dzięki czemu możemy poznać intrygujące fakty z jej życia. Poznajemy tutaj tajemniczego i przerażającego Victora, łagodną Adele oraz wiele, wiele innych. Każdy z nich wnosi coś ciekawego do całej akcji i sprawia, że serial jest do tego stopnia ciekawy i wciągający.
                  Z czystym sumieniem mogę polecić go wszystkim fanom seriali niszowych, nie tak bardzo rozsławionych a przy tym prezentujących bardzo dobry poziom. Piękna sceneria, ciekawe postacie, niesamowita ścieżka dźwiękowa oraz dreszczyk towarzyszący w każdej minucie seansu - wszystko to mówi samo za siebie. Polecam fanom tych klimatów, z pewnością nie będziecie rozczarowani. Dodatkowo wspomnę również, że powstała amerykańska wersja, jednak francuska bije ją na głowę. Jeszcze raz polecam i życzę miłego oglądania wszystkim, którzy zdecydują się na obejrzenie.

środa, 27 maja 2015

Troje - Sarah Lotz


Tytuł: Troje
Autor: Sarah Lotz
Liczna stron: 480
Wydawnictwo: Akurat

Okładka mówi: 
Cztery katastrofy.
Troje ocalonych.
Przesłanie, które zmieni losy świata.
Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera.
Zostaje ich tylko troje.


Moja opinia:
                Mniej więcej rok temu na rynku wydawniczym pojawiła się pozycja o jakże intrygującym tytule - Troje. Owiana nutką tajemnicy, otoczona naprawdę sprytnymi zabiegami marketingowymi, chwalona dosłownie z każdej strony. Mniej więcej tak to zapamiętałam, jednak po dziś dzień sama nie umiem odpowiedzieć na pytanie - dlaczego wydałam na nią swoje ciężko zarobione pieniądze. Promocja? Impuls? Nie wiem. Jednak przy wszechogarniającej z każdej strony fali ochów i achów kompletnie straciłam ochotę na czytanie. Nie odzyskałam jej przez wiele miesięcy, jednak w końcu, po prawie roku uporałam się z nią i chciałabym podzielić się swoimi skromnymi przemyśleniami.
                O autorce nie słyszałam wcześniej ani słowa toteż nie będę zgłębiać się przesadnie w jej życiorys, wspomnę zaś jedynie, iż jest mieszkanką Kapsztadu. Ta szalenie istotna informacja przewija się w przeróżnych opisach dość często, nawet na wewnętrznej stronie okładki, również miasto pojawia się na stronicach powieści.
                Chciałabym zgłębić się w opis wydarzeń bez względnego patosu tak wszechobecnego w przeróżnych reklamach, jednak po prostu nie potrafię. Przeczytałam ich swego czasu zbyt wiele. Cztery katastrofy lotnicze, troje ocalonych. Czy istnieje również czwarte dziecko, któro ocalało? Jaka jest przyczyna katastrof? Usterki, kosmici, może sam Bóg ma z tym coś wspólnego?
                Wydanie Trojga jest naprawdę fajne, zapunktowało u mnie przede wszystkim za ciekawą i jakże klimatyczną okładkę oraz całość zatopioną w czerni. Dosłownie, z każdej strony. Niezbyt zaś zachwycona byłam materiałem z jakiego wykonano okładkę, gdyż nawet przy ostrożnym traktowaniu i noszeniu w torebce bez większych szaleństw - i tak ulegała ona niezbyt estetycznemu uszkodzeniu. Jak wiadomo jednak nie od dziś, nie można mieć wszystkiego.
                Historia co jakiś czas zmienia swoje tempo, czasem wszystko rozwija się powoli, czasem zaś nagle przyspiesza. Mamy sporo napięcia, które jednak z czasem gdzieś ulatuje, mamy również dobrze wykreowane postacie - każda z własnym, odrębnym charakterem oraz historią. To z pewnością zasługuje na plus, gdyż stworzenie tylu osobowości to na pewno wielki wysiłek.
                Troje jest książką w książce, jej wnętrze zapełnione jest przeróżnymi formami - od rozmów na czatach, poprzez zapis rozmów na skype, wywiady, listy itp. W pierwszym odruchu miałam ochotę pochwalić innowacyjny pomysł, dopiero później jednak znalazłam informację o tym, że nie jest to pierwsza taka powieść.
                Realizacja sama w sobie nie należała do najgorszych, zresztą również dziesiątki osób przede mną zachwalały kreacje licznych bohaterów, do których teraz chciałabym się odnieść. W teorii niby używają innych skrótów językowych, jednak jeśli miałabym być szczera - całość jest niesamowicie jednolita i w ogóle nie można odczuć, że przeszliśmy z relacji jednej osoby do drugiej.
                Jak dla mnie zakończenie powinno pozostać otwarte, zmuszając nam tym samym do zastanowienia się i snucia własnych teorii. Tutaj zaś po zakończeniu książki w książce mamy dopisek z przygód autorki, co według mnie dość znacząco psuje efekt.

                Sarah Lotz stworzyła całkiem przyjemną powieść, typowy wakacyjny zapychacz czasu, który umili podróż każdemu. Sama nieco żałuję wydanych pieniędzy, gdyż myślę, że mogłam wydać je na wbijający w fotel kryminał. Tu obiecano nam thriller, realizację zaś każdy powinien ocenić we własnym zakresie. Troje to dobra pozycja do chwilowego umilenia czasu, jednak na pewno nie jest czymś zapadającym w pamięć. 

Ocena: 5/10

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Serialowo: Forever



              Pochłonięta głębokim kacem serialowym zaczęłam rozpaczliwie szukać czegoś, co pomogłoby mi nieco odciągnąć myśli od wcześniejszego rozczarowania oraz problemów codzienności. Przypadkiem trafiłam na raczej słabo znany u nas serial o miło brzmiącym tytule Forever.
              Głównym bohaterem jest Henry, angielski gentelman zmagający się z dość niecodziennym problemem, mianowicie - nie może umrzeć. Za każdym razem gdy w jakiś sposób straci życie, odradza się na nowo... w wodzie. Oprócz tego z zawodu bada śmierć i pomaga niezwykle urokliwej pani detektyw rozwiązywać coraz to kolejne sprawy zgonów, owianych nutą tajemnicy i intrygi.
              Przyznam szczerze, że dla mnie tuż po przeczytaniu cały ten opis zabrzmiał szalenie abstrakcyjnie i nie byłam do końca przekonana odnośnie tego, czy aby na pewno warto zabrać się za oglądanie. Mimo wszystko stwierdziłam, że zawsze warto dać szansę na wykazanie się i w najgorszym przypadku Forever zostanie dla mnie źródłem inspiracji do wyrażania negatywnych emocji po obejrzeniu.
              Na szczęście jednak tak się nie stało, gdyż urzekło mnie wszystko - od głównego bohatera aż po sam klimat całej produkcji. Dosłownie uwielbiam jego garnitury oraz całościową prezencję, naprawdę. To właśnie Henry zdobył moją największą sympatię, praktycznie już od pierwszych minut seansu. Jeśli chodzi o grę aktorską samą w sobie - jest naprawdę w porządku, a nawet jeśli pojawiają się jakieś niedociągnięcia na tym polu, nie zwrócimy na nie uwagi dzięki wszystkim pozostałym elementom, które naprawdę dobrze takie braki rekompensują.
              Jeśli miałabym określić nastrój tej produkcji to z pewnością powiedziałabym, że jest ona dość pozytywna, mimo wszechogarniającej śmierci i skomplikowanych spraw do rozwiązania.
              Obecnie mam za sobą zdecydowanie większą część sezonu dzięki czemu stwierdzić mogę, iż pojawiają się tu lekkie podobieństwa do innych produkcji - główna postać bez wątpienia ma w sobie coś z Sherlocka, badanie 'śmierci' z kolei nieco przypomina mi wątki z Bones. Na plus zasługuje cały motyw związany z drugim nieśmiertelnym, nie mogę jednak zdradzić niczego więcej bez wdawania się w szczegóły.
              Mam nadzieję, że autorzy nie zniszczą sporego potencjału ukrytego w Forever i utrzymają poziom, bo póki co jest naprawdę dobrze, a mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Polecam fanom lekkich, pozytywnych serii z wątkiem fantastycznym w tle.

piątek, 3 kwietnia 2015

The Walking Dead. Narodziny Gubernatora - Robert Kirkman, Jay Bonansinga


Tytuł: The Walking Dead. Narodziny Gubernatora
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Liczba stron: 364
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Okładka mówi:
 Aż w końcu przyszedł czas na pierwszą z serii powieści opowiadających historię kultowych postaci z uniwersum The Walking Dead.
Gubernator. Ten rządzący Woodsbury despota znany jest z własnego, chorego poczucia sprawiedliwości: w jej imieniu zmusza więźniów do walki z zombie ku uciesze miejscowych, a tym, którzy wejdą mu w drogę, odcina ręce i nogi. Kiedy tylko pojawił się w komiksowym cyklu Żywe trupy, został okrzyknięty przez magazyn Wizard "Złoczyńcą roku", a jego postać do dziś wzbudza wśród czytelników kontrowersje.
Nadszedł czas, by sięgnąć do korzeni. Dzięki książce, którą trzymasz w ręku, dowiesz się, jak Gubernator stał się tym, kim jest, jak trafił do miejsca, w którym po raz pierwszy ujrzeli go fani serii, i co sprawiło, że wykurzył Ricka i jego towarzyszy z ich bezpiecznej przystani.


Moja opinia:            
                Zgaduję, że każdy sięgający właśnie po tę powieść miał już wcześniejszą styczność z komiksowym lub serialowym pierwowzorem. Sama oglądałam jedynie jakieś urywki starszych odcinków i kilka najnowszych na bieżąco - tak, mój mężczyzna jest fanem. Mniej więcej orientowałam się w fabule i kojarzyłam postać wielkiego gubernatora, gdy zabierałam się do lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu?
                Narodziny gubernatora to według mnie powieść dość krótka. Bardzo podoba mi się okładka - przedstawia najprawdopodobniej Penny, czyli kluczową postać. Niewątpliwie trafnie oddaje ona klimat całości książki.
                Pierwszym moim przemyśleniem jakie nasunęło się w trakcie czytania było to, że pozycja ta dosłownie obfituje w przekleństwa. Praktycznie na każdej stronie znajdziemy  ich kilka, a niektóre wypowiedzi bywają właśnie tylko z nich złożone. Nie jestem osobą wzdrygającą się przy ostrzejszych słowach, tutaj jednak było ich jakby za dużo. Zdecydowanie za dużo.
                Mamy tutaj również sporo napięcia, emocji, chwilami naprawdę dużą dawkę akcji i brawurowych ucieczek. Na pierwszy plan wysuwają się kreacje poszczególnych bohaterów - złożone, choć jak dla mnie trącą potencjalną patologią już od samego początku. Sama nie wiem czy ten wniosek jest bardziej winą mojej niechęci do pewnych zachowań, czy raczej tego, że średnio polubiłam wszystkich głównych bohaterów.
                Biorąc Narodziny gubernatora do ręki zastanawiałam się nad tym, w którą stronę autorzy pójdą z fabułą. Będą chcieli dopowiedzieć początek tej historii, której zakończenie większość zna aż za dobrze? Zrobią to w sposób dokładny, ciekawy acz bez rewelacji, a może wrzucą coś co w teorii będzie miało zaskoczyć wszystkich, włącznie z tymi, którzy znali wszystkie najdrobniejsze szczegóły serialu?
                Niestety, poszli w tą drugą stronę i gdybym była wielką fanką - raczej nie poczułabym się usatysfakcjonowana tym, czego dowiadujemy się na samym końcu.
                Książka dzieli się na poszukiwanie schronienia, walkę z zombie, chwilę spokoju by następnie znów przejść do poszukiwań. Akcja przeplata się z jednostajnością, opisy trudnej codzienności zmieniają się z niezwykle naturalistycznymi opisami flaków, gnijących ciał i ludzkich szczątków. Mamy sporo kontrastów, to samo powiedzieć można o postaciach zestawionych na kartach powieści.
                Długo nie mogłam się zdecydować jaką ocenę powinnam wystawić, ostatecznie jednak podjęłam właśnie taką decyzję jaką widać poniżej - głównie za czarne charaktery, ich kreację. Owszem, nie lubiłam ich. Ale czy nie takie było zamierzenie autorów?
                Sama nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy polecam, czy też odradzam. Sama bardziej skłaniam się ku wersji serialowej, a wszystkim znającym The Walking Dead z innego źródła niż książka - skłaniam do samodzielnego podjęcia decyzji, bowiem to co tam można znaleźć niekoniecznie musi usatysfakcjonować wszystkich. 

Ocena: 6/10

wtorek, 31 marca 2015

Podsumowanie marca


              Marzec minął mi niezwykle szybko - głównie przez chorobę, która rozciągnęła się praktycznie od początku miesiąca, aż po jego ostatni tydzień. Pełen był trudnych decyzji związanych z przyszłością, zdrowiem oraz innymi równie ważnymi elementami codzienności. Czytałam dość mało, gdyż za sobą mam zaledwie dwie nowe książki, mimo wszystko jednak jestem z siebie zadowolona. Zgodnie z nową tradycją dodałam element filmowy oraz serialowy, co mam w planach robić przynajmniej raz w miesiącu.
             W nadchodzącym miesiącu planuję przede wszystkim nieco częstsze publikowanie, umieszczenie większej ilości recenzji, uzupełnienie opisu w zakładce 'o autorce' oraz dokończenie nowego nagłówka, będącego obecnie w przygotowaniu. Czy mi się uda? Tego nie wie nikt, mile widziane jest jednak trzymanie kciuków w każdej z tych intencji.
             Jeśli spojrzymy na liczby - całość nie prezentuje się wcale najgorzej. W tym miesiącu na blogu przybyło 4 obserwatorów, 2063 wyświetlenia, 5 postów oraz znacznie zwiększyła się żywotność fanpage'a bloga. Przy okazji przeprowadzki zabrałam się również za recenzje kosmetyków, które będzie można poczytać tutaj.
            Jeśli ktoś chciałby cofnąć się do tego, co już było:
Recenzje książek:
- Zniszcz ten dziennik
- Mroczna bohaterka. Jesienna róża

Serialowo:
- The 100

Filmowo:
- Pięćdziesiąt twarzy Greya 

poniedziałek, 30 marca 2015

Filmowo: Pięćdziesiąt twarzy Greya

                Nie ma na tym świecie osoby, która do tej pory nie zdążyłaby usłyszeć o filmie lub o szeroko osławionym książkowym pierwowzorze. Sama miałam odpuścić sobie oglądanie na rzecz bardziej ambitnych pozycji, jednak dziesiątki niezwykle rozbieżnych recenzji rozbudziły we mnie ciekawość ta wielką, że pewnego wieczoru razem z moim mężczyzną zasiedliśmy przed laptopem i odpaliliśmy to wątpliwe dzieło kinematografii. Pomijam fakt, że zasnęliśmy oboje po piętnastu minutach.
                Przy drugim podejściu było już nieco lepiej, bo dotrwaliśmy do końca. Jak wygląda moja opinia? W gruncie rzeczy... Wcale nie było tak źle. Ale zanim przejdę do sedna, wspomnę dwa słowa na temat fabuły.
                Współlokatorka głównej bohaterki zobowiązała się do przeprowadzenia wywiadu z młodym miliarderem Christianem Grey'em, jednak przez swoją nieoczekiwaną chorobę jest zmuszona do wysłania w zamian kogoś innego. Ana wybawia swoją przyjaciółkę i jedzie do ogromnej i pełnej przepychu siedziby naszego bogacza... A co dzieje się dalej, wiedzą wszyscy. W teorii - ,,Budzi się między nimi nietypowa więź".
                Po pierwsze, przyznać trzeba, iż całość jest dość ścisłym odwzorowaniem książki i nie pojawia się zbyt wiele momentów, w których czytelnicy mogą być zaskoczeni. Dobór postaci jest o dziwo dość trafny, gdyż wszyscy wpasowali się w moje wcześniejsze wyobrażenia. Szara myszka Ana, jej żywiołowa przyjaciółka, Grey, specyficzny Taylor. Tu naprawdę trzeba przyznać plus.
                Minusem z kolei jest fakt, że... Dość długo można mieć wrażenie, że nie dzieje się nic lub po prostu dzieje się za mało. Jeśli ktoś oczekuje dużej ilości akcji to raczej się rozczaruje, gdyż tutaj główną rolę grają raczej emocje i wcześniej wspomniana specyficzna relacja między naszymi bohaterami.
                Na plus z kolei zasługuje ścieżka dźwiękowa. Naprawdę wpasowała się w filmowy klimat i jest chyba jedną z mocniejszych stron 50 twarzy. Zdjęcia również zasługują na plus, wszystko jest miłe dla oka, wygląda naprawdę fajnie. Ale czy coś za tym idzie? Dialogi chwilami pozostawiają wiele do życzenia, również odnosiłam wrażenie, że czasami osoby nie czytające wcześniej książki będą miały problem ze zrozumieniem co i dlaczego się stało.
                Denerwowały chwilami dziwnie poucinane sceny i przejścia w nieodpowiedniej chwili, sceny seksu zaś były o wiele mniej gorące niż zapowiadano.
                Podsumowując, naprawdę nie ma tutaj wielkiego szału, acz tragedią również bym tego nie nazwała. Z pewnością spodziewałam się czegoś innego, bardziej wyrazistego, z większym pazurem i nie do końca to dostałam - dlatego też szala mojej opinii nie przechyla się w żadną stronę i zapewne póki co zawiśnie w obojętności. Ani nie polecam, ani też nie odradzam. 

czwartek, 26 marca 2015

Mroczna Bohaterka: Jesienna róża - Abigail Anne Gibbs


Tytuł: Mroczna Bohaterka: Jesienna róża 
Autor:  Abigail Anne Gibbs
Liczba stron: 464
Wydawnictwo: Muza

Okładka mówi: Dziedziczka tytułu książęcego władającej magią rasy Mędrców, Jesienna Róża Al-Summers, ma piętnaście lat. Mieszka w nudnej nadmorskiej mieścinie w angielskim hrabstwie Devon. Po tajemniczej śmierci swej babci, arystokratki mającej dar jasnowidzenia, która ją wychowała, dziewczyna nie miała innego wyjścia niż przenieść się do nieposiadających magicznych umiejętności rodziców. Jakby nie dość było osobistej tragedii i tego, że musiała opuścić ukochany Londyn, to jeszcze polecono jej objąć stanowisko strażniczki w prowincjonalnej ludzkiej szkole. Róża ma przez dwa lata chronić jej uczniów przed złymi mocami i czarną magią. Te jednak, na szczęście lub nie, przez dłuższy czas nie dają o sobie znać. Jako strażniczka Róża nie ma więc zajęcia, za to jej niecodzienny wygląd i nietypowe umiejętności szybko sprawiają, że staje się obiektem drwin i ostracyzmu. Zdeprymowana i osamotniona popada w coraz głębszą depresję.
Wraz z końcem lata jej senne, smutne życie nabierze jednak tempa i barw. Choć nie zawsze różowych. Najpierw atak na miasteczko przypuszczą śmiertelnie niebezpieczni Extermino, a niedługo później do grona uczniów szkoły dołączy drugi strażnik ‒ obiekt westchnień setek ludzkich nastolatek, zabójczo przystojny syn samego króla Mędrców. Początki relacji jego i Róży nie będą łatwe. Z czasem jednak niechęć granicząca z wrogością ustąpi miejsca cieplejszym uczuciom. I całe szczęście, bo Róża, książę i ich sprzymierzeńcy z królewskiego dworu Atheneów będą musieli zjednoczyć siły, by stawić czoła kolejnym atakom zabójczych Extermino. Jednocześnie w tle cały czas nabrzmiewa kryzysowa sytuacja spowodowana uprowadzeniem przez Wampiry znanej czytelnikom pierwszego tomu Violet Lee.


Moja opinia: 
                Abigail Anne Gibbs jest eteryczną blondynką, która mdleje na widok krwi. Walczy o prawa zwierząt i jest wegetarianką. Na co dzień jest zwykłą, przeciętną studentką. I nic by nie było w tym dziwnego, gdyby nie fakt, że właśnie została milionerką i to dzięki napisaniu książki o krwiożerczych istotach. W studiu dzień Dobry TVN gościem była Abigail Gibbs. 
                Ta recenzja zaczyna się dokładnie tak samo, jak ta dotycząca części pierwszej, przeczytanej przeze mnie dobre dwa lata temu. Choć wstęp, seria oraz cały motyw przewodni tej właśnie twórczości są takie same, to jednak wiele zmieniło się w moim osobistym spojrzeniu, a przede wszystkim w wymaganiach, jakie postawiłam Mrocznej Bohaterce przed lekturą. Czy sprostała moim oczekiwaniom? Z przykrością stwierdzam, że nie. Zapraszam do dalszej lektury, by dowiedzieć się dlaczego. 
                Kiedy tylko spojrzałam na swoją ocenę Kolacji z Wampirem sprzed dwóch lat - prawie spadłam z krzesła. Sama nie wiem co sprawiło, że postanowiłam wystawić właśnie tej pozycji tak wysoką ocenę, na którą zdecydowanie nie zasłużyła. Dziś próbuję sobie tłumaczyć to faktem, że po ogromnej przerwie czytelniczej odczułam przesadną euforię po lekturze czegoś naprawdę przeciętnego. Jak z kolei wypada kontynuacja? 
                Jeśli chodzi o okładkę, do złudzenia przypomina ona swoją poprzedniczkę. Nie jest brzydka, choć ani nie zachwyca ani też nie odrzuca. Do tego dodać możemy lekkie nieścisłości jeśli chodzi o to, co przeczytać możemy na samym tyle. Kto będzie pierwszą bohaterką? - Zagadka miesiąca. I ogromna niedokładność, bo przecież już od dawna znamy odpowiedź na to pytanie. 
                Szczerze mówiąc, zwyczajnie nie lubię zabiegu zmiany głównych bohaterów w kolejnych częściach, a właśnie coś takiego dostajemy od Abigail Gibbs. Długo nie mogłam przywyknąć, jednak w końcu pogodziłam się z tym faktem. 
                Jesienna Róża w teorii jest piękna i szalenie dojrzała jak na swój wiek, co oczywiście stwierdzają praktycznie wszyscy na każdym kroku. Istotnie, gdyby nie pisano o tym tyle razy, w życiu nie wpadłabym na taki wniosek, już przez sam fakt tego jak zachowywała się przez większość czasu. Pokrzywdzona, wyalienowana w swoim środowisku, istna kłująca jesienna róża. Do tego możemy dodać wspaniałego księcia, zainteresowanego... Nie zgadniecie kim. Naszą główną bohaterką. Oczywiście żeby nie było za łatwo - odrzuca jego zaloty przez zdecydowaną większość tej historii. 
Spodziewałam się czegoś więcej, jednak cała ta historia to typowa nuda, powielanie wszechobecnych schematów, a niezwykle słaby wątek miłosny również do złudzenia przypomina ten z tomu pierwszego. 
                Autorce zdarzają się lepsze i gorsze chwile jeżeli chodzi o sam język i konstrukcję opisów. Zdarzają się naprawdę fajne i barwne, by chwilę później przejść w coś ciężkiego do przetrawienia. Dialogi również nie są mocną stroną, bynajmniej nie zachwycają choć idąc tym tropem - zawsze mogło być gorzej. 
                W tej części pojawiają się również dobrze znani nam bohaterowie - Violet i jej szalenie czuły oraz taktowny wybranek. Ich zachowanie to według mnie totalna pomyłka i coś nie do przełknięcia, Kaspar miota się na wszystkie strony niczym kurczak zamknięty w klatce, jego wybranka jest dość apatyczna i bierna choć miewa swoje momenty. 
                Wszystkie opisy książki brzmią szalenie górnolotnie, zapowiadają coś obfitującego w walkę o śmierć i życie, niesamowite opisy innych światów. Czy dostajemy coś? Szczerze mówiąc, porównanie streszczenia z tylnej okładki do tego co mamy w środku wypada trochę jak zestawienie prawdziwego tygrysa z kimś w przebraniu tygrysa. Czyli słabo. 
                Akcji na początku jest niewiele, wszystko leci dość jednostajnie, potem niby się rozkręca, choć pod tym względem Kolacja z Wampirem wypadła chyba nieco lepiej. 
                Osobiście jestem niesamowicie rozczarowana i nawet lekko zdziwiona jednocześnie. Wszystkim wymagającym czytelnikom zdecydowanie odradzam, zaś tym, którzy lubią niezobowiązujące młodzieżówki z romansem w tle, który jest gorący niczym syberia - polecam. Sama na tym kończę swoją przygodę, zarówno z serią jak i z autorką.

Ocena: 3/10