niedziela, 1 marca 2015

Zniszcz ten dziennik - Keri Smith


Tytuł: Zniszcz ten dziennik
Autor: Keri Smith
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: KE Liber

Okładka mówi:  
Światowy bestseller, którego nakład przekroczył już ponad 2 mln egzemplarzy! To książka inna niż wszystkie, które dotąd widzieliście. To dziennik który pozwala przekształcić destrukcję w kreację, uruchomić wyobraźnię i wyrazić swoje emocje! Wykorzystując pomysłowo, lecz osobliwie zilustrowane szablony, uznana artystka Keri Smith zachęca do dokonywania aktów destrukcji i eksperymentów w dzienniku, aby rozbudzić prawdziwy proces tworzenia. Ideą dziennika jest jego kreatywne „zniszczenie”, „pobrudzenie”, „postarzenie” poprzez dowolną, bardzo osobistą, czasem abstrakcyjną, ale zawsze twórczą interpretację zadań zaproponowanych na jego stronach. Polecenia te mogą wydawać się niekonwencjonalne: dziurawienie stron, malowanie dłońmi, zalewanie kawą, zgniatanie kartek czy zabranie dziennika pod prysznic - nie należy jednak rozumieć ich zbyt dosłownie ale jedynie jako podpowiedzi mające na celu wykorzystanie własnej wyobraźni do różnych form artystycznego wyżycia się i utrwalenia swoich stanów ducha, wrażeń i obserwacji z otaczającego świata. Każdy dziennik jest niepowtarzalnym dziełem jego twórcy oddając jego osobowość i postrzeganie rzeczywistości.

Moja opinia:                  Keri  Smith jest dosyć popularną ostatnio autorką pozycji zwanych bestsellerami, wydawanych w postaci książek zapełnionych zadaniami dla czytelnika. Teoretycznie mają one pobudzać kreatywność, teoretycznie przekazuje ona wolność słowa, radość, łamanie zasad. To tyle, jeśli chodzi o teorię dotyczącą jej twórczości.
                Zniszcz ten dziennik jest wydany w dość estetyczny sposób, z zewnątrz wygląda całkiem przyjaźnie, jakby nawoływał do dokonania w nim tytułowych zniszczeń. Po przeczytaniu pierwszego wytyczonego nam zadania byłam dość zdziwiona, zaś po przejrzeniu wszystkich kolejnych nie mogłam pohamować  ogromnego zdziwienia. Jeśli mam być szczera - poczułam wielką antypatię do tej właśnie pozycji, z wielu powodów. Przede wszystkim - jestem wielką przeciwniczką niszczenia książek w jakiejkolwiek postaci, dlatego też zwyczajnie nie przemawia do mnie ta idea.
                Osobiście wychodzę z założenia, że kreatywność to coś co trzeba już mieć w sobie by móc tworzyć i przyklejanie much, darcie kartek oraz wylewanie kawy na strony nijak nie pomoże nam w jej rozwinięciu, a nawet w jakimkolwiek jej rozbudzeniu. Nie wiem sama co jest takiego w tym wszystkim, że przyciąga do siebie naprawdę dzikie tłumy zachwycone tego typu zadaniami. Według mnie naprawdę można wydać trzydzieści złotych na sto innych sposób i każdy z nich bez wątpienia będzie lepszy od inwestowania w coś, co równie dobrze możemy wykonać sami w jakimkolwiek zeszycie.
                Tu właśnie trzeba przesłać wielkie ukłony tym, którzy zajmują się tutaj marketingiem, gdyż ów dziennik przeznaczony do zniszczenia jest tak naprawdę niczym, a sprzedaje się go za nie najmniejszą kwotę. Cóż, najwidoczniej z pomocą dobrej reklamy - wszystko się sprzeda.

                Nie wiem co jeszcze mogłabym powiedzieć, gdyż czasem nawet największemu miłośnikowi książek zaczyna brakować słów. Osobiście jestem zdania, że jest na tym świecie mnóstwo sposobów rozwinięcia kreatywności, które o wiele bardziej zasługują na uwagę i przy tym uważam, że Dziennik ten jest czymś co powstało dla zysków, nie z pasji - dlatego nigdy więcej nie chciałabym mieć go w swoich rękach. 

Ocena: 1/10

20 komentarzy:

  1. Zgadzam się z każdym zdaniem. Mistrzostwo marketingu aby wmówić ludziom, iż książka, która ma kilka linijek tekstu może rozwijać kreatywność. Genialnie ktoś zarobił (30 zł!!!) na takim pomyśle - aż żałuję, że ja na to nie wpadłam :P:P:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popieram w stu procentach i aż sama zaczęłam się zastanawiać nad tym, dlaczego nie wpadłam na podobny pomysł. Cóż, najwidoczniej proste rzeczy sprzedają się najlepiej - oczywiście proste w każdym znaczeniu tego słowa.

      Usuń
  2. "Jestem wielką przeciwniczką niszczenia książek w jakiejkolwiek postaci, dlatego też zwyczajnie nie przemawia do mnie ta idea" - nie jesteś w tym sama. Jak dla mnie taka książka to jedynie strata pieniędzy. Samemu można wziąć byle jaki zeszyt i go pogryzdać, zamalować i tak dalej.
    Nie, nie dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W końcu ktoś wyraził zdanie o tej "książce" dokładnie takie, jakie mam o niej ja ::P

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja muszę powiedzieć swoje trzy grosze. Być może nie jest to "książka" wysokich lotów i faktycznie 30 zł na zniszczenie przedmiotu jest wręcz absurdalnym pomysłem (kup telefon i rzuć nim o ścianę) Znalazłam jednak tę książkę w biedronce za 19 zł bez groszy - nie kupiłam chociaż mnie korciło i chyba będę mogła Ci wyjaśnić co w tym takiego, ze ludzie się zabijają o tę książkę. Jeśli sama często skłaniałam się ku niej i myślałam - kupic nie kupić....
    Kreatywna to ona nie jest jeśli widzi się ją w "samotności". Przykładowo. Masz jeden egzemplarz, drugi ma Toja koleżanka. Otwieracie go na tej samej stronie i jedno polecenie wykonane zostało w dwa różne sposoby. Weźmy to odmalowanie ręki. Ty odmalujesz ją kolorami, dodasz pierscionek, bransoletę... koleżanka odwali robotę mniej starannie a na namalowanej dłoni wypisze liczby od 1-100 (taka gra kiedyś była) według autora może to być kreatywne, ponieważ jedno polecenie zostaje przez każdego czytelnika zinterpretowane w całkiem różne sposoby. Można się czegoś nauczyć od drugiego człowieka. Co Ci to da, że wyszukasz na googlach DIY pojemnika na długopisy? To znaczy, że jesteś kreatywna? Nie. Kreatywna będziesz kiedy wpadniesz na pomysł ulepienia pojemnika z gliny w kształcie serca na przykład. Wykazałaś się oryginalnym pomysłem. Myślę, że kreatywność to synonim oryginalności, wpadania na pomysły, które nie wpadną do głowy drugiej osobie. Z tego wszystkiego nie wiem co chciałam napisać i odbiegłam chyba od tematu... ekhm... dlaczego myślałam o kupnie tej "książki"? By ją wypełnić według własnej interpretacji, najładniej jak umiem, ale z pomysłem i odstawić ją na półkę. Wyobrażałam sobie, że sięgam po nią za 10-20 lat otwieram i patrzę, co działo się w mojej głowie w wieku 24 lat, a co dzieje się obecnie i co zmieniłabym na danej stronie. Tylko i wyłącznie dlatego myślę o kupnie tej książki. By mieć coś na wzór pamiątki, czegoś co otworzę i będę się hihrać, jaka głupia, a może pomysłowa byłam. To tak jak pamiętnik... Myślę, że to przyciąga pewną ilość osób myślacych podobnie jak ja. Drugim aspektem może być odreagowanie. Odstresowanie, wyciszenie... czysta zabawa, która nie polega wiecznie na graniu, czytaniu, zwykłym rysowaniu. Poczuciu się jak małe dziecko, któremu nakazało się zrobić dokładną czynność na danej stronie lub zezwolenie na zjedzenie 1 czekoladki z kalendarza adwentowego (kusi perspektywa zjedzenia kolejnych, ale kolejne są na inne dni prawda? :) )
    Zniszcz ten dziennik ma swoje wady i zalety. Mam nadzieję, że przedstawiłam Ci moim zdaniem jego zalety. Czasem trzeba się odmóżdżyć, poczuć się dzieckiem na poziomie 5 lat, zapomnieć, że tuż za rogiem czyha kupa problemów, nierozwiązanych sytuacji, płacz i cierpienie. Pozwólmy sobie na chwilę wytchnienia, na samo prychnięcie i pomyślenie - Boże co za debil wymyślił polecenie mielenia kartki w buzi i nie połknięcia jej...
    Po za tym najprostsze rozwiązania zawsze bywają najtrudniejsze :) a głupi zawsze ma szczęście - głupia książka ma szczęście bo się sprzedaje lepiej niż pewnie sam autor się spodziewał. Wniosek? Całe życie z wariatami, a ja właśnie napisałam najdłuższy komentarz w całej swojej karierze blogowniczej, na blogspocie. Dziękuję za taką możliwość i mam nadzieję, że mój bełkot został zrozumiany, bo szczerze ja sama nie wiem co pisałam na początku xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zgodzę się z komentarzem, kompletnie nie zgadzając się z recenzją :) Bo książka jest kreatywna, a raczej to, co jesteśmy z tymi poleceniami zrobić - każdy co innego i to jest w niej fajnie. Nie znajdziemy drugiego takiego samego, uzupełnionego dziennika. I tak jak Oxfordka, ja swój dziennik traktuję trochę jak pamiętnik, który za parę lat otworzę z uśmiechem na gębie.

      W recenzji piszesz, że można to zrobić w zwykłym zeszycie. Można, są do tego art journale. Tylko czemu osoby, które nie zajmują się rękodziełem/projektami DIY tego nie robią? Bo na to nie wypadły, tyle :)

      Usuń
  5. To pierwsza negatywna recenzja tej książki, z którą się spotykam! :) Brawo za odwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie ostatnio córka chciała naciągnąć na ów cud, ale się nie dałam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda, że ta pozycja Ci się nie spodobała. Mam ten dziennik i muszę przyznać, że świetne się przy nim bawię :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja już kończę Dziennik i muszę przyznać, że miałam mnóstwo radochy przy jego wypełnianiu. Nigdy nie pomyślałabym, że będę tak traktować coś, co przypomina książkę, ale ja traktuję to bardziej właśnie jak pamietnik (podobnie jak autorka wpisu) i starałam się kreatywnie podchodzić do zadań, a nie zwyczajnie niszczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałam fenomenu tego zjawiska.

    OdpowiedzUsuń
  10. o mały włos tego w Biedronce nie kupiłam, ale potem zobaczyłam na kanale youtube, że ta ksiązka jest bez sensu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moją opinię na temat "To nie książka" znasz, więc nie będę się jakoś szczególnie rozpisywał. Autorka nieźle wzbogaciła się na swoich "książkach".

    OdpowiedzUsuń
  12. Ojej, naprawdę? Bardzo chciałam kupić ten dziennik i trochę się pobawić w niszczenie. W zasadzie nadal mam na to ochotę. Chyba jednak wypróbuję go na własnej skórze ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam "Zniszcz Ten Dziennik" od dawna, właściwie od początku, kiedy można było go kupić w Empiku. I mam przy tym mnóstwo zabawy :) Rozumiem, że idea niszczenia książki, może się nie podobać, ale tak właściwie, to wszystko zależy jak się podejdzie do wskazówek. Nie trzeba tak naprawdę niszczyć, można po prostu twórczo przyozdobić. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeglądałam sobie kiedyś tę pozycję i doszłam do wniosku, że nie warto ;) Lepiej już samemu jakiś tego typu zeszyt sobie założyć i zapełnić (zniszczyć) wybraną przez siebie treścią ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Na początku - przy zapowiedziach, byłam zainteresowana tą książką. W sumie nie taki zły pomysł. Jednak niektóre zadania, jakie wyznaczyła autorka, są dla mnie dosyć śmieszne. Myślę, że jest to takim hitem z prostego powodu: wiele osób nieuzdolnionych artystycznie ma moment poczuć w sobie tą kreatywność..

    OdpowiedzUsuń
  16. Dla mnie to zwyczajnie kolejny sposób, żeby zarobić. Ludzie nie potrzebują specjalnej (nie) książki do rysowania czy zapisywania swoich przeżyć. Takie coś istnieje już od dawna i nazywa się pamiętnik, którym może się stać każdy zwykły zeszyt. Niemniej jednak rozumiem, że dla niektórych może być to coś ciekawego, szczególnie dla osób, które nie mają co robić z pieniędzmi i chcą wykazać się twórczo. Wszystko zależy od gustu. :)
    Pozdrawiam, Mz.Hyde

    OdpowiedzUsuń
  17. A ja mam i uwielbiam. Jednakże nie potrafię myśleć o "Zniszcz ten dziennik" jak o książce. Dla mnie to brulion, dziennik, kolorowanka.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)