piątek, 3 kwietnia 2015

The Walking Dead. Narodziny Gubernatora - Robert Kirkman, Jay Bonansinga


Tytuł: The Walking Dead. Narodziny Gubernatora
Autor: Robert Kirkman, Jay Bonansinga
Liczba stron: 364
Wydawnictwo: Sine Qua Non

Okładka mówi:
 Aż w końcu przyszedł czas na pierwszą z serii powieści opowiadających historię kultowych postaci z uniwersum The Walking Dead.
Gubernator. Ten rządzący Woodsbury despota znany jest z własnego, chorego poczucia sprawiedliwości: w jej imieniu zmusza więźniów do walki z zombie ku uciesze miejscowych, a tym, którzy wejdą mu w drogę, odcina ręce i nogi. Kiedy tylko pojawił się w komiksowym cyklu Żywe trupy, został okrzyknięty przez magazyn Wizard "Złoczyńcą roku", a jego postać do dziś wzbudza wśród czytelników kontrowersje.
Nadszedł czas, by sięgnąć do korzeni. Dzięki książce, którą trzymasz w ręku, dowiesz się, jak Gubernator stał się tym, kim jest, jak trafił do miejsca, w którym po raz pierwszy ujrzeli go fani serii, i co sprawiło, że wykurzył Ricka i jego towarzyszy z ich bezpiecznej przystani.


Moja opinia:            
                Zgaduję, że każdy sięgający właśnie po tę powieść miał już wcześniejszą styczność z komiksowym lub serialowym pierwowzorem. Sama oglądałam jedynie jakieś urywki starszych odcinków i kilka najnowszych na bieżąco - tak, mój mężczyzna jest fanem. Mniej więcej orientowałam się w fabule i kojarzyłam postać wielkiego gubernatora, gdy zabierałam się do lektury. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu?
                Narodziny gubernatora to według mnie powieść dość krótka. Bardzo podoba mi się okładka - przedstawia najprawdopodobniej Penny, czyli kluczową postać. Niewątpliwie trafnie oddaje ona klimat całości książki.
                Pierwszym moim przemyśleniem jakie nasunęło się w trakcie czytania było to, że pozycja ta dosłownie obfituje w przekleństwa. Praktycznie na każdej stronie znajdziemy  ich kilka, a niektóre wypowiedzi bywają właśnie tylko z nich złożone. Nie jestem osobą wzdrygającą się przy ostrzejszych słowach, tutaj jednak było ich jakby za dużo. Zdecydowanie za dużo.
                Mamy tutaj również sporo napięcia, emocji, chwilami naprawdę dużą dawkę akcji i brawurowych ucieczek. Na pierwszy plan wysuwają się kreacje poszczególnych bohaterów - złożone, choć jak dla mnie trącą potencjalną patologią już od samego początku. Sama nie wiem czy ten wniosek jest bardziej winą mojej niechęci do pewnych zachowań, czy raczej tego, że średnio polubiłam wszystkich głównych bohaterów.
                Biorąc Narodziny gubernatora do ręki zastanawiałam się nad tym, w którą stronę autorzy pójdą z fabułą. Będą chcieli dopowiedzieć początek tej historii, której zakończenie większość zna aż za dobrze? Zrobią to w sposób dokładny, ciekawy acz bez rewelacji, a może wrzucą coś co w teorii będzie miało zaskoczyć wszystkich, włącznie z tymi, którzy znali wszystkie najdrobniejsze szczegóły serialu?
                Niestety, poszli w tą drugą stronę i gdybym była wielką fanką - raczej nie poczułabym się usatysfakcjonowana tym, czego dowiadujemy się na samym końcu.
                Książka dzieli się na poszukiwanie schronienia, walkę z zombie, chwilę spokoju by następnie znów przejść do poszukiwań. Akcja przeplata się z jednostajnością, opisy trudnej codzienności zmieniają się z niezwykle naturalistycznymi opisami flaków, gnijących ciał i ludzkich szczątków. Mamy sporo kontrastów, to samo powiedzieć można o postaciach zestawionych na kartach powieści.
                Długo nie mogłam się zdecydować jaką ocenę powinnam wystawić, ostatecznie jednak podjęłam właśnie taką decyzję jaką widać poniżej - głównie za czarne charaktery, ich kreację. Owszem, nie lubiłam ich. Ale czy nie takie było zamierzenie autorów?
                Sama nie umiem jednoznacznie powiedzieć, czy polecam, czy też odradzam. Sama bardziej skłaniam się ku wersji serialowej, a wszystkim znającym The Walking Dead z innego źródła niż książka - skłaniam do samodzielnego podjęcia decyzji, bowiem to co tam można znaleźć niekoniecznie musi usatysfakcjonować wszystkich. 

Ocena: 6/10

5 komentarzy:

  1. Taki średniaczek w zasadzie, widzę, że odebrałyśmy podobnie tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Serial bardzo lubię, więc pewnie po tę książkę sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zawsze chciałam się zabrać za serię TWD, ale nie mogę jej nigdzie znaleźć :C
    Mam nadzieję, że kiedyś mi się w końcu uda, mimo tego, że często spotykam się z dosyć negatywnymi opiniami. :)
    Pozdrawiam i wesołych świąt!
    http://biblioteczka-blanki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. świetny blog! cudownie piszesz!
    obserwuję i liczę na rewanż
    www.zakladkaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie. Okładka jest bardzo klimatyczna, ale nie zawsze tak było. Chwała temu, który ją zmienił :P

    Co do książki to powiem szczerze, że jeszcze nie przeczytałem do końca, ale pasuje to zrobić jeżeli jestem wielkim fanem TWD :P.
    'Zakupiłem' książkę, bo zapowiadała się bardzo ciekawie - przedstawienie postaci Gubernatora przed tym jak stał się takim psychopatą - który wielki fan serialu, lub komiksu nie chciałby dowiedzieć się co przyczyniło się, że ta postać przejawiała takie zachowanie, co sprawiło, że jest taka bezwzględna w relacjach międzyludzkich. Nie ma tego w serialu, gdyż tam poznajemy już Gubernatora jako 'zmienionego' przez te wszystkie wydarzenia.

    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)