środa, 22 lipca 2015

Collide - Gail McHugh



Tytuł: Collide
Autor: Gail McHugh
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #1

Okładka mówi: 
Zaraz po ukończeniu college'u, Emily spotyka dotkliwy cios: niespodziewanie umiera jej matka. Emily przeprowadza się ze swoim chłopakiem do Nowego Jorku, by zacząć życie od nowa. Co prawda wewnętrzny głos zaleca jej ostrożność, ale Dillon w ciężkich chwilach był dla niej tak dobry i troskliwy, że dziewczyna postanawia związać z nim swój los.

Moja opinia:

              W najśmielszych oczekiwaniach nie przewidywałam, że po tej właśnie lekturze będę w tak ogromnym szoku. Naprawdę, nie przesadzam. Dopiero odłożyłam Collide na bok, tym bardziej moje wszystkie przemyślenia będą szczere i świeże.

               Bez wątpienia widać tutaj głęboką inspirację Grey'em i wcale nie mam na myśli tylko głównego motywu. Mamy biedną, nieco zagubioną dziewczynkę, bogacza, wielką firmę, trochę dramatu, seksu a na zakończenie następuje wielka kulminacja.
               Sama nie wiem od którego elementu zacząć, więc najpierw przejdę do fabuły, którą poniekąd streściłam w powyższym zdaniu. Niby dzieje się sporo - mamy wiele wahań w relacjach między bohaterami. Naprzemiennie jest dobrze lub źle. Jeśli ktoś nie przepada za twórczością E.L. James również powinien trzymać się z daleka od tej pozycji - w ciągu tych kilkuset stron czuć zbyt wiele powiewów 'inspiracji' wcześniej wspomnianym dziełem.
              Jakkolwiek by na bohaterów spojrzeć, trzeba ich niejako pochwalić, głownie za to, że wzbudzają emocje. Co prawda nie wszyscy i niekoniecznie dobre, ale jednak skłaniają czytelnika do jakichś refleksji. Główna bohaterka istotnie jest dość zagubiona w świecie, posiada przy tym ogromne skłonności do ulegania i co rusz daje się zmanipulować silniejszej osobowości. Jej facet z kolei okazuje się być zwykłym dupkiem, jeśli nawet nie kimś z zaburzeniami psychicznymi, łagodnie mówiąc. Podczas czytania dziwiłam się coraz bardziej i bardziej nad tym, jak jakakolwiek dziewczyna może pozwalać sobie na takie traktowanie, jednocześnie ślepo nazywając taką relację miłością. Szokowała mnie jej naiwność, którą można określić nawet mianem głupoty. Gavin to taki nieco podrasowany Grey, bo oprócz wszystkich przymiotów zbliżających go do bycia ideałem, jest również ciepły, kochający, nie ma żadnych traum z przeszłości. Jest też babiarzem, ale tego chyba nie trzeba dodawać.
            Opisy bywały nieco nużące i nazbyt rozwlekłe, acz bogate w szczegóły. Wyjątkowo zadziwił mnie fragment zdania mówiący, iż główna bohaterka ma pieprzyk umiejscowiony "idealnie nad ustami". Szkoda, że nie dodano zdania mówiącego o tym, iż jej oczy znajdują się idealnie nad nosem. Nie wiem czy to małe potknięcie tłumacza, czy też inwencja autorki - w każdym razie wzbudziło we mnie trochę negatywnych odczuć.
            Narracja jest prowadzona w pierwszej osobie co oczywiście chwilami bywa nużące i uciążliwe, a chwilami nawet przyjemne. Przeplatane jest to zaś z fragmentami streszczającymi nam odczucia Gavina oraz niektórze wydarzenia z jego perspektywy - to kolejne miłe urozmaicenie, wręcz umilenie nam lektury.
            Jak widać nie brak tutaj wad i schematyczności, elementów szokujących i irytujących do granic czytelniczych możliwości - mimo to jednak podczas czytania niesamowicie się zrelaksowałam. Collide pochłonęło mnie na cały wieczór i pozwoliło mi zapomnieć o wszechobecnych problemach życia codziennego, co już jest wielkim plusem,
Dobre elementy przeplatają się ze złymi, jednak na pewno warto po nią sięgnąć, jeśli szukamy czegoś lekkiego niczym piórko, mającego na celu zrelaksowanie nas po ciężkim okresie. Myślę też, że będzie dobrą lekturą wakacyjną. Odradzam wymagającym czytelnikom.

Ocena: 5/10

9 komentarzy:

  1. Jakoś przekonana do książki nie jestem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnio ciągle widuję recenzje tej książki na blogach, ale mnie ona nie interesuje...
    Spojrzenie EM

    OdpowiedzUsuń
  3. Szkoda, że średnio ją oceniasz, bo mi właśnie wpadła w ręce i zamierzałam spędzić z nią uroczy weekend... Czułam, że będzie tu dużo inspiracji Greyem, ale myślałam, że raczej w tym dobrym, a nie złym znaczeniu:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. nie przeczytałam nigdy 50 twarzy Greya, bo jakoś mnie odrzuca. Od tej książki chyba też będę, zgodnie z Twoją radą, trzymać się z daleka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. To jak podobne do Grey'a to ja podziękuję...

    OdpowiedzUsuń
  6. Na początku byłam napalona na "Collide", ale na tę chwilę nieco ochłonęłam. Książkę mam, wygrałam w konkursie, tak więc kiedyś przeczytam, ale będę podchodzić z większym dystansem i mniejszymi oczekiwaniami.
    Swoją drogą, Greya czytałam i nie lubię go, wprost nie trawię, ale jakimś sentymentem go darzę, nie powiem i jednak miał w sobie to coś, przynajmniej taką małą cząstkę XD ale zakończenie trylogii po prostu mnie powaliło - w negatywnym tego słowa znaczeniu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja książkę miałam w planach, bo słyszałam na jej temat same ochy i achy. Jednak teraz nie jestem przekonana. Szczególnie, że niektóre opisy są nużące, a tego chyba nie lubię najbardziej...

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi pierwszy tom podobał się na tyle, że chętnie sięgną po kontynuację, ale jednak nie okazała się szczególnie wyjątkowa ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi książka podobała się na tyle, żeby sięgnąć po kontynuację, ale szczególnie wyjątkowa nie była ;)
    Thievingbooks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)