poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Filmowo: Porwanie



               Ostatnio poczułam potrzebę obejrzenia jakiegoś luźnego i jednocześnie przyjemnego filmu pełnego akcji. Ostatecznie wraz z chłopakiem zdecydowaliśmy się na "Porwanie" i choć nie żałuję to uważam, że mimo wszystko mogło być lepiej.
               Film powstały w 2011 roku prezentuje sobą wszystko to, co powinien zawierać typowy film młodzieżowy. Duża ilość akcji, ciekawa historia rozgrywająca się w przyjaznej dla oka scenerii, fajna obsada i do tego bożyzcze nastolatek w postaci Taylor'a Lautner'a. I czego tu chcieć więcej?
               Nathan prowadzi w miarę normalne życie - oczywiście tutaj mam na myśli typowo amerykańskie standardy. Mieszka wraz z kochającymi acz nieco nadopiekuńczymi rodzicami w apartamencie, który bez problemu możemy zaszufladkować jako premium class. Żyje sobie bezstresowo, uczy się sztuk walki, zasypia na imprezach bez spodni tudzież innych okryć wierzchnich. Naprawdę, nie ma w tym cienia sarkazmu. Tęsknym wzrokiem śledzi swoją sąsiadkę i nie posiada się wręcz z radości, gdy zostają wspólnie wyznaczeni do opracowania projektu na temat stron ze zdjęciami osób zaginionych. Tylko co właściwie robi tam zdjęcie Nathan'a? W trakcie seansu dostajemy odpowiedź na to pytanie.



              Akcja początkowo rozwija się dosyć powoli, widz zaś cierpliwie musi poczekać aż wszystkie pionki zostaną odpowiednio ułożone do gry. W kulminacyjnym momencie zaś wszystko nabiera niesłychanie szybkiego tempa dzięki czemu z pewnością nie możemy narzekać na nudę, a początkowy powolny rozwój wydarzeń zostaje nam zrekompensowany podwójnie. Po drodze mamy wiele intryg, drugie tyle pytań bez odpowiedzi i wraz z bohaterami powoli zgłębiamy się w tę historię pełną brutalności, śmierci, akcji oraz tajemnic. O ile na dynamikę akcji narzekać nie można, o tyle emocji według mnie było za mało. Powiedzcie, kto z was przeżywałby śmierć rodziców równo pięć minut? Cóż, ja z pewnością nie. Taylor Lautner wygląda niczym z obrazka ściągnięty i choć wizualnie nie mam mu nic do zarzucenia, to zabrakło mi jakiegoś pazura w odgrywanej przez niego postaci.
         
            Na szczęście postacie drugoplanowe świetnie wynagradzają nam lekkie braki naszego głównego. Zabrakło mi zaś odrobiny humoru, której od pewnego momentu nie było praktycznie do samego końca. Nie wiem również czy jestem jedyną osobą, która podczas patrzenia na lubą Nathan'a miała ochotę podbiec do niej z pęsetą.
           Mimo usilnych rozmyślań na temat ścieżki dźwiękowej - nie jestem w stanie powiedzieć niczego konkretnego na jej temat. Owszem, była acz przy tym nie odznaczała się ani negatywnie, ani pozytywnie. Porwanie polecam wszystkim chcącym zrelaksować się po ciężkich chwilach, z pewnością film ten nie zmieni waszego życia, jest jednak dobrą opcją na wieczorny relaks.

3 komentarze:

  1. Zgadzam się! Film warto obejrzeć, ale nie zapadnie wam w pamięci na długo. Jest to film z serii - obejrzeć i zapomnieć ;) świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Słyszałam o tym filmie, ale go n ie oglądałam, Szkoda, że są w nim braki :(

    OdpowiedzUsuń
  3. BYłam na tym w kinie, podobało mi się, ale ot sensacja dla rozrywki, jak się ma ochotę na film akcji, to warto. Być może obejrzałabym go ponownie dla odświeżenia ;)

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)