niedziela, 8 listopada 2015

Pulse - Gail McHugh



Tytuł: Pulse
Autor: Gail McHugh
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #2

Okładka mówi:

Emily kładzie na szali całe swoje życie, żeby być z mężczyzną, który zdobył jej serce. Niestety nie ma pewności, że Gavin naprawdę ją kocha; pozostaje wierzyć, że postąpiła słusznie, idąc za głosem serca, i że jej wybranek okaże się takim człowiekiem, jakim chciała go widzieć.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak nie jest. Dążący do autodestrukcji, zamknięty we własnym ponurym świecie Gavin rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Emily musi zdecydować, czy jest gotowa poświęcić wszystko, żeby go uratować, i czy uczucie, jakim go darzy, jest wystarczająco silne, by wystawić je na tak ciężką próbę.

Moja opinia: 

              Ostatnio w literaturze możemy zauważyć pewne schematy odnośnie tego, co staje się na topie. Chwilowo nadal echem odbija się przeogromna sława Grey'a i właśnie nim mocno inspirowała się autorka Pulse. Wydawać by się mogło, że w tym temacie padło już dosłownie wszystko, wykorzystano każdy możliwy scenariusz i nie znajdziemy w nowych powieściach już niczego, czego byśmy nie napotkali w tym przypadku. Zatem czy Gail McHugh jakkolwiek nas zaskakuje? Myślę, że nie.

              Pierwsza część kończy się w teoretycznie dramatyczny sposób, w końcu związek zagubionej Emily i idealnego Gavin'a wisi na włosku. Wszyscy jednak wiemy, że finał tej historii może być tylko jeden. Już sam fakt tej przewidywalności drażnił mnie najbardziej i sprawiał, że czytanie stawało się dla mnie prawdziwą męką. Wszystkie późniejsze wydarzenia przewidziałam po kilkunastu stronach lektury, a jedynym zaskoczeniem był dla mnie tylko niezwykle naiwny wątek Dillona. Niektóre cytaty smucą, choć w założeniu powinny być zabawne, jednak prawdziwą wisienką na torcie jest rozmowa bohaterów na temat Grey'a, o którym Gavin nie słyszał. Ta krótka scenka uświadomiła mi tylko jeszcze dobitniej, jak bardzo autorka zaczerpnęła z sagi o panu szarym.
              Język bynajmniej nie jest zaletą całości i chwilami jest odpychający w swojej prostocie. Czytając dialogi miałam wrażenie, że czytam rozmowy mentalnych niedorostków przed dwudziestym rokiem życia, bo też powiedzcie mi - jaki dorosły mężczyzna mówi do własnej matki przy swojej kobiecie: "Przez ciebie zmalał mój poziom zajebistości". Mogłam coś pomylić, jednak właśnie tak ten cytat brzmiał.
              Postacie są raczej jednowymiarowe, każda z nich posiada jedną najmocniej zarysowaną cechę (Gavin - idealny), a wątki tych drugoplanowych są stanowczo za słabo ukazane, przez co praktycznie nie mamy urozmaicenia od scen seksu bądź rozmów o nim.
              Całość jest monotonna do bólu, nie zaskakuje nas niczym, język przyprawia o palpitacje - dlatego też ciężko jest opisać moją radość na widok ostatniej strony tego właśnie dzieła.
              Wydaje mi się, że ta historia skrywa w sobie pewien potencjał - nie tylko na wydawniczy sukces, ale też na całkiem przyjemną powieść, nie został on jednak wykorzystany nawet w połowie. Po pierwszej części myślałam, że teraz będzie już tylko lepiej, bo w końcu autorka ma już za sobą jedną wydaną powieść, która jako taki sukces odniosła. Moja pomyłka była ogromna.
             Co jakiś czas napotykałam też fantastyczne cytaty, które siedziały mi potem w głowie przez długie godziny, a moim ulubionym był - wszedł w nią gładko, jak nóż w masło. Czuję się dziwnie widząc dookoła tyle zachwytów nad Pulse, nie mówiąc już o Collide - dla mnie jednak lektura drugiej części była niezmierzoną męką i dopiero wczoraj, po równym miesiącu od pierwszego zetknięcia z tą powieścią - udało mi się ją dokończyć.
             Nie wiem czy to kwestia tego, że podobne powieści mi się przejadły, czy to też naiwność tej historii uderza mnie tak bardzo, nie mogę jednak z czystym sumieniem tej pozycji polecić, gdyż czułabym się winna wielu rozczarowaniom czytelniczym. Osobną kwestią jest już to, że nie przepadam za angielskimi tytułami na polskim rynku wydawniczym. Pewne rzeczy w fabule dzieją się zbyt wolno, inne jak na złość dzieją się zbyt szybko, a zabrakło tu z kolei pełnej wielowymiarowości postaci i całej historii, czegoś, co sprawiłoby że przestałaby być tylko opisem seksu pewnej pary otoczonym nieskomplikowaną historią. Całe szczęście, że nie będzie kolejnych części. Osobiście nie polecam, już chyba lepszy nawet Grey czy Cross.

*Powieść bierze udział w wyzwaniu Kończymy Serie

9 komentarzy:

  1. Obawiam się, że jednak naiwność jest w te książce cechą dominującą. A ten cytat "wszedł w nią gładko, jak nóż w masło" naprawdę mnie zaskoczył - cóż za cudowne, poetyckie porównanie! Podziękuję za tę lekturę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, został moim ulubionym cytatem mijającego roku :)

      Usuń
  2. Kurczę, twoja recenzja nie zachęca do sięgnięcia po Pulse... Nie lubię książek, które nie mają w sobie chociaż odrobiny akcji, Poza tym zgadzam się z tobą, nie wiesz jak mocno irytują mnie książki z angielskimi tytułami... Jakbyśmy nie mieli w naszym rodzimym języku odpowiednich słów. No cóż, ale wydawnictwa idą w komercję "aby tytuł się sprzedał". Przykre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Za dużo komercji, za mało zaś naprawdę wartościowej literatury.

      Usuń
  3. Ja również nie lubię, kiedy na naszym POLSKIM rynku przybywa już co raz więcej angielskich tytułów. Kompletnie nie rozumiem tej mody. A po serię nawet nie sięgam - mimo tylu pozytwynych opinii, ja jednak miałam co do niej pewne wątpliwości, które doskonale ujęłaś w swojej recenzji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w stu procentach. Nie ma co ukrywać, że książka nie została stworzona przez żadnego polskiego autora - ale angielski tytuł już mogli sobie darować :)

      Usuń
  4. Oj, jak uważasz, że Grey jest lepszy, to ja podziękuje. Mam za sobą pierwszą część i zupełnie mi nie przypadła do gustu :]

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie lubię książek, które są napisane, a przynajmniej tak się wydaje czytelnikom, prawie dokładnie odwzorowując dzieła aktualnie na topie. Myślę, że w tym wypadku, nie skuszę się na książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czytałam tą książkę i bardzo mi się podobała. Może i była napisana schematycznie, ale przynajmniej w lepszym stylu niż "Grey"
    Buziaki :*
    http://ksiazkowy-duet.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)