piątek, 21 października 2016

Never never - Colleen Hoover, Tarryn Fischer



Tytuł: Never never 
Autor: Coolleen Hoover, Tarryn Fischer
Liczba stron:
Wydawnictwo: Moondrive/Otwarte

Okładka:
Nie kocham cię.
Nic a nic.
I nie pokocham.
Nigdy, przenigdy.
Czasem wspomnienia mogą być gorsze niż zapomnienie. Charlie i Silas są jak czyste karty. Nie wiedzą, kim są, co do siebie czują, skąd pochodzą ani co wydarzyło się wcześniej w ich życiu. Nie znają swojej przeszłości. Pomięte kartki, tajemnicze notatki i fotografie z nieznanych miejsc muszą im pomóc w odkryciu własnej tożsamości.
Ale czy można odbudować uczucia? Czy można chcieć przypomnieć sobie… że ma się krew na rękach? A jeśli prawda jest tak szokująca, że tylko zapomnienie chroni przed szaleństwem? Umysły Silasa i Charlie pełne są mrocznych tajemnic.
On zrobi wszystko, by wskrzesić wspomnienia.
Ona za wszelką cenę chce je pogrzebać.
Nigdy nie zapominaj, że to ja jako pierwszy cię pocałowałem.
Nigdy nie zapominaj, że będziesz ostatnią, którą pocałuję.
I nigdy nie przestawaj mnie kochać.
Nigdy…


Moja opinia:
Never never to tytuł, o którym jeszcze kilka miesięcy temu było dość głośno. Spora część się nią zachwycała, zdecydowana większość polecała a moje zainteresowanie stopniowo wzrastało. Colleen Hoover to autorka doskonale znana większości czytelniczek, nazwisko drugiej autorki było dla mnie z kolei wielką niewiadomą.

Powiedziałam, że trzeba zaufać instynktowi. Nie sercu, bo bywa, że oszukuje, i nie głowie, bo za bardzo opiera się na logice.

Książka ta jest przede wszystkim o miłości - trudnej, nierzadko problematycznej i przy tym wybaczającej. Po drodze dostajemy sporo życiowych przemyśleń, a fabuła jest mocno związana z przeznaczeniem oraz docenianiem wszystkie co daje nam los, o czym oczywiście często zapominamy. Nie mogę powiedzieć bym była rozczarowana tą powieścią, choć podświadomie chyba nastawiłam się na coś kompletnie innego.

Silas i Charlie to dwie dość młode osoby, które do tej pory tworzyły pozornie dobry związek. Wszystko mocno komplikuje się w momencie, gdy oboje w magiczny sposób tracą pamięć i nie pamiętają niczego, nawet samych siebie. Stopniowo razem próbują odkryć zagadkę amnezji i odkrywają coraz więcej szokujących faktów nie tylko o swojej miłości, wybrykach, ale również o własnej rodzinie.

Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy.

Początek całej akcji przywitałam z ogromnym entuzjazmem, jednak im więcej stron miałam za sobą tym bardziej rosło moje rozczarowanie. Całość jest podzielona na trzy części i niestety muszę powiedzieć, że nie wszystkie trzymają równy poziom. Ostatnia była swego rodzaju drwiną z czytelnika. Finałowa scena wywołała wielki uśmiech na mojej twarzy, nie zmieniło to jednak mojego ogólnego rozczarowania w żadną pozytywną emocję.

-Jaki jest sens życia?-zapytałam.{...}
-To zależy od tego, jakie życie masz na myśli.

Bohaterowie są najzwyczajniej w świecie mało ciekawi i oryginalny, a wszystko wydaje się być płaskie i jednowymiarowe. Czuć było w tej historii potencjał, nie został on jednak wykorzystany nawet w małym stopniu. Warto podkreślić, że nie jestem wielką fanką Colleen Hoover (do drugiej autorki nie będę się odnosić, gdyż nie znam jej pozostałej twórczości) jednak mimo to uważam, że jest to jeden ze słabszych tworów podpisanych jej nazwiskiem. Są tu pewne elementy dostrzegalne również w Ugly Love czy Maybe Someday, jednak na ich tle Never Never wypada blado.

Wiem, że to dziwaczne, ale przecież właśnie za to mnie kochasz. Kochasz mnie za to, jak bardzo kocham Ciebie. Bo taka jest prawda. Kocham Cię aż za bardzo. Bardziej niż powinno się kochać.


W tej książce oprócz pięknej okładki dostajemy również historię miłą, przyjemną, relaksującą ale mimo wszystko przeciętną i niedopracowaną. Brak tu wielowymiarowości, większej dbałości o szczegóły i jakiegoś urozmaicenia fabularnego, niestety wszystko tu jest jednotorowe. Polecam wszystkim osobom lubiącym niezobowiązującą rozrywkę, pozostali niestety mogą być nieusatysfakcjonowani lekturą Never never. 

***

Wszystkich ciekawych moich recenzji innych powieści Colleen Hoover zapraszam do kliknięcia w podlinkowane tytuły w przedostatnim akapicie. Dodatkowo po zastanowieniu Never never przypomina mi trochę Zapomniane, zapraszam więc do zapoznania się z moim zdaniem na jej temat. 

środa, 12 października 2016

Manwhore - Katy Evans


Tytuł: Manwhore
Autor: Katy Evans
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Kobiece
Tom: #1

Okładka:
Malcolm Kyle Preston Logan Saint to bogaty, bardzo wpływowy i obłędnie przystojny biznesmen z Chicago. Wokół jego osoby krąży mnóstwo legend, sam Malcom zaś owiany jest nimbem tajemniczości.
Mężczyźnie wydaje się, że już nic nie jest w stanie go zaskoczyć. W jego życiu sporo jednak namiesza nagłe pojawienie się Rachel Livingston – młodej, utalentowanej i pięknej dziennikarki. Rachel otrzyma zlecenie przeprowadzenia wywiadu ze słynnym Malcomem Saintem i odkrycia tego, kim naprawdę jest mężczyzna będący na językach wszystkich mieszkańców Chicago.
Czy Rachel uda się odkryć prawdziwe oblicze Malcolma? A może to Malcolm odkryje prawdziwą Rachel?


Moja opinia:
Wszyscy stali czytelnicy mojego bloga z pewnością zauważyli, że z wielką namiętnością czytuję wszystkie książki łączące w sobie romans i erotyzm, porównując do siebie coraz to kolejne historie powstałe na tym samym szkielecie. Tym razem zamiast obietnic o historii równie porywającej co Grey dostajemy jakże obiecującą rekomendację autorki Dotyku Crossa. Czy ta książka zasługuje na jakąkolwiek czytelniczą uwagę?

Nigdy nie ma dobrej pory na to, aby się zakochać. To jest jak upadek. Wystarczy jedna sekunda.
I tylko trzeba się modlić, aby bez względu na to, gdzie upadniesz, nie być tam samą.

Manwhore to całkiem przyjemna historia o równie wdzięcznym tytule, który swoją drogą mógłby brzmieć o wiele ciekawiej w tłumaczeniu na nasz rodzimy język. Szczerze żałuję, że nikt się tym nie zajął. Naszym nowym bogiem seksu zostaje zielonooki Malcom, bardzo wpływowy i obłędnie przystojny biznesmen uwielbiający kobiety. I liczbę cztery.  Jego muzą zostaje Rachel, utalentowana i piękna dziennikarka, którą poznaje przy okazji przeprowadzanego wywiadu. Wycofana acz urodziwa dziewczyna, przystojny biznesmen z trudnymi przeżyciami i wywiad, czy aby tego już gdzieś nie było? Pomińmy to, przejdźmy dalej.

Podobno kiedy się czegoś pragnie, powinno się to .sobie wyobrazić, a wtedy to się zmaterializuje. cóż, po raz pierwszy w życiu pragnę czegoś tak bardzo, że w końcu zaczyna nabierać kształtów.

Brakowało mi tu przede wszystkim charakternych postaci o wyrazistych cechach i o ile możemy przeżyć tych pierwszoplanowych, tak drugi plan pod tym względem kuleje. Osoby z otoczenia Malcolma i Rachel są do siebie niesamowicie podobne i niezapadające w pamięć, a gdyby wszystkie ich wypowiedzi oznaczyć jednym imieniem to prawdopodobnie czytelnik nie odczułby większej różnicy. Historia opiera się głównie na rodzącym się uczuciu, a co jakiś czas przeplatają się z nią pomniejsze wątki, które niestety nie odgrywają większej roli jeśli chodzi o całość.

Wyzwaniem jest coś, czego przestajesz pragnąć, kiedy już to zdobędziesz. Dopóki nie uczynię cię moją, nie będę wiedział, czy jesteś wyzwaniem.

Po lekturze poczułam ogromny niedosyt emocji, brakowało mi zwrotów akcji, jakiejś niepewności i zawirowań, które zabarwiłyby tę powieść. Jeśli ktokolwiek liczy na to, że Malcom będzie zachowywał się jak prawdziwy manwhore, niestety rozczaruje się. Oczywiście nie mam zamiaru zdradzać fabuły, mogę jednak powiedzieć, że nie ma on z tym słowem nic wspólnego.

Mówiono o mnie, że jestem lekkomyślny, że nie można na mnie polegać, że nie zrobiłbym niczego dla innych. Ojciec patrzył na mnie tak, jakbym to ja był wszystkiemu winien, a matka tak, jakbym był na najlepszej drodze do autodestrukcji. Ludzie widzą we mnie osobę, która może dać im gwiazdkę z nieba, ale ty patrzysz na mnie tak, jakbym już to zrobił.
Jakby do szczęścia wystarczał ci sam fakt, że istnieję.


Sama nie byłam wielką fanką wcześniejszej serii Katy Evans i narzekałam w szczególności na to, jak w kolejnej części poprowadziła ona historię. Jak na razie ta pozycja w mojej ocenie wypada trochę lepiej, choć oczywiście w kolejnych zapowiedzianych dwóch tomach jeszcze wiele może się zmienić. Mimo wszystko spędziłam z tą książką kilka miłych godzin i przyniosła mi ona ulgę w stresie spowodowanym powrotem na uczelnię. Język nie należy do najgorszych, a styl określiłabym jako przystępny i niezobowiązujący. W ostatecznym rozrachunku muszę przyznać, że w Manwhore mamy więcej podobieństw do znanych nam historii niż jakichś nowych, innowacyjnych elementów. Nie jest to bynajmniej najgorszy romans erotyczny ze wszystkich przeze mnie czytanych, powiedziałabym wręcz że plasuje się gdzieś w środku rankingu. Polecam ją wszystkim fankom kobiecej literatury oraz podobnych historii, z pewnością nie będziecie rozczarowane. Wszystkich wymagających i szukających czegoś nowego serdecznie zachęcam do poszukania czegoś innego. Jest duża szansa na to, że możecie się zawieść. 

wtorek, 11 października 2016

Onyks - Jennifer L. Armentrout (bez spojlerów)


Tytuł: Onyks
Autor: Jennifer L. Armentrout
Liczba stron: 522
Wydawnictwo: Filia
Tom: #2

Okładka:
Departament Obrony przysłał swoich ludzi. Jeśli tylko dowiedzą się co potrafi Daemon i że jesteśmy połączeni, już jest po mnie. Podobnie jak i po nim. I jeszcze jest ten nowy chłopak w szkole, który ma własną tajemnicę. Wie co mi się przydarzyło i może pomóc, ale żeby to zrobić muszę okłamać Daemona i trzymać się od niego z daleka. Tak jakby to było w ogóle możliwe.
Nikt nie jest tym na kogo wygląda. I nie każdy wyjdzie żywy z pajęczyny kłamstw...


Moja opinia:

Seria Lux w ostatnim czasie niewątpliwie podbiła serca czytelników na całym świecie, a pozytywne opinie stopniowo zapełniały blogsferę. Sama przeczytałam pierwszy tom z którego byłam dość zadowolona, później kilkukrotnie zaczynałam Onyks, dopiero niedawno udało mi się jednak dobrnąć do końca. Czy jestem zadowolona z lektury? Czy utrzymano poziom pierwszego tomu? Co myślę o twórczości Jennifer L. Armentrout? O tym już za chwilę.

Słowa to najpotężniejsze narzędzie. Proste i zazwyczaj niedoceniane. Potrafią leczyć. Potrafią niszczyć.

Jeszcze do żadnej książki w swojej czytelniczej karierze nie przymierzałam się tak długo, jak miało to miejsce w przypadku Onyksu. Dostawałam blokady po przeczytaniu kilku mniej lub bardziej sensownych wypowiedzi, szczęśliwie jednak im dalej brniemy tym jest lepiej. Styl autorki jest niezwykle przyjemny i dość wciągający, pozwala czytelnikowi na rozluźnienie się i zapomnienie o problemach dnia codziennego. Jeśli chodzi o fabułę to niestety w moich oczach było odrobinę słabiej niż w jedynce, przez co chwilami nachodziło mnie rozczarowanie.

- Biegłaś sprintem przez las w egipskich ciemnościach. Nawet ja...-Zawahał się.-Dobra, nie ja, ale normalni ludzie by się wtedy przewrócili. Ja jestem na to zbyt zajebisty.

Motywem kluczem jest tu miłość, uczucie które może rozwinąć się mimo tylu wielkich przeszkód. Z drugiej strony czy nie jest to jeden z bardziej oklepanych literackich motywów? Muszę przyznać, że zabrakło mi tu konkretnego pazura, prawdziwej akcji i nieco ciekawszej kreacji bohaterów. To nie tak, że byli do reszty odrealnieni. Po prostu zabrakło tu tego czegoś.

Szybko przebrałam się w spodenki do spania i gładką, różową koszulkę. Niezbyt seksowna bielizna, ale podczas mycia twarzy i zębów stwierdziłam, że to najlepszy wybór. Wszystko inne przysporzyłoby Daemonowi pomysłów. Do diabła, jego zachęciłaby papierowa torba.

Mimo tych drobnych niedociągnięć polubiłam główną parę bohaterów i muszę przyznać, że cały czas im kibicowałam. Lektura Onyksu uświetniła jakże trudne dla mnie dni i pozwoliła mi się oderwać od problemów, jednocześnie zachęcając mnie do sięgnięcia po kontynuację. Zdaję sobie sprawę z tego, że jest to zwyczajnie dobra powieść młodzieżowa z dodatkiem romansu i odrobiny akcji, mimo wszystko oceniam ją pozytywnie, polecając jednocześnie wszystkim lubiącym podobne klimaty.

sobota, 1 października 2016

W cieniu - Diane Chamberlain



Tytuł: W cieniu
Autor: Diane Chamberlain
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Okładka:
Mara, przyjaciółka Joelle D’Angelo, podczas narodzin pierwszego dziecka dostaje wylewu, który powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu. Zrozpaczona Joelle zwraca się o wsparcie do jedynego człowieka, który rozumie jej ból, Liama, kolegi z pracy i męża Mary. Ich przyjaźń stopniowo przeradza się w coś więcej – coś, przed czym nie sposób uciec. Rozdarta poczuciem winy, Joelle postanawia pomóc Marze za wszelką cenę. Poszukiwania prowadzą ją do zagadkowej uzdrowicielki, która przed laty rzekomo uratowała jej życie. Kobieta również skrywa bolesną tajemnicę i uświadamia Joelle, że bywają uczucia skazane na zgubę oraz takie, które przetrwają wbrew wszelkim przeciwnościom losu.

Moja opinia:
O twórczości Diane Chamberlain słyszałam bardzo wiele, mogłabym powiedzieć nawet że napotykałam ją na prawie każdym kroku. Wcześniej nie miałam większej okazji by zapoznać się z jej twórczością, jednak kilka dni temu ten stan w końcu uległ zmianie. Dzięki wygranej w konkursie mojego mężczyzny dostałam w swoje ręce W cieniu i od razu zabrałam się do lektury. Czy było warto? Zdecydowanie tak.

Diane Chamberlain jest wielokrotnie nagradzaną autorką dość popularnych powieści obyczajowych. Dotychczas w Polsce ukazało się około kilkunastu powieści jej autorstwa i tu mogę dodać od siebie, że wszystkie zostały wydane bardzo estetycznie, ciesząc swoimi okładkami moje czytelnicze oko.
W cieniu jest powieścią o wyjątkowo optymalnej objętości, nie jest zbyt długa by nas znudzić, a jednocześnie wszystkie wątki miały szansę być odpowiednio rozbudowane i wszystko zostało bardzo ciekawie rozpisane. Muszę przyznać, że połknęłam ją w dosłownie kilka godzin, a czas ten minął mi bardzo szybko. Poszukiwałam przyjemnego książkowego umilacza czasu i ta pozycja była świetnym wyborem. Dzięki niej praktycznie zapomniałam o dokuczającej mi od pewnego czasu grypie.

Fabuła skupia się tutaj przede wszystkim wokół rozterek natury miłosnej i nie tylko, niezwykle rozbudowany jest również wątek uzdrawiania. Teraźniejszość przeplatana jest z przeszłością, wszystko jednak idealnie się zazębia i tworzy niezwykle interesującą, spójną całość. Niezwykle ciekawym elementem był dla mnie wątek rasizmu w połowie ubiegłego wieku, nie brak tu również innych rozterek natury moralnej, ukazano również funkcjonowanie ludzi w tak zwanych komunach.


Książka ta jest niezwykle ciekawą i przyjemną lekturą, posiada jednak w sobie pewne elementy, z którymi z pewnością się już spotkaliśmy. Nie jest to arcydzieło literatury światowej, dodatkowo bez większego problemu możemy przewidzieć zakończenie, myślę jednak że jest to naprawdę godna uwagi pozycja z gatunku literatury kobiecej. Dzięki niej z wielką chęcią zapoznam się nieco szerzej z jakże bogatą twórczością Diane Chamberlain. 

***
W tym miesiącu nie będę publikować podsumowania, gdyż moja aktywność we wrześniu była znikoma. Niestety w tym czasie musiałam zająć się ważnymi sprawami osobistymi, na koniec zaś czekał mnie powrót do miasta w którym studiuję. W każdym razie mogę uspokoić - nie zamierzam porzucać bloga ; ) Wszystkie wrześniowe posty już niedługo zostaną opublikowane, dlatego też zapowiada się wyjątkowo bogaty miesiąc. Tymczasem pędzę nadrabiać zaległości na Waszych blogach. 

niedziela, 18 września 2016

Spóźnione podsumowanie sierpnia 2016



W tym miesiącu niestety zwaliło się na mnie bardzo dużo obowiązków, z tego też powodu podsumowanie publikuję dopiero teraz. Moje prawie trzy tygodnie milczenia nie odbiją się już bardziej na blogu, a wszystkie zaplanowane postu będę publikować z nieco większą częstotliwością w najbliższych dniach.

Podsumowanie w liczbach:

  • Bloga odwiedzono 2545 razy
  • Skomentowano 96 razy 
  • Przybyło 12 obserwatorów
  • Pojawiło się 6 postów 
  • Liczba obserwatorów na instagramie wyniosła 95
  • Liczba polubień fanpage'a wyniosła 1684

Jeszcze dziś na blogu pojawi się recenzja drugiego tomu serii Lux, następnie zaplanowałam post dotyczący jednego z wyzwań czytelniczych, recenzję Immunitetu oraz kilka niespodzianek. Tymczasem uciekam nadrabiać blogowe zaległości, mam również nadzieję, że Wasze podsumowania wypadły równie dobrze lub nawet lepiej! 

czwartek, 25 sierpnia 2016

Pani noc - Cassandra Clare


Tytuł: Pani noc
Autor: Cassandra Clare
Liczba stron: 828
Wydawnictwo: Mag

Okładka:
Nocni Łowcy z Los Angeles są głównymi bohaterami powieści „Pani Noc”, pierwszej odsłony najnowszego cyklu Cassandry Clare zatytułowanego „Mroczne Intrygi”, kontynuacji bestsellerowej serii „Dary Anioła”.
Minęło pięć lat od wydarzeń przedstawionych w „Mieście Niebiańskiego Ognia”, po których Nocni Łowcy znaleźli się na skraju zagłady. Emma Carstairs nie jest już pogrążoną w żałobie dziewczynką, lecz młodą kobietą, która zamierza za wszelką cenę dowiedzieć się, kto zabił jej rodziców, i pomścić ich śmierć.
Wraz ze swoim parabatai, Julianem Blackthornem, musi się nauczyć ufać swojemu sercu i rozumowi, gdy odkrywa demoniczny spisek obejmujący zasięgiem całe Los Angeles, od Sunset Strip aż po morskie fale roztrzaskujące się na plażach Santa Monica. Gdyby 
jeszcze serce nie prowadziło jej na manowce…



Moja opinia:
Cassandra Clare jest obecnie jedną z szerzej znanych autorek, a jej serie opowiadające o Nocnych Łowcach zdobyły światową sławę. Sama przez długie lata byłam jej wielką fanką i pamiętam jeszcze czasy, kiedy to Dary Anioła miały być trylogią. Niestety końcowe tomy tej sagi były w moim odczuciu lekkim spadkiem formy, przez co mocno rozważałam sens czytania Pani Noc, ostatecznie jednak wygrała ciekawość połączona ze starą sympatią. Muszę powiedzieć, że jestem dość zadowolona, choć nie obyło się oczywiście bez drobnych potknięć.
Akcja rozpoczyna się dokładnie pięć lat po zakończeniu Miasta Niebiańskiego Ognia, tym razem jednak miejscem akcji zostaje malownicze Los Angeles. Stopniowo poznajemy nowe pokolenie nocnych łowców, między innymi Emmę oraz Juliana, którzy pojawili się już wcześniej. Mamy spisek, komplikacje miłosne, bardzo różnorodną i sympatyczną rodzinę, jedno z ciekawszych miast w tle - czegoż można chcieć więcej?

Po niektórych stosunkowo negatywnych recenzjach zabierałam się za czytanie z dozą uprzedzenia, ostatecznie jednak mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Nie wiem czy w tej pozycji pojawiło się coś wyjątkowego, w moim odczuciu wypada jednak lepiej niż końcowe tomy Darów Anioła. Najmniej przypadł mi do gustu motyw trójkątów miłosnych, sama jestem ich wielką przeciwniczką, a niestety Cassandra Clare dodaje je do każdej swojej książki. Tłumaczę to tym, że wypada dodać do fabuły jakieś komplikacje by nie było zbyt prosto, ale czy to za każdym razem musi być trójkąt? Taki, którego przebieg i zakończenie można przewidzieć od razu? Wydaje mi się, że nie.
Bardzo spodobała mi się kreacja niektórych  postaci, a moimi szczególnymi faworytami przez praktycznie całą książkę pozostawali: Emma, Mark oraz Cristina. Pozostali również wypadli raczej pozytywnie, choć zabrakło im pewnego pazura i wyrazistości. Chwilami po prostu czuć, że jest to książka skierowana do nieco młodszego czytelnika, co oczywiście nijak nie umniejsza jej wartości. Sama z wielką ochotą zamieniłabym tu przodujący wątek miłosny na nieco lepszą warstwę psychologiczną i bardziej rozbudowane wątki świata nocnych łowców. Niestety trochę pobieżnie przedstawiono tu Los Angeles, którego klimatu nie da się odnaleźć w jakże licznych i rozbudowanych opisach.

,,Twoje miejsce jest tam, gdzie jesteś kochany."

Mimo wszystko Pani Noc była dla mnie bardzo przyjemną lekturą i uporałam się z nią w jeden dzień z kawałkiem, co jest całkiem niezłym wynikiem jeśli weźmiemy pod uwagę liczbę stron. Jest to pozycja przyjemna, niepozbawiona pewnych schematów, na nowo jednak porywa nas do świata nocnych łowców i nie daje o sobie zapomnieć. Nie wiem czy to moje odczucie, czy też w tej konkretnej pozycji Cassandra Clare nie umieściła nieco mniejszej ilości specyficznego humoru niż zwykle miało to miejsce. Nie mówię oczywiście, że go nie było. Był, jednak w trochę innym wydaniu.

,,Widzimy ten sam świat, a jednak postrzegamy go zupełnie inaczej."

Powieść ta z pewnością będzie wielką pozytywną niespodzianką dla wszystkich fanów Clary i spółki, gdyż nie raz i nie dwa mamy okazję ich spotkać, a na koniec dostajemy krótkie opowiadanie z naszymi starymi bohaterami w roli głównej. Sama jestem dość zadowolona i z ciekawością zabiorę się za kolejne tomy, polecam ją wszystkim spragnionym świata nocnych łowców. Odradzam ją z kolei wszystkim tym, którzy nie przeczytali wcześniej Darów anioła i/lub Diabelskich Maszyn, Pani Noc jest przeogromnym spojlerem tamtych historii.


,,- Kiedy kogoś kochasz, ten ktoś staje się częścią ciebie. Jest we wszystkim, co robisz; jest w powietrzu, którym oddychasz, w wodzie, którą pijesz, i we krwi, która płynie w twoich żyłach. Jego dotyk trwa na twojej skórze, jego głos rozbrzmiewa ci w uszach, a jego myśli tkwią w twojej głowie. Wiesz, co mu się śni, ponieważ jego koszmary przeszywają ci serce, a te dobre sny śnicie wspólnie. Przy tym wcale nie uważasz, że jest chodzącym ideałem: dostrzegasz jego niedoskonałości, znasz je na wylot, tak jak znasz jego mroczne tajemnice i wcale cię one nie przerażają. Przeciwnie: tym bardziej go za to kochasz, bo wcale nie oczekujesz doskonałośc."

sobota, 20 sierpnia 2016

Konkurs wakacyjny - wyniki



Na początku chciałabym bardzo przeprosić Was za małe opóźnienia z publikacją wyników. Niestety weryfikacja wszystkich jakże licznych zgłoszeń zajęła mi trochę więcej czasu niż przewidziałam, dlatego też przybywam z tym postem dopiero dziś. Dość wyraźnie odznaczyła się proporcja między wybieranymi przez Was potencjalnymi nagrodami - zdecydowanie prowadziło Serce ze szkła, zostawiając inne tytuły daleko w tyle. Oczywiście potraktuję to jako wskazówkę przy dobieraniu nagród do kolejnych konkursów ;)
Szczęśliwymi zwycięzcami okazali się być... Gab Riela oraz Bartosz Lauks! Gratuluję z całego serca, będę teraz wyczekiwać wiadomości z Waszymi adresami ;) A pozostałych zachęcam do wypatrywania kolejnego konkursu, który pojawi się za jakiś czas z okazji 350 obserwatorów.

piątek, 19 sierpnia 2016

Dallas '63 - Stephen King


Tytuł: Dallas '63
Autor: Stephen King
Liczba stron: 864
Wydawnictwo: Prószyński i s-ka

Okładka mówi:
Powieść Stephena Kinga „Dallas ’63” odwołuje się do klasycznego motywu literatury fantastycznej, czyli podróży w czasie. Korzystając z tajemniczego portalu, główny bohater opowieści cofa się do 1958 roku i podejmuje próbę powstrzymania zamachu na prezydenta Johna F. Kennedy'ego.
Dallas ’63” to hołd złożony prostszym czasom i poruszająca opowieść pełna gwałtownie narastającego suspensu, to Stephen King w swoim najlepszym epickim wydaniu.


Moja opinia:
Stephen King zdecydowanie jest autorem czytywanym przez bardzo wielu ludzi, jego nazwisko zaś każdy słyszał przynajmniej raz w swoim życiu. Niezwykle bogaty dorobek literacki połączony z licznymi mniej lub bardziej udanymi ekranizacjami to z pewnością coś, co przyciąga czytelników. Sama dość długo wzbraniałam się przed jego twórczością wciąż mając w pamięci horror, który mocno przeraził mnie w dzieciństwie. Mam w tym momencie na myśli To i po dziś dzień mam ciarki na wspomnienie jakże wyrazistego klauna. Po obejrzeniu niedawno zrecenzowanego przeze mnie serialu (22.11.63) zapragnęłam zapoznać się z książką o tym samym tytule. Czy mogę powiedzieć, że oficjalnie zostałam kolejną fanką Stephena Kinga? O tym już za chwilę.

Kiedy wszystko inne zawiedzie, dajcie za wygraną i idźcie do biblioteki.

Jake Epping wiedzie spokojne i jednostajne życie nauczyciela angielskiego w szkole średniej. Po niedawno zakończonym małżeństwie na nowo szuka sensu do działania, a w jego znalezieniu pomaga mu Al. Jake odkrywa wielką tajemnicę swojego przyjaciela i decyduje się na podróż w czasie, dzięki której może zmienić na lepsze losy całego świata. Jak to wszystko się skończy? Czy drobne zmiany odbiją się wielkim echem w przyszłości? Odpowiedzi na te i o wiele więcej pytań bez wątpienia odnajdziecie w Dallas '63.

Pod zbroją sarkazmu zwykle kryje się miękkie serce.

Muszę przyznać, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona i jednocześnie wyjątkowo zadowolona  z tej bardzo okazałej lektury. Styl pisania Stephena Kinga jest niezwykle przystępny, ciekawy i bogaty za razem. Osiemset stron minęło mi niezwykle szybko, gdyż cała historia dosłownie mnie pochłonęła. Cała ta powieść jest prawdziwą literacką ucztą dla czytelnika, gdyż łączy w sobie wyjątkowy styl i niesamowitą historię, a prawdziwą wisienką na torcie jest zakończenie.

Dom to oglądanie księżyca wschodzącego nad szałwią i towarzystwo kogoś, kogo można przywołać do okna, żebyście obejrzeli to razem. Dom jest tam, gdzie tańczysz z innymi, a taniec to życie.

Ta lektura była jednocześnie moim pierwszym bliższym spotkaniem z motywem podróży w czasie i muszę zauważyć, że ta została tu opisana niezwykle ciekawie. Stephen King bez wątpienia w bogatych opisach oddał ducha przełom lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych oraz samego zamachu. Prowokuje ona nas do zadania sobie licznych pytań. Kto tak naprawdę był za to odpowiedzialny? Jak wyglądałaby teraźniejszość, gdyby tamtego dnia wszystko potoczyło się inaczej?

Powiedziałem mu, że ma pełne prawo do swojej opinii; opinie są jak odbytnice, każdy ma własną.

Początkowo nie mogłam wczuć się w klimat wciąż mając przed oczami sceny z serialu, jednak po około stu stronach wprost nie mogłam się oderwać od Dallas '63. Przeogromnym plusem było dla mnie zakończenie, które wzruszyło mnie o wiele bardziej niż wciąż zalewające rynek romanse oraz new adult, które obiecują ogrom uczuć, a nie dają prawie nic. Tutaj z trudem powstrzymywałam łzy, gdy czytałam finałowe spotkanie dwójki bohaterów. Nie będę oczywiście pisać o kogo konkretnie mi chodzi, nie chcę psuć zabawy przyszłym czytelnikom, pozostali zaś od razu domyślą się kogo mam na myśli.


Zdecydowanie polecam tę pozycję wszystkim tym, którzy nadal z jakiegoś powodu się wahają. Dla mnie było to naprawdę udane pierwsze spotkanie ze Stephenem Kingiem i zachęciło mnie do dalszego zgłębiania jego bogatej twórczości. Jeszcze raz gorąco polecam - to naprawdę dobra powieść łącząca w sobie sensację oraz fantastykę, a i entuzjaści wyjątkowych romansów znajdą tu coś dla siebie. Ta książka zdecydowanie jest warta uwagi.

czwartek, 11 sierpnia 2016

Sny Morfeusza - K.N. Haner


Tytuł: Sny Morfeusza
Autor: K.N. Haner
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Editio
Tom: #1

Okładka:
Cassandra Givens od zawsze nie ma szczęścia do facetów. Jej przelotne romanse za każdym razem kończą się złamanym sercem, a wybuchowy charakter, impulsywność oraz zgryźliwe poczucie humoru często wpędzają ją w kłopoty. Przeprowadzka do Miami otwiera nowy rozdział w jej życiu, a rozmowa kwalifikacyjna o pracę marzeń ma stać się drzwiami do lepszego jutra. Niestety, nic nie idzie po jej myśli, a poznanie Adama McKeya — jej przyszłego szefa — komplikuje wszystko jeszcze bardziej. 

Moja opinia:
Sny Morfeusza to pozycja, o której zdążyłam usłyszeć sporo dobrego nim ostatecznie zabrałam się za czytanie. Zawsze podchodzę z wielkim dystansem do twórczości naszych rodzimych autorów, ostatnio jednak przełamuję się coraz bardziej, a powieść autorstwa K. N. Haner została pierwszym polskim erotykiem doczytanym przeze mnie do końca. Czy czuję się usatysfakcjonowana? Niestety nie do końca, choć jednocześnie jest lepiej niż się spodziewałam.

Wszystkie głupie myśli ulatują, gdy w końcu całuje mnie w usta. Namiętnie, mocno i czule. Jego dłoń puszcza szyję i chwyta delikatnie moją twarz. Nadal mnie całuje, jakby przepraszał. Ja go przepraszam za to, że przez swoją popieprzoną przeszłość wkładam go do jednego worka z Filipem. Muszę sama poradzić sobie z tym, jak się wtedy czułam, i zrobić wszystko, by nie czuć się tak nigdy więcej.

Początkowo wszystko rozgrywa się w dość typowy sposób, nie budząc jakichś większych emocji w czytelniku. Poznajemy główną bohaterkę, Cassandrę Givens, która jednocześnie prowadzi nas przez całą historię. Jej niezwykłe przemyślenia chwilami irytują, czasem dziwią, to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Bohaterka podczas rozmowy kwalifikacyjnej ukazuje nam swoje pełne literackie oblicze i zachowuje się nieodpowiednio, łagodnie mówiąc. Od tego momentu jej nastroje przypominają sinusoidę, ona sama zaś sprawia wrażenie osoby mocno niestabilnej emocjonalnie, a nie wybuchowej czy impulsywnej jak mówi opis. Cassandra nie tylko nie panuje sama nad sobą i ma napady szału w dziwnych momentach, jest ona po prostu postacią niezwykle płytką, wręcz nierealną, a jej ubogie słownictwo woła o pomstę do nieba.

Chwyta nagle moją twarz i całuje mnie. Jęczę głośno, jakbym właśnie tego potrzebowała. Jego nieustępliwy język wdziera się do moich ust. Nie szuka wzajemności, po prostu chce dominować.

Cały związek dwójki głównych bohaterów był jak dla mnie bardzo niezdrowy i scalany na siłę. Czy wymuszony seks, który praktycznie już zahacza o gwałt jest czymś, z czym można żyć? Czy to coś, o czym każda z nas zapomniałaby po pięciu minutach? Oczywiście, że nie! Niestety ta sytuacja oraz wielka niestabilność Adama i Cassandry odbierały mi stopniowo radość z czytania. Małym dodatkiem do mojego rozczarowania była ogromna liczba przekleństw i przewijające się co jakiś powtórzenia.

Chcę zobaczyć jego ciało. Jestem przekonana, że jest cudowne i warte zapamiętania. Nawet jeśli to ma być tylko ta jedna noc, będę mogła sobie o nim fantazjować do końca życia.

Czy jest coś, co w tej powieści mi się spodobało? Bez większego wahania mogę powiedzieć, że Tommy zdecydowanie polepszył mój odbiór całości. Jest to postać niezwykle pozytywna i przyjemna, fajnie wykreowana i osobiście częściej kibicowałam jemu niż Adamowi. Sam wątek mafijny nie wzbudzał u mnie praktycznie żadnego zainteresowania aż do zakończenia, kiedy to szczerze się zaciekawiłam.


Sama ostatecznie mam bardzo mieszane odczucia po lekturze, jestem jednak świadoma wszystkich pozytywnych stron tej pozycji, dlatego też z ciekawością przeczytam pozostałe powieści tej autorki, będę również wypatrywać kontynuacji Snów Morfeusza

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Maybe Someday - Colleen Hoover


Tytuł: Maybe Someday
Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 440
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka:
Książka nagrodzona tytułem Książki Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura obyczajowa i romans. On, Ridge, gra na gitarze tak, że porusza każdego. Ale jego utworom brakuje jednego: tekstów. Gdy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego muzyki, postanawia ją bliżej poznać. Ona, Sydney, ma poukładane życie: studiuje, pracuje, jest w stabilnym związku. 

Moja opinia:

Książki uwielbiane przez wszystkich nierzadko bywają najtrudniejsze do ocenienia i tak właśnie było w przypadku Maybe Someday.  Niby wciąż gdzieś ją widywałam, nigdy tak naprawdę nie przeczytałam nawet najmniejszego jej opisu. Żałuję, że zwlekałam z lekturą tak długo gdyż dostarczyła mi wielu pozytywnych emocji, choć jednocześnie nie spełniła moich oczekiwań w stu procentach.

Dwudzieste drugie urodziny są dla Sydney wyjątkowo druzgocące. Dziewczyna wiedzie stosunkowo udane życie, pracuje oraz studiuje, jest w stabilnym związku, ma swoją najlepszą przyjaciółkę. Wszystko zmienia się w jednej chwili gdy okazuje się że dwójka najbliższych jej osób ma romans. Z pomoc przychodzi jej Ridge, przystojny sąsiad grający na gitarze. Ta dwójka świetnie dopełnia się wzajemnie swoimi talentami, a co z tego może wyniknąć? Oczywiście jest to skomplikowany romans, który może złamać niejedno serce.

...ludzie nie wybierają, w kim się zakochują. Mogą jedynie wybrać, kogo dalej będą kochać.

Maybe Someday z jednej strony perfekcyjnie zaspokoiło moje czytelnicze potrzeby, z drugiej strony pozostawiło mnie po lekturze z uczuciem niepełnej satysfakcji. Potrzebowałam czegoś, co skutecznie oderwie mnie od problemów codzienności i dokładnie to dostałam. Wciągnęłam się w lekturę tak bardzo, że nie mogłam oderwać się od niej przez praktycznie cały dzień. Mniejszej satysfakcji dostarczył mi wątek miłosny sam w sobie.

Plusem są teksty piosenek, które mi osobiście naprawdę przypadły do gustu. Nie wszystkie oczywiście były wielce ambitne, mimo to naprawdę doceniam niektóre z nich. Fajnym dodatkiem jest również podkład muzyczny stworzony do wszystkich piosenek napisanych przez Ridge'a oraz Sydney, sama jednak jeszcze go nie przesłuchiwałam.

Nauczyłem się jednak, że sercu nie można nakazać, kiedy, kogo i jak ma pokochać. Serce robi, co chce. Od nas zależy najwyżej to, czy pozwolimy naszemu życiu i głowie dogonić serce.

Cała ta powieść jest przeogromnym ładunkiem przeróżnych emocji, które czytelnik ma okazję przeżywać wraz z bohaterami. Sama co kilka stron uśmiechałam się, denerwowałam bądź smuciłam, mimo to jednak nie uroniłam ani jednej łzy. Chwilami irytowała mnie pewna naiwność, która towarzyszyła bohaterom przy podejmowaniu niektórych decyzji. Do tej pory również nie mogę zrozumieć jakim cudem główny bohater niesłyszący od urodzenia był w stanie nauczyć się mówić praktycznie normalnie? Jak sobie z tym poradził, skoro przecież nie słyszy własnego głosu? Nie daje mi to spokoju od kiedy skończyłam czytać, dlatego powiedzcie mi jeśli po prostu coś przeinaczyłam.

W angielskim alfabecie jest tylko dwadzieścia sześć liter. Można by pomyśleć, że z tyloma literami niewiele można zrobić. Można by pomyśleć, że kiedy wymiesza się je i połączy w słowa, mogą one wywołać tylko ograniczoną liczbę uczuć. A jednak tych uczuć może być nieskończenie wiele i ta piosenka jest dowodem na to. Nigdy nie zrozumiem, w jaki sposób kilka prostych słów połączonych ze sobą może kogoś zmienić, a jednak ten utwór i jego słowa całkowicie mnie odmieniają. Czuję się tak, jakby "może kiedyś" zamieniło się we "właśnie teraz".


W ostatecznym rozrachunku muszę powiedzieć, że z czystym sumieniem polecam Maybe Someday wszystkim fanom romansów. Nie jest to moja ulubiona powieść tej autorki, mimo wszystko będę ją wspominać z przyjemnością. 

wtorek, 2 sierpnia 2016

Podsumowanie lipca 2016


Lipiec był dla mnie miesiącem powrotu do formy zarówno blogowej jak i czytelniczej. Po nieco słabszym okresie zwiększyłam swoją regularność i mimo wielu obowiązków udało mi się pobić czerwiec. Sama jestem bardzo zadowolona i mam nadzieję, że sierpień będzie tylko lepszy.

Podsumowanie w liczbach:
  • Odwiedzono bloga 3035 razy (+1343)
  •  Opublikowałam 8 nowych postów (+2)
  • Liczba obserwatorów wyniosła 298 (+22)
  • Pojawiło się 191 nowych komentarzy (+91)  
  • Przybyło mi 6 obserwatorów na instagramie [KLIK]

Recenzje:

Inne:

Tak prezentują się moje statystyki, z których osobiście jestem bardzo zadowolona. Nie opublikowałam natomiast kilku postów zaplanowanych na miniony miesiąc, ponieważ najzwyczajniej w świecie zabrakło mi już czasu. Obecnie wszystkie czekają na swoją kolej i z pewnością pojawią się na Kochamy Książki w sierpniu. Co jeszcze zaplanowałam?
  • Post z cyklu serialowo ( zostanie opublikowana recenzja nowości od netflixa, czyli zbierającego niezwykle pozytywne opinie Stranger Things lub Shadowhunters)
  • Recenzje książek Heaven, Miasto Elfów, Maybe Someday, Sny Morfeusza, Duma i uprzedzenie.
  • Zapowiadane miesiąc wcześniej - post o kryzysie twórczym oraz recenzja Króla kruków

A jak wypadły Wasze podsumowania?

wtorek, 26 lipca 2016

Bez słów - Mia Sheridan


Tytuł: Bez słów
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka:
Archer, obarczony niewypowiedzianym cierpieniem, mieszka w swojej samotni blisko lasu. Jest przekonany, że tylko tyle mu zostało.
Do sennego, pobliskiego miasteczka przybywa Bree. Dziewczyna liczy na to, że w końcu odnajdzie rozpaczliwie poszukiwany spokój. Gdy spotyka Archera, jej początkowa nieufność zamienia się w rosnącą fascynację outsiderem. Próbując przedrzeć się przez warstwy niedostępności i dzikości, jakimi Archer przez lata zasłaniał się przed innymi, Bree powoli rozbiera go z kolejnych tajemnic.
Czy budzące się w ciszy uczucie uwolni ich od bolesnej przeszłości?


Moja opinia:
Są na rynku takie książki, które atakują nas dosłownie z każdej strony. Dokładnie takie wrażenie odnosiłam za każdym razem, gdy czytałam kolejną recenzję Bez słów pełną zachwytów. Okładka jak dla mnie nie powala na kolana, a wręcz przeciwnie, nazwisko autorki było dla mnie obce. Co z tego mogło wyniknąć? O tym opowiem już za chwilę.

Moje serce należy do ciebie, Bree. I gdybyś przypadkiem się zastanawiała- nie, nie chcę go z powrotem.

Archer jest typowym odludkiem stroniącym od ludzkiego towarzystwa, dźwigającym jednocześnie ogromny bagaż negatywnych emocji i przeżyć. Zatapia się w swojej samotności i smutku do czasu, aż na jego drodze nie pojawia się zaintrygowana outsiderem Bree. Ich relacja stopniowo się ociepla i wszystko wskazuje na to, że połączy ich wielka miłość. Jakie jednak są jej szanse na przetrwanie?

Przyniosłeś ciszę, najpiekniejszy dźwięk, jaki słyszałam, bo cisza była tam, gdzie byłeś ty.

Po tylu zachwytach spodziewałam się czegoś naprawdę wyjątkowego i powalającego na kolana, w końcu tyle osób zarzekało się, że faktycznie przy tej książce można płakać. Ostatecznie po lekturze byłam dość zadowolona, choć oczywiście im więcej czasu mijało od zakończenia lektury, tym więcej mankamentów zaczynałam dostrzegać. Sięgając po Bez słów musicie być przygotowani na ogrom piękna, blasku, idealnych ciał i powalających rysów twarzy.  Sama później zastanawiałam się jaka kobieta mogłaby tyle razy bez większych przerw mówić facetowi o tym, jaki jest idealny.

Pełne zrozumienia milczenie bywa lepsze od wielu słów, które koniec końców okazują się bezsensowne i zbędne.

Ciekawym elementem niewątpliwie był język migowy, była to chyba pierwsza pozycja w której mogłam poczytać na ten temat. Sama historia Archera choć dość smutna była równie ciekawym wątkiem i chwilami żałowałam, że nie opisano wszystkiego jeszcze bardziej.  Bardzo wciągnęłam się w historię, pochłaniając ją dosłownie w kilka godzin. Dostarczyła mi bardzo wiele radości i skutecznie oderwała moje myśli od nauki oraz obowiązków, a to chyba najważniejsze.

Nie uciekaj ode mnie - zamigałem - Nie mogę cię zawołać. Proszę, nie uciekaj ode mnie.


Książka ta z pewnością niesie w sobie dość pozytywne przesłanie - każdy z nas niezależnie od krzyw jakiego go spotkały ma prawo do tego, by być szczęśliwym. Nie żałuję że ją przeczytałam, choć z drugiej strony nie mogę nazwać jej najlepszą książką tego roku, czy nawet moją kolejną ulubioną. Myślę, że Bez słów to świetny wybór dla wrażliwców i fanów historii z romansem w tle. Bardzo wymagający czytelnicy mogą się lekko rozczarować. 

piątek, 22 lipca 2016

Angelfall. Penryn i kres dni - Susan Ee (bez spojlerów)


Tytuł: Angelfall. Penryn i kres dni
Autor: Susan Ee
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Filia
Tom: #3

Okładka:
Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy.
Spektakularny finał bestsellerowej trylogii Susan Ee.



Moja opinia:
Z serią Angelfall po raz pierwszy zetknęłam się już kilka lat temu, kiedy to gatunek paranormal romance królował na rynku książkowym. Co chwilę pojawiały się coraz to nowe pozycje opowiadające o wampirach, następnie zaś przyszła kolej na tytułowe anioły. Ostatnia część tej trylogii pojawiła się stosunkowo niedawno, czyli dokładnie rok temu i od tamtej pory szczerze oczekiwałam momentu, kiedy w końcu poznam zakończenie całej tej trylogii. Oczekiwałam czegoś mocnego i szokującego, jednak czy faktycznie dostałam właśnie to?

wtorek, 19 lipca 2016

Serialowo - 22.11.63 (2016)


Od kilku dobrych miesięcy dość intensywnie zabrałam się za poszukiwanie nowych, oryginalnych seriali wartych uwagi i niebędących jednocześnie tasiemcami. Sama nie czytałam wcześniej ani jednej książki autorstwa Stephena Kinga, dlatego też 22.11.63 potraktowałam jako swego rodzaju test, który do pierwowzoru mnie zachęci, lub też nie. Jak ostatecznie się stało?

niedziela, 17 lipca 2016

Rewizja - Remigiusz Mróz


Tytuł: Rewizja
Autor: Remigiusz Mróz
Liczba stron: 624
Wydawnictwo: Czwarta strona
Tom: #3

Okładka:

Moja opinia:
Remigiusz Mróz jest obecnie prawdopodobnie jednym z naszych najpopularniejszych rodzimych autorów, a do jego dorobku literackiego wciąż dochodzą coraz to nowe powieści oscylujące między różnymi gatunkami. Rewizja swoją premierę miała już dobrych kilka miesięcy temu, czemu więc dopiero teraz biorę się za napisanie swojej opinii? Cóż, czasem po prostu potrzebuję czasu, by porządnie przemyśleć sobie to co chcę napisać, a w przypadku kolejnego tomu opowiadającego o Joannie Chyłce byłam naprawdę niezdecydowana.

piątek, 15 lipca 2016

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet - Stieg Larsson


Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Autor: Stieg Larsson
Liczba stron: 640
Wydawnictwo: Czarna owca
Tom: #1

Okładka:
Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

Moja opinia:
Stied Larsson to autor, którego bez większego wahania możemy nazwać legendą powieści kryminalnych. Nagła śmierć przerwała jego pisarską karierę, pozostawił on jednak po sobie trzy tomy znane nam jako saga Millennium, oraz czwarty niedokończony, którego pewnie nie będziemy już mieli okazji poznać.  Całość miała liczyć dziesięć części i bardzo ubolewam nad tym, że niestety nie będziemy mogli ich poznać.

wtorek, 5 lipca 2016

Zdobycze z maja i czerwca 2016




Maj i czerwiec były dla mnie miesiącami pełnymi obowiązków i nauki, przez co nie miałam czasu na wyszukiwanie promocji. Na szczęście po drodze były moje urodziny, dzięki czemu dostałam kilka świetnych pozycji. Bez przedłużania - zapraszam do dalszej części postu!


niedziela, 3 lipca 2016

Konkurs wakacyjny 3.07.2016-12.08.2016 (Zakończony)



Dziś przybywam do Was z obiecanym jakiś czas temu konkursem, w którym do wyboru jest aż pięć nagród książkowych pochodzących z mojej biblioteczki! Zasady są niezwykle proste - wystarczy być publicznym obserwatorem bloga, wybrać książkę, udostępnić w wybranym przez siebie miejscu baner konkursowy i to by było na tyle ;) Zależnie od liczby zgłoszeń liczba rozlosowanych nagród będzie wahać się od trzech do pięciu. Książki jakie można wygrać to: Głębia, Demony, Tylko ty, Serce w kawałkach oraz Serce ze szkła.  Powodzenia!


piątek, 1 lipca 2016

Podsumowanie czerwca 2016




Czerwiec był dla mnie miesiącem dość udanym, a jednocześnie bardzo stresującym. Na szczęście sesję mam już za sobą i teraz mogę cieszyć się wakacjami, literaturą i prowadzeniem bloga. Czytaniem Waszych blogów również! Statystyki oczywiście nie są rewelacyjne, gdyż przez naukę byłam mniej aktywna niż w poprzednich miesiącach. Mimo to jestem zadowolona, ponieważ od początku tego roku napisałam więcej postów niż w którymkolwiek wcześniejszym, co oczywiście widać w archiwum. Przeczytałam do tej pory więcej książek niż w ostatnich trzech latach, nawiązałam współpracę o której kiedyś tak marzyłam, oraz osiągnęłam jako taką regularność. I niech mi ktoś powie, że zrobienie sobie postanowień na nowy rok nie motywuje!

Podsumowanie w liczbach:

  • Odwiedzono bloga 1692 razy (-279)
  • Liczba obserwatorów wyniosła 275 (+4)
  • Pojawiło się 100 nowych komentarzy (-55)
  • Opublikowałam 6 nowych postów
  • Zyskałam jednego nowego obserwatora na instagramie

Recenzje:
Inne:
W najbliższym czasie na blogu pojawią się:
- Recenzja książki Heaven. Miasto elfów
- Stosik moich zdobyczy z maja i czerwca 2016
- Post z cyklu Subiektywnie: kryzys twórczy i jak sobie z nim radzić
- Recenzja książki Król kruków
- Milion innych, spontanicznych postów 


Prawdopodobnie w niedzielę ukaże się post z konkursem wakacyjnym, tak więc wypatrujcie go! Tym razem do wygrania będzie bardzo wiele różnych pozycji do wyboru. Przy okazji mam małą prośbę - oddajcie głos w ankietach znajdujących się na górze strony! Dla mnie to bardzo ważne, a dla Was to kilka sekund ;) 
A jak Wasze podsumowanie? Podrzucajcie linki, chętnie poczytam!

środa, 29 czerwca 2016

Weź mnie za rękę - Tove Alsterdal


Tytuł: Weź mnie za rękę
Autor: Tove Alsterdal
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Akurat

Okładka:
Śmierć Charlie Eriksson nosi wszelkie znamiona samobójstwa. Tylko zeznania pewnego bezdomnego wskazują na możliwość, że kobieta padła ofiarą morderstwa, ale kto przejmowałby się majaczeniami wariata i pijaka? Nawet jeśli jest on ojcem ofiary? 

sobota, 25 czerwca 2016

Filmowo - Piąta fala (2016)



W ostatnich miesiącach dość mocno ograniczyłam ilość publikowanych przeze mnie postów filmowych, tym razem jednak wprost nie mogę się powstrzymać i w najbliższych akapitach wypowiem się na temat Piątej fali. Książkę chwaliło wiele osób, na film natomiast nieustannie od kilku miesięcy wylewano wiadra pomyj. Co ja myślę na ten temat?

poniedziałek, 20 czerwca 2016

10 książek, które chciałabym przeczytać w wakacje


Wakacje to ten szczególny czas w roku, kiedy wszyscy studenci i uczniowie mają chwilę wytchnienia od nauki. Z tej okazji postanowiłam stworzyć po raz pierwszy w historii bloga post, w którym podzielę się z wami moimi planami czytelniczymi na najbliższe trzy miesiące. Niektóre z tych książek już mam, inne z kolei dopiero chciałabym kupić. Czy uda mi się to zrealizować? Cóż, wszystko okaże się pod koniec września, gdyż właśnie wtedy opublikuję skromne podsumowanie.

sobota, 18 czerwca 2016

To ty jesteś Bobbym Fischerem - Christer Mjåset


Tytuł: To ty jesteś Bobbym Fischerem
Autor: Christer Mjåset
Liczba stron: 246
Wydawnictwo: Smak słowa

Okładka:
Pogrzeb Kristoffera, przyjaciela Håkona z dzieciństwa, jest okazją do spotkania się po latach czterech dawnych kolegów. Tak razem, jak i indywidualnie, muszą zmierzyć się z bolesnymi wydarzeniami, które rozegrały się latem dawno temu. Ich przyjaciółka Agnes zniknęła bez śladu, a jednocześnie doszło do innych przerażających zdarzeń. Dlaczego narrator, Håkon, nosi w sobie poczucie winy? Opowieść w mistrzowski sposób obnaża nieprzyjemne uwarunkowania psychologiczne w zdawałoby się zwyczajnym środowisku dorastania w małym norweskim mieście. Dzięki sugestywnym przejściom między współczesnym pogrzebem a wydarzeniami z czasów młodości bohaterów, czytelnik stopniowo poznaje brutalną prawdę. Powieść ekscytuje do ostatniej kropki.

Moja opinia:
Przeszłość jest tematem często poruszanym w literaturze, zwłaszcza kiedy rzuca tak mroczny cień na teraźniejszość jak w To ty jesteś Bobbym Fischerem. Cała historia zaczyna się w momencie, gdy Hakon po dwudziestu pięciu latach powraca w rodzinne strony na pogrzeb przyjaciela i żałuje tej decyzji praktycznie od samego początku. Lillehammer  jest dla niego przede wszystkim źródłem negatywnych wspomnień.

Wymarz sobie życie, żyj swoim marzeniem.

środa, 15 czerwca 2016

Miłość i kłamstwa - Cecelia Ahern


Tytuł: Miłość i kłamstwa
Autor: Cecelia Ahern
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Muza

Okładka:
Zapomniane dzieciństwo. Odkryte na nowo życie.
A jeśli masz tylko jeden jedyny dzień, żeby dowiedzieć się, kim naprawdę jesteś?
Kiedy Sabrina Boggs przypadkiem natrafia na tajemniczą kolekcję, która znajdowała się w posiadaniu jej ojca, odkrywa prawdę tam, gdzie nigdy nie podejrzewała istnienia kłamstwa. Człowiek, przy którym spędziła całe dzieciństwo, nagle staje się kimś zupełnie obcym.


Moja opinia:
Słyszeliście kiedyś o marmurkach? Ja osobiście nigdy nie miałam z nimi styczności, jednak dla głównego bohatera powieści były one praktycznie całym życiem, a przynajmniej ogromną jego częścią. Okrągłe szklane kulki - kolorowe, we wzorki, z elementem w środku. Co zaś było w nich takiego wyjątkowego?

środa, 1 czerwca 2016

Podsumowanie maja 2016




Maj to jeden z moich ulubionych miesięcy w całym roku - za oknem jest ciepło, a dodatkową atrakcją są moje urodziny i targi książki. Czytałam naprawdę sporo, choć czasem robiłam to kosztem nauki. Trzymajcie kciuki za moją sesję! I dajcie znać w czyjej intencji ja mam trzymać ;) Tymczasem zapraszam na krótkie podsumowanie w liczbach.


niedziela, 29 maja 2016

Subiektywnie: 7 rad dla początkujących blogerów



Jakiś czas temu na blogu pojawił się pierwszy post z cyklu subiektywnie o blogowaniu, który spotkał się z ogromnym odzewem z Waszej strony. Dziś powracam z drugą odsłoną, zaś tym razem postaram udzielić się przydatnych rad wszystkim rozpoczynającym i chcącym rozpocząć karierę blogową. Pisząc ten post będę bazować przede wszystkim na własnym pięcioletnim doświadczeniu, oraz na tym czego kiedyś nie zrobiłam, a żałuję. Poszukujesz porad na temat blogowania? A może chcesz podzielić się swoim własnym doświadczeniem i przemyśleniami? Jeśli tak - zapraszam do dalszej lektury!

sobota, 28 maja 2016

Promyczek - Kim Holden


Tytuł: Promyczek
Autor: Kim Holden
Liczba stron: 592
Wydawnictwo: Filia

Okładka mówi:
Życie Kate Sedgwick nigdy nie było bezbarwne. Dziewczyna pomimo problemów i tragedii zachowała pogodę ducha – nie bez powodu jej przyjaciel Gus nazywa ją Promyczek. Kate jest pełna życia, bystra, zabawna, ma również wybitny talent muzyczny. Nigdy jednak nie wierzyła w miłość. Właśnie dlatego – gdy wyjeżdża z San Diego by studiować w Grant, małym miasteczku w Minnesocie – kompletnie nie spodziewa się, że przyjdzie jej pokochać Kellera Banksa.

niedziela, 15 maja 2016

Czy wspominałam, że Cię kocham? - Estelle Maskame


Tytuł: Czy wspominałam, że Cię kocham?
Autor: Estelle Maskame
Liczba stron: 408
Wydawnictwo: Feeria young
Tom: #1

Okładka:
Rodzice Eden Munro rozwiedli się już kilka lat temu, i od tego czasu dziewczyna nie widziała swojego ojca. Teraz jedzie z Portland do Santa Monica w Kalifornii, by spędzić lato z nim i jego nową rodziną: żoną i jej trzema synami, z których każdy jest obdarzony silnym charakterem. Najstarszy z nich, Tyler Bruce, to zbuntowany nastolatek o wybuchowej naturze i wybujałym ego, kompletne przeciwieństwo przyrodniej siostry. On i jego paczka biorą Eden pod swoje skrzydła, pozwalając jej doświadczyć zupełnie nowych dla niej przeżyć – imprez, plażowania i… łamania zasad. Tyler pozostaje dla niej zagadką, a im bardziej stara się go rozgryźć, tym mniej o nim wie i tym bardziej czuje, że rodzi się między nimi coś więcej. A przecież nie powinna interesować się swoim przyrodnim bratem w ten sposób. To zakazane!

Moja opinia:
Czy wspominałam, że Cię kocham?  to pozycja o której czyta się dużo i w większości przypadków niezwykle pozytywnie. Sama nie czułam wielkiej potrzeby by po nią sięgnąć, jednak po tylu pozytywnych opiniach - jak mogłam tego nie zrobić?

Cała historia skupia się wokół Eden, której to rodzice rozwiedli się i stracili kontakt na kilka dobrych lat. Wszystko rozpoczyna się w momencie, w którym dziewczyna wybiera się na spotkanie z dawno niewidzianym ojcem a na miejscu dowiaduje się, że ma trzech przyrodnich braci. Co z tego może wyniknąć?

Wybaczenie to nie jest coś, czego należy oczekiwać. Na to trzeba sobie zapracować.

Po lekturze byłam szczerze zdumiona tym, jak wiele pozytywnych opinii ona zebrała. Cały motyw zakazanej miłości najzwyczajniej w świecie nie ma rąk i nóg, bo w końcu co w tym zakazanego i niezwykłego skoro tak naprawdę nie ma tam żadnych więzów krwi? Co innego jakby faktycznie mieli wspólnego rodzica, byli jakimiś odległymi kuzynami. W tym wypadku jednak nie widzę w ich więzi niczego niezwykłego.

- Myślałam, że masz szlaban - mówię.
Odwraca się, patrzy na mnie ze spokojem i uśmiecha się złośliwie.
- A ja myślałem, że jesteś chora.
To zamyka mi usta.

Akcja w większości skupia się na imprezach, wyjściach z dziewczynami które Eden po dwóch dniach znajomości bez wahania określa jako swoje przyjaciółki, oraz na spożywaniu nadmiernej ilości używek. Radości dodatkowo odejmował fakt, że cały czas w mojej głowie czaiła się myśl, iż w zwykłym życiu nie polubiłabym Eden. To samo tyczy się wielce zbuntowanego Tylera i całej reszty ich prawdziwych przyjaciół do grobowej deski.

- Ty pozwalałaś mi zapomnieć - mruczy, głos ma jednak równie szorstki co kilka minut temu. - Ale wygląda na to, że nie mogę cię mieć.

Równie mocno dziwił mnie tu wątek relacji dziewczyny z ojcem, niby mężczyzna nie widział własnego dziecka tyle lat i zaprosił je w celu odnowienia relacji, a gdy ma okazję to kompletnie nic z tym nie robi. Brakuje tutaj logiki i konsekwencji, idealnie można to opisać stwierdzeniem, że "interesuje się córką, ale jednak nie". No właśnie.

Całość czyta się naprawdę szybko i bezproblemowo, język jest prosty i przejrzysty, styl zaś pełen szczegółowych opisów pewnych w gruncie rzeczy nieistotnych czynności. Niezliczoną ilość razy możemy czytać o conversach głównej bohaterki (chyba były białe?) oraz o tekście piosenki.

Przeczytałam całość w naprawdę krótkim czasie i bawiłam się całkiem dobrze, choć pewne elementy nie pozwalały mi się na całkowite wczucie się w akcję i bohaterów. Nie mogłam się z nimi utożsamić, co niestety przyniosło negatywne skutki w moim odbiorze. Czy wspominałam, że Cię kocham?  to powieść skierowana przede wszystkim do młodych osób, które mogłyby poczuć, że dzielą z bohaterami  swoje młodzieńcze rozterki i w jakimś sensie ich rozumieją. Ja niestety jestem już chyba za stara na takie historie, co oczywiście widać w mojej opinii. Polecam tę książkę przede wszystkim nastolatkom lubiącym niezobowiązujące pozycje opowiadające o miłości. Zdecydowanie zaś odradzam ją antyfanom schematów. 

piątek, 13 maja 2016

Ugly love - Colleen Hoover


Tytuł: Ugly love
Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 344
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka:
Serca zaczynają szybciej bić, obietnice zostają złamane, reguły przestają obowiązywać…
Kiedy Tate, początkująca pielęgniarka, wprowadza się do mieszkania swojego brata, nie spodziewa się tak gwałtownych zmian w życiu. Wszystko przez przystojnego pilota Milesa Archera. 
Miles ustala tylko jedną regułę ich związku: nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Gdy ta sytuacja staje się nie do wytrzymania i prowokuje do pytań, ożywają jego dramatyczne wspomnienia.
Tej powieści się nie czyta, tylko przeżywa – całą sobą, sercem i duszą, a po zakończeniu nic już nie jest takie samo.


sobota, 7 maja 2016

Książkowe zdobycze z marca i kwietnia 2016



Ostatnie dwa miesiące były dla mnie dość udane, gdyż udało mi się za niewielką kwotę kupić kilka książek, które chciałam przeczytać od bardzo dawna. Do mojej biblioteczki zawitało również kilka ciekawych egzemplarzy recenzenckich. Bez zbędnych przedłużeń - zapraszam do dalszej lektury!


  • Remigiusz Mróz - Ekspozycja
Słyszałam o tej pozycji wiele dość sprzecznych opinii, ostatecznie jednak stwierdziłam, że na pewno będzie warta tej niewielkiej kwoty jaką na nią przeznaczyłam. Jestem dopiero na początku lektury i ciężko mi póki co jakkolwiek się na jej temat wypowiedzieć, acz już w oczy rzuciło mi się coś, o czym zdążyłam wcześniej poczytać w jednej recenzji. Pan Forst (czy jestem jedyną, która na początku ciągle czytała Frost?) faktycznie ciągle rzuca jakimiś aluzjami seksualnymi w stronę dziennikarki! Jeśli to będzie powtarzać się aż do samego końca - sama nie wiem czy do niego dotrwam.


  • Jørn Lier Horst - Ślepy trop  [KLIK]
Po tę pozycję sięgnęłam w ciemno i naprawdę nie żałuję tej decyzji. Okładka tym razem nie kłamie i całość faktycznie jest oddana niezwykle realistycznie i rzetelnie, śledztwo toczy się swoim rytmem. Całość biegnie do przodu niezwykle spokojnie, co może lekko znużyć osoby lubiące dynamiczne zwroty akcji. Ciekawskich zapraszam do zapoznania się z moją pełną recenzją.


  • Nie oddam szczęścia walkowerem - Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska  [KLIK]
Powieść pisana w formie elektronicznej korespondencji dwóch przyjaciółek, które stoją przed trudnymi życiowymi wyborami. Czyta się niezwykle szybko i przyjemnie, sama nawet nie zauważyłam kiedy przewróciłam ostatnią stronę, całość nie jest jednak pozbawiona wad. Jesteście ciekawi jakich? Zapraszam do pełnej recenzji.


  • Bezpieczne kłamstwa - Randy Susan Meyers [KLIK]
Naprawdę ciekawa i przyjemna obyczajówka opowiadająca o małżeńskich rozterkach, trudach adopcyjnego rodzicielstwa i tytułowych bezpiecznych kłamstwach. Pochłonęłam ją w jedną noc co samo w sobie jest już dobrą rekomendacją, bez wahania sięgnę po pozostałe powieści tej autorki.


  • Rewizja - Remigiusz Mróz
Kupiłam ją w dniu premiery, przeczytałam tego samego dnia i tak po dziś dzień nie mogę się zabrać za napisanie recenzji. Z jednej strony naprawdę mi się podobało, z drugiej zaś pojawiło się parę wad które nie pozwalają mi popaść w zachwyt. Jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczą się losy bohaterów i czekam na kolejny tom, w międzyczasie zaś może uda mi się ostatecznie ubrać w słowa swoją opinię.


  • Serce w kawałkach - Kathrin Lange [KLIK]
Po całkiem przyjemnym pierwszym tomie spodziewałam się tego, że w drugiej części autorka podniesie poprzeczkę nieco wyżej. Ostatecznie jednak się rozczarowałam i miałam wrażenie, jakbym drugi raz czytała to samo. Powyższy link przeniesie Was do mojej pełnej recenzji.


  • Tylko ty - Federico Moccia [KLIK]
Moje największe książkowe rozczarowanie ostatnich miesięcy. Niestety z fascynacji pewnymi autorami chyba się wyrasta - więcej nie zdradzam i po raz kolejny odsyłam do pełnej recenzji.


  • To ty jesteś Bobbym Fischerem -  Christer Mjåset 
Bardzo niepozorna i stosunkowo niewielka pod względem objętości. Póki co jestem mniej więcej w połowie i mam podobne odczucia jak w przypadku wcześniej wspomnianego Ślepego tropu. Akcja rozwija się swoim niespiesznym rytmem. Na ten moment ciężko mi powiedzieć coś więcej, dlatego też zachęcam do wypatrywania recenzji, która zapewne pojawi się za kilka dni. 


  • Niewidzialny - Karin Slaughter [KLIK]
Tę pozycję mogę bez wątpienia określić jako największe pozytywne zaskoczenie ostatnich dwóch miesięcy. Ciekawi, dobrze wykreowani bohaterowie, dynamiczna akcja i równie mroczna zagadka - czego chcieć więcej? Sama żałuję jedynie tego, że zaczęłam ten cykl dopiero od części siódmej, acz z wielką radością będę teraz wypatrywać wszystkich wcześniejszych. Zdecydowanie polecam.



Minione dwa miesiące były dla mnie niezwykle udane jeśli chodzi o mnogość przybyłych do mnie pozycji. Czytaliście coś? A może macie za sobą Ekspozycję bądź To ty jesteś Bobbym Fischerem i zechcecie podzielić się ze mną opinią na ich temat?