poniedziałek, 11 stycznia 2016

Grey - E.L. James


Tytuł: Grey
Autor: E.L. James
Liczba stron: 686
Wydawnictwo: Sonia Draga
Tom: #1,5

Okładka: Zobaczcie świat Pięćdziesięciu twarzy Greya raz jeszcze, tym razem oczami Christiana.
Historia miłosna, która zafascynowała miliony czytelników na całym świecie z perspektywy Christiana Greya.


Moja opinia: 
                Sama nie umiem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego właściwie sięgam kolejny raz po odgrzewany kotlet. O Greyu po raz pierwszy usłyszałam będąc jeszcze w USA, kiedy to przez przypadek natknęłam się na hipnotyzującą okładkę rzuconą niedbale gdzieś między promocjami w WallMarcie. Nie byłam tym zdziwiona, ba, po części nawet spodziewałam się tego, że autorka zabrnie właśnie w tym kierunku, co dało się wyczuć po ostatnim rozdziale powieści Nowe Oblicze Greya . Czy może być jeszcze gorzej niż było? - To była moja pierwsza myśl. Tuż po niej przyszły jednak kolejne, mianowicie - co jeszcze bardziej można zepsuć na tym polu? W końcu Christian był sam w sobie postacią niezwykle obiecującą, z której można było wycisnąć naprawdę wiele. Czy autorce udał się ten zabieg? 
                Jeśli miałabym porównać strukturę pierwowzoru i Greya - śmiało mogę stwierdzić, że nie różnią się one kompletnie niczym, poza rzecz jasna stosownym opisem zamieszczonym z tyłu okładki. Tym razem obiecana jest nam historia z perspektywy mężczyzny kochającego kontrolę, zamkniętego w sobie, skrywającego wiele tajemnic.



                Autorka niestety nie podołała temu zadaniu kompletnie, gdyż większość treści to najzwyklejsze w świecie przekopiowanie tego co już było. Po raz kolejny możemy poznać tą samą historię, która wzbogacona została jedynie o pojedyncze sceny i opisy snów Christiana, okazyjnie też o jego biznesowe sprawy. Cała reszta to odgrzewane kotlety z niedzielnego obiadu przemieszane ze scenami seksu. Pozornie wydawać by się mogło, że nie ma tu wiele do zepsucia i niewielkim nakładem pracy można podbić serca czytelników po raz kolejny, zarabiając przy tym pokaźne sumy. Co poszło nie tak? Otóż Grey... Najzwyczajniej w świecie został Aną w męskiej wersji. Autorka zniszczyła w drobny mak całą otoczkę twardości, tajemniczości i autorytetu jaką budowała wokół niego przez bite trzy tomy, zamieniając to wszystko na przesadnie rozemocjonowaną powieść. Poczułam się szczerze zaskoczona, gdy zamiast wewnętrznej bogini zobaczyłam pana fiutowskiego. Już dawno nic nie wzbudziło we mnie takiego śmiechu zażenowania, jak ten jeden krótki wyraz. 
                Sceny seksu nie wzbudzają kompletnie żadnych emocji, co najprawdopodobniej jest efektem ubocznym dość ograniczonego słownictwa. Język całości również nie uległ większej zmianie i dalej osiada na mieliznach. 
                Niemniej jednak pomysł na Greya sam w sobie miał niezwykły potencjał marketingowy, ostatecznie nie został jednak wykorzystany nawet w niewielkim procencie. Do sukcesu zabrakło tu przede wszystkim powiewu świeżości - nowych scen, nowego spojrzenia, konsekwentnej budowy psychiki tak skrzywdzonego przez życie bohatera. 
                Całość najzwyczajniej w świecie nie ma polotu i nuży, nie dodając jednocześnie niczego ciekawego. Greya czyta się niezwykle szybko, całość działa dość odprężająco acz niestety zostawia po sobie dziwne uczucie rozczarowania. Nie polecam wszystkim czytelnikom szukającym czegoś nowego, tutaj tego bynajmniej nie znajdziecie.


Książka bierze udział w wyzwaniu Klucznik

14 komentarzy:

  1. Nie wiem czy się skusze. Długo przekonywałam siebie, aby przeczytać Greya nie wiem czy chce powtórkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem :) W takim razie raczej odradzałabym lekturę. To raczej pozycja skierowana do największych fanów :P

      Usuń
  2. Tak, fiutowski powala na kolana - jak usłyszałam to słowo, o mało się nie zadławiłam. Nie wierzę, ze komuś się ta książka mogłaby naprawdę spodobać - przecież to grafomania w najczystszej postaci! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w stu procentach, nic mnie tak bardzo nie zdziwiło jak ten pan Fiutosky w akcji :O I pomyśleć, że niektórzy uważają to za wybitne dzieło!

      Usuń
  3. "Grey" nie jest dla mnie. Aczkolwiek dobra recenzja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie polecam ;) I bardzo dziękuję za miłe słowa.

      Usuń
  4. To tylko świadczy, że pisarka w ogóle nie zrobiła progresu :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nie zaobserwowałam żadnego postępu.

      Usuń
  5. Ogólnie mam książkę u siebie na półce, więc kiedyś przeczytam :) Pewnie mnie nie oczaruje, ale jak już ją mam to chociaż raz wypadałoby ją poznać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytała wszystkie części ale ta to była moja kara czytelnicza też dołożę się do twierdzenia, że progres nie nastąpił u autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak myślałam, że ów dzieło nie zachwyca, dlatego nawet nie brałam go pod uwagę w czytelniczych planach

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasa, kasa, kasa, jak dla mnie tym, dla samej autorki była ta książka. Tak jak i Grey - "oryginal" nie znam, tej też nie poznam. ;)

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dla mnie "Grey" był powrotem do znanych już bohaterów, był bardziej zabawny, ale uważam, że było to mimo wszystko, odgrzewanie starych kotletów... Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Czytałam tylko ,,Pięćdziesiąt twarzy Greya" i dalej już nie. Nie przypadł mi ten tom do gustu zupełnie.

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)