piątek, 22 lipca 2016

Angelfall. Penryn i kres dni - Susan Ee (bez spojlerów)


Tytuł: Angelfall. Penryn i kres dni
Autor: Susan Ee
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Filia
Tom: #3

Okładka:
Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Fantastyka, fantasy.
Spektakularny finał bestsellerowej trylogii Susan Ee.



Moja opinia:
Z serią Angelfall po raz pierwszy zetknęłam się już kilka lat temu, kiedy to gatunek paranormal romance królował na rynku książkowym. Co chwilę pojawiały się coraz to nowe pozycje opowiadające o wampirach, następnie zaś przyszła kolej na tytułowe anioły. Ostatnia część tej trylogii pojawiła się stosunkowo niedawno, czyli dokładnie rok temu i od tamtej pory szczerze oczekiwałam momentu, kiedy w końcu poznam zakończenie całej tej trylogii. Oczekiwałam czegoś mocnego i szokującego, jednak czy faktycznie dostałam właśnie to?


Kręci głową.- Mają tak cienkie skrzydełka, że obawiałbym się im ciebie powierzyć. Do tego te przerośniete paznokcie: w razie zadrapania złapałabyś jakąś infekcję. Polatasz sobie na szarańczaku, kiedy ulepszą projekt. - Do tego czasu, czy tego chcesz, czy nie, twoją podniebną taksówką pozostanę ja.

Nie chcę niepotrzebnie zdradzać fabuły wszystkim tym, którzy z serią jeszcze się nie zapoznali dlatego też ograniczę swój opis fabuły do minimum. Świat opanowały anioły i wszystko wskazuje na to, że nadciąga apokalipsa. Istoty z niebios okazują się być o wiele bardziej okrutne niż się spodziewano, a cało ludzki świat zmienia się wręcz nie do poznania. Główne skrzypce gra tutaj tytułowa Penryn wraz z aniołem Raffem, skrzywdzoną młodszą siostrą głównej bohaterki oraz jej nie do końca zrównoważoną matką. Historia rozpoczyna się w tym momencie, na którym skończył się drugi tom.

-Poradziłaś sobie z gangiem mężczyzn dwa razy większych od ciebie, zabiłaś anielskiego wojownika, postawiłaś się archaniołowi i władałaś anielskim mieczem - Raffe przychyla głowę w bok - Ale na widok robaka krzyczysz jak mała dziewczynka?

Po tej serii spodziewałam się może nie tyle czegoś wybitnego, co po prostu zwyczajnie dobrego. Zakończenie jednak wywołało we mnie bardzo mieszane uczucia, dosłownie jakby przez cały czas obiecywano pokaz sztucznych ogni z prawdziwego zdarzenia, a ostatecznie zaprezentowano zimne ognie. Dokładnie tak czułam się podczas przewracania ostatnich kartek.

Tutaj bohaterowie jakby stracili trochę swojego pazura, którego na początku trylogii bynajmniej nie brakowało. Już sam kierunek w jakim wszystko podążyło wywołał u mnie zdziwienie, tworząc wrażenie pewnej... Bezsensowności? Tak przynajmniej ja to odczułam. Niektóre pytania pozostawiono bez odpowiedzi, sporo wątków jednak ostatecznie rozwiązano. Samo zakończenie również jest konkretne, myślę jednak że w tej historii o wiele lepiej sprawdziłoby się otwarte.

Nie wiąż się z mężczyzną, który nie będzie potrafił zapewnić ci bezpieczeństwa. - Pamiętaj, że musi być dla ciebie miły i pod każdym względem traktować cię z szacunkiem. W przeciwnym razie może oczekiwać, że go odwiedzę - stwierdza stanowczym, pozbawionym litości tonem.


Niestety jest to jedna z tych trylogii, których dokończenie po latach nie przynosi już takiej radości jak początki. Nie mówię oczywiście, że Kres dni jest książką złą. Mimo wszystko całość czytało mi się naprawdę dobrze, przyjemnie i rozluźniająco. Ten świat pełen zmartwień i przemocy wciągnął mnie do siebie bez reszty na kilka godzin, nie było to jednak dokładnie to czego się spodziewałam. 

9 komentarzy:

  1. Ja ciągle jestem roztrzepana jakaś, bo kompletnie nie wiem czy w końcu zabrać się za czytanie tej trylogii czy nie. Jedni chwalą, drudzy wyśmiewają... Sama z kolei jestem jej ciekawa, bo kocham anioły, a z drugiej strony, sama nie wiem czy czytać...
    Spróbuję sięgnąć po nią, jeśli nie będę miała nic specjalnego do czytania. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko powiedzieć, może Tobie przypadłoby do gustu? ;) Mi początek podobał się bardzo, zapowiadało się super a za końcówkę wystawiłam jedynie 6/10. Nie jest to ocena zła, jednak mimo wszystko czuję się lekko rozczarowana. Tak czy siak jest to jedna z ciekawszych serii z aniołami w tle.

      Usuń
  2. Połowa poleca tą powieść, a połowa nie. Jednak strasznie mnie ta książka ciekawi :D Recenzja świetna. Chyba się skuszę, jak nie będzie nic do czytania :D
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jakimś cudem cała trylogia sama przywędruje w Twoje ręce to możesz spróbować ;)

      Usuń
  3. Zaczęłam pierwszy tom, ale odpadłam. Niestety, Penryn mnie za bardzo irytowała i kompletnie nie mogłam się wkręcić w język autorki. Może kiedyś podejdę jeszcze raz - raczej nie w najbliższej przyszłości.
    Pozdrawiam Cię gorąco,
    Isabelle West
    Z książkami przy kawie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama zauważyłam dopiero przy drugim tomie to, jak bardzo irytująca bywa Penryn. Niestety.

      Usuń
  4. Jakoś nie mam ochoty na czytanie kolejnej serii. Dodałam blog do obserwowanych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi to słyszeć, ja Ciebie odwiedzam już od dawna ;)

      Usuń
  5. Ja bardzo chciałabym przeczytać tę trylogię, chociażby ze względu na to, aby zobaczyć, o czym mówi tyle osób :) Szkoda, że zakończenie jest rozczarowujące, ale kto wie, może jeśli nie spodoba mi się pierwszy tom, to nawet nie będę czytać kolejnych?

    OdpowiedzUsuń

Drogi czytelniku - jeśli dotarłeś aż tutaj, będzie mi niezmiernie miło jeśli zostawisz po sobie ślad! Każdy komentarz jest dla mnie na wagę złota, dlatego też z chęcią dowiem się jakie jest Twoje zdanie ;)