sobota, 30 września 2017

Wróć za mną - A. Meredith Walters


Tytuł: Wróć za mną
Autor: A. Meredith Walters
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: ya!
Tom: #2 (finał)

Okładka:
Aubrey Duncan zawiodła się na miłości. Co powinna teraz zrobić? Posłuchać serca, które ją zdradziło, czy serca, które podpowiada jej by po prostu odpuścić? Uzależnienie prawie pokonało i zniszczyło Maxxa Demelo. Zrujnowało jego życie i jedyną rzecz, na której naprawdę mu zależało – związek z ukochaną dziewczyną. Pragnął zasłużyć na związek z Aubrey Duncan, nawet jeśli musiałby podjąć się niemożliwego. Dlatego zgłosił się na odwyk. Aubrey straciła wszystko ponieważ poszła za głosem serca. Obiecała, że tym razem będzie myśleć przede wszystkim o sobie, zadba o siebie z dala od Maxxa i jego demonów. Lecz gdy tylko zacznie działać, Maxx skończy odwyk i pojawi się w życiu Aubrey, chcąc jej udowodnić, jak bardzo siebie potrzebują. Chaos wedrze się w ich życie ze zdwojoną siłą. Nieważne jak bardzo złamane – serce nie daje o sobie zapomnieć…

Moja opinia:
Wróć za mną jest jednocześnie drugim i finałowym tomem serii Twisted Love. Aubrey Duncan stara się ze wszystkich sił pogodzić z losem i wrócić do swojego dawnego życia, zaś Maxx Demelo próbuje naprawić swoje błędy. Tylko czy oboje osiągną to, czego naprawdę pragną?

Nie od dziś wiadomo, że motyw narkotyków bardzo często pojawia się w literaturze i jest wałkowany na milion różnych sposobów. Jedno jest pewne - jeśli szukacie powieści, która odda problem uzależnienia w stosunku jeden do jednego z rzeczywistością, rozczarujecie się. Zarówno Twoim śladem jak i Wróć za mną są przede wszystkim romansami. Cała reszta tutaj jest jedynie tłem wydarzeń.

Muszę przyznać, że naprawdę polubiłam styl autorki. Lektura ta była dla mnie niezwykle przyjemna, a czytanie poszło mi bardzo szybko. Nie mamy tutaj żadnych dłużyzn fabularnych, jest za to całkiem sporo akcji i jeszcze więcej przemyśleń. W pierwszym tomie skupialiśmy się na rodzącym się, zakazanym uczuciu. Tutaj zaczynamy od stawienia czoła konsekwencjom, które główna para musiała ponieść. Dla mnie to ogromny plus, szczególnie jeśli chodzi o wątek Aubrey i jej pracy.

Mimo wszystko czuję lekkie rozczarowanie ponieważ liczyłam na to, że po takiej pierwszej części dostaniemy naprawdę mocne zakończenie. Niestety, wszystko jest nazbyt wyidealizowane, zaś przez bite czterysta stron mimo pozornie pędzącej akcji dzieje się naprawdę niewiele.


Jeśli miałabym oceniać tę książkę po prostu jako kontynuację romansu, uznałabym że nie powtórzyła ona klimatu pierwszej części. Jeśli zaś ktoś zapytałby, czy Wróć za mną oddaje choćby w małej części to, jak ta historia wyglądałaby w realnym życiu - zaprzeczyłabym bardzo stanowczo. Niestety jest to historia oderwana od rzeczywistości i realiów życia z osobą uzależnioną. W każdym wariancie według mnie wypada dość średnio, dlatego też sami musicie zdecydować czy warto po nią sięgnąć.

czwartek, 28 września 2017

Wyspa Mgieł - Maria Zdybska [BOOK TOUR]


Tytuł: Wyspa Mgieł
Autor: Maria Zdybska
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Genius Creations
Tom: #1

Okładka mówi:
Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.
On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.
Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.


Moja opinia:
Do Wyspy Mgieł zabierałam się dosyć długo, a moja choroba skutecznie opóźniała moment rozpoczęcia lektury. Miałam w sobie sporo obaw, na szczęście jednak mogę powiedzieć, że odczułam pozytywne rozczarowanie.



Główną bohaterką jest Lirr, młoda dziewczyna mieszkająca w królewskim zamku. Jako mała dziewczynka została wyłowiona z oceanu przez piratów, jednak jej wcześniejsze życie jest wielką niewiadomą nawet dla niej samej. Jej stabilne życie przerywają dramatyczne wydarzenia, a życie księżnej zależeć będzie właśnie od niej. Czy jest skłonna uratować życie kobiety, której nawet nie darzy sympatią? Co na to jej ukochany, nie zdający sobie sprawy z uczuć Lirr? Jakie będą konsekwencje całej podróży? Odpowiedź na te i wiele więcej innych pytań znajdziecie w Wyspie Mgieł.

Powieść ta okazała się być dla mnie niezwykle przyjemną odskocznią od szarej codzienności, pozwalając mi na chwilę odciąć się od problemów. Jak to zwykle z debiutami bywa - nie jest pozbawiona wad, dlatego może zacznę właśnie od nich. Po pierwsze, korekta. A w zasadzie jej miejscowy brak. Zdarzało się sporo powtórzeń, literówek, kilka przekręconych wyrazów oraz brak kursywy w miejscu, w którym powinna ona być. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie przepisane praktycznie słowo w słowo zdanie. Naprawdę szkoda.

Na plus z pewnością zasługuje kreacja bohaterów. Moją wielką faworytką praktycznie od samego początku została Milda, a Raiden sprawiał, że nawet mniej wartkie fragmenty stawały się ciekawsze. Chwilami nawet żałowałam, że nie pojawia się on jeszcze częściej. Równie ciepłe uczucia wzbudziła we mnie Rosmerta, z kolei Cael mnie irytował a sam wątek jego osoby bywał nużący, bez żalu więc usunęłabym go z fabuły. Główna bohaterka początkowo zyskała moją przeogromną sympatię, niestety im dalej brnęłam, tym bardziej te pozytywne odczucia topniały. Bywała nieco nazbyt dziecinna i chwilami nie dostrzegała rzeczy bardzo oczywistych, a ja nie do końca rozumiałam jej motywacje. Z pewnością opinia czytelnika o Lirr zależeć będzie w dużej mierze od czytelniczego gustu.



Język był naprawdę przystępny a opisy ciekawe, choć chwilami bardzo zawiłe. Podeszłam do Wyspy Mgieł bez żadnych oczekiwań i prawdopodobnie właśnie dlatego nie czuję się rozczarowana. Zakończenie pozostawiło we mnie pewien niedosyt, dlatego też z wielką ciekawością zabiorę się za tom drugi. Polecam ją wszystkim fanom fantasy, magii oraz pirackich motywów. 

***

Przy okazji serdecznie zapraszam was na bloga organizatorki book tour, czyli na Bluszczowe Recenzje  oraz na fanpage autorki Wyspy Mgieł.

wtorek, 8 sierpnia 2017

Nic nie jest w porządku. Wołyń, moja rodzinna historia - Krzesimir Dębski



Tytuł: Nic nie jest w porządku. Wołyń, moja rodzinna historia
Autor: Krzesimir Dębski
Liczba stron: 256
Wydawnictwo: Czerwone i czarne

Okładka mówi:
Krzesimir Dębski, znany kompozytor, przez całe życie żył w cieniu rzezi wołyńskiej. Jego rodzice cudem uratowali się z pogromu, jaki urządzili Ukraińcy z UPA we wsi Kisielin i okolicach, gdzie zginęło okrutną śmiercią kilkudziesięciu Polaków. Relacje świadków tej rzezi, w tym rodziców Krzesimira Dębskiego, są wstrząsającym świadectwem ludobójstwa.

Moja opinia:
Jestem szczerze zainteresowana historią jak i przeróżnymi książkami historycznymi, mimo to jednak nigdy nie pisałam o żadnej na swoim blogu. Postanowiłam to zmienić, na pierwszy ogień pójdzie zaś Nic nie jest w porządku. Jest to książka stosunkowo krótka, zawiera jednak historię pełną krwi i okrucieństwa, o której niektórzy woleliby po prostu zapomnieć.
Książka ta podzielona została na kilka części, z czego pierwsza z nich podzielona została na wspomnienia osób, które przeżyły rzeź. To zarazem najciekawszy i najbardziej wstrząsający fragment całości, przerywany od czasu do czasu archiwalnymi fotografiami. Opisy są dramatyczne, przepełnione smutkiem, a przy tym dokładne i bogate w szczegóły. 

Później bywa już trochę słabiej pod względem literackim, ponieważ kończą się wspomnienia, a zaczyna się dalsza historia rodziny autora pisana już przez niego. Nadal jest bardzo interesująco, choć przez język i formę czyta się chwilami ciężko. Początkowo przeszkadzała mi również wielkość liter, co najmniej jakby wydawca próbował objętościowo zwiększyć książkę poprzez ogromne akapity i maksymalne powiększenie tekstu. 

(...) ze względu na przyszłość nie zapominajmy o trudnej przeszłości.
Powyższy cytat jest swoistą kwintesencją całości. Nie możemy zapominać o tak okrutnej przeszłości, szczególnie teraz, gdy niektóre środowiska twierdzą, że tak naprawdę nic się nie stało. Nie mówię oczywiście, że mamy podsycać w sobie jakąkolwiek nienawiści. Wręcz przeciwnie, trzeba natomiast pamiętać, przede wszystkim z szacunku do naszych rodaków, którzy stracili tam zdrowie, życie oraz majątki.

sobota, 5 sierpnia 2017

Bez uczuć - Mia Sheridan




Tytuł: Bez uczuć
Autor: Mia Sheridan
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi:

Nowa powieść autorki bestsellera „Bez słów”
Nieszczęśliwa miłość do Lydii odebrała Broganowi wszystko. Ciężko zraniony staje się wyrachowany i skupia się na swoim biznesie i na zemście. Bo miłość wcale nie jest cierpliwa ani łaskawa.
Życie Lydii wyglądało kiedyś zupełnie inaczej – była bogata, bezpieczna i kochana. Teraz fortuna się od niej odwróciła. Rodzinna firma znalazła się na skraju bankructwa, lecz Lydia zrobi wszytko, by ją uratować. Gdy na jaw stopniowo wychodzą tajemnice jej bliskich, dziewczyna odkrywa, że niebezpieczeństwo może grozić także jej. Nie przypuszcza jednak, że największy cios padnie z najmniej spodziewanej strony...


Moja opinia:
Mia Sheridan już od jakiegoś czasu systematyczne podbija serca polskich czytelników, teraz również nie mogło być inaczej. Od kilku miesięcy byliśmy bombardowani licznymi zapowiedziami, oraz recenzjami przedpremierowymi pełnymi pochwał i zachwytów. Przez to wszystko narobiłam sobie przeogromnej ochoty na Bez uczuć, a moje oczekiwania poszybowały wysoko w górę. Lecz czy zostały spełnione? 

(...)Oby nie zdarzało wam się upaść, kraść, oszukiwać ani upijać. Jeśli już musicie upaść, padajcie sobie w objęcia. Jeśli musicie kraść, kradnijcie sobie pocałunki. Jeśli musicie oszukiwać, oszukujcie śmierć. A jeśli musicie pić, pijcie z przyjaciółmi(...).

Pierwszy raz od dawna sama nie wiem co właściwie powinnam napisać. Bez uczuć jest bardzo podobna do innych książek Mii Sheridan i to w sposób, którego nie można nie zauważyć. Znów mamy połączenie miłości i nienawiści (w Bez winy była to miłość i niechęć, więc praktycznie to samo), znów pojawia się całkiem ciekawy przyjaciel głównego bohatera (to kolejny stały element powieści autorki), do tego twardy na zewnątrz a wrażliwy i wręcz idealny w środku główny bohater. Najbardziej przeszkadzało mi to, że cała fabuła jest oparta na dokładnie takim samym szkielecie co zawsze. Najpierw jest źle, później jest dobrze, później przy samym końcu pojawia się mały kryzys, a po nim następuje happy end. I to tyle, jeśli chodzi o moje osobiste żale. 

Czasem wybaczenie oznacza pozostawienie przeszłości za sobą.

Bardzo lubię styl autorki, który jest niezwykle przystępny i przyjemny, a jednocześnie niepozbawiony poczucia humoru. W całość wplecione są naprawdę ciekawe sentencje, nad którymi czytelnik może pochylić się na dłuższą chwilę. Historię poznajemy naprzemiennie z perspektywy Brogana oraz Lydii, co jest już sprawdzonym zabiegiem. 

(...) Nie nienawidziłbyś jej tak bardzo, gdybyś kiedyś tak bardzo jej nie kochał. Granica między miłością a nienawiścią jest bardzo płynna. Ulotna jak irlandzka mgła o poranku.

Jest to powieść naprawdę przyjemna, bynajmniej nie jest jednak najlepszą z całej serii. Polecam ją wszystkim fankom romansów, na pewno nie będziecie zawiedzione. Jeśli jednak również zaczyna przeszkadzać wam oklepany schemat - darujcie sobie. Jeśli z kolei chcielibyście zacząć przygodę z twórczością Mii Sheridan i nie wiecie od czego zacząć - polecam Bez słów, jak do tej pory jest chyba moją ulubioną. 

***
Moja recenzja BEZ SŁÓW [KLIK]

środa, 2 sierpnia 2017

It ends with us - Colleen Hoover



Tytuł: It ends with us
Autor: Colleen Hoover
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: [brak polskiego wydania, premiera przewidziana prawdopodobnie na jesień tego roku]

Okładka mówi:
Lily nie zawsze miała łatwo, ale to nie powstrzymało jej przed ciężką pracą i walką o wymarzone życie. Pokonała długą drogę od małego miasteczka w Maine, gdzie dorastała – skończyła college, przeprowadziła się do Bostonu i otworzyła własny biznes. Gdy zaiskrzyło pomiędzy nią a niesamowitym neurochirurgiem zwanym Ryle Kincaid, wszystko w życiu Lily zaczęło sprawiać wrażenie zbyt pięknego, by mogło być prawdziwe.

Moja opinia:
Obecnie chyba każdy szanujący się czytelnik przynajmniej kojarzy twórczość Colleen Hoover. Sama czytałam zdecydowaną większość pozycji tej autorki, dlatego też bez większego wahania zdecydowałam się na It Ends With Us w oryginale. Czy to kolejny romans jakich ostatnio wiele na rynku wydawniczym? Zdecydowanie nie i właśnie dlatego uważam, że każdy powinien dać jej szansę. Naprawdę warto.

Główną bohaterkę poznajemy w dość nietypowych okolicznościach. Chwilę po pogrzebie swojego ojca udaje się na dach sąsiednich apartamentów, oczywiście nie po to by skoczyć. Jej przemyślenia przerywa pojawienie się mężczyzny, a między nimi od razu zaczyna iskrzyć. Tylko czy przystojny neurochirurg okaże się być dobrym materiałem na partnera? I czy jakiś wpływ na całą sytuację będzie mieć pojawienie się pierwszej miłości Lily?

Opis brzmi dość typowo i niepozornie, celowo jednak nie zdradziłam żadnych istotnych informacji. In Ends With Us choć nie jest pozbawione wątku romantycznego, nie bazuje głównie na nim. Pierwszoplanowy nie jest również trójkąt miłosny, a poruszane tematy są o wiele poważniejsze od rozterek miłosnych. Poruszony zostaje tutaj problem przemocy domowej i współuzależnienia, czyli ciągłego usprawiedliwiania poczynań partnera. Ukazana nam zostaje jakże trudna i emocjonalna drogą jaką musi przejść Lily, by podjąć słuszną decyzję.

Nie brak tu poczucia humoru, które towarzyszy nam szczególnie często w pierwszych rozdziałach powieści. Im dalej jednak brniemy, tym szybsza i bardziej dramatyczna staje się akcja. Na wielką pochwałę zasługuje tutaj kreacja bohaterów z krwi i kości, których czytelnik w jednej chwili może kochać, w drugiej zaś nienawidzić. Nie będę jednak psuć przyszłym czytelnikom zabawy i nie zdradzę kogo mam na myśli.

Hoover w swojej powieści pokazuje, że świat nie jest czarno-biały, nie ma również ludzi złych - są tylko ludzie robiący czasem złe rzeczy. Cała historia jest przepełniona emocjami po brzegi i sprawia, że czytelnik ze wszystkich sił kibicuje głównej bohaterce. Ważne jest również to, że It Ends with us jest powieścią po części bazującą na życiu samej autorki, o czym możemy przeczytać w bardzo osobistej notce, do niej warto jednak sięgnąć na koniec.

Myślę, że to prawdopodobnie jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza powieść tej autorki. Bez wahania polecam wszystkim fanom Colleen Hoover oraz osobom, które czekały na jakąś jej powieść, gdzie romans w gruncie rzeczy nie gra pierwszoplanowej roli. To może być coś dla was.

poniedziałek, 31 lipca 2017

Skromne podsumowanie pierwszego półrocza i lipca 2017


Na początku tego roku odeszłam od tradycji publikowania miesięcznych podsumowań. Miałam w ostatnim czasie sporo na głowie, dlatego też nie było się zbytnio czym chwalić. Dziś chciałabym podsumować minione półrocze wraz z lipcem, zapraszając was jednocześnie do zapoznania się z archiwalnymi postami.

Od stycznia do czerwca zrecenzowałam:

  1. Harry Potter i przeklęte dziecko
  2. Chemik - Stephenie Meyer
  3. O wiele więcej - Kim Holden

Tematyczne posty:
Od lipca blog znów zaczął tętnić życiem, a w tym czasie pojawiło się pięć recenzji oraz konkurs z okazji szóstych urodzin. Serdecznie zapraszam do nadrobienia zaległych postów, oczywiście jeśli jeszcze jakiegoś z nich nie czytaliście. Zawsze chętnie dyskutuję o przeczytanych przeze mnie książkach i jestem otwarta na wymianę wrażeń.

Lipcowe recenzje:


sobota, 29 lipca 2017

Debiutant - SJ Hooks


Tytuł: Debiutant
Autor: SJ Hooks
Liczba stron: 272
Wydawnictwo: HarperCollins Polska

Okładka mówi:
We wtorki i piątki Stephen Worthington wykłada na uczelni. W weekendy chodzi na obiad do rodziców. Kilka razy w tygodniu ćwiczy na siłowni z młodszym bratem, a wieczorem wraca do domu o rozsądnej godzinie. Zawsze sam.
Stephen ma tylko jeden problem, który nazywa się Julia Wilde. Najbardziej nieposkromiona studentka, jaką spotkał. Nieuprzejma, prowokująca, nieznośnie irytująca. Stephen nie może się doczekać końca semestru, żeby Julia wreszcie zniknęła mu z oczu. Życie jest jednak pełne niespodzianek. Pewnego wieczoru Stephen trafia do mieszkania Julii. Nagle staje się uczniem w sypialni wyrafinowanej bogini seksu.




Moja opinia:
Debiutant to jedna z tych książek, o których ciężko mi jest cokolwiek powiedzieć. Z jednej strony to pozycja jakich wiele, pełna chwilami absurdalnych sytuacji. Z drugiej strony czyta się ją szybko, a historia mimo wszystko posiada w sobie pewien potencjał. Co jeszcze kryje w sobie ten jakże krótki romans?

O S.J. Hooks nie słyszałam wcześniej w ogóle. Dopiero krótkie poszukiwania w internecie powiedziały mi, że zawsze interesowała się językiem angielskim, zaś jej największym marzeniem jest zostanie etatową pisarką. Debiutant jest jej prawdopodobnie pierwszą wydaną powieścią.

Fabuła jest bardzo prosta i bez większego trudu można by ją streścić w kilku słowach. Stephen jest wykładowcą i ponoć nie lubi swojej studentki Julii, ona jednak zostaje jego osobistą korepetytorką seksu (aż chciałoby się napisać - seksmasterką). I w zasadzie na tym opiera się cała oś fabularna, bez większych odstępstw. Przede wszystkim brak tutaj wielowymiarowej kreacji bohaterów nie tylko pierwszoplanowych, ale i drugoplanowych. Niby są, jednak nie wiemy o nich praktycznie niczego poza drobnymi szczegółami, a to zdecydowanie za mało by móc poczuć z nimi jakąkolwiek więź. Akcja z kolei dzieje się praktycznie w tych samych miejscach na przemian. Niestety te dwa fakty sprawiają, że radość z czytania dość mocno leci w dół. Zabrakło tutaj przede wszystkim pazura, dynamiki i zróżnicowania, postaciom z kolei zdecydowanie brak duszy.

Debiutom z reguły można wybaczyć wiele, dlatego z wielką ciekawością i nadzieją sięgnę po kolejny tom, tym samym dając autorce szanse na poprawę. Mimo wspomnianych wyżej wad spędziłam przy Debiutancie chwile pełne relaksu, zapominając o problemach, a wbrew pozorom to już coś. Niektóre sytuacje czy dialogi bywały chwilami absurdalne, ostatecznie jednak całkiem miło czytało się powieść, w której odwrócono role. Tym razem to mężczyzna jest tym nieśmiałym, bez doświadczenia, kobieta z kolei przejmuje kontrolę.

Jest to powieść zwyczajnie przeciętna, choć jeśli chodzi o warsztat autorki, jest on rokujący na przyszłość. Czyta się przede wszystkim szybko i dość przyjemnie, zgrzytami z kolei bywają absurdalne sytuacje. Sięgnę po kontynuację dając tym samym szansę S.J. Hooks na poprawę. Jeśli szukacie czegoś lekkiego, z odwróconym schematem ról, jest to pozycja dla was. Jeśli nie - wiele nie stracicie.

czwartek, 20 lipca 2017

Niebezpieczne kłamstwa - Becca Fitzpatrick


Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick
Liczba stron: 424
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi: Stella to nie jest moje prawdziwe imię.
Thunder Basin w Nebrasce nie jest moim prawdziwym domem.
Po tym jak byłam świadkiem groźnego przestępstwa, zostałam objęta programem ochrony świadków i wysłana do spokojnego miasteczka na końcu świata. Moje życie rozpadło się na milion kawałków. Nie potrafię się tu odnaleźć. Miałam rozpocząć ostatni rok liceum. Miałam być z chłopakiem, którego kocham, ale zostaliśmy rozdzieleni. Teraz w moim życiu pojawił się ktoś inny – czy mogę mu zaufać? Coraz trudniej jest mi ukrywać uczucia. Coraz trudniej jest też kłamać…

Moja opinia:
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Becci Fitzpatrick miało miejsce ponad siedem lat temu i do dziś wspominam je bardzo dobrze. Jako gimnazjalistka zaczynająca przygodę z literaturą namiętnie zaczytywałam się w serii Szeptem. Czy prawie dekadę później autorka nadal jest w stanie zyskać moją sympatię? Tak, choć oczywiście cała historia nie jest pozbawiona wad, o nich jednak szerzej wypowiem się w kolejnych akapitach.

Prawdziwa miłość nie potrzebuje żadnego konkretnego powodu. Miłość to głęboka więź i pełne oddanie. Prawdziwa miłość powinna zapierać nam dech w piersiach i nigdy nie powinna zmuszać nas do postępowania wbrew sobie.

Niebezpieczne kłamstwa to historia Stelli, która po traumatycznej sytuacji musiała zostawić za sobą całe dotychczasowe życie. Nie tylko chłopaka i rodzinę, a nawet własną tożsamość. Jest to pierwsza moja powieść opowiadająca o programie ochrony światków i byłam bardzo ciekawa tego, jak ten wątek zostanie rozegrany. Moje oczekiwania poniekąd zostały spełnione, choć jednocześnie czegoś mi tu brakowało.
Czytelnik praktycznie od początku zostaje wrzucony w wir pędzącej akcji, która z czasem nieco zmienia swoje tempo. Mamy dramat, program ochrony świadków, dość ciężkie okoliczności i trudy nawiązywania nowych relacji. Mimo pozornej wielowątkowości chwilami cierpiałam z powodu pewnego niedosytu.

Muszę przyznać, że nawet polubiłam główną bohaterkę, gdyż dzięki opisom pełnym emocji łatwo jest się wczuć w jej sytuację. Kreacja bohaterów jest utrzymana na przyzwoitym poziomie, Cały świat przedstawiony jest zarysowany poprawnie, choć chwilami czegoś mi tu brakowało.

Przez całe życie próbujemy uciekać przed własną przeszłością, ale nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy z nią nierozerwalnie związani i nigdy nie zdołamy się od niej uwolnić.

Akcja w pewnym momencie zaczyna nieco zwalniać, pod koniec zaś nabiera wręcz szaleńczego tempa. Pozycja ta dostarczyła mi wielu emocji. Zaskoczyła mnie w miły sposób i choć nie została ona moją nową ulubioną książką, to z pewnością będę ją wspominać pozytywnie. Myślę, że Niebezpieczne kłamstwa to świetna powieść na wakacje, więc warto się nią zainteresować. 

środa, 19 lipca 2017

Początek wszystkiego - Robyn Schneider


Tytuł: Początek wszystkiego
Autor: Robyn Schneider
Liczba stron: 352
Wydawnictwo: Moondrive

Okładka mówi:
Kiedy wydaje ci się, że to już koniec, właśnie wtedy możesz być... na początku wszystkiego.
Ezra Faulkner jest gwiazdą swojej szkoły: popularny, przystojny i dobrze zbudowany. Miał nawet zostać królem balu maturalnego. Ale to było zanim... Zanim dziewczyna go zdradziła, auto roztrzaskało mu kolano, jego dobrze zapowiadająca się kariera sportowa legła w gruzach, a przyjaciele zdobyli się jedynie na to, aby wysłać mu do szpitala kartkę z życzeniami szybkiego powrotu do zdrowia.

Cassidy Thorpe to dziewczyna inna niż wszystkie. Zjeździła kawał świata, nocą wykrada się z gitarą na dach internatu, tańczy tak, jakby krótka chwila miała trwać wiecznie, i zna naprawdę dziwne słowa.
Spotkanie tej dwójki jest przypadkowe, ale zmieni ich życie na zawsze. Cassidy wciąga Ezrę do swojego niesamowitego świata, w którym nie ma końców – są tylko nowe początki.



Moja opinia:
Początek wszystkiego to prawdopodobnie pierwsza powieść Robyn Schneider wydana w Polsce. Nie słyszałam wcześniej kompletnie niczego o tej autorce, dlatego przed lekturą nie nastawiałam się w żaden sposób. Na długo przed premierą kojarzyłam już przepiękną okładkę i ciekawy opis. Jednak czy było warto sięgnąć po Początek wszystkiego?

Głównym bohaterem jest Ezra Faulkner będący gwiazdą swojej szkoły, który w jednej sekundzie traci wszystko. Z przystojnego, umięśnionego, popularnego sportowca zamienia się po prostu w zwykłego chłopaka, na którego nikt już nie zwraca większej uwagi.

Wciąż uważam, że każde życie, nieważne jak mało wyjątkowe, ma swój jeden tragiczny punkt zwrotny, po którym dzieje się wszystko, co naprawdę ma znaczenie. Ta chwila to katalizator - pierwszy krok w równaniu. Ale poznanie pierwszego kroku nic ci nie da - dopiero to, co nadchodzi później, odpowiada za ostateczny wynik.

Na drodze Ezry ponownie pojawia się jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa oraz Cassidy, tajemnicza dziewczyna określana jako inna niż wszystkie. Nowe okoliczności prowadzą nastolatka krok po kroku do tytułowego początku wszystkiego. Jak wygląda ten początek? Kiedy on nastąpi? Co będzie później? 
Muszę przyznać, że ta lektura mnie rozczarowała. Może to kwestia moich oczekiwań, które po entuzjastycznych zapowiedziach i recenzjach przedpremierowych poszybowały wysoko w górę, a może po prostu robię się już za stara na powieści młodzieżowe. 

Plusem na pewno jest ciekawa i bardzo przyjemna narracja, przy czym trzeba również pochwalić język autorki i sposób w jaki tworzyła opisy. Łatwo jest się wciągnąć, wyobrażając sobie ze szczegółami wszystkie sytuacje o których aktualnie jest mowa. Jednym z głównych wątków jest powrót do licealnego życia po przejściach, oraz pogodzenie się ze swego rodzaju degradacją w hierarchii licealistów. Nie jest łatwo przyzwyczaić się do bycia niezauważanym, gdy kiedyś było się najpopularniejszą osobą. Z pewnością wielu osobom łatwo będzie utożsamić się z głównym bohaterem, gdyż każdy z nas prawdopodobnie choć raz w życiu doświadczył czegoś podobnego. 
Przyjemnie było śledzić, jak główny bohater otwiera się na ludzi, których dotąd jakby nie zauważał na szkolnym korytarzu. 

Przenikamy przez cudze życie jak duchy i zostawiamy po sobie wspomnienia o ludziach, którzy tak naprawdę nigdy nie istnieli. (...) Ale koniec końców to my decydujemy, jak inni mają nas widzieć.

Niestety nie przypadł mi do gustu wątek miłosny, tak samo jak i sama postać Cassidy. Dziewczyna ta miała być inna niż wszystkie, ciągle miałam jednak wrażenie, że została tu przekroczona pewna granica autentyczności. Muszę również przyznać, że bardzo zdziwiło mnie zakończenie. Sama nie wiem dlaczego, spodziewałam się jednak czegoś kompletnie innego. Przewracając ostatnią stronę pomyślałam sobie - i to tyle? To właśnie do tego dążyliśmy przez całą powieść? Nie ma oczywiście tragedii, liczyłam jednak na coś mocniejszego i bardziej emocjonalnego. 

Myślę, że warto sięgnąć po tę powieść przynajmniej po to, by choć raz spojrzeć na to, jak wygląda funkcjonowanie w szkole średniej z perspektywy osób niewidzialnych, odsuniętych. Na przykładzie historii Ezry możemy spojrzeć na to z właściwej perspektywy, dostając przy okazji dawkę całkiem ciekawych przemyśleń. Polecam ją szczególnie młodzieży. 

poniedziałek, 17 lipca 2017

W ogniu namiętności - Sylvia Day



Tytuł: W ogniu namiętności
Autor: Sylvia Day
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Akurat

Okładka mówi: Cztery gorące historie, cztery fascynujące opowieści z namiętnością w roli głównej. Rachel, Layla, Ana i Darcy: cztery kobiety, których całkowicie odmienne życiowe ścieżki prowadzą do tego samego celu: wielkiej, wszechogarniającej, dzikiej i bezpruderyjnej miłości. Nie ma fantazji, której nie można zrealizować, nie ma rozkoszy, po którą nie można sięgnąć, nie ma zasad, których nie można złamać. Są pragnienia, fantazje i żądze, które trzeba zaspokoić. Za wszelką cenę.

Moja opinia:
Sylvia June Day obecnie jest amerykańską autorką, mającą na swoim koncie ponad dwadzieścia przeróżnych powieści. Jedne są mniej udane, inne nieco bardziej, wszystkie zaś mają wspólny element jakim jest romans. 

W ogniu namiętności to zbiór czterech opowiadań o zabarwieniu erotycznym, których trzonem jest romans między silną kobietą, a mężczyzną prowadzącym niebezpieczne życie. We wszystkich czterech przypadkach. I tu rodzi się pytanie, czego w takim razie zabrakło? Myślę, że przede wszystkim różnorodności. Sięgając po zbiór opowiadań liczyłam na krótkie, jednak ciekawe historie, które poruszyłyby moją wyobraźnię. Tu niestety wszystko jest do siebie podobne i bynajmniej nie mam na myśli tylko postaci. 
Najmilej wspominam opowiadanie numer cztery, które jest jednocześnie najdłuższe i najlepiej rozbudowane. Pióro autorki jest bardzo lekkie i przyjemne, styl zaś naprawdę ciekawy. Pod tym względem jest to zdecydowanie to, co lubią i znają stali czytelnicy Sylvii Day. Całą powieść czyta się lekko i wręcz błyskawicznie co sprawia, że idealnie nadaje się do czytania w ciężkie dni. Niestety przewidywalności zabiła cały urok W ogniu namiętności i nie pomaga nawet bardzo ładne wydanie. 

Jeśli szukacie czegoś lekkiego, niezobowiązującego i krótkiego za razem - może to być coś dla was. Z pewnością autorka nie jest w swojej szczytowej formie, dlatego też fani mogą być rozczarowani po lekturze.

sobota, 15 lipca 2017

Prokurator - Paulina Świst


Tytuł: Prokurator
Autor: Paulina Świst
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Muza

Okładka mówi:
Trzydziestoletnia, niezwykle atrakcyjna Kinga Błońska jest szczęśliwą kobietą. To znaczy była. Od wielu lat dzieliła życie z tym samym mężczyzną a zawodowo, jako błyskotliwa adwokatka, odnosiła sukcesy na sali sądowej. Teraz jednak fortuna przestała jej sprzyjać: nie dość, że przyłapała męża na zdradzie, to musiała również podjąć się prowadzenia sprawy groźnego bandyty „Szarego”. Co gorsza, „Szary” jest jej przyrodnim bratem, z którym od dawna nie miała – i nie chciała mieć – nic do czynienia.
Wydarzenia ostatnich tygodni postanawia odreagować w dyskotece. Po raz pierwszy w życiu ma ochotę zachować się nieodpowiedzialnie… i udaje się jej to aż za bardzo. Ląduje w mieszkaniu Łukasza, którego dopiero co poznała na parkiecie. Po niesamowitych miłosnych uniesieniach, zaspokojona seksualnie, ale skacowana moralnie, ukradkiem wraca do domu. Zaledwie kilka godzin później przekonuje się, że pech upodobał ją sobie na dobre: "facet na jedną noc" okazuje się prokuratorem prowadzącym sprawę jej przyrodniego brata. Jakby tego było mało, wszystko wskazuje na to, że pozasłużbowe kontakty Kingi i Łukasza nie ograniczą się do jednego gorącego spotkania…


Moja opinia:
Początkowo wcale nie planowałam czytać Prokuratora. Zazwyczaj bardzo starannie wybieram dla siebie pozycje polskich autorów, a jeśli chodzi o debiuty, to jestem szczególnie ostrożna. Zaciekawiona tytułem po cichu liczyłam na coś podobnego do twórczości Remigiusza Mroza. Muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam. Autorką jest Paulina Świst, podobno ceniona pani adwokat ukrywająca się pod pseudonimem. Jej powieść ma pokazać czytelnikom nieznaną dotąd stronę wymiaru sprawiedliwości. Czy faktycznie to robi?

Pierwszym elementem, który zwrócił moją uwagę już na samym początku był język, jakim posługuje się autorka. Bez wahania określić go można mianem prostego, chwilami wręcz żargonowego. Nie brak tu przekleństw, czy dziwnych określeń, dialogi z kolei chwilami przyprawiają o ból głowy.

Do popołudnia ślęczałam nad robotą. Koło piętnastej rzuciłam papiery w kąt i szybko
się przebrałam. Zaledwie pół godziny później zaparkowałam samochód w okolicach rynku
i udałam się w stronę ogródków piwnych. Z daleka widziałam Bartiego, który rozsiadł się
wygodnie na rattanowym krześle i kopcił faje. Nie widziałam jego oczu schowanych za
przeciwsłonecznymi okularami. Spostrzegłam natomiast, że z litrowego słoika sączył
jakiegoś drinka.
Woda po ogórkach? – zagadałam, przechylając się nad stołem i całując go w policzek.

Książka ta z pewnością nie przypadnie do gustu czytelnikom, którzy lubują się w kwiecistych opisach i bogatym języku. Prokurator jest najzwyczajniej w świecie przeciwieństwem tych określeń. Atutem niezaprzeczalnie jest wartka akcja, która dodaje trochę życia całej historii. Co chwilę coś się dzieje, a akcja nie zwalnia nawet na chwilę. Dialogów również jest bardzo dużo, choć te niestety chwilami bywają bezsensowne i nie prowadzą do niczego konkretnego.

Zazdrosna baba jest najwredniejszą istotą na ziemi.

Osobiście nie polubiłam żadnego z bohaterów. Widać tu próby wykreowania osób o mocnych i zadziornych charakterach, w praktyce nie jest to jednak takie łatwe. Niestety, wszyscy przypominają tu siebie nawzajem i chwilami miałam wrażenie, że czytam o jednej osobie, która pojawia się pod różnymi imionami.

Głęboko zaciągnąłem się papierosem... Spojrzałem na zegarek i stwierdziłem, że dam sobie jeszcze godzinę.Jeśli po tym czasie nie opuszczę klubu z napaloną małolata, z godnością przyjmę swój los i spędzę resztę soboty, jeżdżąc czołgiem T -34/85 w World of Tanks.

Miał być ostry seks, ostry język i ostra akcja. Dostajemy co najwyżej nudny seks, żargonowy język i w miarę wartką akcję. Po lekturze dość mocno się rozczarowałam. To nie tak, że miałam względem niej zbyt wybujałe oczekiwania, było wręcz przeciwnie. Niestety, Prokurator okazał się być lekturą, która nie zadowala moich oczekiwań i niestety nie mogę szczerze powiedzieć, że poleciłabym ją komukolwiek. Jeśli wyżej wymienione mankamenty nie stanowią dla was przeszkody, bądź jesteście po prostu ciekawi - sięgnijcie po nią. Jeśli z kolei lubicie klasyczną formę thrillerów prawniczych i szukacie kolejnych ciekawych pozycji w tym gatunku, to zdecydowanie lepiej jest sięgnąć po powieści Remigiusza Mroza. 

poniedziałek, 10 lipca 2017

Konkurs z okazji szóstych urodzin bloga


Z okazji szóstych urodzin mojego bloga, które miały miejsce w marcu tego roku, zapragnęłam zorganizować kolejny już konkurs dla moich czytelników. Zasady będą bardzo zbliżone do wcześniejszych. Serdecznie zachęcam wszystkich do udziału i z radością informuję, że już za kilka dni rusza kolejny konkurs. Powodzenia!

Wzór zgłoszenia:

  • Nick pod jakim obserwujesz bloga
  • Tytuł wybranej książki (Serce w kawałkach, Skaza)
  • Link do udostępnionego baneru ( google+, facebook, instagram, blogspot - gdzie tylko chcecie;) )
  • Adres e-mail do kontaktu w sprawie nagrody

Baner:



Regulamin konkursu:
1. Do konkursu zgłosić może się każda osoba będąca publicznym obserwatorem mojego bloga.
2. Nagrody są moją osobistą własnością. 
3. Po ogłoszeniu wyników czekam na odpowiedź od zwycięzcy przez 48h, jeśli jej nie dostanę - wylosuję kolejną osobę. 
4. Organizatorem konkursu jest Dominika Fal, właścicielka bloga kochamy-ksiazki.blogspot.com
5. Konkurs trwa od dnia 10.07.2017 do 20.08.2017 do godziny 23.59 - późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
6. Uczestnik musi spełnić wspomniane warunki - być publicznym obserwatorem bloga oraz udostępnić baner konkursowy.
7. W drodze losowania wygrywają dwie osoby, dla każdej przewidziana jest jedna nagroda książkowa. 
8. Wyniki zostaną ogłoszone w osobnym poście najpóźniej trzy dni po zakończeniu konkursu.
9.  Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu w trakcie trwania konkursu. 
11. Zdobywca nagrody zostanie powiadomiony o wygranej pocztą elektroniczną w przeciągu  2 (dwóch) dni roboczych od zakończenia Konkursu, na adres e-mail wskazany przez niego w trakcie Konkursu.
12. Warunkiem udziału w Konkursie jest podanie przez Uczestnika Konkursu prawdziwych danych osobowych, tj.: imienia, nazwiska, adresu konta poczty elektronicznej.
13. Przystępując do Konkursu i akceptując niniejszy regulamin Uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie podanych przez niego danych osobowych przez Organizatora. Dane będą przetwarzane w celu przeprowadzenia Konkursu oraz w związku z wydaniem nagrody po konkursie nie będą one nigdzie przechowywane.
14. Nagrody będą wysyłane jedynie na terenie Polski. 
15. W sprawie konkursu będę kontaktować się ze zwycięzcami z maila fal.recenzje@gmail.com, wiadomość z innego adresu może być próbą wyłudzenia danych. 

niedziela, 11 czerwca 2017

O wiele więcej - Kim Holden


Tytuł: O wiele więcej
Autor: Kim Holden
Liczba stron: 500
Wydawnictwo: Filia

Okładka mówi:
Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć. 
To mieszanka uczuć i pasji, połączenie niebezpieczne, podsycająca miłość... ale również nienawiść.
Mimowolnie poznałem oba i jestem już ekspertem.

Zakochałem się w Mirandzie ślepo i bezgranicznie. Wyidealizowałem sobie jej obraz.
Jednak marzenia są niczym dym.
Są nieuchwytne. Unoszą się nad nami, aż w końcu wydaje nam się, że ich pragniemy, że ich potrzebujemy.

Taka była również Miranda. Ulotna niczym dym.
Myślałem, że jej pragnę. Sądziłem, że jej potrzebuję.
W końcu jednak dopadła mnie szara rzeczywistość. Wypatroszyła mnie ze złudzeń niczym okrutny drapieżnik. 
Rzeczywistość bywa podła.
Tak jak Miranda.


Moja opinia:
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Kim Holden miało miejsce dokładnie rok wcześniej, kiedy to w moje ręce wpadł Promyczek. Przyzwyczajona do przesłodzonych zakończeń wprost nie mogłam otrząsnąć się po zakończeniu tej smutnej acz wyjątkowo wartościowej lektury. Czy O wiele więcej utrzymuje poziom i zasługuje na równie pozytywną ocenę?

O wiele więcej to poruszająca historia opowiadająca o tym, jak splatają się losy trzech bardzo różnych osób - Mirandy, Seamusa oraz Faith. Porusza ona nie tylko wątek toksycznego małżeństwa, ale również rodzicielstwa, ciężkiej choroby i poszukiwania miłości oraz akceptacji. Prawdziwą wisienką na torcie bez wątpienia okazała się być Miranda, czyli była żona Seamusa o iście diabelskim charakterze. Jest naprawdę ciekawą antybohaterką, która patrzy na świat w wyjątkowo chłodny sposób a każde swoje działanie rozpatruje w kategoriach korzyści bądź strat. Nawet dzieci czy mąż są dla niej tylko kolejnym pionkiem w grze. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z tak wyrazistą antybohaterką, co oczywiście jest wielką zaletą.

Prawdopodobnie powtórzę tu swoje słowa z pierwszej mojej recenzji powieści Kim Holden, gdyż nadal uważam, że książki tej autorki są skarbnicami ciekawych przemyśleń. Nie brak tutaj zarówno wzruszających momentów jak i chwil wypełnionych śmiechem i ciepłem. Seamus i Faith to bez wątpienia wyjątkowa para, która wywołuje masę pozytywnych odczuć w czytelniku.

Styl autorki jest wyjątkowo lekki i barwny, a podczas samej lektury nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie opisywanych miejsc. Na wielki plus zasługuje tutaj poruszenie trudnego tematu jakim jest nieuleczalna choroba oraz radzenie sobie z nią każdego dnia, choć myślę, że ten wątek mógłby bez problemu zostać rozwinięty jeszcze bardziej.

Miłość wyjaśnia… lub zaprzecza. Poproś sto osób, by wyjaśniło, czym jest miłość. A uzyskasz sto różnych odpowiedzi. Ponieważ miłość jest sztuką. Subiektywną. Nieuchwytną. Nieustannie zmienną. Wciąż dojrzewającą.


Kim Holden z pewnością nie rozczarowuje, a tematyka jaką porusza tym razem z pewnością jest bliższa dorosłym niż młodzieży. Myślę, że warto dać tej powieści szansę. Sama nie żałuję spędzonego z nią czasu i z pewnością sięgnę po kolejne powieści tej autorki.

sobota, 3 czerwca 2017

Lista 5 ulubionych książek mojego dzieciństwa

Z okazji dnia dziecka postanowiłam zrobić moją osobistą listę ulubionych książek dzieciństwa, wspominanych przeze mnie do dziś z ogromnym sentymentem. Dzięki nim pokochałam literaturę i poczułam prawdziwą magię czytelnictwa. Przy okazji pragnę złożyć wszystkim moim czytelnikom najszczersze życzenia w tym wyjątkowym dniu - w końcu każdy z nas jest dzieckiem!



1. Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren
To moja wielka książkowa miłość do której wracałam często i z wielką chęcią. Jest to jedna z tych uniwersalnych historii, która prawdopodobnie nigdy się nie zestarzeje i nie przestanie być aktualna. Do dziś pamiętam jak bardzo oczarowana byłam przygodami tytułowych dzieci oraz jak bardzo chciałam być tam z nimi. Cieszy mnie fakt że jest ona lekturą szkolną, bez wątpienia tę pozycję powinien znać każdy. Sama czytałam ją w wydaniu do którego po dziś dzień mam sentyment, powyżej umieściłam jego zdjęcie.




2. Plastusiowy pamiętnik - Maria Kownacka
Plastusiowy pamiętnik był prawdopodobnie jedną z pierwszych książek przeczytanych przeze mnie samodzielnie. Byłam wprost zachwycona całą historią, ilustracjami. Pamiętam jak wypytywałam moją mamę czym są stalówki i rozpaczałam, że w tych czasach się już ich nie używa.




3. Baśnie braci Grimm oraz Baśnie Andersena
Trzecie miejsce zajęły dwie różne książki, które niejako są do siebie podobne. W dzieciństwie wprost uwielbiałam te nierzadko mroczne baśnie i co wieczór prosiłam mamę by czytała mi coraz to kolejne. Obie te pozycje są prawdziwymi klasykami i myślę, że każdy bez względu na wiek powinien przeczytać je choć raz w życiu.



4. Harry Potter i Kamień filozoficzny - J.K. Rowling
Jako drugoklasistka dostałam płytę z fragmentem audiobooka i po prostu się zakochałam. Byłam oczarowana całością i do dziś pamiętam ten jakże wyjątkowy głos Piotra Fronczewskiego. Słuchowisko to było dla mnie prawdziwą magią i ogromną przyjemnością, niesamowicie pobudziło moją dziecięcą wyobraźnię i to właśnie dzięki niemu sięgnęłam po książkowy pierwowzór, który później stał się dla mnie synonimem dzieciństwa.

5. Kubuś Puchatek
Obie części Kubusia towarzyszyły mi od wczesnego dzieciństwa i mimo tego, że tylko pierwsza z nich była lekturą - z wielką radością zabrałam się za kontynuację.

***

A jakie książki Wy wspominacie najlepiej?

niedziela, 28 maja 2017

Chemik - Stephenie Meyer



Tytuł: Chemik
Autor: Stephenie Meyer
Liczba stron: 568
Wydawnictwo: Edipresse Polska S.A.

Okładka mówi:
Powiedzmy, że nazywa się Alex. Tożsamość i imiona zmienia jak rękawiczki – pracuje dla amerykańskiej agencji rządowej, która jest tak tajna, że nawet nie ma nazwy. Alex zajmowała się przygotowywaniem substancji pomagających śledczym wydobywać zeznania od podejrzanych. Określenie nowoczesne metody tortur byłoby tu na miejscu.
Po zamachu na życie Alex, w którym ginie jej przyjaciel i zarazem współpracownik, kobieta zaczyna się ukrywać. Po kilku latach zgłasza się do niej kolega z departamentu, powierzając jej kolejne zadanie. Ma wynaleźć broń przeciwko zabójczemu wirusowi, by ocalić miliony amerykańskich obywateli. Czy to zasadzka, czy też rzeczywiście od wyjątkowych umiejętności Alex zależy życie wielu ludzi?

Moja opinia:
Nowa powieść Stephenie Meyer skierowana do dorosłych czytelników była dla mnie wielkim zaskoczeniem. Z powodu nadmiaru obowiązków ominęła mnie jej premiera i dopiero wczoraj udało mi się zdobyć tę lekturę. Mimo dużej liczby stron udało mi się z nią uporać w zaledwie kilka godzin i dziś jestem gotowa do podzielenia się swoją opinią. Czy autorce udało się mnie zachwycić? Czy uważam, że Chemik jest lepszy niż Zmierzch? Zapraszam do dalszej lektury.

Główną bohaterką powieści jest Alex, która zmienia imiona i wygląd zewnętrzny co kilka dni. Dziś może być chłopczycą, jutro zaś elegancką panią w okularach. Kluczowy dla całej powieści jest jej chemiczny talent, który niejako sprowadził na nią taki a nie inny los. Nie możemy zapomnieć oczywiście o jej nowej misji, pewnych nieścisłościach, szeroko pojętej pracy dla rządu. Czy to nie brzmi dość typowo?

Niestety, nie tylko tak brzmi, ale również najzwyczajniej w świecie takie jest. Dostajemy jednowymiarowych bohaterów osadzonych w historii, gdzie tylko początek i koniec wydają się mieć największy sens. W środku pojawia się sporo dłużyzn fabularnych, masa niepotrzebnych opisów najprostszych czynności a autorka bazuje na tym co prawdopodobnie zna najlepiej, czyli na romansie.

Pierwszym wielkim rozczarowaniem są dla mnie bohaterowie, zarówno pierwszoplanowi jak i drugoplanowi. O ich cechach charakteru dowiadujemy się z opisów, ponieważ czyny czy nawet słowa są po prostu płaskie. Bohaterowie są jednowymiarowi co boli mnie wyjątkowo, gdyż naprawdę widać w tym wszystkim potencjał. Chemik wypadłby o wiele lepiej, gdyby autorka skupiła się na lepszej kreacji bohaterów zamiast na romansie, tego jestem pewna.

Powieść ta przypisywana jest do kategorii takich jak thriller, sensacja czy kryminał. Według mnie od mniej więcej setnej strony zaczyna się po prostu sensacja z thrillerem/kryminałem w tle, nie możemy oczywiście zapominać o romansie wysuniętym na pierwszy plan. Na pewno jest to przyjemna powieść dostarczająca czytelnikowi niezobowiązującej rozrywki, która mimo pewnych dłużyzn fabularnych pozostaje przyjemna w odbiorze. Romans i pewna dawna poczucia humoru czynią całość bardziej lekką. Nigdy nie byłam wielką fanką Stephenie Meyer, choć czytałam cztery napisane przez nią książki (saga Zmierzch). Zabierając się za Chemika nie byłam pewna czego się spodziewać, choć mimo wszystko ta lektura okazała się być dla mnie przyjemnym zaskoczeniem. Obecny styl pisania autorki odpowiada mi o wiele bardziej i myślę, że jest to jakiś krok do przodu w rozwoju jej warsztatu, do pełni szczęścia brakuje jednak lepszej kreacji świata przedstawionego.


Z pewnością odradzam Chemika wszystkim tym, którzy uwielbiają typowe kryminały, thrillery czy sensacje. Nim zdecydujecie się na lekturę musicie być świadomi, że praktycznie od samego początku głównym wątkiem staje się romans, a cała reszta choć wciąż obecna - pozostaje bardziej w tle. Mimo wszystko jestem dość zadowolona z lektury i w przyszłości z ciekawością sięgnę po kolejne książki tej autorki. 

wtorek, 24 stycznia 2017

Moje ulubione seriale minionego roku 2016



Jeśli jesteście stałymi czytelnikami mojego bloga to z pewnością zauważyliście, że seriale są moją wielką miłością. Dziś skupię się na przeglądzie moich zeszłorocznych hitów, lista ta będzie oczywiście w pełni subiektywna.


1. Miejsce pierwsze - Stranger Things sezon pierwszy (2016)


Czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o tym serialu? Sama zabrałam się za niego od razu po premierze, jeszcze przed wielką falą popularności i muszę przyznać, że pochłonęłam go w dwa dni. Historia niesamowicie oddaje klimat lat osiemdziesiątych, młodzi aktorzy radzą sobie naprawdę świetne, a wyjątkowy podkład muzyczny świetnie uzupełnia całość. Szerzej wypowiem się w pełnej recenzji, która niedługo pewnie pojawi się na blogu. Jeśli jeszcze nie widzieliście Stranger Things - polecam!


2. Miejsce drugie - 22.11.63 (2016)


Kolejny wyjątkowo udany miniserial stworzony na podstawie książki autorstwa Stephena Kinga. Jeśli lubicie seriale, które świetnie potrafią oddać minione dziesięciolecia to ten z pewnością będzie dobrym wyborem. Pojawiają się pewne różnice w stosunku do książki, mimo to seans był dla mnie ogromną przyjemnością, a wartka akcja nie pozwalała na odejście od telewizora. Przy okazji zapraszam do pełnej recenzji tego serialu (wystarczy kliknąć w tytuł) oraz książki [KLIK].

3. Miejsce trzecie - Black Mirror sezon trzeci (2016)


Black Mirror to serial stosunkowo krótki, choć jednocześnie bardzo mocny i treściwy w swoim przekazie. Pierwsze dwa sezony liczyły w sumie zaledwie sześć odcinków, trzeci z kolei był swego rodzaju rewolucją. Tym razem widzowie dostali sześć odcinków o nieco zwiększonej długości, a serial przeszedł w ręce amerykańskiego giganta. Czy te zmiany wpływają na jakość odcinków? Osobiście uważam, że nie. Całość nadal trzyma poziom i w ciekawy sposób pokazuje zagrożenia wynikające z dynamicznego rozwoju technologii, a ciekawym urozmaiceniem jest odcinek po części osadzony w latach osiemdziesiątych. Więcej szczegółów zdradzać nie będę, jeśli szukacie czegoś wyjątkowego i mocnego to BM jest świetnym wyborem.

4. Miejsce czwarte - The OA sezon pierwszy (2016)


The OA to serial, który jeszcze nie zdążył zyskać popularności. Ukazał się pod koniec minionego roku i mimo mojej początkowej niechęci - ostatecznie wkradł się w moje łaski. Cała historia zaczyna się w momencie, gdy zaginiona przed siedmioma laty dziewczyna powraca w tajemniczych okolicznościach. W czasie nieobecności zyskała tajemnicze moce oraz stracony w dzieciństwie wzrok. Co tak naprawdę się wydarzyło? I do czego to wszystko zaprowadzi?
The OA świetnie balansuje na granicy realizmu i przez cały sezon widz nie dostaje odpowiedzi na pytanie, czy wszystko co widzi jest prawdą, czy fikcją i efektem wybujałej wyobraźni. Początkowo nie byłam tym zachwycona, ostatecznie jednak ta niepewność jest ogromnym plusem. Niewątpliwie pochwalić trzeba stronę wizualną, moim ulubionym ujęciem było kiedy dziewczynka wypływa z zatopionego w rzece samochodu - magia! Zdecydowanie warto przetrwać średnio ciekawy pierwszy odcinek, ponieważ dopiero w jego końcówce zaczyna się właściwa akcja.

***

Rok 2016 niewątpliwie był rokiem udanym dla serialowych produkcji, a wymienione przeze mnie z pewnością nie są jedynymi zasługującymi na pochwałę. Sama oglądałam również wiele innych, na przykład polecany przez wszystkich Westworld, który mimo unikalnego klimatu nie zajął specjalnego miejsca w moim sercu. Ciekawą produkcją Sci-fi jest niewymieniony w rankingu Colony (2016) opowiadający o sytuacji ludzi po lądowaniu kosmitów. Naprawdę warto. Świetne wrażenie zrobiła na mnie muzyka z Luke'a Cage.
Pojawiło się też sporo przyjemnych średniaków, które niestety zabija schemat każdego odcinka - Timeless, Legends Of Tomorrow, Lucyfer. Prawie w pełni udany powrót po latach zaliczyło również Archiwum X.

A wy co ciekawego oglądaliście? Może chcecie mi polecić jakiś inny serial o którym nie wspomniałam? Właśnie szukam czegoś nowego i jestem otwarta na propozycje.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K. Rowling, Jack Thorn, John Tiffany



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: J.K. Rowling, Jack Thorn, John Tiffany
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Media Rodzina

Okładka:
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym.

Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.


Moja opinia:
Kontynuacja Harrego Pottera z pewnością była wielkim marzeniem wszystkich fanów tej niesamowitej i jakże magicznej serii. Sama po przeczytaniu ostatnich zdań siódmej części czułam wielką pustkę oraz smutek, nie mogąc uwierzyć że ta przygoda dobiegła już końca. Dostaliśmy co prawda dodatki do całej serii takie jak Baśnie Barda Beedle'a czy Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, nie były one jednak pełnoprawnymi kontynuacjami. Czy Harry Potter i przeklęte dziecko nią jest?


Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka. Farby... wspomnienia... i miłości.

Jeśli miałabym odpowiedzieć na to dość trudne pytanie wedle własnych subiektywnych odczuć po lekturze, powiedziałabym że tak i nie. Przede wszystkim muszę rozczarować wszystkich, którzy zachęceni wszechobecnymi reklamami są przygotowani na książkę podobną do poprzednich. Niestety, tym razem jest to scenariusz sztuki, który powstał przy połączeniu sił trzech osób - J.K. Rowling, Johna Tiffany'ego oraz Jacka Thorne'a. Całość podzielona jest na akty, sceny i dwie większe części, a wszystko oprócz dialogów jest zapisane w sposób, jaki zapewne większość z nas kojarzy chociażby z kółek teatralnych, czy innych przedstawień organizowanych w szkole podstawowej. 


Harry, w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi. Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych, których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką oddychanie.

Pierwsza scena przywołuje wspomnienia z siódmego tomu serii o Harrym, gdyż jest pożegnaniem jego synów na peronie. Wszystko zaczyna się w momencie, w którym zakończyło się ostatnio i pędzi prężnie do przodu, przeskakując co jakiś czas o kilka lat. W Przeklętym Dziecku nie zabraknie naszego ukochanego tria, Draco czy profesor McGonagall, jednak to najmłodsze pokolenie czarodziejów odgrywa tu główną rolę. Muszę powiedzieć, że wciągnęłam się w wir akcji praktycznie od pierwszej sceny. To pewnie sprawka tego, że przez minione lata byłam bardzo spragniona powrotu do ulubionej serii z mojego dzieciństwa. Cała lektura była dla mnie bardzo ekscytująca i w gruncie rzeczy satysfakcjonująca, jednocześnie jednak przywołała ogromną tęsknotę i niedosyt. Brakowało mi tu przede wszystkim niektórych postaci, chwilami czułam jakby niektóre sceny nie pasowały mi do tej historii, pojawiło się jednak kilka ciekawych wypowiedzi idealnie oddających klimat historii o naszym ukochanym czarodzieju, przeplatały się one jednak z mniej udanymi fragmentami, gdy czytelnik nabierał wrażenia że jego ulubione postacie po prostu nie są sobą. 

Plusem niewątpliwie jest piękne wydanie połączone z możliwością powrotu do świata czarodziejów. Sama bardzo długo nie wiedziałam co mam o tej pozycji myśleć i czuję się bardzo rozdarta. Z pewnością jest to ciekawy dodatek dla osób stęsknionych za Hogwartem, odradzam ją jednak osobom oczekującym pełnoprawnej kontynuacji. Przeklęte dziecko jest tylko małą namiastką tego co dobrze znaliśmy, mimo wszystko jednak cieszę się, że ją przeczytałam.

niedziela, 15 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 i plany



Witam serdecznie po raz pierwszy w nowym roku, mam nadzieję, że wszyscy spędziliście cudowne i rodzinne święta! Ostatnio blog świecił pustkami dlatego chcę oficjalnie potwierdzić, że nie mam zamiaru go zostawiać. Miałam pewien okres przestoju jeśli chodzi o wenę twórczą, do tego doszła ogromna ilość nauki i przedłużająca się choroba. Obecnie jestem na etapie tworzenia nowych postów, które planowałam publikować regularnie od 1.02.2017 - jest jednak duże prawdopodobieństwo, że wrócę tu szybciej.


Teraz możemy przejść do małego podsumowania w liczbach:


  • W minionym roku pojawiły się 63 posty, co jest praktycznie podwojeniem wyników z poprzednich lat i jednocześnie moim osobistym rekordem.
  • Zorganizowałam pierwsze 3 konkursy.
  • Założyłam książkowego instagrama, na którego serdecznie zapraszam.
  • Przeczytałam dokładnie 53 książki co sprawia, że pierwszy raz od 4 lat udało mi się zrealizować wyzwanie 52 książek.
  • Liczba obserwatorów wzrosła ponad moją wymarzoną liczbę 300
  • Dopracowałam wizualną stronę bloga.
  • Zaczęłam publikować więcej postów okołoksiążkowych, które cieszyły się dużą popularnością i prowokowały do ciekawych dyskusji w komentarzach.

Przy okazji serdecznie zapraszam do zapoznania się z poniższymi postami jeśli jeszcze nie mieliście okazji: