wtorek, 24 stycznia 2017

Moje ulubione seriale minionego roku 2016



Jeśli jesteście stałymi czytelnikami mojego bloga to z pewnością zauważyliście, że seriale są moją wielką miłością. Dziś skupię się na przeglądzie moich zeszłorocznych hitów, lista ta będzie oczywiście w pełni subiektywna.


1. Miejsce pierwsze - Stranger Things sezon pierwszy (2016)


Czy jest jeszcze ktoś, kto nie słyszał o tym serialu? Sama zabrałam się za niego od razu po premierze, jeszcze przed wielką falą popularności i muszę przyznać, że pochłonęłam go w dwa dni. Historia niesamowicie oddaje klimat lat osiemdziesiątych, młodzi aktorzy radzą sobie naprawdę świetne, a wyjątkowy podkład muzyczny świetnie uzupełnia całość. Szerzej wypowiem się w pełnej recenzji, która niedługo pewnie pojawi się na blogu. Jeśli jeszcze nie widzieliście Stranger Things - polecam!


2. Miejsce drugie - 22.11.63 (2016)


Kolejny wyjątkowo udany miniserial stworzony na podstawie książki autorstwa Stephena Kinga. Jeśli lubicie seriale, które świetnie potrafią oddać minione dziesięciolecia to ten z pewnością będzie dobrym wyborem. Pojawiają się pewne różnice w stosunku do książki, mimo to seans był dla mnie ogromną przyjemnością, a wartka akcja nie pozwalała na odejście od telewizora. Przy okazji zapraszam do pełnej recenzji tego serialu (wystarczy kliknąć w tytuł) oraz książki [KLIK].

3. Miejsce trzecie - Black Mirror sezon trzeci (2016)


Black Mirror to serial stosunkowo krótki, choć jednocześnie bardzo mocny i treściwy w swoim przekazie. Pierwsze dwa sezony liczyły w sumie zaledwie sześć odcinków, trzeci z kolei był swego rodzaju rewolucją. Tym razem widzowie dostali sześć odcinków o nieco zwiększonej długości, a serial przeszedł w ręce amerykańskiego giganta. Czy te zmiany wpływają na jakość odcinków? Osobiście uważam, że nie. Całość nadal trzyma poziom i w ciekawy sposób pokazuje zagrożenia wynikające z dynamicznego rozwoju technologii, a ciekawym urozmaiceniem jest odcinek po części osadzony w latach osiemdziesiątych. Więcej szczegółów zdradzać nie będę, jeśli szukacie czegoś wyjątkowego i mocnego to BM jest świetnym wyborem.

4. Miejsce czwarte - The OA sezon pierwszy (2016)


The OA to serial, który jeszcze nie zdążył zyskać popularności. Ukazał się pod koniec minionego roku i mimo mojej początkowej niechęci - ostatecznie wkradł się w moje łaski. Cała historia zaczyna się w momencie, gdy zaginiona przed siedmioma laty dziewczyna powraca w tajemniczych okolicznościach. W czasie nieobecności zyskała tajemnicze moce oraz stracony w dzieciństwie wzrok. Co tak naprawdę się wydarzyło? I do czego to wszystko zaprowadzi?
The OA świetnie balansuje na granicy realizmu i przez cały sezon widz nie dostaje odpowiedzi na pytanie, czy wszystko co widzi jest prawdą, czy fikcją i efektem wybujałej wyobraźni. Początkowo nie byłam tym zachwycona, ostatecznie jednak ta niepewność jest ogromnym plusem. Niewątpliwie pochwalić trzeba stronę wizualną, moim ulubionym ujęciem było kiedy dziewczynka wypływa z zatopionego w rzece samochodu - magia! Zdecydowanie warto przetrwać średnio ciekawy pierwszy odcinek, ponieważ dopiero w jego końcówce zaczyna się właściwa akcja.

***

Rok 2016 niewątpliwie był rokiem udanym dla serialowych produkcji, a wymienione przeze mnie z pewnością nie są jedynymi zasługującymi na pochwałę. Sama oglądałam również wiele innych, na przykład polecany przez wszystkich Westworld, który mimo unikalnego klimatu nie zajął specjalnego miejsca w moim sercu. Ciekawą produkcją Sci-fi jest niewymieniony w rankingu Colony (2016) opowiadający o sytuacji ludzi po lądowaniu kosmitów. Naprawdę warto. Świetne wrażenie zrobiła na mnie muzyka z Luke'a Cage.
Pojawiło się też sporo przyjemnych średniaków, które niestety zabija schemat każdego odcinka - Timeless, Legends Of Tomorrow, Lucyfer. Prawie w pełni udany powrót po latach zaliczyło również Archiwum X.

A wy co ciekawego oglądaliście? Może chcecie mi polecić jakiś inny serial o którym nie wspomniałam? Właśnie szukam czegoś nowego i jestem otwarta na propozycje.

poniedziałek, 16 stycznia 2017

Harry Potter i Przeklęte Dziecko - J.K. Rowling, Jack Thorn, John Tiffany



Tytuł: Harry Potter i Przeklęte Dziecko
Autor: J.K. Rowling, Jack Thorn, John Tiffany
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Media Rodzina

Okładka:
Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia, a tym bardziej teraz, gdy jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii, mężem oraz ojcem trójki dzieci w wieku szkolnym.

Podczas gdy Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości, jego najmłodszy syn Albus musi zmierzyć się z rodzinnym dziedzictwem, które nigdy nie było jego własnym wyborem. Gdy przyszłość zaczyna złowróżbnie przypominać przeszłość, ojciec i syn muszą stawić czoło niewygodnej prawdzie: że ciemność nadchodzi czasem z zupełnie niespodziewanej strony.


Moja opinia:
Kontynuacja Harrego Pottera z pewnością była wielkim marzeniem wszystkich fanów tej niesamowitej i jakże magicznej serii. Sama po przeczytaniu ostatnich zdań siódmej części czułam wielką pustkę oraz smutek, nie mogąc uwierzyć że ta przygoda dobiegła już końca. Dostaliśmy co prawda dodatki do całej serii takie jak Baśnie Barda Beedle'a czy Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć, nie były one jednak pełnoprawnymi kontynuacjami. Czy Harry Potter i przeklęte dziecko nią jest?


Ci, których kochamy, nigdy tak naprawdę nas nie puszczają, Harry. Pewnych spraw śmierć nie dotyka. Farby... wspomnienia... i miłości.

Jeśli miałabym odpowiedzieć na to dość trudne pytanie wedle własnych subiektywnych odczuć po lekturze, powiedziałabym że tak i nie. Przede wszystkim muszę rozczarować wszystkich, którzy zachęceni wszechobecnymi reklamami są przygotowani na książkę podobną do poprzednich. Niestety, tym razem jest to scenariusz sztuki, który powstał przy połączeniu sił trzech osób - J.K. Rowling, Johna Tiffany'ego oraz Jacka Thorne'a. Całość podzielona jest na akty, sceny i dwie większe części, a wszystko oprócz dialogów jest zapisane w sposób, jaki zapewne większość z nas kojarzy chociażby z kółek teatralnych, czy innych przedstawień organizowanych w szkole podstawowej. 


Harry, w tym pogmatwanym, pełnym emocji świecie nie ma idealnych odpowiedzi. Doskonałość jest poza zasięgiem ludzkości, poza zasięgiem magii. W każdej pięknej chwili szczęścia kryje się kropla trucizny: świadomość, że ból powróci. Bądź szczery wobec tych, których kochasz. Pokaż swój ból. Cierpienie jest rzeczą równie ludzką oddychanie.

Pierwsza scena przywołuje wspomnienia z siódmego tomu serii o Harrym, gdyż jest pożegnaniem jego synów na peronie. Wszystko zaczyna się w momencie, w którym zakończyło się ostatnio i pędzi prężnie do przodu, przeskakując co jakiś czas o kilka lat. W Przeklętym Dziecku nie zabraknie naszego ukochanego tria, Draco czy profesor McGonagall, jednak to najmłodsze pokolenie czarodziejów odgrywa tu główną rolę. Muszę powiedzieć, że wciągnęłam się w wir akcji praktycznie od pierwszej sceny. To pewnie sprawka tego, że przez minione lata byłam bardzo spragniona powrotu do ulubionej serii z mojego dzieciństwa. Cała lektura była dla mnie bardzo ekscytująca i w gruncie rzeczy satysfakcjonująca, jednocześnie jednak przywołała ogromną tęsknotę i niedosyt. Brakowało mi tu przede wszystkim niektórych postaci, chwilami czułam jakby niektóre sceny nie pasowały mi do tej historii, pojawiło się jednak kilka ciekawych wypowiedzi idealnie oddających klimat historii o naszym ukochanym czarodzieju, przeplatały się one jednak z mniej udanymi fragmentami, gdy czytelnik nabierał wrażenia że jego ulubione postacie po prostu nie są sobą. 

Plusem niewątpliwie jest piękne wydanie połączone z możliwością powrotu do świata czarodziejów. Sama bardzo długo nie wiedziałam co mam o tej pozycji myśleć i czuję się bardzo rozdarta. Z pewnością jest to ciekawy dodatek dla osób stęsknionych za Hogwartem, odradzam ją jednak osobom oczekującym pełnoprawnej kontynuacji. Przeklęte dziecko jest tylko małą namiastką tego co dobrze znaliśmy, mimo wszystko jednak cieszę się, że ją przeczytałam.

niedziela, 15 stycznia 2017

Podsumowanie roku 2016 i plany



Witam serdecznie po raz pierwszy w nowym roku, mam nadzieję, że wszyscy spędziliście cudowne i rodzinne święta! Ostatnio blog świecił pustkami dlatego chcę oficjalnie potwierdzić, że nie mam zamiaru go zostawiać. Miałam pewien okres przestoju jeśli chodzi o wenę twórczą, do tego doszła ogromna ilość nauki i przedłużająca się choroba. Obecnie jestem na etapie tworzenia nowych postów, które planowałam publikować regularnie od 1.02.2017 - jest jednak duże prawdopodobieństwo, że wrócę tu szybciej.


Teraz możemy przejść do małego podsumowania w liczbach:


  • W minionym roku pojawiły się 63 posty, co jest praktycznie podwojeniem wyników z poprzednich lat i jednocześnie moim osobistym rekordem.
  • Zorganizowałam pierwsze 3 konkursy.
  • Założyłam książkowego instagrama, na którego serdecznie zapraszam.
  • Przeczytałam dokładnie 53 książki co sprawia, że pierwszy raz od 4 lat udało mi się zrealizować wyzwanie 52 książek.
  • Liczba obserwatorów wzrosła ponad moją wymarzoną liczbę 300
  • Dopracowałam wizualną stronę bloga.
  • Zaczęłam publikować więcej postów okołoksiążkowych, które cieszyły się dużą popularnością i prowokowały do ciekawych dyskusji w komentarzach.

Przy okazji serdecznie zapraszam do zapoznania się z poniższymi postami jeśli jeszcze nie mieliście okazji: