niedziela, 11 czerwca 2017

O wiele więcej - Kim Holden


Tytuł: O wiele więcej
Autor: Kim Holden
Liczba stron: 500
Wydawnictwo: Filia

Okładka mówi:
Miłość to dziwna sprawa. Pojawia się znikąd. Nie ma w niej logiki. Nie da się jej zmierzyć. 
To mieszanka uczuć i pasji, połączenie niebezpieczne, podsycająca miłość... ale również nienawiść.
Mimowolnie poznałem oba i jestem już ekspertem.

Zakochałem się w Mirandzie ślepo i bezgranicznie. Wyidealizowałem sobie jej obraz.
Jednak marzenia są niczym dym.
Są nieuchwytne. Unoszą się nad nami, aż w końcu wydaje nam się, że ich pragniemy, że ich potrzebujemy.

Taka była również Miranda. Ulotna niczym dym.
Myślałem, że jej pragnę. Sądziłem, że jej potrzebuję.
W końcu jednak dopadła mnie szara rzeczywistość. Wypatroszyła mnie ze złudzeń niczym okrutny drapieżnik. 
Rzeczywistość bywa podła.
Tak jak Miranda.


Moja opinia:
Moje pierwsze spotkanie z twórczością Kim Holden miało miejsce dokładnie rok wcześniej, kiedy to w moje ręce wpadł Promyczek. Przyzwyczajona do przesłodzonych zakończeń wprost nie mogłam otrząsnąć się po zakończeniu tej smutnej acz wyjątkowo wartościowej lektury. Czy O wiele więcej utrzymuje poziom i zasługuje na równie pozytywną ocenę?

O wiele więcej to poruszająca historia opowiadająca o tym, jak splatają się losy trzech bardzo różnych osób - Mirandy, Seamusa oraz Faith. Porusza ona nie tylko wątek toksycznego małżeństwa, ale również rodzicielstwa, ciężkiej choroby i poszukiwania miłości oraz akceptacji. Prawdziwą wisienką na torcie bez wątpienia okazała się być Miranda, czyli była żona Seamusa o iście diabelskim charakterze. Jest naprawdę ciekawą antybohaterką, która patrzy na świat w wyjątkowo chłodny sposób a każde swoje działanie rozpatruje w kategoriach korzyści bądź strat. Nawet dzieci czy mąż są dla niej tylko kolejnym pionkiem w grze. Muszę przyznać, że dawno nie spotkałam się z tak wyrazistą antybohaterką, co oczywiście jest wielką zaletą.

Prawdopodobnie powtórzę tu swoje słowa z pierwszej mojej recenzji powieści Kim Holden, gdyż nadal uważam, że książki tej autorki są skarbnicami ciekawych przemyśleń. Nie brak tutaj zarówno wzruszających momentów jak i chwil wypełnionych śmiechem i ciepłem. Seamus i Faith to bez wątpienia wyjątkowa para, która wywołuje masę pozytywnych odczuć w czytelniku.

Styl autorki jest wyjątkowo lekki i barwny, a podczas samej lektury nie miałam problemu z wyobrażeniem sobie opisywanych miejsc. Na wielki plus zasługuje tutaj poruszenie trudnego tematu jakim jest nieuleczalna choroba oraz radzenie sobie z nią każdego dnia, choć myślę, że ten wątek mógłby bez problemu zostać rozwinięty jeszcze bardziej.

Miłość wyjaśnia… lub zaprzecza. Poproś sto osób, by wyjaśniło, czym jest miłość. A uzyskasz sto różnych odpowiedzi. Ponieważ miłość jest sztuką. Subiektywną. Nieuchwytną. Nieustannie zmienną. Wciąż dojrzewającą.


Kim Holden z pewnością nie rozczarowuje, a tematyka jaką porusza tym razem z pewnością jest bliższa dorosłym niż młodzieży. Myślę, że warto dać tej powieści szansę. Sama nie żałuję spędzonego z nią czasu i z pewnością sięgnę po kolejne powieści tej autorki.

sobota, 3 czerwca 2017

Lista 5 ulubionych książek mojego dzieciństwa

Z okazji dnia dziecka postanowiłam zrobić moją osobistą listę ulubionych książek dzieciństwa, wspominanych przeze mnie do dziś z ogromnym sentymentem. Dzięki nim pokochałam literaturę i poczułam prawdziwą magię czytelnictwa. Przy okazji pragnę złożyć wszystkim moim czytelnikom najszczersze życzenia w tym wyjątkowym dniu - w końcu każdy z nas jest dzieckiem!



1. Dzieci z Bullerbyn - Astrid Lindgren
To moja wielka książkowa miłość do której wracałam często i z wielką chęcią. Jest to jedna z tych uniwersalnych historii, która prawdopodobnie nigdy się nie zestarzeje i nie przestanie być aktualna. Do dziś pamiętam jak bardzo oczarowana byłam przygodami tytułowych dzieci oraz jak bardzo chciałam być tam z nimi. Cieszy mnie fakt że jest ona lekturą szkolną, bez wątpienia tę pozycję powinien znać każdy. Sama czytałam ją w wydaniu do którego po dziś dzień mam sentyment, powyżej umieściłam jego zdjęcie.




2. Plastusiowy pamiętnik - Maria Kownacka
Plastusiowy pamiętnik był prawdopodobnie jedną z pierwszych książek przeczytanych przeze mnie samodzielnie. Byłam wprost zachwycona całą historią, ilustracjami. Pamiętam jak wypytywałam moją mamę czym są stalówki i rozpaczałam, że w tych czasach się już ich nie używa.




3. Baśnie braci Grimm oraz Baśnie Andersena
Trzecie miejsce zajęły dwie różne książki, które niejako są do siebie podobne. W dzieciństwie wprost uwielbiałam te nierzadko mroczne baśnie i co wieczór prosiłam mamę by czytała mi coraz to kolejne. Obie te pozycje są prawdziwymi klasykami i myślę, że każdy bez względu na wiek powinien przeczytać je choć raz w życiu.



4. Harry Potter i Kamień filozoficzny - J.K. Rowling
Jako drugoklasistka dostałam płytę z fragmentem audiobooka i po prostu się zakochałam. Byłam oczarowana całością i do dziś pamiętam ten jakże wyjątkowy głos Piotra Fronczewskiego. Słuchowisko to było dla mnie prawdziwą magią i ogromną przyjemnością, niesamowicie pobudziło moją dziecięcą wyobraźnię i to właśnie dzięki niemu sięgnęłam po książkowy pierwowzór, który później stał się dla mnie synonimem dzieciństwa.

***

A jakie książki Wy wspominacie najlepiej?