poniedziałek, 11 grudnia 2017

Serialowo: Dark (2017)

                                                                        (filmweb)


Po raz pierwszy od bardzo dawna wracam do jednej z moich ulubionych serii na blogu czyli do Serialowo, gdzie polecałam najciekawsze obejrzane przeze mnie produkcje.

Dark to naprawdę ciekawa historia rozrywająca się we współczesnych Niemczech. Zaginięcie dwojga dzieci wydobywa na światło dzienne skrywane skrzętnie rodzinne sekrety, a wszystkie wydarzenia są ze sobą ściśle połączone.


Sama przed obejrzeniem tego serialu miałam okazję przeczytać kilka opinii, które sugerowały podobieństwa do Stranger Things. Wtedy odebrałam to jako coś pozytywnego, jednak po obejrzeniu dziesięciu odcinków pierwszego sezonu mogę powiedzieć, że to porównanie robi większą krzywdę niż pożytek. Dark to produkcja skierowana do starszego widza, klimat jest nieporównywalnie cięższy i mroczniejszy, a historia o wiele bardziej skomplikowana. Na próżno szukać tu ody do lat osiemdziesiątych, chociaż i te również się przewijają. 

Jestem tak bardzo pozytywnie zaskoczona tym serialem, że sama nie wiem od czego powinnam zacząć. Przede wszystkim wielkie pochwały należą się osobie odpowiedzialnej za dobieranie muzyki do tego, co aktualnie dzieje się na ekranie. Nie raz zdarzyło mi się obejrzeć produkcję, w której pod tym względem coś nie grało. W Dark jest to jeden z największych atutów całości. To po prostu świetne ze sobą współgra. 

Obsada aktorska jest niezwykle bogata i również jest jednym z największych atutów całości. Szczególnie mocno wyróżniają się odtwórcy ról Jonasa oraz Ulricha. Dark to skomplikowany serial skierowany przede wszystkim do wymagającego widza. Każdy szczegół pokazany na ekranie ma znaczenie dla całej historii, dlatego warto patrzeć niezwykle dokładnie na wszystko co się dzieje. Początkowe odcinki mogą być trudne, ponieważ widz nie jest pewien co ma znaczenie, a co nie. Sama chwilami lekko się nudziłam, jednak im dalej tym lepiej, bo zaczynamy wchodzić coraz głębiej w przedstawianą historię. Brak tu dziur fabularnych co mogę osobiście potwierdzić, ponieważ sama wracałam do początkowych odcinków po obejrzeniu całości. 

Dark to jeden z niewielu seriali, przy których nigdy nie przewijałam intro. Nie każdemu przypadnie do gustu, myślę jednak że jest bardzo ciekawe i świetnie wprowadza w nastrój. 


Czytałam sporo komentarzy na temat tego, że nie mają ochoty na Dark ze względu na język niemiecki. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że naprawdę nie ma się czego bać. Wszystko brzmi naprawdę dobrze, a po jakimś czasie z pewnością sami przestaniecie zauważać to, co na początku może przeszkadzać. 

Brak tu typowego amerykańskiego klimatu, lekkiego przepychu i nadmiaru efektów,  wyszło to jednak Dark na dobre. Jeśli lubicie tego typu klimaty - polecam wam ten serial z czystym sercem. Na koniec oczywiście standardowo zamieszczam trailer. 


niedziela, 10 grudnia 2017

Turbulencja - Whitney Gracia Williams



Tytuł: Turbulencja
Autor: Whitney Gracia Williams
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Wydawnictwo kobiece

Okładka mówi:
Spotkali się w chmurach: pilot i stewardessa. Skandal wisiał w powietrzu.

Gillian przybywa do Nowego Jorku w poszukiwaniu sensu życiu. Wkrótce rozpoczyna pracę jako stewardessa. Na pokładzie jednego z samolotów poznaje aroganckiego do granic wytrzymałości, lecz diabelnie przystojnego pilota Jake’a, eksperta w przygodach na jedną noc, którego nie interesują randki, zwierzenia i trzymanie się za ręce.

Para decyduje się na prosty układ – seks bez zobowiązań. Zaczyna się szalona seksowna podniebna podróż. Sceny namiętności na różnych lotniskach, w hotelach i miejscach na świecie. Tajemnicze telefony, problemy rodzinne i mroczne cienie przeszłości, które dopadają Jake’a. Pojawia się też niepohamowane uczucie Gillian.

W pewnym momencie bohaterowie będą musieli skonfrontować swoje oczekiwania. Czy wyjdzie im to na dobre?


Moja opinia:
Szczerze mówiąc, wcale nie planowałam czytać tej książki. Ostatecznie jednak wszechobecne zapowiedzi i spora dawka pozytywnych recenzji sprawiły, że zmieniłam zdanie. Czy faktycznie było warto? Tym razem jest mi wyjątkowo ciężko odpowiedzieć na to pytanie.

Nie przypominam sobie, by wcześniej powstała podobna powieść opowiadająca o relacji pilota i stewardesy, choć oczywiście mogę się mylić. Na tym niestety kończy się praktycznie cała oryginalność. Po raz kolejny mamy typowego twardego, przystojnego mężczyznę po przejściach, związek bez zobowiązań przeradzający się w coś więcej, oraz wyjątkową główną bohaterkę uwielbiającą książki, robiącą sobie w międzyczasie nadzieje na wielką miłość. Czy to nie brzmi choć trochę znajomo? Czy nie dokładnie to dostajemy praktycznie w każdej kolejnej powieści tego typu? Niestety, odpowiedź na oba pytania jest taka sama.

Oczywiście Turbulencję czyta się naprawdę przyjemnie i przede wszystkim szybko, zresztą jak każdą powieść tego typu. Z pewnością jest dobrą opcją na jeden wieczór. Poprawi humor, przyspieszy płynący czas, może nawet zaleczy wściekłego kaca książkowego, ale niestety z pewnością nie zostanie w pamięci na zbyt długo.

Wszystkie wątki, które miały być wyjątkowe, odróżniające tę pozycję od innych na rynku, zostają zepchnięte gdzieś na dalszy plan. To co miało być atutem jest zmarginalizowane na rzecz wątków, które są zwykłą kalką i mieszanką wszystkich popularnych erotyków z ostatnich lat. W pewnym momencie akcja faktycznie nieco odbija od utartych schematów, choć przy tym traci sporo na wiarygodności.

- Jeśli przytrafi się panu coś złego, do kogo mamy zadzwonić w pierwszej kolejności?
- Do zakładu pogrzebowego.

Było całkiem przyjemnie, choć jednocześnie nie ukrywam, że jestem rozczarowana. Liczyłam na coś więcej, choć może w kolejnych ewentualnych tomach autorka ma zamiar stopniowo rozwijać wszystkie niedopracowane wątki o których pisałam. Nie mam stuprocentowej pewności, że kolejny tom powstanie ponieważ zakończenie można uznać za zamknięte.


Cóż, polecam przede wszystkim fankom tego typu historii. Jeśli jednak macie dość schematów i szukacie czegoś bardzo oryginalnego i nowatorskiego - nie dajcie się zwieść ładnej okładce i intrygującemu opisowy. Nadaje się idealnie jako niezobowiązująca rozrywka na jeden wieczór. 

środa, 6 grudnia 2017

Komisarz - Paulina Świst


Tytuł: Komisarz
Autor: Paulina Świst
Liczba stron: 320
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #2

Okładka mówi:
Zuzanna Kadziewicz żyje jak pod kloszem. Kochający ojciec-biznesmen trzyma nad ukochaną jedynaczką parasol finansowy. Zuzanna pracuje jako pedagog z pasji, nie dla chleba. Uwielbia pomagać dzieciom. W jej odrealnionym świecie pewnego dnia pojawia się mężczyzna…
Radosław jest wykształcony, męski, przystojny, dobrze wychowany, zamożny. Potrafi się znaleźć w teatrze, cierpliwie doradzać w butikach. W dodatku, po pięciu tygodniach znajomości, wyjaśnia się, że jest gentelmanem w łóżku. Prawdziwy ideał.
Niestety, wyśniony mężczyzna okazuje się policjantem. Komisarz Radosław Wyrwa – fachowiec od działań „pod przykrywką”. Zuzanna to dla niego tylko figurantka, zaledwie narzędzie służące do rozpracowania ciemnych interesów ojca. Antoni Kadziewicz, na pozór szanowany biznesmen, w rzeczywistości zwabia z Ukrainy dziewczyny do domów publicznych. Zadłużony, szantażowany przez ukraińskich mafiosów, nie potrafi wydostać się z matni.


Moja opinia:
Kilka miesięcy temu miałam okazję przeczytać Prokuratora autorstwa Pauliny Świst i muszę przyznać, że nie byłam zachwycona. Książka ta pretendowała do bycia kryminałem, przełomową pozycją. Czymś, co w teorii miało odsłonić prawdziwe oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. Chodź debiut ten nie został dobrym wspomnieniem, postanowiłam dać serii szansę i zabrałam się za Komisarza.

Na pierwszy plan tym razem wysuwa się Zuzanna Kadziewicz, żyjąca pod kloszem jedynaczka, której ojciec zamieszany jest w ciemne interesy. Jej partnerem zostaje Radosław Wyrwa, który początkowo udaje kogoś kim nie jest. Nie mogło zabraknąć również znanych nam już postaci z części pierwszej.

(…) sukces przychodził tylko wtedy, kiedy okupiło się go odpowiednią liczbą poświęceń.

Bohaterowie do złudzenia przypominają tych z Prokuratora. Język wciąż pozostał prosty, pełen przekleństw i mało ciekawy, a dialogi nadal często prowadzą do ślepej uliczki. Niestety pod tymi względami zawiodłam się na całej linii.

Po raz drugi jedną z nielicznych zalet było to, że akcja bardzo prężnie pędzi do przodu. Dzieje się sporo, teoretycznie są jakieś emocje, nic nie było przesadnie rozwleczone. Akcja ma miejsce w Katowicach, jednak nie można tu kompletnie wyczuć klimatu miasta, brak jakichkolwiek opisów. Jest to po prostu nazwa zapisana na papierze.

Komisarz pretenduje do bycia romansem, erotykiem i kryminałem jednocześnie, choć w zasadzie nie jest żadnym z nich. Zawiązanie całej intrygi jest dość słabe, sporo faktów można przewidzieć.

Po kolejną część na pewno nie sięgnę, a lekturę odradzam wszystkim wymagającym czytelnikom. Dla szukających niezobowiązującej rozrywki może to być jakaś opcja. 

***

Wszystkich zainteresowanych zapraszam do zapoznania się z recenzją pierwszego tomu - Prokurator [klik]

wtorek, 5 grudnia 2017

Żniwa zła - Robert Galbraith


Tytuł: Żniwa zła
Autor: Robert Galbraith (J. K. Rowling)
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Dolnoślaskie
Tom: #3

Okładka:
Trzecia powieść Roberta Galbraitha to diabelsko inteligenta zagadka kryminalna, a zarazem wciągająca historia kobiety i mężczyzny, którzy znaleźli się w trudnym momencie, zarówno jeśli chodzi o życie zawodowe, jak i osobiste. 
Robin Ellacott otrzymuje tajemniczą przesyłkę. Z przerażeniem odkrywa w paczce odciętą nogę. Szef dziewczyny, prywatny detektyw Cormoran Strike, jest równie zaskoczony, choć nieco mniej przerażony. Przychodzą mu na myśl tylko cztery osoby, które mogłyby być zdolne do takiej brutalności. Detektyw sądzi, że policja podąża fałszywym tropem. Rozpoczyna śledztwo na własną rękę.

Moja opinia:
Swoją przygodę z kryminalną stroną Rowling zaczęłam w odwrotnej kolejności, ponieważ po obejrzeniu niedawno powstałego serialu zabrałam się za trzeci tom. Dwa wcześniejsze nadrobiłam dopiero później, dlatego też z pewnością wpłynęło to w jakimś stopniu na moją ocenę i odbiór. Żniwa zła to trzecia część sagi opowiadającej o losach prywatnego detektywa Cormorana Stike'a i jego asystentki Robin Ellacott.

Muszę przyznać, że miałam całkiem sporo obaw przed lekturą. Od bardzo wielu lat jestem wierną fanką Harrego Pottera, jednocześnie nie czytałam pierwszej książki autorki, która skierowana była do dorosłego czytelnika. W tym momencie mogę powiedzieć, że nie żałuję podjętego ryzyka.
Największym plusem według mnie jest naprawdę ciekawa budowa postaci. Na tym polu z pewnością nie można niczego zarzucić, autorka zadbała o najmniejsze szczegóły i stworzyła bohaterów z krwi i kości. Sama dosłownie z wypiekami na twarzy śledziłam relację Cormorana i Robin, ponieważ tak bardzo zaangażowałam się emocjonalnie w ich historię.

Piękno można znaleźć prawie wszędzie, jeśli człowiek przystanie, żeby się rozejrzeć, lecz codzienna walka o przetrwanie sprawia, że łatwo zapomnieć o istnieniu tego zupełnie darmowego luksusu.

Czy zatem ta powieść ma jakieś wady? Tak, choć naprawdę nie uważam by było bardzo źle. Największą bolączką Żniw zła jest prawdopodobnie lekko rozwleczona akcja i średnio satysfakcjonujące poprowadzenie wątku kryminalnego. Proporcje poszczególnych elementów składowych nie są dobrze wyważone. Mamy ogrom życia prywatnego bohaterów, sporo retrospekcji i wspomnień, przydługie opisy czynności związanych ze śledztwem. Niestety, fani naprawdę dobrych intryg oraz osoby, które uwielbiają samodzielnie rozwiązywać zagadkę w trakcie lektury - nie będą usatysfakcjonowani.

Mimo wcześniej wspomnianych wad bawiłam się podczas czytania naprawdę dobrze, a historia pochłonęła mnie tak mocno, że połknęłam ją dosłownie w jeden wieczór. Żałuję jedynie, że nie mogę sensownie odpowiedzieć na pytanie, czy jest ona lepsza bądź gorsza od poprzedniczek. W moim odczuciu jest równie dobra, a może nawet najlepsza, choć z pewnością ma na to wpływ zaburzona kolejność mojej przygody z Cormoranem.

Śmierć jest jak gwiazda rocka, która zawsze przyciąga publiczność.


Z jednej strony mamy średnio satysfakcjonujący wątek kryminalny i nieco nazbyt rozwleczoną akcję, z drugiej zaś ciekawych bohaterów połączonych naprawdę niecodzienną relacją. Poszczególne wątki nie są sobie równe, mimo wszystko Żniwa zła dostarczają wielu pozytywnych emocji i beż wątpienia można się przy niej dobrze bawić. Jeśli jesteście ciekawi jak rozwija się autorka - nie wahajcie się. Sama obecnie z niecierpliwością wyczekuję czwartego tomu, który pojawi się prawdopodobnie w przyszłym roku.

wtorek, 24 października 2017

Wyniki konkursu rocznicowego

We wstępie chciałabym bardzo was przeprosić za tak wielkie opóźnienie w opublikowaniu wyników. Niestety ktoś z mojej bliskiej rodziny zachorował bardzo poważnie, dlatego też blog był jedną z ostatnich rzeczy o których myślałam. Zgodnie z obietnicą wyłoniłam dwie osoby w drodze losowania. Książki trafią do: 

  • Beaty Kandzi (Skaza) 
  • Dominiki K. z Czytelni Dominiki (Serce w kawałkach) 

Maile z prośbą o adres czekają na Was na podanych adresach e-mail. W razie ewentualnego braku odpowiedzi będę losowała kolejne osoby. 

sobota, 30 września 2017

Wróć za mną - A. Meredith Walters


Tytuł: Wróć za mną
Autor: A. Meredith Walters
Liczba stron: 400
Wydawnictwo: ya!
Tom: #2 (finał)

Okładka:
Aubrey Duncan zawiodła się na miłości. Co powinna teraz zrobić? Posłuchać serca, które ją zdradziło, czy serca, które podpowiada jej by po prostu odpuścić? Uzależnienie prawie pokonało i zniszczyło Maxxa Demelo. Zrujnowało jego życie i jedyną rzecz, na której naprawdę mu zależało – związek z ukochaną dziewczyną. Pragnął zasłużyć na związek z Aubrey Duncan, nawet jeśli musiałby podjąć się niemożliwego. Dlatego zgłosił się na odwyk. Aubrey straciła wszystko ponieważ poszła za głosem serca. Obiecała, że tym razem będzie myśleć przede wszystkim o sobie, zadba o siebie z dala od Maxxa i jego demonów. Lecz gdy tylko zacznie działać, Maxx skończy odwyk i pojawi się w życiu Aubrey, chcąc jej udowodnić, jak bardzo siebie potrzebują. Chaos wedrze się w ich życie ze zdwojoną siłą. Nieważne jak bardzo złamane – serce nie daje o sobie zapomnieć…

Moja opinia:
Wróć za mną jest jednocześnie drugim i finałowym tomem serii Twisted Love. Aubrey Duncan stara się ze wszystkich sił pogodzić z losem i wrócić do swojego dawnego życia, zaś Maxx Demelo próbuje naprawić swoje błędy. Tylko czy oboje osiągną to, czego naprawdę pragną?

Nie od dziś wiadomo, że motyw narkotyków bardzo często pojawia się w literaturze i jest wałkowany na milion różnych sposobów. Jedno jest pewne - jeśli szukacie powieści, która odda problem uzależnienia w stosunku jeden do jednego z rzeczywistością, rozczarujecie się. Zarówno Twoim śladem jak i Wróć za mną są przede wszystkim romansami. Cała reszta tutaj jest jedynie tłem wydarzeń.

Muszę przyznać, że naprawdę polubiłam styl autorki. Lektura ta była dla mnie niezwykle przyjemna, a czytanie poszło mi bardzo szybko. Nie mamy tutaj żadnych dłużyzn fabularnych, jest za to całkiem sporo akcji i jeszcze więcej przemyśleń. W pierwszym tomie skupialiśmy się na rodzącym się, zakazanym uczuciu. Tutaj zaczynamy od stawienia czoła konsekwencjom, które główna para musiała ponieść. Dla mnie to ogromny plus, szczególnie jeśli chodzi o wątek Aubrey i jej pracy.

Mimo wszystko czuję lekkie rozczarowanie ponieważ liczyłam na to, że po takiej pierwszej części dostaniemy naprawdę mocne zakończenie. Niestety, wszystko jest nazbyt wyidealizowane, zaś przez bite czterysta stron mimo pozornie pędzącej akcji dzieje się naprawdę niewiele.


Jeśli miałabym oceniać tę książkę po prostu jako kontynuację romansu, uznałabym że nie powtórzyła ona klimatu pierwszej części. Jeśli zaś ktoś zapytałby, czy Wróć za mną oddaje choćby w małej części to, jak ta historia wyglądałaby w realnym życiu - zaprzeczyłabym bardzo stanowczo. Niestety jest to historia oderwana od rzeczywistości i realiów życia z osobą uzależnioną. W każdym wariancie według mnie wypada dość średnio, dlatego też sami musicie zdecydować czy warto po nią sięgnąć.

czwartek, 28 września 2017

Wyspa Mgieł - Maria Zdybska [BOOK TOUR]


Tytuł: Wyspa Mgieł
Autor: Maria Zdybska
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Genius Creations
Tom: #1

Okładka mówi:
Ona – przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę.
On – potężny mag, wyrzutek, arogant i sybaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.
Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych. Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia – droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł.


Moja opinia:
Do Wyspy Mgieł zabierałam się dosyć długo, a moja choroba skutecznie opóźniała moment rozpoczęcia lektury. Miałam w sobie sporo obaw, na szczęście jednak mogę powiedzieć, że odczułam pozytywne rozczarowanie.



Główną bohaterką jest Lirr, młoda dziewczyna mieszkająca w królewskim zamku. Jako mała dziewczynka została wyłowiona z oceanu przez piratów, jednak jej wcześniejsze życie jest wielką niewiadomą nawet dla niej samej. Jej stabilne życie przerywają dramatyczne wydarzenia, a życie księżnej zależeć będzie właśnie od niej. Czy jest skłonna uratować życie kobiety, której nawet nie darzy sympatią? Co na to jej ukochany, nie zdający sobie sprawy z uczuć Lirr? Jakie będą konsekwencje całej podróży? Odpowiedź na te i wiele więcej innych pytań znajdziecie w Wyspie Mgieł.

Powieść ta okazała się być dla mnie niezwykle przyjemną odskocznią od szarej codzienności, pozwalając mi na chwilę odciąć się od problemów. Jak to zwykle z debiutami bywa - nie jest pozbawiona wad, dlatego może zacznę właśnie od nich. Po pierwsze, korekta. A w zasadzie jej miejscowy brak. Zdarzało się sporo powtórzeń, literówek, kilka przekręconych wyrazów oraz brak kursywy w miejscu, w którym powinna ona być. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie przepisane praktycznie słowo w słowo zdanie. Naprawdę szkoda.

Na plus z pewnością zasługuje kreacja bohaterów. Moją wielką faworytką praktycznie od samego początku została Milda, a Raiden sprawiał, że nawet mniej wartkie fragmenty stawały się ciekawsze. Chwilami nawet żałowałam, że nie pojawia się on jeszcze częściej. Równie ciepłe uczucia wzbudziła we mnie Rosmerta, z kolei Cael mnie irytował a sam wątek jego osoby bywał nużący, bez żalu więc usunęłabym go z fabuły. Główna bohaterka początkowo zyskała moją przeogromną sympatię, niestety im dalej brnęłam, tym bardziej te pozytywne odczucia topniały. Bywała nieco nazbyt dziecinna i chwilami nie dostrzegała rzeczy bardzo oczywistych, a ja nie do końca rozumiałam jej motywacje. Z pewnością opinia czytelnika o Lirr zależeć będzie w dużej mierze od czytelniczego gustu.



Język był naprawdę przystępny a opisy ciekawe, choć chwilami bardzo zawiłe. Podeszłam do Wyspy Mgieł bez żadnych oczekiwań i prawdopodobnie właśnie dlatego nie czuję się rozczarowana. Zakończenie pozostawiło we mnie pewien niedosyt, dlatego też z wielką ciekawością zabiorę się za tom drugi. Polecam ją wszystkim fanom fantasy, magii oraz pirackich motywów. 

***

Przy okazji serdecznie zapraszam was na bloga organizatorki book tour, czyli na Bluszczowe Recenzje  oraz na fanpage autorki Wyspy Mgieł.