piątek, 29 marca 2013

Aktualizacja biblioteczki

Wczoraj co prawda miała pojawić się recenzja książki, a w niedzielę biblioteczka - zmieniłam jednak kolejność tych dwóch postów. W porównaniu do poprzednich zdjęć sprzed dwóch lat - trochę powieści przybyło. Zresztą spójrzcie sami :

I na koniec - całość :
Brakuje tylko Ever, Błękitnej godziny oraz trzeciej i czwartej części Darów Anioła. Co myślicie o moich skromnych zbiorach? ; )
Skorzystam też z okazji, by życzyć Wam wesołych, szczęśliwych, rodzinnych i naprawdę wspaniałych świąt!

niedziela, 24 marca 2013

Stosik książek + druga rocznica + trochę informacji

Witajcie!
Ostatnio w końcu udało mi się przeczytać powieści, które na mojej półce przeleżały kilka dobrych miesięcy. Myślę, że właściciele na ich widok bardzo się ucieszą. : )
 1. Kelley Armstrong - Odwet. recenzja
2. Kelley Armstrong - Przebudzenie. recenzja
3. Kelley Armstrong - Wezwanie. recenzja
4. Marjorie M. Liu - Pocałunek łowcy recenzja
5. Marjorie M. Liu - Wołanie z mroku
6. L. J. Smith - Wizje w mroku
Powieści z numerami 4,5 oraz 6 udało mi się kupić za wyjątkowo niską cenę na wyprzedaży. Bodajże 9.99 za sztukę! Niedługo powinnam skończyć czytanie wszystkich. Recenzji kolejnej książki pani Liu możecie spodziewać się pierwszego dnia wolnego przed świętami wielkanocnymi - czyli już w czwartek! A niedługo później na prośbę kilku osób - dokonam małej aktualizacji mojej biblioteczki.

 Ostatnio pojawiałam się w blogowym świecie nieco rzadziej niż wcześniej (chociaż myślę, że już powoli wracam do dawnej formy) i na powyższym zdjęciu widać jedną z przyczyn. Teoretycznie trzech tygodni (w praktyce wychodzi trochę mniej) uczę się języka rosyjskiego! Na razie co prawda dopiero niedawno zakończyłam ogarnianie cyrylicy, jednak moja pani mówi, że idzie mi bardzo dobrze i przy tym całkiem sprawnie już składam litery, biorąc pod uwagę czas nauki!

I na koniec czas wspomnieć o sprawie chyba najważniejszej, mianowicie - dokładnie 7 marca mój blog skończył już dwa lata działalności! Jak zwykle przegapiłam tę datę, myślę jednak, że na świętowanie nigdy nie jest za późno. Od tego czasu przybyło tutaj :
  • 64 posty
  • 110 obserwatorów
  • 16050 wejść
  • około 50 recenzji, które można znaleźć w jednej z zakładek 
  • 550 komentarzy
  • ... oraz fanpage fejsbukowy. link
I tak na koniec dodam tylko, że piękną mamy wiosnę jak widać na załączonym obrazku! ; )

piątek, 22 marca 2013

Odwet - Kelley Armstrong


Tytuł: Odwet
Autor: Kelley Armstrong
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

Okładka mówi:
Cała nasza czwórka - Tori, Derek, Simon i ja - uciekała przed Grupą Edisona, kiedy zorientowaliśmy się, że jesteśmy obiektami projektu Genesis, który polegał na tym, że produkowano paranormalnych na drodze modyfikacji genetycznych.
Moja ciotka Lauren była jednym z lekarzy uczestniczących w tym eksperymencie, ale zdradziła swoich kolegów i pomogła nam uciec. Teraz ona była w ich rękach... a przynajmniej taką miałam nadzieję.


Moja opinia:


Kelley Armstrong jest pisarką kanadyjską zaliczaną do grona najoryginalniejszych współczesnych twórców powieści z gatunku thrillera nadnaturalnego i kryminału. Zanim poświęciła się pisaniu, ukończyła studia psychologiczne i informatyczne. Jest autorką dwudziestu powieści (m.in. Ugryzionej, Stolen, Wezwania).
Odwet jest już trzecim i za razem ostatnim tomem zamykającym trylogię. Tuż po skończeniu części poprzedniej z wielką ochotą zabrałam się za czytanie, ciekawa dalszych losów ulubionych bohaterów.
Po pokonaniu wielu przeciwności losu Derek, Chloe, Simon i Tori znajdują schronienie u dawnego przyjaciela ich ojca – Andrew. W spokoju szykują oni plan pokonania Grupy Edisona, z czasem jednak sprawy dość znacznie się komplikują, przez co grupa nastolatków nie wie już kto jest godny ich zaufania, a kto po prostu znów próbuje ich wykorzystać.
„Odwróciłam oczy. Nie żeby źle wyglądał półnagi, wprost przeciwnie, i właśnie dlatego... Dobrze, ujmijmy to tak: przyjaciele najlepiej wyglądają w ubraniu.”
Narracja w tej części nie uległa zmianie, wciąż poznawaliśmy całą historię z perspektywy głównej bohaterki – Chloe. O ile wcześniej element ten był dla mnie znośny, tak tutaj chwilami co niektóre jej przemyślenia prowokowały mnie do przewracania oczami nad książką. Pozostali bohaterowie pod względem charakterów nie ulegli właściwie żadnej zmianie. Jeśli jednak już ktoś nieco zapunktował, to z pewnością tą osobą śmiało można nazwać Tori. Od „Przebudzenia” mam też nieodparte wrażenie, że Simon jest tylko ‘tym ładnym’ oraz ‘dobrym bratem i kolejnym adoratorem głównej bohaterki w jednym’, bo jak wiadomo jeden to z reguły za mało.  Jak dla mnie – nie wnosił swoją postacią zbyt wiele. 
„-Posłał ci to spojrzenie? 
-Spojrzenie?
 -Wiesz. Te, które sprawia, że wygląda jak zbity szczeniak, i sprawia, że czujesz się jak kretyn za karcenie go. [...] Miękniemy, mówimy mu, że wszystko jest w porządku, a następna rzeczą, jaką widzisz to jak znów żuje twoje kapcie.”
Odwet od swoich poprzedniczek różni przede wszystkim to, że… bohaterowie zaczęli tutaj używać przekleństw. Sama nie wiem jak mam to ocenić, w każdym razie zdarzało się to na tyle rzadko, że nie zaniżyło w moich oczach ogólnej oceny powieści. Napotkałam też nieco więcej powtórzeń niż wcześniej, a te budzą we mnie mocne stany irytacji. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o te mniej przyjemne rzeczy.
Akcja naprawdę szybko brnie do przodu, ciągle się coś dzieje dzięki czemu naprawdę trudno oderwać się od powieści w trakcie czytania. I to zasługuje na naprawdę wielki plus. Całość dzięki temu naprawdę wiele zyskuje. Styl nie uległ zmianie, wciąż jest ciekawy i wciągający. A jedyny mankament to wcześniej wspomniane powtórzenia.
„Wsunęłam pistolet za spodnie pośrodku pleców. Ilekroć widziałam to na ekranie, przewracałam oczami i myślałam Ekstra! Jeden nieostrożny ruch i masz odstrzeloną dupę , ale w tej chwili żadne inne miejsce nie przychodziło mi do głowy.”
Szata graficzna tak jak w poprzednich częściach – jest naprawdę przyzwoita, do tej pory wszystkie z okładek przypadły mi do gustu. Tłumaczenie również jest jak najbardziej dobre, nie wyłapałam żadnych błędów tudzież literówek. Tylko ta cena mogłaby być odrobinę niższa…
Jeśli chodzi o samo zakończenie, muszę przyznać, że mnie nie rozczarowało, choć co niektórych jego elementów bez trudu można było domyślić się jeszcze w trakcie czytania części pierwszej.
Myślę, że „Odwet’’ jest naprawdę dobrym zakończeniem całej serii i z czystym sumieniem polecam ją wszystkim niezdecydowanym, fanom serii oraz zachęcam tych, którzy poddali się przy części poprzedniej – dajcie tej powieści szansę, myślę, że naprawdę warto.


Ocena: 7/10

poniedziałek, 18 marca 2013

Przebudzenie - Kelley Armstrong


Tytuł: Przebudzenie
Autor: Kelley Armstrong
Liczba stron: 368
Wydawnictwo: Zysk i s-ka

Okładka mówi: Chloe Saunders była jednak żywą i absolutnie normalną nastolatką, a przynajmniej tak jej się wydawało do chwili, gdy poznała wstrząsającą prawdę: jest chodzącym eksperymentem naukowym. W chwili narodzin została genetycznie zmodyfikowana przez grono bezwzględnych naukowców znane jako Grupa Edisona.
Chloe dysponuje niezwykłymi zdolnościami: widzi duchy, a także jest w stanie wskrzeszać zmarłych, co często ma przerażające konsekwencje.


Moja opinia:
Kelley Armstrong jest pisarką kanadyjską zaliczaną do grona najoryginalniejszych współczesnych twórców powieści z gatunku thrillera nadnaturalnego i kryminału. Zanim poświęciła się pisaniu, ukończyła studia psychologiczne i informatyczne. Jest autorką dwudziestu powieści (m.in. Ugryzionej, Stolen, Wezwania).
Kończąc pierwszą część tejże trylogii byłam naprawdę poirytowana faktem, że pozwoliłam tak dobrej książce przeleżeć  w zapomnieniu kilka miesięcy na mojej półce. Niedługo po zakończeniu tej lektury sięgnęłam więc pełna nadziei i lekkich obaw po część drugą – „Przebudzenie”. Nauczona przykrymi doświadczeniami z przeszłości, starałam się nie stwarzać zbyt wygórowanych wymagań, by nie rozczarować się jak przy wielu innych seriach – ponieważ częstym zjawiskiem była tendencja spadkowa poziomu z każdym kolejnym tomem. Przez mniej więcej pierwsze trzydzieści stron miałam wrażenie, że będzie tak i tym razem. Wciąż miałam wrażenie, że jest nieco gorsza od „Wezwania”, jakoś nie mogłam się wciągnąć. A już na pierwszej stronie czaiło się powtórzenie, które zauważyłam od razu. I po owych trzydziestu stronach – w końcu wciągnęłam się bez reszty, zapominając o całym świecie i wszystkich obowiązkach, które miałam do wypełnienia.
Główni bohaterowie są wciąż ci sami, poza jedną postacią która występuje dopiero pod koniec – nie pojawia się nikt nowy. Chloe Saunders, piętnastoletnia nekromantka wciąż jest naszą narratorką. W tej części ucieka od więżącej ją Grupy Edisona, by wyruszyć razem z Derekiem, Simonem oraz Tori na poszukiwanie dawnego przyjaciela ich ojca, który nie tylko może im pomóc, ale również z pewnością posiada cenne informacje.
„Jesteśmy kompletnie ześwirowani i kompletnie nie cool. Twoja popularność leci na łeb na skutek samego przebywania z nami [...]”
Jeśli chodzi o bohaterów, przyznać trzeba, iż wykreowani są w bardzo ciekawy sposób. Wszyscy są złożeni, wielowymiarowi, posiadają własne indywidualne cechy. I przede wszystkim – nie są nudni. Moim osobistym faworytem praktycznie od początku był Derek, najbardziej tajemniczy i co za tym idzie, intrygujący z całej paranormalnej drużyny. Jeśli mam być szczera to z chęcią w kolejnej części widziałabym go u boku Chloe w roli jej chłopaka. Simon również jest chłopakiem dość sympatycznym, acz jeśli mam być szczera – jest on postacią najnudniejszą z kluczowej czwórki.
Odnośnie fabuły wystarczy chyba jeśli stwierdzę, że jest naprawdę ciekawa. Widać, że powieść ta została dobrze przemyślana przez autorkę. Akcja w dość szybkim tempie brnie tu do przodu. Pochwalić trzeba również to, że Kelley Armstrong naprawdę umie budować napięcie. Po wciągnięciu się w lekturę przeżywałam razem z bohaterami wszystkie ich rozterki, uczucia, emocje, ten stres podczas ucieczek i wszystko inne. A to właśnie budzenie uczuć jest w każdej powieści najważniejsze. Dodam więc tylko jedno – „Przebudzenie” zdało ten test z oceną bardzo dobrą. Styl autorki w porównaniu do części poprzedniej nie uległ zbyt wielkiej zmianie, jeśli nie zmienił się w ogóle. Wciąż jest równie ciekawy, barwny a przy tym prosty. Dialogi są ciekawe, niekiedy śmieszne i podczas ich czytania nie mamy wrażenia, że są bezsensowne – jak to nieraz bywa w co niektórych książkach. Jednym z elementów, które można też wyłapać podczas lektury jest dość częste występowanie młodzieżowego języka. Według mnie na szczęście nie została przekroczona ta cienka granica między autentycznym brzmieniem, a przesadą – choć to raczej należy zostawić do oceny innym czytelnikom. W końcu każdy ma do tego inny poziom tolerancji.
„Przypadkiem udało ci się unieszkodliwić tę kobietę i już jesteś Rambo?”
Okładka tak jak poprzednia jest naprawdę ładna, przyciąga wzrok i zachęca do czytania. Szata graficzna jest niewątpliwym plusem tej serii. Jeśli chodzi o błędy tudzież inne literówki – nie wyłapałam żadnego poza wspomnianym już wcześniej jednym powtórzeniem.
Reasumując – myślę, że „Przebudzenie” jest naprawdę dobrą kontynuacją swej poprzedniczki i z czystym sercem polecam ją fanom serii, niezdecydowanym oraz tym, którzy jeszcze nie czytali części pierwszej. Sama z wielką ochotą sięgnę po tom ostatni.

Ocena:  8/10

czwartek, 14 marca 2013

Pocałunek łowcy - Marjorie M. Liu


Tytuł: Pocałunek łowcy
Autor: Marjorie M. Liu
Liczba stron: 328
Wydawnictwo: Amber

Okładka mówi:
Za dnia tatuaże są jej zbroją. Nocą ożywają, odrywają się od jej ciała, by stworzyć jej własną demoniczną armię. Są jedynymi przyjaciółmi ostatniej tropicielki demonów Maxine Kiss w jej walce ze złem. Jedynymi bliskimi istotami w jej życiu, w którym nie ma miejsca na miłość. Lecz nadchodzi dzień gdy wszystko się zmienia za sprawą niezwykłego mężczyzny…

Moja opinia: Marjorie M. Liu ukończyła prawo, ale nie została prawniczką, tylko autorką bestsellerów
z list „The New York Times”. Paranormalne romanse z Maxine Kiss (Pocałunek łowcy, Wołanie z mroku, Dziki płomień) od 2008 roku zdobywają coraz liczniejsze rzesze czytelniczek, oczarowanych wyobraźnią autorki. Marjorie Liu po mistrzowsku splata trzymającą w napięciu intrygę z romantycznym wątkiem, a fantastyczny świat z realiami współczesności.
Sięgając po „Pocałunek nocy” byłam średnio przekonana do tejże lektury. Zobaczyłam ją na dość dużej promocji w jednej z okolicznych księgarni  w komplecie z drugim tomem, stwierdziłam więc, że nawet jeśli się rozczaruję – wiele nie stracę. A i luźne czytadła też są od czasu do czasu potrzebne. Razem z moim nowym nabytkiem wróciłam czym prędzej do domu, by jak najszybciej zabrać się za czytanie.
Główną bohaterką i narratorką za razem jest Maxine Kiss – ostatnia tropicielka demonów, posiadająca magiczną zbroję chroniącą jej życie za dnia. Jej postać kreowana jest na kobietę odważną, silną, twardą – w rzeczywistości jednak pojawia się wiele momentów, w których wykazuje ona współczucie wobec innych oraz wrażliwą stronę swej duszy.
Całość zaczyna się od dość mocnego wejścia w scenę z przeszłości Maxine, jeszcze za czasów życia jej matki. Ta zapomniana scena wróciła do jej pamięci dopiero po śmierci matki. Wszystkie wydarzenia w niej zawarte mają dość duże znaczenie w późniejszych rozdziałach.
Kolejną postacią pojawiającą się w powieści jest Grant, czyli ukochany naszej głównej bohaterki. Miły, uczynny facet troszczący się o Maxine. Jako postać jest nieco nudny, brak mu… pazura? Tak to bym określiła.
Opis z tyłu dumnie głosi, iż w życiu bohaterki nadchodzi dzień, w którym wszystko zmienia się za sprawą poznanego śmiertelnika. I sama już nie wiem, czy tylko moją uwagę zwrócił fakt, że owy mężczyzna jest już w jej życiu w momencie rozpoczęcia lektury.
Odnośnie wątku miłosnego wspomnieć należy też, że jest on dość słabo rozbudowany. Szczerze powiedziawszy liczyłam na coś więcej. Relacja ta jednaj zostaje wręcz zepchnięta na jednym z dalszych planów.
Styl autorki jest dość prosty, bez wątpienia będzie zrozumiały dla każdego, nawet tego mniej wymagającego czytelnika. Opisy chwilami stawały się nieco nudne, to samo mogę powiedzieć o dialogach, mimo to jednak nie mogłam oderwać się od „Pocałunku nocy” aż do ostatniej strony.  Niewątpliwą zaletą jest tu naprawdę wartka akcja, która wciąż nieprzerwanie pędzi do przodu. Wciąż coś się dzieje, w efekcie czego czytelnik nie ma szans na nudę. Ogólny pomysł na fabułę jest naprawdę ciekawy – zombie przedstawione w sposób inny niż ten oklepany, rody łowców, demony, żywa zbroja. To wszystko ma naprawdę wielki potencjał, myślę jednak, iż nie został on do końca wykorzystany.
Jeśli chodzi o szatę graficzną – myślę, że okładka jest całkiem przyzwoita. Raczej mroczne kolory, dziewczyna z tatuażami – prezentuje się to dość dobrze. Tylko ten napis w prawym górnym rogu jest zbędny jak dla mnie. W trakcie czytania zauważyłam też co najmniej jedną literówkę, która sprawiała, że zdanie traciło logiczny sens. Większych błędów nie wyłapałam.
Ogólnie rzecz biorąc myślę, że książka ta jest idealnym czytadłem dla odstresowania się po ciężkim dniu. W trakcie lektury można spędzić naprawdę przyjemne chwile wraz z bohaterami. Odradzam ją jednak wszystkim tym, którzy oczekują czegoś więcej, bądź też podchodzą do bestsellerów New York Times’a równie sceptycznie co ja przez większość czasu.

Ocena: 5/10