środa, 31 lipca 2013

The Versatile Blogger Award


Zasady:
1. Podziękować nominującemu blogerowi.
2. Pokazać nagrodę The Versatile Blogger u siebie.
3. Ujawnić 7 faktów o sobie.
4. Nominować 15 blogów, które na to zasługują.
5. Poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów








Tym razem wracam do was z kolejną blogową zabawą. Co prawda nie zostałam do niej nominowana (czy raczej nominowałam sama siebie ;) ), ale myślę, że to nie będzie żadną przeszkodą. Poza tym przyda się mała odskocznia od recenzji, których w sierpniu pojawi się dość sporo. 
1. Uwielbiam gotować! Zawsze szukam w internecie lub przeróżnych książkach kucharskich przepisów, wypróbowuję ich a później wprowadzam własne poprawki i wklejam do swojego specjalnego zeszytu. 
2. W przypływach wolnego czasu hobbystycznie zajmuję fotografią wszystkiego co jest w stanie mnie zainteresować. Mam nawet własnego floga, jeśli ktoś byłby ciekawy - klik
3. Moim największym hobby od zawsze jest rysowanie, malowanie i tworzenie przeróżnych rzeczy (chociażby kartek okolicznościowych). Zawsze chciałam zacząć wrzucać swoje prace na fanpejdż fejsbukowy, ale... wciąż brakuje mi odwagi ; )
4.  Za rok idę na studia i naprawdę nie wiem jaki kierunek mam wybrać. Jeśli pójdę zgodnie z zainteresowaniami - zostanę bezrobotną kobietą. Jeśli wybiorę coś spoza kręgów zainteresowań - praca się znajdzie, tylko co będzie z satysfakcją... 
5  Założyłam drugiego bloga, który w zamierzeniu pierwotnym miał być bardziej związany z kosmetykami i moim włosomaniactwem. Dalej jednak istnieje pusty gdyż... Brak mi odwagi by zacząć pisać. 
6.  Ostatnio zaczęłam z uporem maniaka skupywać przeróżne ozdobne i kolorowe szkła - szklanki, kieliszki, lampki na wino. Ustawiam to wszystko u siebie w pokoju, gdyż półki stały długo puste, stwierdziłam więc że nadszedł czas by je zapełnić. 
7.  Jeszcze trochę ponad miesiąc temu miałam włosy sięgające mi dużo poniżej pasa. Obecnie zostały mi włosy trochę za ramiona (ścięłam gdyż były bardzo zniszczone) i stosując przeróżne naturalne metody na przemian próbuję odhodować je w jak najszybszym tempie. Trzymajcie kciuki! 

A teraz zajmę się drobnymi informacjami dodatkowymi związanymi z blogiem i nie tylko.  
- Mój fanpejdż fejsbukowy istnieje już dokładnie rok!
- Na blogu w najbliższym czasie pojawi się podsumowanie miesiąca (które prawdopodobnie znów zagoszczą na stałe na blogu) a następnie recenzje pandemonium, grzechów anioła, ukojenia oraz niepokoju. 
- Niedawno powstała nowa strona związana z literaturą - autorzy365. Sama założyłam już tam konto, a Wy? ; )
- Blogową zabawę 'pożyczyłam' od larysy 
Na dziś to byłoby wszystko. Do zobaczenia w sierpniu ; ) 

sobota, 27 lipca 2013

Pandemonium - Lauren Oliver



Tytuł: Pandemonium
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 376
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi:
Lena żyje w świecie, w którym [miłość] uznano za niebezpieczną chorobę, a ludzie poddawani są zabiegowi, po którym już nigdy nie będą mogli kochać. Tuż przed operacją dziewczyna zakochuje się w Aleksie. Ich wspólna ucieczka kończy się tragicznie... Wśród dymu i płomieni Lena widzi twarz ukochanego po raz ostatni.Zrozpaczona przystępuje do ruchu oporu, by walczyć o wolność i [miłość]. Na jej drodze staje tajemniczy Julian. Czy można pokochać największego wroga?

Moja opinia:
        Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.
         Po Pandemonium sięgnęłam dosłownie od razu po skończeniu części poprzedniej, by jak najszybciej zapoznać się z dalszymi losami bohaterów. Po pierwszej części moje wygórowane wymagania nieco opadły – jednak uległam wielkiemu zaskoczeniu.
         W tej części autorka zdecydowanie rozwinęła swój styl. Praktycznie od pierwszych stron wyczuć można sporą różnicę w porównaniu do części pierwszej. Ponad to akcja dynamicznie ruszyła tu do przodu, a tego oczekiwałam praktycznie od początku mojej przygody z Delirium.
„Bo nigdy tak naprawdę nie będziemy w stanie zrozumieć drugiego człowieka. Możemy jedynie próbować, szukając po omacku drogi przez tunele, starając się oświetlić je pochodnią.”
         Charakter Leny dzięki życiu w głuszy z innymi ludźmi ulega diametralnej zmianie. Przestaje być cichą dziewczynką, a zaczyna być twardą kobietą umiejącą walczyć o przetrwanie, nie bojącą się nawet największych przeciwności losu.
         Historia ta zostaje podzielona na wtedy i teraz. Według mnie jest to bardzo ciekawe urozmaicenie, dzięki niemu mamy szansę poznać bliżej nie tylko losy nowej, zmienionej Leny, ale też jej początki w głuszy, chwile zwątpienia i trudy przemieszczania się razem z innymi ludźmi w ciężkich warunkach.
         Jeśli chodzi o samych bohaterów – w zdecydowanej większości pojawiają się tu postacie nowe. Z tych występujących w części pierwszej przewija się jedynie Hana, we wspomnieniach Leny – Aleks. I to by było na tyle.
         Zdecydowanym plusem tej powieści był Julian, może nie tyle przez wzgląd na charakter co chociażby przez jego historię, która do najszczęśliwszych nie należała. Z czasem zapałałam do niego ogromną sympatią, może nawet większą niż do Aleksa. Główna bohaterka pełna jest sprzecznych uczuć, z jednej strony wciąż kocha swego byłego chłopaka, a z drugiej nowopoznany Julian również nie jest jej obojętny. Autorka rozwija ten wątek w naprawdę ciekawy sposób – za co należy jej się wielki plus.
„Miłość. Gdy tylko wpuścisz do swojego serca to słowo, gdy tylko pozwolisz mu zapuścić korzenie, rozprzestrzeni się jak grzyb we wszystkich zakamarkach twojej duszy - a wraz z nim pytania, drżące, pączkujące lęki, które sprawią, że nigdy nie zaznasz spokoju.”
          Całość czyta się bardzo szybko i lekko. Język możemy określić jako zrozumiały, prosty a jednocześnie gęsto usiany cytatami nad którymi możemy się przez chwilę zamyślić. Powieść z pewnością możemy kreślić jako bardzo wciągającą – nawet nie zauważyłam, kiedy z pierwszej strony przeniosłam się na ostatnią.
          Ostatnią rzeczą, która dosłownie wbiła mnie w fotel było zakończenie. Z jednej strony gdzieś w głębi się tego spodziewałam, z drugiej jednak mimo to byłam zaskoczona.
          W porównaniu do części poprzedniej Pandemonium jest o wiele ciekawsze, bogatsze w akcję, ciekawsze zarówno językowo jak i stylistycznie. Od razu widać, że autorka poczyniła spore postępy we własnych zdolnościach twórczych.
          Z czystym sumieniem polecam ją każdemu kto waha się przed rozpoczęciem całej sagi, jeszcze jej nie czytał bądź też zraził się nieco po pierwszej części – ta z pewnością jest o wiele lepsza. Serdecznie polecam i wyczekuję niecierpliwie momentu, w którym sięgnę po tom ostatni.

Ocena:  8/10

wtorek, 23 lipca 2013

Ciemność przed świtem - J.A. London



Tytuł: Ciemność przed świtem
Autor: J.A. London
Liczba stron: 367
Wydawnictwo: Amber

Okładka mówi:
Dwaj bracia wampiry, dwaj synowie władcy nieśmiertelnych zakochani w tej samej śmiertelnej dziewczynie
Zbudowaliśmy mur, by ich powstrzymać. Lecz jesteśmy więźniami zamkniętymi w spustoszonym mieście, żyjącymi
w strachu przed zapadającą ciemnością…
Myślałam, że wiem wszystko o tych potworach. Ale nic nie przygotowało mnie na spotkanie z ich władcą… i jego synem.Czy mogę mu zaufać?
Wampiry opanowały świat. Ludzie żyją w spustoszonych miastach, chroniąc się za ich wysokimi murami. Tylko tu są względnie bezpieczni – dopóki będą składać nowemu władcy ofi arę.


Moja opinia:
J.A. London to Jan i Alex Nowasky – pisarski duet matki i syna. Jako Rachel Hawthorne Jan napisała wiele powieści dla młodzieży, między innymi bestsellerową serię Strażnicy Nocy.
Ciemność przed świtem to ich pierwsza wspólna książka.
O istnieniu tejże powieści dowiedziałam się przez przypadek – okładka przewinęła mi się na jednej z zakładek dołączanych w księgarni do każdego zakupu. Spodobała mi się – odnalazłam więc ją na jednym z portali literackich i dodałam do książek planowanych na czas najbliższy.
Zabrałam się za czytanie z dość mieszanymi uczuciami, z jednej strony licząc na coś ciekawego, a z drugiej nie spodziewając się też zbyt wiele, by nie ulec rozczarowaniu.
„Dzielnica jest zniszczona, wąskie uliczki zaśmiecone. Moja wyobraźnia szaleje i przed oczami stają mi wszelkiego rodzaju nielegalne interesy tu załatwiane. Krew za pieniądze, krew za narkotyki, krew za jedzenie. Cenna purpura, która płynie w moich żyłach, stała się walutą nowego świata.”
Muszę przyznać, iż Ciemność przed świtem dość pozytywnie mnie zaskoczyła, przede wszystkim w miarę oryginalnym pomysłem na fabułę – co w przypadku wampirów jest raczej ciężkie do osiągnięcia. Już od pierwszych stron zostajemy wprowadzeni do świata, w którym ludzie zostali niejako zdominowani przez wampiry. Żyją w zamkniętych miastach w strachu przed krwiopijcami, z racji bezpieczeństwa nie mogą wychodzić wieczorami, a gdy słońce zajdzie – po mieście przechadzają się łowcy nocy (?) pilnujący bezpieczeństwa.
Główną bohaterką jest Dawn, siedemnastoletnia dziewczyna piastująca po zmarłych rodzicach stanowisko wysłanniczki Denver. Jej głównym zadaniem jest utrzymywanie kontaktów stricte służbowych z wampirami. Jako postać jest ona raczej przeciętna, ot typowa nastolatka – chciałoby się powiedzieć. Jedyne co mnie w niej niezwykle irytowało to postawa odnośnie Victora w stylu Nie lubię go, nie lubię, gdy tak naprawdę chyba tylko ona jedna wierzyła we własne słowa.
Victor. Kilkusetletni wampir o urodzie nastolatka, chciałoby się tu spodziewać jakiegoś mroku i okrucieństwa – on jednak ma w sobie całkiem sporo cech ludzkich. Osobiście go polubiłam, spodobał mi się o wiele bardziej od Michaela, który zachowywał się chwilami jak typowy dzieciuch.
„- Złapiesz mnie, jak spadnę, co? - pytam.
- Złapię cię, zanim zdążysz się ześlizgnąć. - uśmiecha się.”

Styl powieści jest dość ciekawy i z pewnością wciągający. Pochłonęłam ją w jeden wieczór, a to już musi o czymś świadczyć. Jeśli natomiast ktoś skrycie liczy tu na większy rozlew krwi, walki na śmierć i życie oraz inne tego typu rzeczy – może się rozczarować. Akcja brnie do przodu w odpowiednim tempie, nie jesteśmy nią ani znudzeni, ani też przytłoczeni zbyt wielką ilością wydarzeń.
„[...] Ale czasem po prostu chcemy udowodnić, że nie boimy się ciemności. Nawet jeżeli jest inaczej.”
Wątek miłosny sam w sobie nie jest zbyt skomplikowany, tak samo jak bez większych problemów możemy przewidzieć jego dalszy rozwój. Zaskoczyć nieco może nas samo zakończenie.
Ciemność przed świtem z pewnością nie należy do grona książek wybitnych lub też górnolotnych, myślę jednak, iż jest lekturą bardzo przyjemną – idealną na wakacje, nudny wieczór czy też stresujący dzień. Jeśli ktoś szuka powieści tego typu, przy której bez trudu będzie mógł się odprężyć i nie będzie wymagał zbyt wiele – z pewnością się nie rozczaruje. Ja sama mam w planach również kolejne części i nie mogę doczekać się, aż będzie je można dostać u nas w księgarniach.

Ocena: 6/10

niedziela, 21 lipca 2013

Stosik wakacyjny

Witajcie! Dawno już nie wrzucałam zdjęć żadnego stosiku, a teraz już trochę mi się tego nazbierało. Zapewne nie będę miała później czasu i okazji, żeby wszystko ładnie segregować, więc zrobiłam dziś zdjęcie wszystkiego, co wciąż stało na mych półkach, a całą resztę dopiszę.
Od dołu :
-P.C. Cast - Powołanie. Pożyczone od koleżanki, długo widniało na mojej liście 'do przeczytania'. Przez długie miesiące nie mogłam się jednak za nią zabrać. Czy słusznie? Możecie przeczytać w recenzji.
- Błękitnokrwiści. W końcu zaczęłam czytać! I sama wręcz w to nie wierzę. Co prawda przebrnęłam dopiero przez kilka stron, ale może jeszcze się zaskoczę...
- Zniewolenie - Carrie Jones. Przeczytałam kilka kartek i odłożyłam. Chciałabym jednak skończyć ją  już w tym tygodniu. Czy się uda? Zobaczymy.
- Złudne marzenia - Alexandra Bullen. Przyjemna acz bez szału. recenzja
- Niepokój i Ukojenie Maggie Stiefvater. Obie powieści mam już za sobą, recenzje napisane czekają na swoją kolej - czyli na sierpień. W każdym razie zdradzę, że obie części mnie zaskoczyły. W jaki sposób? Zobaczycie, czytając moje opinie.
-Uwieńczeniem mojego stosiku jest Kierowca Doskonały, czyli barwna opowieść fantasy nie dająca mi spać po nocach... Nie no, żartuję tylko z tą opowieścią! Ale spać po nocach faktycznie mi nie daje, zwłaszcza płyta z testami i pytaniami egzaminacyjnymi. Trzymajcie zatem kciuki!

Drugą częścią mojego stosiku są powieści, które już oddałam właścicielom/czytałam u kogoś bądź też miałam przyjemność czytania ebooka. Oto i one :
- Nowe oblicze Greya - Ericka Leonard. - Co tu dużo mówić? Może po prostu przeczytajcie Recenzja
- Delirium - Lauren Oliver - Szczerze mówiąc spodziewałam się czegoś więcej po tylu wybitnych opiniach, myślę jednak, że nie było tak źle. Recenzja
- Pandemonium - Lauren Oliver. - Ta część zaskoczyła mnie pozytywnie. A dlaczego? Przeczytacie już niedługo w recenzji, która tylko czeka na dodanie.
- Ciemność przed świtem - J.A. London - Lekka opowieść o wampirach. Recenzja powinna pojawić się już w przyszłym tygodniu, gdyż tylko czeka na dodanie.
- Blask księżyca - Rachel Hawthorne. Ostatnia książka czekająca na przeczytanie. Sama nie wiem czego się po niej spodziewać. Może ktoś już miał przyjemność ją przeczytać? Chętnie posłucham opinii innych!

Jeśli o same książki chodzi byłoby to już na tyle. Niedawno (a konkretnie dziś) na liczniku wybiła okrągła liczba 21 tysięcy! Dziękuję wszystkim, którzy wchodzą i czytają mojego bloga, bo to dla mnie naprawdę ważne ; ) Gdyby ktoś był zainteresowany - strona bloga istnieje również na fejsbuku oraz na google+
Miłej niedzieli! ; )

czwartek, 18 lipca 2013

Powołanie - P.C. Cast


Tytuł: Powołanie
Autor: P.C. Cast
Liczba stron: 560
Wydawnictwo: Mira

Okładka mówi:
Brighid urodziła się, aby zostać Wielką Szamanką i przywódczynią. Dziewczyna nie jest gotowa, by udźwignąć to brzemię. Dusi się w świecie przepełnionym złem i kłamstwem. Zbuntowana przeciwko despotycznej, pełnej nienawiści matce odrzuca swoje dziedzictwo.
Dołącza do klanu MacCallana, gdzie jako dzielna Łowczyni cieszy się powszechnym szacunkiem. To właśnie jej powierzono misję sprowadzenia do Partholonu błąkających się po nieprzyjaznym pustkowiu skrzydlatych istot. Gdy podczas tej wyprawy leczy złamane serce Cuchulainna, odkrywa w sobie uczucia, o które nigdy się nie podejrzewała.


Moja opinia: Phyllis Christine Cast (r.1960) urodziła się w Watseka, Illinois. Mieszka w Tulsa gdzie uczyła w szkole języka angielskiego. Jej córka jest studentką Uniwersytetu Tulsa. Cast jest autorką amerykańskiego romansu i fantasy, znaną serię ,,Dom Nocy'' piszę ze swoją córką Kristin, jak również własne ,,Goddess Summoning'' i serie wydawnicze Partholon.
Jeśli chodzi o tę autorkę – dość mocno zrażona po serii Dom Nocy naprawdę długo nie mogłam przemóc się, by sięgnąć po Powołanie leżące na mej półce ponad rok. W końcu nieco zachęcona tak wieloma pozytywnymi ocenami znalezionymi w Internecie zabrałam się za czytanie. I dzięki P.C. Cast zaskoczyłam się po raz kolejny. W jaki sposób? – Już przechodzę do sedna.
Jedną z głównych bohaterek tejże powieści jest Brighid – kobieta centaur przeznaczona do bycia wielką szamanką oraz przywódczynią. Towarzyszącym jej natomiast bohaterem męskim jest Cuchulain, wojownik, członek klanu i cierpiący po stracie ukochanej mężczyzna. Ta dwójka z pozoru zdaje się do siebie nie pasować chociażby przez wzgląd na przynależność Brighid do centaurów, autorka jednak i do takiej sytuacji znalazła rozwiązanie.
Pierwszą rzeczą jaka rzuciła mi się w oczy tuż po rozpoczęciu lektury był język stylizowany na nieco archaiczny, pełen słów które dawno wyszły z użycia. Śledząc coraz to kolejne karty powieści odniosłam nieodparte wrażenie, że autorka ze swymi stylizacjami popada wręcz ze skrajności w skrajność . Wystarczy zerknąć na ten kontrast slangu w Domu Nocy i porównać go do Powołania. Może niektórym zabieg taki przypadnie do gustu, mnie jednak męczył i sprawiał, że mimo szczerych chęci nie mogłam zmusić się do płynnego czytania.
Styl jak dla mnie można określić jako nieco nudny. Przewracanie coraz to kolejnych stron i skupianie się na tekście było dla mnie niezwykłym wysiłkiem. Sporo było tam nieco nudnych opisów, dialogi można natomiast uznać za poprawne acz bez polotu.
Sam związek centaura i człowieka to ostatecznie jedyny wątek, który utrzymał mnie przy lekturze do ostatniej strony, choć powiem szczerze – wprowadzenie tego nadnaturalnego kontaktu fizycznego było dość dziwnym rozwiązaniem.
Bohaterowie wydają się być pasujący do schematów, które wcześniej napotkać można było setki razy. Bo ileż już było w przeróżnych powieściach cierpiących mężczyzn i kobiet, dzięki którym nagle świat znów nabrał barw? Całkiem sporo.
Myślę, że Powołanie niepotrzebnie wręcz zostało rozdmuchane na objętość tych 560 stron – powieść ta w moim odczuciu byłaby o wiele lepsza, gdyby ten na siłę wrzucony archaiczny język zamienić z bardziej współczesnym, skrócić nieco nudnych opisów oraz bohaterom dodać jakieś indywidualne cechy, które odróżniłyby je od szarej masy.
Jeśli ktoś liczy na wiele zwrotów akcji – tu tego nie znajdzie. Akcja toczy się raczej spokojnie i o wszelakie elementy zaskoczenia jest raczej trudno, co również sprawia, że chwilami ciężko jest brnąć przez kolejne strony.
Z pewnością mogę stwierdzić, że był to już mój ostatni kontakt z twórczością P.C. Cast, zarówno solową jak i w duecie z córką.
Sama nie wiem czy powinnam tę książkę polecać czy też odradzać. Jeśli ktoś liczy na niezwykle nowatorski pomysł, dużo akcji, ciekawy wątek miłosny i oryginalnych bohaterów – na pewno rozczaruje się, tak jak miało to miejsce w moim przypadku. Natomiast jeśli ktoś lubi wplatanie języka bardziej tradycyjnego, mityczne stwory i przy tym nie ma zbyt wielkich wymagań względem fabuły – raczej znajdzie tu coś dla siebie.

Ocena: 4/10

poniedziałek, 15 lipca 2013

Delirium - Lauren Oliver



Tytuł: Delirium
Autor: Lauren Oliver
Liczba stron: 360
Wydawnictwo: Otwarte

Okładka mówi:
„Mówili, że bez miłości będę szczęśliwa.
Mówili, że lekarstwo na miłość sprawi, że będę bezpieczna.
I zawsze im wierzyłam.
Do dziś.
Teraz wszystko się zmieniło.
Teraz wolę zachorować i kochać choćby przez ułamek sekundy, niż żyć setki lat w kłamstwie”.
Dawniej wierzono, że miłość jest najważniejszą rzeczą pod słońcem.
W imię miłości ludzie byli w stanie zrobić wszystko, nawet zabić.
Potem wynaleziono lekarstwo na miłość.
Czy gdyby miłość była chorobą, chciałbyś się wyleczyć?


Moja opinia: Lauren Oliver ukończyła filozofię i literaturę na uniwersytecie w Chicago, potem przeprowadziła się do Nowego Jorku. Mieszka na Brooklynie, pisze wszędzie, ciągle i na wszystkim: i na notebooku, i na serwetkach. Poza tym uwielbia gotować, jest uzależniona od kawy i dodaje keczup do wszystkiego, nawet do kanapek z pomidorem.
Z twórczością tej autorki zetknęłam się po raz pierwszy ponad rok temu, przy lekturze 7 razy dziś. Jeśli zaś chodzi o Delirium – słyszałam tak wiele pozytywnych opinii na temat tej powieści, że w końcu sama postanowiłam by po nią sięgnąć i na własnej skórze przekonać się, czy również i na mnie wywrze tak dobrze wrażenie.
„Miłość – najbardziej zdradliwa choroba na świecie: zabija cię zarówno wtedy, gdy cię spotka, jak i wtedy, kiedy cię omija. Ale to niedokładnie tak. To skazujący i skazany. To kat i ostrze. I ułaskawienie w ostatnich chwilach. Głęboki oddech, spojrzenie w niebo i westchnienie: dzięki ci, Boże. Miłość – zabije cię i jednocześnie cię ocali.”
Miłość została tu ukazana jako najgorsza z chorób, które dotykały ludzkość. Zrzucono na nią winę za wszystkie ludzkie niepowodzenia, cierpienia, za ból oraz liczne dolegliwości z nią związane. Już od pierwszy stron mamy okazję zetknięcia się ze światem wykreowanym przez autorkę, w którym nie ma miejsca na przypadek. Po ewaluacji zostaje nam dobrany partner na całe życie, a w dniu osiemnastych urodzin każdy człowiek zostaje poddany zabiegowi.
Lena powoli zaczyna dobiegać swoich urodzin. Żyje spokojnie, nie kwestionując przy tym niczego co dzieje się w jej życiu oraz mieście. Dopiero w momencie, gdy na jej drodze staje Aleks – poddaje pod zwątpienie wszystkie wartości, które dotychczas towarzyszyły w jej życiu. Dzięki niemu zauważa, że ludzie po zabiegu są niczym puste skorupy niezdolne do emocji wyższych, żyjące niczym automaty z wybranym odgórnie mężem i rodziną, przy której trwają z poczucia dozgonnego obowiązku. Dziewczyna na własnej skórze doświadcza czym jest miłość i w końcu ma odwagę pomyśleć o ucieczce, o tym, że może deliria tak naprawdę nie jest chorobą a siłą.
„Życie nie jest życiem, jeśli się przez nie tylko prześlizgniesz. Wiem, że jego istota polega na tym, by znaleźć rzeczy, które mają znaczenie, i trzymać się ich, walczyć o nie i nie odpuścić.”
Nie chciałam po tej powieści spodziewać się zbyt wiele, by później nie popaść w rozczarowanie i podchodziłam do niej dość sceptycznie – muszę jednak przyznać, że naprawdę miło się zaskoczyłam. Autorka ma dość ciekawy styl i bez problemu można wyczuć tam jej głębszą styczność z filozofią, głównie mam tu na myśli wszystkie barwne cytaty o miłości oraz wszystkie inne warte uwagi. Sam pomysł na powieść z pewnością można nazwać nowatorskim, gdyż do tej pory nigdy wcześniej nie zetknęłam się z ujęciem miłości w kontekście choroby koniecznej do leczenia i zlikwidowania. Język jest barwny, Delirium jest powieścią niezwykle obfitą w opisy i porównania.
„Niesamowite jak paradoksalnie układa się życie: najpierw bardzo czegoś pragniesz i nie możesz się doczekać, a potem, kiedy jest już po wszystkim, marzysz tylko o tym, by cofnąć czas i wrócić do dni, gdy wszystko było po staremu.”
Chwilami miałam wrażenie, że akcja dzieje się trochę zbyt wolno, nie mogę jednak powiedzieć bym nudziła się w trakcie lektury. Autorka niezwykle dobrze poradziła sobie z ujęciem świata bez miłości.
Jeśli zaś chodzi o sprawy czysto techniczne powieści – nie dopatrzyłam się żadnych błędów. Okładka natomiast ma intensywne kolory przywodzące wzrok, zasługuje na pochwałę z mojej strony.
Myślę, że Delirium jest powieścią, którą z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim fanom antyutopii oraz osobom, które jeszcze nie miały większej styczności z autorką lub tak jak ja, zraziły się nieco po lekturze 7 razy dziś. Polecam.

Ocena: 7/10

niedziela, 14 lipca 2013

Liebster blog award razy dwa

  Znów zostałam nominowana do Liebster Blog Award, zasady tejże zabawy pewnie wszyscy już znają więc może przejdę po prostu do odpowiedzi.
1. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Niebieski.
2. Co skłoniło cię do pisania bloga?
Dwa lata temu zamarzyło mi się pisanie recenzji z prawdziwego zdarzenia... I oto jestem, choć jeszcze daleka droga przede mną.
3. Czy masz zwierzątko?
No pewnie! Psa i dwa koty.
4. Jak najczęściej spędzasz wolny czas?
Wychodzę z przyjaciółmi, czytam, piszę, maluję, robię kartki... A teraz jeszcze doszło mi prawo jazdy.
5. Wyobraź sobie, że występujesz w telewizji i masz wygłosić jakieś ważne przemówienie, co mówisz?
Sama nie wiem. Zależy cóż to miała by być za okazja.
6. Jakiego rodzaju muzyki słuchasz? Podaj swojego ulubionego wykonawcę z tej właśnie grupy.
Ciężko powiedzieć jednoznacznie, mam swoich ulubionych wykonawców w większości gatunków ale powiedzmy, że będzie to... Michael Buble.
7. Czy ludzie mają na ciebie duży wpływ?
Nie za bardzo. Jedna, góra dwie osoby z mojego otoczenia są w stanie jakkolwiek wpłynąć na moje decyzje.
8. Jakie są twoje plany na przyszłość?
Mój plan to brak planu. Jedyna z tych rzeczy, które chciałabym osiągnąć za wszelką cenę to bycie tłumaczem rosyjskiego. I zwiedzenie kilku krajów. Kupno motoru... I tak dalej.
9. Kto jest twoim wzorem do naśladowania?
Dziadek.
10. Czy twoim zdaniem łatwiej jest wybaczyć, czy zapomnieć?
Chyba wybaczyć.
11. Masz jakąś umiejętność, której wszyscy ci zazdroszczą?
Ponoć zazdroszczą malowania i robienia kartek.

1. Bez jakiej książki nie wyobrażasz sobie swojego czytelniczego życia?
Chyba bez "Miasta Kości" bo poniekąd od tejże powieści wszystko się zaczęło.
2. Używasz zakładek, czy zaginasz rogi?
Nienawidzę zaginania rogów! Przeważnie zaznaczam sobie strony wszystkim co mam pod ręką.
3. Co sądzisz o audiobookach?
Nie lubię ich. Nigdy nie mogę się wciągnąć podczas słuchania i zwyczajnie przysypiam.
4. Ulubiona postać z bajki.
A liczę się Szatan serduszko z Dragon Ball'a? ; >
5. Wzruszasz się, gdy czytasz?
Nie. Tylko raz mi się zdarzyło.
6. Czy książki mają jakieś wady?
Zależy od treści. Ogólnie mają jedną - z reguły za szybko się kończą.
7. Ulubione miejsce do czytania, to...?
Moje łóżko.
8. O co zapytał(a)byś swojego ulubionego autora?
O to, skąd czerpała inspirację do stworzenia swych bohaterów.
9. Książka, która kojarzy Ci się z dzieciństwem.
Baśnie Andersena.
10. Jakie masz plany na wakacje?
Mój plan to brak planu. Jedyna pewna rzecz to prawo jazdy i przyjazd przyjaciółki.
11. Jak wyobrażasz sobie swoje życie za pięć lat? 
Ja, jakiś domek na przedmieściach, owczarek niemiecki, motor zaparkowany na podjeździe... I tyle mogę powiedzieć, póki co. 
Sama nie nominuję już nikogo, ponieważ wszystkie obserwowane przeze mnie blogi brały w tym udział. Cóż, pozostaje mi jedynie życzyć Wam miłej niedzieli!

czwartek, 11 lipca 2013

Nowe oblicze Greya - Erika Leonard


Tytuł: Nowe oblicze Greya
Autor: Erika Leonard
Liczba stron: 668
Wydawnictwo: Sonia draga

Okładka mówi:
Ich przypadkowe spotkanie dało początek fali namiętności, która z czasem wcale nie osłabła. Wspólna codzienność okazała się nie lada wyzwaniem, któremu Anastasia i Chrstian dzielnie stawiają czoła w imię łączącego ich uczucia. Kochankowie wciąż dryfują po wzburzonym morzu uczuć, targani namiętnością i rozterkami, niepewni tego, co zgotuje im los. Czy najbardziej poruszająca historia miłosna tego roku zakończy się happy endem? A może piękny sen przerwie były szef Any, Jack Hyde, który poprzysiągł zemsty i cierpliwie czeka na swoją szansę?

Moja opinia:

Erika Leonard (znana jako E.L James) jest kierownikiem telewizyjnym, żoną oraz matką dwójki dzieci. Mieszka w Londynie. Od wczesnego dzieciństwa marzyła o pisaniu historii, które podbiją serca czytelników. Jednak musiała odłożyć te marzenia i skupić się na rodzinie i swojej karierze. W końcu zdobyła się na odwagę i napisała swoją pierwszą powieść, Fifty Shades of Grey.
Po naprawdę długiej przerwie znów natknęłam się w sieci na recenzje książek z tej serii i postanowiłam, że skoro już zaczęłam to i powinnam sama ją zakończyć. Pełna obaw pobrałam z sieci ebooka, czując, że kupowanie książki na własność byłoby zbędnym wydatkiem. I tak oto dręcząc zaciekle swój narząd wzroku do późnych godzin spędziłam z panem Grey’em oraz Aną całą noc.
Poprzednia część zakończyła się dokładnie w momencie wielkiego szczęścia bohaterów – czyli oświadczyn, wielu czczych deklaracji pełnych wyznań oraz planów hucznego wesela.
Nowe oblicze Greya rozpoczyna się już właściwie po ślubie Any i Christiana. Chcąc streścić nieco fabułę przyłapuję się na tym, że właściwie sama nie jestem pewna co napisać. Praktycznie rzecz biorąc nie działo się tam praktycznie nic godnego uwagi, a i to wszystko zostało gęsto przeplecione ze scenami erotycznymi o których nieco szerzej wypowiem się później.
Nie bez powodu urządziłam sobie przeszło półroczną przerwę od twórczości Ericki Leonard. Dzięki temu mogę teraz nieco chłodniejszym okiem spojrzeć na całość i trafniej sformułować myśli.
Zacznę może od fundamentu tejże powieści, czyli od postaci Christiana Greya. Jest on mężczyzną niewątpliwie interesującym, ma wiele cech za które można go zarówno uwielbiać jak i nienawidzić. Greya cechuje wyjątkowo rozległy wachlarz uczuć i emocji, zmienność, może wręcz lekka niestabilność. Do tego dołóżmy górę pieniędzy, oszałamiającą urodę, traumatyczne przeżycia i zamiłowanie do sadyzmu. Wciąż jednak mam nieodparte wrażenie, że autorka wręcz przedobrzyła z tym wszystkim, lokując w jednej postaci tyle wręcz wykluczających się zachowań. Tak, doskonale pamiętam jakże poetyckie porównanie Any do pięćdziesięciu odcieni szarości, jednak na jedną osobę to chyba za dużo. Myślę, że gdyby za całą powieść zabrał się ktoś o lepszym piórze i warsztacie pisarskim – powstałoby coś niewątpliwie bardziej interesującego od istniejącej trylogii.
„Myślę, że można się wściekać tak naprawdę tylko na tych, których się kocha."
Powyższe zdanie to jedno z niewielu, jeśli nawet nie jedyne, które jest warte chociaż chwilowej uwagi.
Jeśli zaś chodzi o wcześniej już wspomniane przeze mnie sceny erotyczne  - są praktycznie wszędzie. Tak, dobrze czytacie. A jest to tym bardziej zadziwiające, jeśli by zważyć na fakt, że autorka nie ma zbyt wielkiego talentu do ich opisywania. Można spodziewać się naprawdę wiele po powieści, która rozpętała prawdziwe szaleństwo, rzeczywistość jest jednak nieco inna. Szczerze powiedziawszy – wszystkie takie sceny są zwyczajnie nudne i mimo zmienionych drobnych szczegółów wydają się być takie same, bez polotu, bez zaskoczenia. Wszystko w tej sferze życia Christiana i Any jest idealne, są świetnie dopasowani, ciągle mają ochotę, w pełni się zaspokajają. Zapomniałam też wcześniej wspomnieć o ich okrzykach, które u mnie wywoływały mimowolny odruch przewracania oczami tudzież uniesienia brwi. Co dziwniejsze – para ta zdaje się poświęcać większość swego wspólnie spędzanego czasu na seks. Co robią zamiast rozmowy? Co robią, kiedy już zaczną rozmowę i po kilku minutach mają dość? Co robią na zgodę, a co przed kłótnią? Myślę, że zgadniecie nawet bez czytania. I te wszystkie elementy składają się na idealne pożycie erotyczne Any eksplodującej Grey oraz Christiana dojdź dla mnie Greya.
„Ślubuję, że będę strzegł naszego związku i ciebie – szepcze. – Obiecuję ci miłość i wierność, w dobrych chwilach i złych, w zdrowiu i chorobie, bez względu na to, dokąd nas los zawiedzie. Że będę cię chronił, szanował i obdarzał zaufaniem. Dzielił twe radości i smutki i niósł pociechę, gdy będziesz jej potrzebować. Obiecuję miłować cię, stać na straży twych nadziei i marzeń i zapewniać bezpieczeństwo przy moim boku. Wszystko, co należy do mnie, jest teraz twoje. Oddaję ci siebie, swą duszę i miłość, od teraz aż do końca naszych dni.”
W tej części pojawia się również wewnętrzna bogini Any. I w tym temacie chyba nie muszę więcej dodawać.
W trakcie lektury wiele razy w głowie wyobrażałam sobie, jak wyglądałby film powstały na podstawie tych pasjonujących opisów. Głośne wypuszczanie powietrza, okrzyki bojowe Christiana – moja wyobraźnia szalała już na pełnych obrotach poprawiając mi humor tymi nieco komicznymi wizjami, gdy nagle spostrzegłam fragment głoszący, o sprzedaży praw do sfilmowania za horrendalną kwotę. Cóż, nie mogę się doczekać aż osobiście go obejrzę!
Styl autorki nie uległ żadnej zmianie, wciąż jest przeciętnie, bez polotu, chwilami nudno. Myślę, że jeśli ktoś odpuści sobie tę część to tak naprawdę nie straci wiele. Polecam więc ją wszystkim zagorzałym fanom autorki, serii oraz tym, którzy zwyczajnie nudzą się w wakacyjne popołudnia i nie mają niczego pod ręką.


Ocena: 3/10

sobota, 6 lipca 2013

Subiektywnie - co w książkach was przyciąga?

Witajcie!
Te wakacje mijają mi nader pracowicie - zabrałam się już pełną parą za robienie prawka, a już niedługo oficjalnie będzie można nazwać mnie demonem dróg. Do tego zabrałam się nieco bardziej intensywnie za rozwijanie swoich pasji + pod wpływem impulsu postanowiłam założyć drugiego bloga o którym myślałam już od dawna. Zapewne będę zamieszczać tam recenzje kosmetyków, przepisy i inne raczej luźniejsze notki związane z moimi zainteresowaniami, a tutaj w dalszym ciągu będę publikować recenzje.
Wszystkie te czynniki sprawiły, że nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie i recenzowanie - tak więc postanowiłam cyklicznie wrzucać tu notkę z tematem na który będziecie mogli ze mną porozmawiać.
Co w książkach Was przyciąga? Co odrzuca? W bibliotece, w księgarni? Wszędzie.
Mnie osobiście zawsze przyciągały ładne okładki, choć doświadczenie już kilkukrotnie pokazało mi, że nie zawsze warto opierać się jedynie na wrażeniach wizualnych. Często też czytam opisy z tyłu - a tam jak wiadomo można napotkać opinie pozytywne, jakiś skrawek fabuły, ewentualnie przypomnienie o tym, że dana pozycja przez x tygodni widniała na liście New York Times'a. To sprawia, że mam ochotę przewracać oczami. I tym zazwyczaj kieruję się będąc w księgarni.
W bibliotece rzadko kiedy sięgam po książki starsze. Zawsze trochę odstraszały mnie podniszczone okładki, ten charakterystyczny zapach i pożółkłe kartki.
I tak jeszcze w temacie okładek pokażę Wam moje ulubione.