środa, 27 maja 2015

Troje - Sarah Lotz


Tytuł: Troje
Autor: Sarah Lotz
Liczna stron: 480
Wydawnictwo: Akurat

Okładka mówi: 
Cztery katastrofy.
Troje ocalonych.
Przesłanie, które zmieni losy świata.
Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera.
Zostaje ich tylko troje.


Moja opinia:
                Mniej więcej rok temu na rynku wydawniczym pojawiła się pozycja o jakże intrygującym tytule - Troje. Owiana nutką tajemnicy, otoczona naprawdę sprytnymi zabiegami marketingowymi, chwalona dosłownie z każdej strony. Mniej więcej tak to zapamiętałam, jednak po dziś dzień sama nie umiem odpowiedzieć na pytanie - dlaczego wydałam na nią swoje ciężko zarobione pieniądze. Promocja? Impuls? Nie wiem. Jednak przy wszechogarniającej z każdej strony fali ochów i achów kompletnie straciłam ochotę na czytanie. Nie odzyskałam jej przez wiele miesięcy, jednak w końcu, po prawie roku uporałam się z nią i chciałabym podzielić się swoimi skromnymi przemyśleniami.
                O autorce nie słyszałam wcześniej ani słowa toteż nie będę zgłębiać się przesadnie w jej życiorys, wspomnę zaś jedynie, iż jest mieszkanką Kapsztadu. Ta szalenie istotna informacja przewija się w przeróżnych opisach dość często, nawet na wewnętrznej stronie okładki, również miasto pojawia się na stronicach powieści.
                Chciałabym zgłębić się w opis wydarzeń bez względnego patosu tak wszechobecnego w przeróżnych reklamach, jednak po prostu nie potrafię. Przeczytałam ich swego czasu zbyt wiele. Cztery katastrofy lotnicze, troje ocalonych. Czy istnieje również czwarte dziecko, któro ocalało? Jaka jest przyczyna katastrof? Usterki, kosmici, może sam Bóg ma z tym coś wspólnego?
                Wydanie Trojga jest naprawdę fajne, zapunktowało u mnie przede wszystkim za ciekawą i jakże klimatyczną okładkę oraz całość zatopioną w czerni. Dosłownie, z każdej strony. Niezbyt zaś zachwycona byłam materiałem z jakiego wykonano okładkę, gdyż nawet przy ostrożnym traktowaniu i noszeniu w torebce bez większych szaleństw - i tak ulegała ona niezbyt estetycznemu uszkodzeniu. Jak wiadomo jednak nie od dziś, nie można mieć wszystkiego.
                Historia co jakiś czas zmienia swoje tempo, czasem wszystko rozwija się powoli, czasem zaś nagle przyspiesza. Mamy sporo napięcia, które jednak z czasem gdzieś ulatuje, mamy również dobrze wykreowane postacie - każda z własnym, odrębnym charakterem oraz historią. To z pewnością zasługuje na plus, gdyż stworzenie tylu osobowości to na pewno wielki wysiłek.
                Troje jest książką w książce, jej wnętrze zapełnione jest przeróżnymi formami - od rozmów na czatach, poprzez zapis rozmów na skype, wywiady, listy itp. W pierwszym odruchu miałam ochotę pochwalić innowacyjny pomysł, dopiero później jednak znalazłam informację o tym, że nie jest to pierwsza taka powieść.
                Realizacja sama w sobie nie należała do najgorszych, zresztą również dziesiątki osób przede mną zachwalały kreacje licznych bohaterów, do których teraz chciałabym się odnieść. W teorii niby używają innych skrótów językowych, jednak jeśli miałabym być szczera - całość jest niesamowicie jednolita i w ogóle nie można odczuć, że przeszliśmy z relacji jednej osoby do drugiej.
                Jak dla mnie zakończenie powinno pozostać otwarte, zmuszając nam tym samym do zastanowienia się i snucia własnych teorii. Tutaj zaś po zakończeniu książki w książce mamy dopisek z przygód autorki, co według mnie dość znacząco psuje efekt.

                Sarah Lotz stworzyła całkiem przyjemną powieść, typowy wakacyjny zapychacz czasu, który umili podróż każdemu. Sama nieco żałuję wydanych pieniędzy, gdyż myślę, że mogłam wydać je na wbijający w fotel kryminał. Tu obiecano nam thriller, realizację zaś każdy powinien ocenić we własnym zakresie. Troje to dobra pozycja do chwilowego umilenia czasu, jednak na pewno nie jest czymś zapadającym w pamięć. 

Ocena: 5/10