poniedziałek, 28 marca 2016

Zanim się pojawiłeś - Jojo Moyes


Tytuł: Zanim się pojawiłeś
Autor: Jojo Moyes
Liczba stron: 384
Wydawnictwo: Świat Książki
Tom: #1

Okładka:
Dwudziestosześcioletnia Lou spotyka na swej drodze Willa. Ona właśnie straciła pracę i rozstała się ze swoim chłopakiem, a on po wypadku samochodowym nie ma chęci do życia i chce je sobie odebrać. Will nie wie jeszcze, że Lou wtargnie w jego życie niczym kolorowy ptak.

Moja opinia:

Do powieści autorstwa Jojo Moyes podeszłam bardzo sceptycznie, głównie przez średnio zachwycającą okładkę i główną tematykę, czyli romans. Przed lekturą spodziewałam się czegoś kompletnie innego, dodatkowo obawiałam się przekoloryzowanego opisu osoby niepełnosprawnej i zbyt wielkiej dawki ckliwości. Czy moje rozczarowanie pod tym względem było pozytywne?

Życie Lou jest spokojne i poukładane, nagle jednak traci swoją pracę w kawiarni, a rutyna raz na zawsze opuszcza jej życie. Dziewczyna czynnie poszukuje nowego etatu i tak właśnie trafia do domu niepełnosprawnego w wyniku wypadku Willa, którego ma otoczyć swoją opieką. Z czasem ich początkowo trudna i chłodna relacja przeradza się w coś więcej, jeśli jesteście ciekawi do jakiego finału to wszystko doprowadzi - serdecznie zapraszam do lektury.

Pocałowałam go, próbując przywołać go z powrotem. Przez chwilę zatrzymałam wargi na jego ustach, tak że nasze oddechy się zmieszały, zostawiłam słony ślad na jego skórze, a ja powiedziałam sobie, że jakieś jego cząsteczki na zawsze będą częścią mnie, wciąż żywe, wieczne. Chciałam dać mu całą swoją energie i zmusić go żeby żył.

Początkowo bardzo bałam się tego, w jaki sposób autorka wykreowała bohaterów w Zanim się pojawiłeś, na szczęście jednak czekało mnie wyjątkowo pozytywne zaskoczenie. Wszyscy są naprawdę barwni, ciekawi i po prostu żywi, a czytelnik chwilami ma wrażenie, że czyta historię, która gdzieś zdarzyła się naprawdę. Ciężko byłoby wybrać mi moją ulubioną postać  - oryginalną i wyróżniającą się Luisę, intrygującego Willa, a może irytującą i nieco egoistyczną siostrę głównej bohaterki? Każda z tych osobowości ma w sobie coś ciekawego, również każda z nich dostarczyła mi wielu emocji.

Lektura tej powieści jest świetnym pretekstem do zastanowienia się nad własnym stanowiskiem w sprawie eutanazji na życzenie. Co jest bardziej okrutne - pozwolenie komuś bliskiemu na taki zabieg, czy też zmuszanie go do życia pełnego nieustającego bólu, cierpień i ograniczeń? Czy mamy prawo prosić osobę o zrezygnowanie z eutanazji, jeśli sami nie do końca jesteśmy świadomi jak wygląda perspektywa kogoś uwięzionego na wózku?

Nie krytykuj czegoś, zanim nie spróbujesz.

Kilka miesięcy temu przez pewien czas miałam okazję przebywać w pobliżu osoby niepełnosprawnej, dlatego też byłam gotowa zweryfikować prawdziwość tych opisów w powieści - tu również czekało mnie miłe zaskoczenie. Nie jest to kolejna przekolorowana opowieść wypełniona tylko pozytywnymi emocjami, jest za to wyjątkowo wzruszająca i przy tym prawdziwa.

Całość wciągnęła mnie tak bardzo, że pochłonęłam całą książkę za jednym razem i było to dla mnie niesamowicie przyjemne i wzruszające przeżycie. Styl i język są tu naprawdę przyjemne i nie mam im nic do zarzucenia, ponieważ podczas całej lektury byłam tak zajęta historią, że praktycznie nie zdążyłam przeanalizować tekstu pod kątem technicznym. Wyraźnie zarysowana jest również wewnętrzna przemiana jaka zachodzi w Lou na naszych oczach, czytelnik z każdą stroną śledzi, jak dziewczyna łamie swoje własne bariery i próbuje nowych rzeczy, szuka w życiu czegoś więcej.

Zanim się pojawiłeś to pozycja naprawdę godna uwagi i pełna wzruszeń, z czego największym z nich jest bez wątpienia zakończenie. Jest to bardzo nietypowa historia relacji dwojga ludzi, którym życie nie pozwala na scenariusz "długo i szczęśliwie". Polecam ją wszystkim fanom wzruszających historii oraz nietypowych romansów, ten z pewnością przypadnie wam do gustu. 

***
Niedawno natknęłam się na informację, że powstał również drugi tom w tej serii. Sama nie wiem czy warto po niego sięgać, może więc ktoś z Was już miał okazję czytać i może mi ją polecić bądź odradzić? ;) 

środa, 23 marca 2016

Serce w kawałkach - Kathrin Lange



Tytuł: Serce w kawałkach
Autor: Kathrin Lange
Liczba stron: 416
Wydawnictwo: Muza
Tom: 2#

Okładka:
Juli i David mieszkają w Bostonie. Oboje z pomocą terapeutów usiłują dojść do siebie po wydarzeniach ubiegłej zimy. Niestety ponownie muszą zjawić się na przeklętej wyspie Martha’s Vineyard.
David postanawia rozliczyć się z przeszłością i wraca na klify, by przypomnieć sobie chwile poprzedzające tragiczną śmierć Charlie. Jedyne, co pamięta, to echo wystrzału. Obawia się najgorszego – że to on zastrzelił narzeczoną.
Dziwne zachowanie Davida i natrętna Lizz, która zagięła parol na przystojnego dziedzica, wystawiają związek nastolatków na ciężką próbę.Kiedy policja trafia w morzu na kobiece szczątki, Juli ogarnia zwątpienie. Co naprawdę wydarzyło się zimą na klifie? I jaką rolę w tym wszystkim odegrał David?


Opinia:

Serce w kawałkach jest drugą częścią trylogii autorstwa niemieckiej pisarki Kathrin Lange. Po lekturze Serca ze szkła sama nie wiedziałam czego mam się spodziewać, toteż z wielkim niepokojem zabrałam się do czytania. Niestety mój wątły zapał opadł dość szybko, co zaś było tego przyczyną?
Przebrnięcie przez ten tom było dla mnie niczym przejście po krętej, stromej i wyboistej drodze i o ile pewne sprawy w Sercu ze szkła wydawały się świeże, nowe, zwyczajnie inne - tak tutaj już po prostu irytowały i męczyły czytelnika.

Styl autorki jest niewątpliwie dość toporny, a określanie go mianem idealnego czy barwnego to ogromne niedomówienie. Kathrin Lange pisze w charakterystyczny dla siebie sposób, skupiając się przede wszystkim na czynnościach, opisy zaś stanowią tu raczej niezbyt rozbudowany  dodatek do całej reszty.  Zabrakło tutaj kwiecistych porównań, barwnych epitetów i czegoś, co mogło by ubarwić względnie niewyróżniającą się całość, w zamian za to zasypani jesteśmy suchą relacją co i kto robił, co się działo. Dialogi również nie należą do najciekawszych, czy najbardziej emocjonujących, są raczej jednostajne pod każdym względem.

Jak można kogoś tak bardzo kochać, jak ja kochałam jego? Do tego stopnia, że to, co sprawiało mu ból, stawało się dla mnie prawdziwą torturą?

Podczas lektury cały czas miałam dziwne wrażenie, że autorka zbudowała oba pierwsze tomy praktycznie na tym samym szkielecie fabularnym, przez co czytelnik dwa razy czyta praktycznie o tym samym - oczywiście z drobnymi zmianami. Mogłabym wskazać zaledwie kilkanaście stron, gdzie faktycznie działo się coś znaczącego dla fabuły, zaś pozostałą część można by wyciąć bez większych strat.

Kreacja bohaterów stoi tu co najwyżej na mocno przeciętnym poziomie, a to określenie i tak można nazwać komplementem skierowanym do autorki. David jest ponury, Juli mówi za dużo, Grace nadal sypie strasznymi legendami o Madeleine jak z rękawa - praktycznie każda postać ma tu jedynie jedną cechę, która teoretycznie miała ją wyróżniać, zaś wszyscy pozostali i nieco mniej istotni są niczym szara mgła unosząca się gdzieś w tle.

Zagubione wspomnienie było jak dziurawy ząb, który wciąż trzeba sprawdzać koniuszkiem języka, choć to tylko potęguje ból.

Tom drugi okazał się być dla mnie prawdziwą drogą przez mękę i poczułam ogromną ulgę, gdy w końcu udało mi się dobrnąć do ostatniej strony. Ogólny zamysł wbrew pozorom wcale nie był taki zły, zaś całość według mnie ucierpiała najbardziej przez zwyczajne niedopracowanie i niedopieszczenie tak ważnych elementów jak ciekawe opisy, barwny język czy kreacja wielowymiarowych bohaterów.


Dostajemy zdecydowanie za mało obiecanej tajemniczości i grozy oraz tego, co powinien zawierać w sobie dobry thriller młodzieżowy z wątkiem romantycznym w tle. Osobiście czuję ogromne rozczarowanie i niedosyt, przez co straciłam ochotę do tego, by poznać zakończenie trylogii. Najzabawniejszym elementem całości według mnie jest zdanie umieszczone na tylnej okładce, mianowicie Podejdź bliżej, a pożałujesz! Tak prawdziwe, że aż smutne. Polecam ją cierpliwym czytelnikom, oraz wszystkim fanom wcześniejszego tomu. 

sobota, 19 marca 2016

Bezpieczne kłamstwa - Randy Susan Meyers


Tytuł: Bezpieczne kłamstwa
Autor: Randy Susan Meyers
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Muza

Okładka:
Pięć lat temu Tia zakochała się obsesyjnie w Nathanie, który miał żonę i dwóch synów. Kiedy zaszła w ciążę, zniknął z jej życia, a ona oddała dziecko do adopcji.

Pięć lat temu Caroline, lekarz patolog, niechętnie zgodziła się na adopcję dziecka, aby spełnić marzenie męża. Miała nadzieję, że obawy i wątpliwości kiedyś znikną. Zamiast tego zaczyna wątpić, czy w ogóle nadaje się na żonę i matkę.
Pięć lat temu Juliette uważała swoje życie za idealne: miała kochającego męża, dwóch zdrowych synów i firmę. Wtedy dowiedziała się o romansie Nathana. Obiecał, że nigdy więcej jej nie zdradzi, a ona mu uwierzyła. Pewnego dnia przechwytuje list do męża ze zdjęciami dziecka.Wkrótce trzy kobiety i Nathan zmierzają ku konfrontacji, której konsekwencji żadne z nich nie potrafi przewidzieć.


Moja opinia:

Kłamstwa i sekrety czy gorzka prawda? Czy pomijając pewne wstydliwe kwestie chronimy naszych bliskich, czy przez to zadajemy im jedynie podwójny ból? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań możemy szukać na kartach powieści Bezpieczne kłamstwa.

Nazwisko Randy Susan Meyers nie było mi obce, gdyż usłyszałam je podczas swojego wakacyjnego pobytu w usa, ostatecznie jednak po jej twórczość sięgnęłam dopiero teraz i naprawdę cieszę się, że to zrobiłam. Historia przedstawiona w Bezpiecznych Kłamstwach jest przedstawiona naprawdę ciekawie, ponieważ podzielono ją na trzy różne kobiety, których perspektywy możemy naprawdę dokładnie poznać. Wszystkie te wątki połączone są owocem związku niejakiego Nathana - oczywiście z nieprawego łoża.

Naszymi narratorkami są: Tia, która obdarzyła niewłaściwego mężczyznę obsesyjnym wręcz uczuciem; Caroline, która po licznych namowach męża zgodziła się adoptować dziecko, oraz Juliette - żona Nathana. Myślę, że wprowadzenie takiego sposobu narracji było naprawdę świetnym wyjściem, gdyż dzięki temu mogliśmy wczuć się w każdą z tych kobiet, lepiej zrozumieć ich spojrzenie na sprawę i dostrzec, że nie wszystko jest po prostu czarne lub białe.
Historia rozwija się w miarę sprawnie, choć oczywiście kluczowym elementem są tu emocje, uczucia i nie zawsze pozytywne przeżycia, które kształtują nasze późniejsze postępowanie. Każdy z bohaterów przeżywa wewnątrz swoje własne rozterki, zaś wszyscy razem dążą do jak najlepszego rozwiązania całej tej skomplikowanej sytuacji. Z kim powinno zostać dziecko? Kto może rościć sobie do niego największe prawa? Czy warto wybaczyć zdradę? Jakie są tego konsekwencje?

Autorka Bezpiecznych kłamstw próbuje odpowiedzieć na te niezwykle trudne pytania. Sama niesamowicie wciągnęłam się w wir wydarzeń i dosłownie pochłonęłam tę pozycję w kilka godzin. Bohaterka wykreowała naprawdę ciekawy i prawdziwy świat pełen żywych, barwnych bohaterów i skomplikowanych problemów, z którymi nie raz i nie dwa borykaliśmy się w swoim życiu.
Zakończenie było dla mnie naprawdę satysfakcjonujące, choć nie do końca było tym, czego się spodziewałam. Oczywiście było to zaskoczenie na plus, jednak zabrakło mi tu epilogu, który naświetliłby nam jak wszystko potoczyło się bezpośrednio po zakończeniu.


Jestem naprawdę zadowolona  tego, że zdecydowałam się na właśnie tę pozycję - zdecydowanie było warto. Jest to naprawdę ciekawa i intrygująca powieść pełna tego, co dobra obyczajówka powinna w sobie zawierać. Była da mnie świetnym wytchnieniem od romansów i popularnych obecnie YA i NA. Jestem naprawdę usatysfakcjonowana i z wielką chęcią sięgnę również po inne książki autorstwa Randy Susan Meyers. Polecam wszystkim fanom i fankom podobnych klimatów. 

wtorek, 15 marca 2016

7 największych grzechów początkujących blogerów - Subiektywnie o blogowaniu





Jakiś czas temu przypadkowo natknęłam się na jeden z wielu tagów krążących po sieci, mianowicie na 7 grzechów głównych i poczułam się szczerze zainspirowana. Nie raz i nie dwa gdy przeglądałam stosunkowo nowe blogi zauważałam błędy, które kiedyś sama popełniałam, czemu więc nie podzielić się wiedzą z innymi? Zamieszczona przeze mnie lista jest czysto subiektywna, przed jej lekturą należy uzbroić się w dystans do siebie.







Podczas przeglądania blogów nie raz i nie dwa może ucierpieć nasz zmysł wzroku i słuchu. O czym mowa? O iście wyjątkowych szablonach, ciężkiej kolorystyce i muzyce lecącej w tle. Zakładając bloga musimy pamiętać przede wszystkim o estetyce, rozważnym doborze palety barw i ewentualnych pstrokatych dodatków, gdyż czytelnik może nie dotrwać do końca nawet jednej notki, jeśli uzna, że na nasze dzieło patrzy się zbyt ciężko. Mnie osobiście najbardziej odstraszają blogi o ciemnych barwach, gdzie czcionka ma wyjątkowo nachalny kolor - na przykład czarne tło i seledynowa bądź żółta czcionka. Oczywiście, blog jest naszym dzieckiem i możemy z nim robić co tylko nam się podoba, jednak w granicach rozsądku oraz tolerancji potencjalnych czytelników. Sama nie jestem w stanie doczytać nawet jednej notki, gdyż od razu zaczynają mnie boleć oczy i głowa. Tu niestety nawet najlepsza treść nie pomoże.
Podobne zdanie mam na temat muzyki lecącej w tle. Większość osób ma włączoną własną muzykę, radio bądź innego spotify'a i szukanie tej JEDNEJ karty pośród dziesiątek właśnie czytanych jest udręką.

TIP! Nawet najpiękniejszy szablon sam w sobie nie przyciągnie czytelników, jednak ten zbyt ciężki w odbiorze może ich odstraszyć. 











Drugim grzechem, na który chciałam zwrócić uwagę jest brak samokrytycyzmu i reagowanie fochem na każdą, nawet najbardziej konstruktywną radę.
Pewnego dnia otrzymałam pod jednym ze swoich wpisów komentarz, jaki pewnie każdy z blogerów dobrze zna. Świetny wpis.. Zapraszam do siebie!!1one Jestem nowa i dopiero zaczynam, każdy komentarz jest dla mnie ważny... I tak dziewczę opowiadało o sobie przez trzy linijki. Pewnie po prostu zapomniałabym o tej sytuacji gdyby nie to, że natknęłam się na kilku innych blogach na identyczny komentarz. Wtedy weszłam do autorki i zaczęłam identycznie jak ona, po czym zmieniłam ton. Napisałam wprost, że podobne komentarze masowe komentarze nie wywołują we mnie najlepszych odczuć, a wystarczyło napisać szczerze i od siebie bez żadnych kopiuj-wklej, bym na taki blog wpadła i napisała kilka słów od siebie. Chciałam dobrze, toteż zwróciłam uwagę na parę błędów, oczywiście zrobiłam to w sposób kulturalny i w dobrej wierze, podpowiedziałam co zmienić by było lepiej, na koniec życzyłam powodzenia. Co dostałam w zamian? Odpowiedź naprawdę niemiłą, pełną wielkiej obrazy za sam fakt, że wytknęłam jakiś błąd. Pewnie wiecie o co mi chodzi, to było coś na zasadzie Ej jak nie chciałaś to nie trzeba było włazić ej!

TIP! Nie traktujcie konstruktywnej krytyki jako ataku! Nie każdy zwraca na coś uwagę po to, by was wyśmiać.








Ten podpunkt będzie chyba najkrótszym. Osobiście nie mam nic przeciwko czcionce innej niż najbardziej znany arial, tnr, czy georgia. Są jednak czcionki, które nie tyle nie należą do najpiękniejszych, co po prostu sprawiają, że czytanie jest wyjątkowo ciężkie. Możemy zaszaleć w nagłówku, podpisie czy w innych miejscach na blogu, ale nie możemy przesadzić z głównym tekstem.

TIP! Upewnij się, że czcionka, którą piszesz posty jest przyjazna dla odbiorcy. Sprawa tutaj wygląda tak, jak w przypadku szablonu - najpiękniejsza nie zapewni czytelników, ale ciężka w odbiorze może ich wystraszyć i zniechęcić.








Podsumowanie, stosik, recenzja, tag, zapowiedzi, tag. Tak w skrócie wygląda zdecydowana większość blogsfery i jeśli również podążymy tą ścieżką - będzie nam ciężko się wybić. Jak więc znaleźć inspirację do napisania czegoś ciekawego, innego? Na szczęście książki to istny temat rzeka, który daje nam miliony inspiracji i wystarczy zastanowić się nad tym trochę dłużej, by wpaść na jakiś pomysł. Wystarczy tylko chcieć!
Ten grzech osobiście również popełniałam, zwłaszcza w swoich początkach, gdy nie wyrabiałam się z czytaniem, a nie chciałam by blog umarł w zapomnieniu. Obecnie staram się tego nie robić, a przynajmniej nie w tak ogromnych ilościach, jak kilka lat temu. Schematy pojawiają się wszędzie, nieważne czy są to blogi z recenzjami, modowe czy kulinarne. Grunt, to znaleźć w tym wszystkim własną drogę.

TIP! Fajnie jest pisać posty na ciekawe tematy książkowe, jeśli jednak jesteś na początku blogowej drogi i nie wiesz od czego zacząć - nie bój się umieszczać powyższych postów. Grunt, to dobrze zrównoważyć ich ilość - tak, by recenzje były większością, a nie smutną mniejszością.








Ciężko będzie Wam osiągnąć sukces, jeśli publikujecie dwa posty miesięcznie, lub co jakiś czas pojawiają się wielkie czarne dziury w aktywności. Tylko systematyczność może przyciągnąć i zatrzymać czytelników, właśnie ona sprawia, że blog jest po prostu żywy. Na ten grzech nie ma żadnej złotej rady. Wystarczy mieć trochę chęci, pasji, samozaparcia i czasu, by naskrobać coś 'na przyszłość.'

TIP! Staraj się pisać minimum 5 postów miesięcznie, inaczej blog może zacząć świecić pustkami.










Ten grzech to jeden z najczęściej pojawiających się w blogsferze i dotyczy przede wszystkim osób młodych, dopiero rozpoczynających swoją przygodę z recenzjami. Sama właśnie w taki sposób zaczynałam, nie wypieram się, a nawet zapraszam do porównania tekstów pojawiających się tu chociażby w roku 2011 i w roku chociażby 2015. Jest różnica, prawda? Każdy z nas powoli wyrabia sobie swój własny, unikatowy styl. Grunt, to pamiętać, że ważniejsze od streszczeń są właśnie nasze uczucia, przemyślenia i uwagi.

TIP! Dwadzieścia linijek streszczenia książki z tyłu okładki i jedna linijka Twojej opinii to za mało! Jeśli recenzja ma być właśnie recenzją, to proporcje powinny być odwrotne.









Niedawno przeglądałam nowe blogi szukając dla siebie ciekawych miejsc, które mogłabym zacząć odwiedzać. Napotkałam naprawdę fajnego bloga - ładnego, przejrzystego, wszystko wizualnie trzymało się kupy. Zaczęłam czytać recenzję i... Przepadłam. Poznałam nie tylko zakończenie, ale i znaczną część fabuły.

TIP! Unikaj streszczeń fabuły, zdradzania zakończenia. W ten sposób tylko zniechęcisz czytelnika, bo po zabierać się za coś, co nie sprawi nam żadnego zaskoczenia? Nie odbieraj swoim czytelnikom dobrej zabawy i szansy na samodzielne poznanie fabuły!

sobota, 12 marca 2016

Przedpremierowo: Raven - Sylvain Reynard



Tytuł: Raven
Autor: Sylvain Reynard
Liczba stron: 
Wydawnictwo: Akurat
Tom: #1

Okładka:
Niepełnosprawna, poruszająca się o lasce Raven Wood zajmuje się renowacją starych obrazów w galerii Uffizi we Florencji. Pewnego wieczoru, w drodze powrotnej do domu, jest świadkiem brutalnego napadu na bezdomnego. Próbując interweniować, sama ściąga na siebie wściekłość napastników. Wydaje się, że już nic nie może jej ocalić... A jednak. Z mroku wyłania się tajemnicza postać, która bezwzględnie rozprawia się z bandziorami. Kiedy zagadkowy wybawca pochyla się nad nią i szepcze jej do ucha niezrozumiałe słowa, Raven traci przytomność. 

Moja opinia:

Raven to powieść wyróżniająca się nieco na tle najpopularniejszych dziś powieści, które zdominowały książkowy rynek, czyli young adult, romansów i fantasy. Tym razem znów mamy okazję zanurzyć się w świecie pełnym wampirów, krwi i brutalności. Wszyscy zagorzali czytelnicy z pewnością pamiętają, że jeszcze kilka lat temu powstawały ogromne ilości tego typu powieści, dziś zaś jest wręcz odwrotnie.

wtorek, 8 marca 2016

Zakładkowy konkurs - 3 nagrody czekają





Zgodnie ze swoimi wcześniejszymi zapowiedziami - organizuję już drugi konkurs na moim blogu, tym razem poniekąd z okazji pięciu lat, które minęły od kiedy opublikowałam tutaj pierwszy swój post. Była to moja biblioteczka, jeszcze wtedy bardzo skromna ;) Mimo tego jednak post ten cieszył się wielką popularnością i przez wiele kolejnych miesięcy, a nawet lat pozostawał jednym z najczęściej odwiedzanych. Jeśli ktoś jeszcze go nie widział - KLIK.

Na świętowanie jeszcze przyjdzie czas, dlatego też przejdę bezpośrednio do kwestii konkursowych. Tym razem przewidziałam aż trzy nagrody - dwie z nich to zakładki widoczne na powyższym banerze, zaś trzecia nagroda będzie niespodzianką przyszykowaną przeze mnie (oczywiście książkową)  ;)

Wzór zgłoszenia:

  • Obserwuję jako:
  • Udostępniam baner na: 
  • Adres e-mail:
  • Lubię fanpage jako: (nieobowiązkowe, +1 los)                          [KLIK]
  • Obserwuję instagram jako: (nieobowiązkowe, +1 los)               [KLIK]
Zapraszam serdecznie do zabawy! ;)


Regulamin konkursu:

1. Do konkursu zgłosić może się każda osoba będąca publicznym obserwatorem mojego bloga.

2. Nagrodą jest moją osobistą własnością. 
3. Po ogłoszeniu wyników czekam na odpowiedź od zwycięzcy przez 48h, jeśli jej nie dostanę - wylosuję kolejną osobę. 
4. Organizatorem konkursu jest Dominika Fal, właścicielka bloga kochamy-ksiazki.blogspot.com
5. Konkurs trwa od dnia 08.03.2016 do 08.04.2016 do godziny 23.59 - późniejsze zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
6. Uczestnik musi spełnić wspomniane warunki - być publicznym obserwatorem bloga oraz udostępnić baner konkursowy.
7. W drodze losowania wygrywają trzy osoby. 
8. Wyniki zostaną ogłoszone w osobnym poście najpóźniej trzy dni po zakończeniu konkursu.
9.  Konkurs nie podlega przepisom Ustawy z dnia 29 lipca 1992 roku o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr4, poz. 27 z późn. zm.).
10. Organizator zastrzega sobie prawo do zmiany regulaminu w trakcie trwania konkursu. 
11. Zdobywca nagrody zostanie powiadomiony o wygranej pocztą elektroniczną w przeciągu  2 (dwóch) dni roboczych od zakończenia Konkursu, na adres e-mail wskazany przez niego w trakcie Konkursu.
12. Warunkiem udziału w Konkursie jest podanie przez Uczestnika Konkursu prawdziwych danych osobowych, tj.: imienia, nazwiska, adresu konta poczty elektronicznej.
13. Przystępując do Konkursu i akceptując niniejszy regulamin Uczestnik wyraża zgodę na przetwarzanie podanych przez niego danych osobowych przez Organizatora. Dane będą przetwarzane w celu przeprowadzenia Konkursu oraz w związku z wydaniem nagrody po konkursie nie będą one nigdzie przechowywane.

poniedziałek, 7 marca 2016

Book haul - styczeń i luty 2016




Dziś w końcu mam sposobność, by opublikować planowany przeze mnie od bardzo dawna post - czyli moje zdobycze z ostatnich dwóch miesięcy. Większość z nich można zobaczyć na powyższej fotografii, reszta zaś pojawi się solo w dolnej części postu. Moja biblioteczka w tym roku stała się bogatsza o:

  • Zaginięcie Remigiusz Mróz [KLIK]
  • Mistyfikacja Harlan Coben
  • Polowanie na wilka z Wall Street
  • Amber Gail McHugh [KLIK]
  • Homeland. Ścieżki Carrie Andrew Caplan
  • Ostre przedmioty Gillian Flynn [KLIK]
  • Mechaniczna księżniczka Cassandra Clare [KLIK]


Mieliście przyjemność czytać którąś z powyższych powieści? Znacie je, lubicie?


niedziela, 6 marca 2016

Sześć serc - L.H. Cosway


Tytuł: Sześć serc
Autor: L.H. Cosway
Liczba stron: 480
Wydawnictwo: Filia
Tom: #1

Okładka:
Poznajcie opowieść, Jaya Fieldsa, iluzjonisty, mentalisty, spryciarza.
Myślę trójkątami. Wy myślicie liniami prostymi.
Pokażę Wam stół i przekonam, że to krzesło.
Dym i lustra, sztuczki i triki. Oszukuję i zwodzę.
Ale przede wszystkim stawiam na dobre przedstawienie.
Wszyscy sądzą, że zabiłem człowieka, ale nie zrobiłem tego. Pragnę zemsty. Pragnę jej dla siebie i dla niej. Chcę rewanżu dla całej naszej szóstki. Ona mnie nie pamięta, choć jest przyczyną tego wszystkiego. Będzie moją nagrodą, gdy wszystko dobiegnie końca. Jeśli tylko okażę się dość silny.


Moja opinia:
            O powieści Sześć serc dowiedziałam się już jakiś czas temu, gdy przeglądałam książkowe premiery ostatnich miesięcy i już wtedy poczułam wielkie zainteresowanie. Niezwykle klimatyczna okładka oczarowała mnie już od pierwszego spojrzenia, a opis zamieszczony z tyłu okładki zachęcił mnie do lektury jeszcze bardziej. Czy było warto?
            Autorką tejże powieści jest L.H. Cosway, wszechstronnie wykształcona kobieta będąca mieszkanką Dublina. Jej nazwisko w gruncie rzeczy niczego mi nie mówiło, mimo to jednak postanowiłam zanurzyć się w świecie wypełnionym iluzją, sprytem i pragnieniem zemsty.

"Zatracam się w tym wspaniałym mężczyźnie, który zmienił moje życie w przygodę i pokazał mi jego cuda."

czwartek, 3 marca 2016

Ostre przedmioty - Gillian Flynn


Tytuł: Ostre przedmioty
Autor: Gillian Flynn
Liczba stron: 358
Wydawnictwo: Burda

Okładka: Z niechęcią wraca do wspaniałej wiktoriańskiej rezydencji, w której się wychowała, gdzie zaczyna ją prześladować wspomnienie tragedii z dzieciństwa. Stara się odkryć prawdę o brutalnych zbrodniach. Wszystkie tropy prowadzą jednak w ślepą uliczkę i zmuszają Camille do rozwikłania zagadki własnej przeszłości, której musi stawić czoło.


Moja opinia: 
            Gillian Flynn jest autorką znaną najbardziej dzięki powieści Zaginiona Dziewczyna, która pomogła jej w osiągnięciu międzynarodowej sławy. Po zetknięciu się z jej najpopularniejszym dziełem oraz z równie wartościową adaptacją filmową postanowiłam, że warto również zapoznać się z debiutancką powieścią o zastanawiającym tytule Ostre Przedmioty.
            Główną bohaterką i jednocześnie naszą narratorką jest Camille Preaker, kobieta mająca za sobą niezwykle traumatyczne przejścia, będąca dziennikarką dość znanej gazety. Zawodowe zobowiązania zmuszają ją do powrotu w rodzinne strony, gdzie w tajemniczych okolicznościach znaleziono martwą dziewczynkę z dość nietypowym ubytkiem. Kto stoi za tym wszystkim? Czy demony przeszłości Camille pozwolą jej rozwiązać w pełni  tę zagadkę?

Twarz, którą pokazujesz ludziom, mówi im, jak mają cię traktować.

            Ostre przedmioty to książka niezwykle szczera w swym przekazie, chwilami brutalna, opisująca sytuacje, które bez wahania moglibyśmy określić mianem smutnej rzeczywistości. Wszystkie historie w niej zawarte takie jak główny wątek, czy chociażby krótkie historie z którymi Camille styka się w pracy - mają jeden wspólny punkt. Są zadziwiające, szokujące, mimo wszystko jednak gdzieś z tyłu głowy czytelnika czai się przemyślenie, że coś takiego mogło się stać. Każdego dnia jesteśmy bombardowani przez media przeróżnymi historiami o zaniedbaniach rodzicielskich, morderstwach i zaginięciach, dlatego też wszystko to zdaje się być niezwykle realne. Już na pierwszej stronie mamy okazję przeczytać dość niezwykły opis podobnej sytuacji, nie będę jednak zdradzać szczegółów.

środa, 2 marca 2016

Podsumowanie lutego i plany na marzec


Luty był dla mnie miesiącem bardzo trudnym, obfitującym w ogromną ilość nauki i egzaminów. Mimo wszystko udało mi się przeczytać całkiem sporą ilość książek, opublikować kilka postów i rozwiązać urodzinowy konkurs. Niestety, po tylu atrakcjach rozłożyła mnie angina - stąd te pustki, które zagościły na Kochamy Książki pod koniec miesiąca ;)



Podsumowanie w liczbach:
W lutym wyświetlono bloga 1509 razy, co przy mojej średniej aktywności jest dobrym wynikiem.
Liczba obserwatorów wyniosła 231.
Skomentowano bloga 61 razy.
Na blogu ukazało się 5 postów.
Licznik polubień fanpage'a osiągnął 1671.
Liczba obserwatorów na instagramie wynosi 18.






Zapraszam również do zapoznania się z moimi najnowszymi recenzjami - wystarczy kliknąć w okładkę danej książki ;) W lutym opublikowałam również post zawierający 3w1 - Przeczytane lecz nie zrecenzowane w styczniu 2016. 


A już w lutym na blogu:
Recenzje książek: Ostre przedmioty, Imperium Ognia, Zanim się pojawiłeś, Kasacja.
Book Haul styczeń-luty.
Zakładkowy konkurs z trzema nagrodami. 
Recenzja filmu Deadpool.
Post z cyklu serialowo.